Kronika Geeka
Somnauci - okładka wpisu

Somnauci. Katla

Ambitny, zrodzony ze snu i magmy wszechświat, w którym fascynujące światotwórstwo zderza się z mechanicznymi bohaterami.

 

Dla niewtajemniczonych

Jeśli nie lubisz spoilerów, a chcesz przeczytać tę książkę, daruj sobie notki wydawnicze: wydawca zadbał o to, żeby ujawnić jeden z ciekawszych zwrotów akcji w pierwszym zdaniu recenzji. 

Dobra, suspens uratowany. Ale o co chodzi?

Somnauci. Katla Magdaleny Świerczek-Gryboś to pierwszy tom cyklu, do którego polskie określenie fantastyka naukowa pasuje chyba nawet lepiej niż science fiction, bo mamy tu i tropy z klasycznego fantasy, i astrofizyczne debaty. Losy osieroconej Islandki Katli, strażniczki młodszego brata naznaczonego niezwykłą mocą, stają się pretekstem do nakreślenia skomplikowanej panoramy wyśnionego wszechświata i jego kosmogonii. Czy budowa intrygującego uniwersum jest głównie intelektualnym popisem à la Dukaj? A może mamy tu do czynienia z arcydziełem, które w równym stopniu obejmuje wymiar konceptualny i psychologię postaci?

Nie spalę większości fabuły w tej recenzji jak promotorzy książki, ale jeśli chcesz poznać jedynie moje zdanie, a nie fragmenty akcji, przeskocz do werdyktu.

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

 

Garść wrażeń

Od czasu bardzo udanego Nieświatu po powieści Świerczek-Gryboś sięgam z dużą nadzieją i oczekiwaniami, podsycanymi przez publicystykę tej pisarki i jej autentyczny, zaangażowany kontakt z fandomem. Zostawiłam sobie pierwszy tom Somnautów na moment, w którym mogłam poświęcić lekturze sporo uwagi (a nuż trzymam w ręku arcydzieło?) i bardzo dobrze – tutaj od pierwszych stron dzieje się sporo, a prezentacja świata z perspektywy tytułowej bohaterki wymaga od czytelników skupienia.

Trudno powiedzieć, czy osią Somnautów jest światotwórstwo, czy studium psychiki Katli – osamotnionej dziewczynki, której powierzono brzemię chyba ponad siły: opiekę nad młodszym bratem Ákim, w którego ciele zamieszkał antyczny byt, niezbędny do funkcjonowania tej rzeczywistości, zwany Śniącym. Rodzeństwo wyrusza w nieznane, uciekając przed istotami, które chcą obudzić (czyli zabić) Śniącego i zmagając się ze świadomością, że nie zna losu siostry bliźniaczki Ákiego. Dodatkowym ciężarem dla Katli jest bycie Bezsenną, czyli osobą, która nie produkuje zasiewu – sennego paliwa niezbędnego do funkcjonowania jej świata. Bezsenność to nie tylko piętno, które bohaterka stara się ukryć nawet przed najbliższymi, lecz także wyrok przedwczesnej śmierci z wyczerpania. Powierzony jej pieczy marudny dzieciak zamieszkały przez znużone ponadczasowe stworzenie początkowo absolutnie nie pomaga, podobnie jak pierwsze opiekunki, które jak refren powtarzają Katli złe wieści o jej całkowitym braku potencjału magicznego.

Dziwny, senny wszechświat nie jest jednak stabilnym miejscem, co paradoksalnie pozwala Katli dość szybko podważyć hipotezy otoczenia. Zmagania z przeciwnościami losu dają jej dostęp do niezwykle potężnych magicznych żywiołów, lawy i acide, co postawi bohaterkę w centrum… lawopunkowej? konstrukcji alternatywnej Marsylii, pełnej maszyn napędzanych potęgą lawy, a także w splocie wydarzeń trzęsących przekształcającym się światem.

Rzeczony świat ma znaną ziemską geografię, ale rządzi się nie do końca zbadanymi prawami, na które próbują wpływać zarówno podróżujący po wszechświecie Somnauci, jak i rozmaite grupy interesów – Bezsenni, koszmarnicy, ugrupowania magiczne, siewcy, papież… Dla wygody narracji Katla co jakiś czas nawiązuje kontakt z bytami mającymi wpływ na organizację tego całego kreatywnego bałaganu i uzyskuje kolejne porcje wyjaśnień. Nie zdradzając zbyt wiele, rusztowanie wszechświata zaprojektowanego przez Świerczek-Gryboś trzyma się całkiem dobrze i ma sporo sensu, ale zostało obudowane masą dodatkowych pomysłów, które srodze mieszają czytelnikom w głowach. Wstawki po islandzku, francusku, niemiecku, mnogość politycznych ugrupowań, zróżnicowane statusy istot ludzkich w zależności od ich relacji ze snem, mnożące się typy magii i magicznych paliw… jest tu tego od groma i trochę.

