
Dla niewtajemniczonych
Silo to ekranizacja cyklu powieści Hugha Howeya opowiadającego o społeczności żyjącej w gigantycznym podziemnym schronie. Mieszkańcy nie wiedzą, kto zbudował silos, dlaczego ludzkość musiała zejść pod ziemię ani nawet, ile prawdy jest w tym, czego od pokoleń uczy ich władza. Wiedzą natomiast, że świat na powierzchni jest śmiertelnie niebezpieczny, a próba poznania prawdy może skończyć się wycieczką na zewnątrz, z której raczej się nie wraca.
Pierwsze dwa sezony skupiały się przede wszystkim na Juliette Nichols, granej przez Rebeccę Ferguson inżynierce, która stopniowo odkrywała kolejne warstwy kłamstw otaczających Silos 18. Trzecia odsłona rozszerza perspektywę: z jednej strony obserwujemy konsekwencje powrotu Juliette, z drugiej przenosimy się do świata sprzed katastrofy, żeby wreszcie dowiedzieć się, kto i po co zbudował silosy.
Teoretycznie zatem dostajemy dokładnie to, na co czekaliśmy od początku. Teoretycznie.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
Zacznę trochę nietypowo, bo tym razem naprawdę chciałem, żeby Silo przestało zadawać pytania.
Mystery box to fajny koncept pisarski. Tajemnicze drzwi, zakazane poziomy, zapomniana historia, dziwne urządzenia, kolejny silos za wzgórzem i nieznany głos, wydający polecenia lokalnym władzom — dawajcie mi tego więcej. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przez trzy sezony serial sugeruje, że za kurtyną kryje się coś niesamowitego, a w końcu ją odsłania.
Bo wtedy wypadałoby, żeby to, co znajduje się za nią, było równie interesujące jak samo zgadywanie. I tutaj Silo zaczyna mieć problem.
Pierwszy sezon kończyłem z mnóstwem pytań. Ile jest silosów? Kto nimi zarządza? Dlaczego powstały? Czy wszystkie funkcjonują według tych samych zasad? Co stało się ze światem? Kto decyduje o tym, które społeczności mogą przeżyć? Wtedy mnożenie zagadek działało, bo sam świat był fascynujący, a finał pokazywał, że skala całej historii jest znacznie większa, niż początkowo sądziliśmy.
Po trzech sezonach chcę już jednak czegoś więcej niż kolejnego „Oho, za tym stoi jeszcze ktoś inny”.

Juliette Nichols i przypadek bardzo wygodnej amnezji
Największym problemem trzeciego sezonu jest dla mnie wątek utraty pamięci Juliette.
Nie dlatego, że nie ma go w książkach. Adaptacja ma pełne prawo zmieniać materiał źródłowy, rozwijać go albo przestawiać jego elementy. Problem polega na tym, po co tę zmianę wprowadzono.
Pod koniec drugiego sezonu Juliette znajduje się w niezwykle ciekawym miejscu fabularnym. Była na zewnątrz, przeżyła, zobaczyła inny silos i dowiedziała się rzeczy, które kompletnie zmieniają jej spojrzenie na świat. Wraca do Osiemnastki z wiedzą, która może rozsadzić system od środka.
Brzmi jak świetny punkt wyjścia dla kolejnego sezonu? Najwyraźniej zbyt świetny, bo scenarzyści niemal natychmiast zabierają jej tę wiedzę. Juliette nie pamięta. I zaczynamy zabawę w odzyskiwanie wspomnień.
Amnezja jest jednym z tych motywów fabularnych, które naprawdę trudno zrobić dobrze, bo bardzo łatwo zamienia się w gigantyczny przycisk „pauza”. Bohater czegoś się dowiedział? To teraz zapomni. Fabuła doszła do miejsca, w którym powinny nastąpić konsekwencje? Nie nastąpią, bo trzeba najpierw odzyskać wspomnienia. Widz wie więcej niż postać? Świetnie, możemy przez kilka odcinków czekać, aż bohater wreszcie przypomni sobie to, co my wiemy od dawna.
I dokładnie tak odbierałem dużą część pierwszej połowy sezonu. Co gorsza Silo od początku miało problem z tempem. Już przy pierwszym sezonie pisałem, że materiał spokojnie dałoby się zamknąć w pięciu czy sześciu odcinkach zamiast dziesięciu. Trzy lata później trudno już tłumaczyć to docieraniem się produkcji. To po prostu sposób opowiadania tej historii. Tyle że tym razem po prostu nie umiem przymknąć na to oka.

Dwie linie czasowe, dwa różne seriale
Równocześnie dostajemy wątek Daniela Keene’a i Helen Drew, który przenosi nas do czasów poprzedzających powstanie silosów. I tutaj mam dużo bardziej mieszane uczucia.
Z jednej strony sama zmiana otoczenia robi Silo dobrze. Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych w betonowych korytarzach możliwość zobaczenia normalnego świata jest wręcz odświeżająca. Dostajemy polityczny thriller, spisek sięgający najwyższych szczebli władzy, miliarderów bawiących się w zbawców ludzkości i ludzi próbujących zrozumieć, co właściwie jest budowane pod ziemią.
Nie mogę też powiedzieć, że ten wątek był zupełnie nieciekawy. Wręcz przeciwnie — momentami oglądało mi się go lepiej niż kolejne etapy odzyskiwania pamięci przez Juliette. Tyle że przez dwa sezony geneza silosów rosła w mojej głowie do rangi jednej z największych tajemnic całego serialu.
A odpowiedź? No cóż. Ludzie z ogromnymi pieniędzmi, polityka, geopolityczny kryzys, strach przed zagładą i tajny projekt mający zapewnić przetrwanie wybranej grupie ludzkości. Nie jest to złe, ale też, umówmy się, nie jest szczególnie odkrywcze. Wszystko widzieliśmy, choćby w niedawnym Falloucie.
Przede wszystkim natomiast nadal nie mam poczucia, że dostałem odpowiedź, która zamyka temat. Otrzymaliśmy pochodzenie projektu, część ludzi za nim stojących i kolejne elementy układanki, ale mechanizm funkcjonowania całego systemu wciąż pozostawia mnóstwo znaków zapytania. Algorytm, czyszczenia pamięci, Pakt, Zabezpieczenie, relacje między silosami, Silos 1 i zasady decydowania o życiu lub śmierci tysięcy ludzi — odpowiedzi pojawiają się powoli, są połowiczne i często natychmiast generują kolejne pytania. Oczywiście został jeszcze finałowy sezon. Tylko ile razy można odkładać satysfakcję na później?

