
Dla niewtajemniczonych
Firma Hachette postanowiła wypuścić DC: Bohaterowie i złoczyńcy, kolekcję poświęconą ważnym postaciom i wydarzeniom z Uniwersum DC, a każdy tom to starannie wyselekcjonowane opowieści. Twarda oprawa, wysoka jakość, tematyczne felietony z rysem historycznym. Sto dwadzieścia numerów i wspaniała nagrzbietowa panorama.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Tom 65
Najmniej poważana z ikon DC powraca! W tym tomie dowiemy się:
- Skąd właściwie wziął się Arthur Curry i jaka jest geneza Aquamana – bo nie, to nie to samo 🙂
- Co czeka na króla, który wraca do swego porzuconego królestwa i czemu są to okupacja oraz jedni z najbardziej absurdalnych antagonistów, jakich sobie możecie wyobrazić.
The Legend of Aquaman
Aquaman (Volume 3) #1-5

No cóż, muszę napisać coś, co pisałem już w ramach tej serii wielokrotnie: ech, te lata osiemdziesiąte. Ale uczciwie dodam też, że zebrane w tym tomie historie całkiem przyzwoicie równoważą rasową „ejtisowość” zauważalnym ładunkiem powagi, okrucieństwa i mroku. Może i nie uciekamy od naiwności w sferze dialogowo-scenariuszowej, ale przynajmniej widać, że ta opowieść była pisana na serio, więc koniec końców jakoś tam się broni.
Klasyk odhaczony, wracać do niego pamięcią raczej nie będę, ale marudzić też za bardzo nie mam po co.
Tom 66
Oho, mamy kolejny epicki evencik! Ale zapewne nikt się nie spodziewał, że w skład naszej drużyny wejdą ziemscy herosi, Nowi Bogowie oraz… Darkseid. Cel? Powstrzymanie Antyżycia, którego działania – nie zgadniecie – mogą sprowadzić zagładę na nasz wszechświat!
Cosmic Odyssey #1-4

Wiem, wiem, brzmi mocno naiwnie, ale gwarantuję, że wcale takie nie jest. Bardzo spodobała mi się koncepcja dwuosobowych zespołów działających równolegle na czterech planetach – tym bardziej, że nie wszyscy z naszych protagonistów zostali stworzeni do pracy zespołowej. Naprawdę interesująco to żre, gdyż nie ma to jak durne spory w obliczu prawdziwie śmiertelnego zagrożenia i iście przytłaczającego wyzwania postawionego przed każdym z duetów. Potencjalnie spory banał udało się opakować tak, że emocji w trakcie lektury stanowczo nie brakowało.
A dla mnie jeszcze dodatkowym plusem był fakt, że tutaj rysownicze szlify zdobywał mój ukochany Mike Mignola. Wówczas jeszcze poszukiwał swojego stylu, ale na rozlicznych kadrach widać, że tu już się kształtuje ten charakterystyczny hellboyowy sznyt.
Polecam, udana rzecz.
Tom 67
Restart Supermana wjeżdża na grubo! Nikczemne knowania łysola, zagadka kryptonitu, tajemniczy Metallo, okrutny Bloodsport… a poza tym wymuszony lot liniami Darkseid Airlines prosto na Apokolips.
Superman (Volume 2) #1–4
Action Comics #584-586
Adventures of Superman #426

Znów się ucieszyłem, widząc znajome kadry, gdyż pierwszy, drugi oraz czwarty numer Supermana to dokładnie to, co z mocnym zaangażowaniem mały Michałek czytał w latach 90, gdy przygody odzianego w pelerynę Clarka Kenta zaczęły się pojawiać w polskich kioskach. I szczerze powiem, że dalej się to spoko czyta – zwłaszcza pod osłoną Peleryny Sentymentu +666. Ale z całego zbioru jednak najbardziej spodobała mi się rzecz wcześniej nieznana, czyli numer Action Comics z wydatną rolą Phantom Strangera. Trochę natomiast przewracałem oczyma (ale tylko trochę) przy numerach z Darkseidem, które teoretycznie powinny być właśnie najbardziej epickie… a okazały się epicko archaiczne 🙁
Może i perypetie na Apokolips już miejscami trącą tzw. myszką, ale cała reszta pięknie nadrabia. Więc sumarycznie daje mi to jakże zasadne i sprawiedliwe:
Rysunki pochodzą z następujących komiksów: Aquaman (Volume 3) #5, Cosmic Odyssey #3, Superman (Volume 2) #2, 4.






