![]()
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

#KupkaWstydu
Gierkowy lipiec zacząłem prawdziwym konkretem, albowiem jakże głośnym (i w wielu kręgach kultowym) hitem z 2019, czyli Disco Elysium. Nie miałem genu na długaśnego RPG-a, więc przyjąłem, że pogram sobie przez cały jeden wewnątrzgrowy dzień i to już powinno mi dać solidne pojęcie o tym dziele. No ale najpierw tworzenie postaci – postawiłem na archetyp myśliciela. I oto jestem, jakże zjawiskowy:

Bez owijania w bawełnę: gra mnie urzekła. Totalnie kupuję ten artyzm, tę celowo przesadną intelektualność, to notoryczne szturchanie mózgu gracza, te niebanalne mechaniki, te cudowne (i cudownie upiorne wizualia). I szczerze żałuję, że wspomnianego powyżej genu nie miałem, bo czuję, że mógłbym się w Disco Elysium zakochać bez pamięci. No chyba że wcześniej bym umarł pod lawiną tekstu, czego też nie da się wykluczyć.
I dodam jeszcze, że jako prawdziwy Polak nawet na miejsce zbrodni przybyłem z reklamówką pełną butelek kaucyjnych.


#KupkaWstydu
Następne na liście były izometryczne przygody panny Croft, która niekoniecznie z własnej woli naraziła się starożytnemu egipskiemu bóstwu.

Nie było to moje pierwsze zetknięcie z izometryczną Larą, bo lata temu ograłem też The Guardian of Light – a skoro wtedy bawiłem się dobrze, teraz też miałem jak najlepsze nastawienie. I całkiem słusznie, bo to po prostu świetna zręcznościowa rozrywka (momentami dość wymagająca), okraszona sympatycznymi zagadkami środowiskowymi. Ba, są nawet elementy pseudoerpegowe, bo możemy naszą bohaterkę wyposażać w rozmaite pierścienie i amulety! Arsenał też przebogaty: oprócz podwójnych pistoletów u mnie żelaznym zestawem były podwójne pistolety maszynowe i granatnik naprzemiennie z miotaczem ognia (aczkolwiek w walce finałowej nastrzelałem się z wyrzutni rakiet jak szalony 😃).
Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że to jest gra stworzona do co-opa i w rozgrywce solowej nieco traci. Chociaż też z drugiej strony nikt mi nie psuje poziomów! Tak czy siak: porcja solidnej zabawy, która nie skradnie Wam milionów godzin z życiorysu.


Robimy przerwę od Kupki Wstydu, gdyż redaktor Tomek doniósł, że na Amazon Luna można sobie zagrać za friko w Dispatcha, jeśli się jest subskrybentem Prime. A jako że zagranie w tytuł z 2025 pozwoli mi odhaczyć tegoroczny challenge od Tomka i jako że nie chciałem ryzykować, że gra zniknie z oferty…

Cudowna gra cudownie dopasowana do mnie. Po prostu. Uwielbiałem narracyjne arcydzieła Telltale i tutaj również od pierwszych minut poczułem się jak w domu – zwłaszcza że jestem też zagorzałym fanem serialowego The Boys, a nie da się ukryć, że inspiracji jest tu od groma 🙂 W każdym razie graficznie topka, muzycznie topka, aktorsko topka, fabularnie topka, emocjonalnie topka.
Jeśli zaś kogoś ciekawią dokonane przeze mnie wybory, proszę uprzejmie:
- Wybrałem Visi, poszedłem z nią do kina, nie dałem jej wywalić z ekipy i ostatecznie sprawiłem, że przeszła na jasną stronę mocy.
- Z drużyny usunąłem Coupé, ale na koniec nie wysłałem jej za kraty.
- Dałem Shroudowi oryginał i prototyp, a potem zabiłem dziada.
- A do drużyny wybrałem Waterboya.
Poniżej zaś po jednym obrazku z każdego odcinka, a także nadciągające manualne pozdrowienie dla mojej cudownej ekipy.
A tutaj jeszcze recenzja, którą swego czasu popełnił Tomek i którą wreszcie mogłem ze spokojnym sumieniem przeczytać.


Zamykamy tradycyjną u mnie sekcją karcianą! W Gwincie tym razem ciekawostkami obrodziło i absolutnie najwięcej frajdy sprawił mi niesamowicie mocny nilfgaardzki Sklep, którym przegrałem dosłownie JEDEN mecz, a kombo Milton + Fałszywa Cirilla + Sangreal to niesamowita sprawa. W Snapie zaś sezon Spider-Man: Brand New Day, niby filmowy, ale jednak największym moim odkryciem była niefilmowa Złowieszcza Szóstka, bo cóż to jest za fascynująca karta!
Screeny własnego autorstwa, GIF ze skarbnicy Tumblra, grafika do Gwinta z The Voice of Gwent, grafika do Snapa z Marvel Snap Zone.



