Mystery box ma termin ważności
I chyba tutaj leży mój największy problem z całym Silo. Tajemnica jest ciekawa tak długo, jak długo wierzymy, że jej rozwiązanie będzie warte czekania.
Pierwszy sezon zbudował pod tym względem ogromny kapitał. Właściwie każdy kolejny element świata sugerował, że gdzieś głębiej znajduje się odpowiedź. Że istnieje jakiś wielki plan. System. Powód, dla którego wszystkie te absurdalne z pozoru zasady zostały ustanowione.
W trzecim sezonie dostajemy wreszcie możliwość zajrzenia za kulisy. I okazuje się, że sam mechanizm jest dla mnie mniej ciekawy niż świat, który stworzył.
To trochę jak z dobrym horrorem: potwór bywa najbardziej przerażający, dopóki siedzi w ciemności. Kiedy zapalamy światło, musi się okazać naprawdę świetnie zaprojektowany, żeby nadal robił wrażenie. Silo właśnie zapaliło światło. I na razie nie jestem pewien, czy chciałem tak dokładnie zobaczyć, co tam stoi.

Ale przecież nie wszystko jest złe
Żebyśmy mieli jasność: trzeci sezon Silo nie jest produkcyjną katastrofą. Wręcz przeciwnie.
Serial wygląda bardzo przyzwoicie. Scenografia silosów wciąż potrafi sprzedać poczucie gigantycznej, działającej od setek lat infrastruktury. Podoba mi się industrialna brzydota tego świata, jego zużycie, brud i poczucie, że każdy mechanizm działa trochę dłużej, niż powinien.
Rebecca Ferguson nadal jest świetna i nawet scenariuszowy knebel w postaci amnezji nie odbiera Juliette całej charyzmy. Doceniam również to, że twórcy próbują rozszerzyć świat zamiast do końca serialu pokazywać wyłącznie Silos nr 18.
Sam finał również przywraca historii trochę potrzebnej energii. Wreszcie zaczynamy widzieć skalę systemu, odpowiedzialnych za jego funkcjonowanie ludzi i prawdziwe konsekwencje nieposłuszeństwa. Juliette dochodzi też w końcu do miejsca, w którym może przestać reagować na ruchy przeciwnika i sama zacząć działać.
Problem w tym, że na ten moment czekałem właściwie przez cały sezon. Finał ponownie robi więc dokładnie to, co Silo potrafi najlepiej. Obiecuje mi świetny kolejny sezon. Ponownie. Cytując klasyka: „Spokojnie, zaraz się rozkręci”.

Końcowa ocena
Kiedy w 2023 roku kończyłem pierwszy sezon, napisałem, że chcę, żeby ten serial mi się podobał, ale za każdym razem trochę się od niego odbijam. Dałem mu wtedy kredyt zaufania, bo wszystko wskazywało na to, że twórcy mają w rękach świetny świat i potrzebują tylko trochę czasu, żeby nauczyć się go odpowiednio wykorzystywać.
Trzy lata później trudno powiedzieć, żebym zmienił zdanie. Silo nadal ma klimat. Nadal ma świetną główną bohaterkę. Nadal potrafi zbudować tajemnicę. Nadal chcę wiedzieć, co będzie dalej. Ale chyba właśnie to ostatnie jest dla niego zarówno największą zaletą, jak i przekleństwem.
Bo przez trzy sezony oglądam serial, który nieustannie przekonuje mnie, że już za chwilę, już za momencik stanie się naprawdę świetnym science fiction. Jeszcze jedna tajemnica. Jeszcze jeden poziom silosu. Jeszcze jedno odkrycie. Jeszcze jeden finał sezonu. A potem przychodzi kolejny sezon i okazuje się, że znowu czekamy.
W trzeciej odsłonie miały nadejść odpowiedzi, tymczasem dużą część czasu poświęcono fabularnemu cofnięciu Juliette poprzez amnezję oraz historii genezy silosów, która przynajmniej mnie nie wynagrodziła kilku lat budowania tajemnicy. Co gorsza część problemów wskazywanych przeze mnie już przy pierwszym sezonie — przede wszystkim dłużyzny i ślimacze tempo docierania do kolejnych punktów fabuły — nie tylko nie zniknęła, ale stała się wręcz znakiem rozpoznawczym serialu.
I może dlatego jestem wobec tego sezonu bardziej krytyczny niż wielu recenzentów. Nie dlatego, że Silo jest złym serialem. Dlatego, że od trzech sezonów widzę, jak blisko jest bycia dobrym.
Kredyt zaufania został wykorzystany. Teraz został już tylko czwarty, finałowy sezon. Niech wreszcie dowiezie coś więcej niż tylko niewykorzystany potencjał.
Strefa GIF-a








Zdjęcia pochodzą z IMDb i reddita, GIF-y zaś ze skarbnicy Tumblra.





