Kronika Geeka

Co było grane w czerwcu? 📜😈

Aktualizacja Kupki Wstydu i błyskawiczny przegląd generalny tego wszystkiego, co ograłem w minionym miesiącu.

GIF z gry Crysis 2

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.


Bioshock Infinite

#KupkaWstydu

Słowo się rzekło i w czerwcu zakończyłem łobuzowanie w podniebnej Columbii. Co chciałbym dodać do wrażeń zeszłomiesięcznych?

Na pewno to, że to faktycznie już nie jest horrorowo-survivalowy FPS. Do tej pory pamiętam, jaki potrafiłem być przerażony, stąpając ostrożnie po korytarzach Rapture – o unikaniu Big Daddych, którzy zaraz przerobią mnie na mielonkę, już nawet nie wspomnę. Ale czy to wada? Niekoniecznie. Infinite też przeraża, też dołuje i też zachwyca, ale robi to za pomocą całkiem innych środków. A fabularnie spokojnie może konkurować z protoplastą.

Wizualnie i dźwiękowo w sumie również, bo w tej palecie barw potrafi czaić się wcale nie mniejszy mrok. No i oczywiście Songbird 🖤

Generalnie zastanawiałem się, czy powinienem przyznać notę maksymalną… i były takie dni, że bardzo chciałem to zrobić. Ale jednak uznałem, że skoro część pierwsza jest dla mnie takim absolutem, część trzecia musi zostać postawiona szczebelek niżej – nawet jeśli ten szczebelek jest niżej dosłownie o średnicę włosa…

ocena BDB


BioShock Infinite Burial at Sea

#KupkaWstydu

…aaaale całkowicie przypadkiem odkryłem, że moja edycja zawiera dwuodcinkowe DLC fabularne Burial at Sea, które – jak się okazało – wywraca wszystko do góry nogami. Czyli zasługuje na osobny wpis.

Zrzut ekranu z gry BioShock Infinite Burial at Sea

Jeśli nigdy nie graliście, a macie okazję, KONIECZNIE to zróbcie, bo ten dodatek to nie jest jakieś BioShock Infinite+. Tutaj pod bardzo wieloma względami dostajemy na dobrą sprawę pierwszego BioShocka w szlafroku z BioShocka trzeciego. I wracamy do Rapture. Tak, do Rapture. I będą splicerzy. Oraz Big Daddy. MA-SA-KRA.

W pierwszym z odcinków wcielamy się w, ekhm, Bookera i tutaj rozgrywka wygląda jeszcze w miarę znajomo, ale gdy w odcinku drugim przyjdzie nam sterować wątłą Elizabeth, gra zmienia się w rasową skradankę. I już nie narzekam na brak horrorowej atmosfery zaszczucia 😀

Najwspanialsze nowinki to Radar Range jako broń oraz przyzywane przez Elżbietkę wsparcie w postaci samuraja (które uwieczniłem na brzydkich obrazkach, więc nie wstawiam), ale rozgrywka rozgrywką – fabularnie przejechał mnie tu taki walec, że wcale niefrywolna historia z gry bazowej może sie schować.

Oraz jeszcze #KMWTW.

Zrzut ekranu z gry BioShock Infinite Burial at Sea

I teraz gdy już patrzę na całość opowieści, którą serwuje BioShock Infinite wzbogacone tym niesamowitym dodatkiem, nie mam cienia wątpliwości. Za pełny pakiet tylko i wyłącznie najwyższa z not. Jak ja się cieszę, że tego nie olałem.

ocena SZTOS


Crysis 2 Maximum Edition

#KupkaWstydu

Po zmaganiach w Columbii i Rapture odpaliłem sobie drugą część Crysis, gdzie był plan na trzy pełne misje. I były to pełne misje. Pełne efektownej rozwałki.

Zrzut ekranu z gry Crysis 2

Totalnie mnie nie dziwi, że w momencie premiery gra robiła wizualnie kolosalne wrażenie, bo ona po 15 latach nadal prezentuje się więcej niż nieźle. A sama rozgrywka w sumie całkiem wymagająca, bo w broni odrzut konkretny, a oponenci posiadają wszelkie ważne badania okulistyczne i naszego Proroka wypatrzą z drugiego krańca mapy. Więc to nie tak, że wrogowie lecą grzecznie pod lufę – nie dość, że kryją się za osłonami, to jeszcze nasze osłony potrafią rozwalić, więc trochę się trzeba napocić.

Ale umówmy się: Crysis od zawsze stał tym imponującym nanokombinezonem, który praktycznie dawał nam supermoce. Czy regularnie odpalałem kamuflaż optyczny i uskuteczniałem ciche eliminacje pojedynczych strażników? Czy lubiłem wskakiwać na dach budynku bądź innego autokaru, żeby zrobić rozpoznanie terenu i wizjerem zaznaczyć opcje taktycznego przekradnięcia się za linię wroga? Otóż tak. Bardzo przyjemnych kilka godzin – tym przyjemniejszych, jeśli udawało się wstępny plan taktyczny zrealizować i uniknąć otwartej strzelaniny. Ale czasem po prostu trzeba było w kogoś kopnąć samochodem, być może odpalał mi się wewnętrzny mundial.

A tutaj możecie zobaczyć ostatnią zagraną przeze mnie misję, czyli Road Rage – tak, będzie niszczycielski samochodzik 🙂


Gwint i Marvel Snap

Zamykamy tradycyjną u mnie sekcją karcianą! W Gwincie jakiś zastój, nic mnie specjalnie nie porwało, więc nadal głównie Madoc i miotanie bomb. W Snapie zaś sezon Beach Bash (czyli dla mnie wizualnie absolutny dramat, bo wszystko tylko i wyłącznie w stylu HEHE ZABAWUNIA) z zestawem naprawdę innowacyjnych kart – delfinek Jeff oczywiście przypadł do gustu, ale o wiele bardziej zaprzyjaźniłem się z Venus, czyli naprawdę wszechstronnym silnikiem.


Screeny własnego autorstwa, GIF ze skarbnicy Tumblra, grafika do GwintaThe Voice of Gwent, grafika do SnapaMarvel Snap Zone.

+1
0
+1
0
+1
2
+1
1
+1
0
+1
0
+1
0