„O święty Barnabo na deskorolce, jaki to jest bałagan!” – Paweł, Goodreads.

Jednocześnie sama fabuła ma nierówny, rwany rytm. W pierwszej części książki poznajemy przede wszystkim samą Katlę, jej osamotnienie, zgorzknienie i niezłomność w opiece nad upiornym cudotwórczym bachorem. Potem opowieść nabiera tempa i pojawiają się postaci, których jedynym celem nie jest szybciutko zginąć w kataklizmie, ale bohaterka decyduje się na dalszą ucieczkę. Cięcie, akcja przenosi się do południowej Francji. Z dala od rodzinnej Islandii kompletnie (i nie do końca wiadomo dlaczego) zmienia się też osobowość Katli – z oschłej, przedwcześnie dojrzałej opiekunki w mocodajną kurtyzanę-polityczkę. Wszystko to robi z dziewczyny – przynajmniej w mojej optyce – raczej mechanizm narracyjny do pokazania świata i pewnych tez niż spójną, rozwijającą się postać pierwszoplanową. Nie polubiłam jej. Nie znienawidziłam jej. Niosła na barkach niesamowite brzemię, w ciele ogromne moce, nawiązywała dziwne, wyjątkowe relacje z otoczeniem i nic a nic mnie nie obchodziła. Z pozostałych postaci w drugiej części opowieści zdołał mnie zaciekawić dojrzewający Áki i jego przemiana z bachora w mędrca, ale już nie świta przyjaciół, obrońców, kochanków i szpiegów uwikłanych w polityczne knowania. 

Ze względu na ten brak zaangażowania przez końcowe kulminacje, walki i kataklizmy brnęłam raczej z poczucia czytelniczego obowiązku i zaciekawienia mechaniką świata (super, że nie widziałam tych notek wydawniczych, bo przynajmniej miałam jakieś niespodzianki!) i nie jestem pewna, czy będę w napięciu czekać na ciąg dalszy. Z podobnymi odczuciami skończyłam pierwszy tom Diuny i nie wróciłam do serii – również tam losy marionetek starannie rozmieszczonych wokół centralnej postaci zbawiciela kompletnie mnie nie wzruszały. No ale w Katli przynajmniej są smoki. I to dobrze napisane.

Co ciekawe powieść zakończona jest osobistą dedykacją-posłowiem, w której autorka opisuje własne zmagania i życiowe przełomy. Z mojej perspektywy ta intymna, pamiętnikarska wstawka raczej dołożyła do panującego w Katli chaosu i splątania niż wyjaśniła zamysł fabuły, którą odbieram jako najmniej żywą i ludzką ze znanych mi tytułów Świerczek-Gryboś.

Nie ocenia się książki po okładce, ale ilustracja na obwolucie Katli spodobała mi się bez zastrzeżeń – kolorystyka, klimat, intensywne spojrzenie bohaterki. Po lekturze wiem, że dobrze oddaje ducha całości. Jako czytelniczka ebooka rozczarowałam się z kolei opracowaniem EPUB-a pod Kindle – nie wiem, kto puścił do publikacji książkę złożoną fontem bezszeryfowym odpowiednim do języków arabskich i bez porządnych polskich cudzysłowów, ale nie pochwalam. Wydawnictwo Spisek Pisarzy wygląda na fachowe, a tu taka amatorszczyzna. Aha, pisarka przeprasza za ewentualne literówki w obcojęzycznych cytatach. Literówki stwierdzono (niemiecki), ale przepraszać powinna korekta – wiem, bo bywałam tą korektą.

Werdykt

Trudno mi wystawić sensowną ocenę. Przeczytałam rzecz ambitną, osobistą, w wielu aspektach dopracowaną i oryginalną. To chyba dużo? A jednocześnie nie mogłam się opędzić od przekonania, że we współpracy z bardzo dobrym redaktorem prowadzącym Katla mogła być wybitna. Niestety efekt zepsuł nierówny, szarpany rytm opowieści, mechaniczny rozwój postaci i wydawnicze niedociągnięcia. Jak na to, ile serca autorka najwyraźniej włożyła w pierwszy tom Somnautów, wyszła z tego za bardzo polityczna opowieść o wybrańcach na modłę Diuny – i to skojarzenie zostaje ze mną mocniej niż początkowe porównanie do intelektualnych konstruktów Jacka Dukaja. 

Mimo wszystko seria ma potencjał i przeczuwam, że nie wszyscy się ze mną zgodzą co do bardziej krytycznych fragmentów tej recenzji. I dobrze. Literatura, która daje do myślenia i wymyka się jednoznacznej kategoryzacji to już jest coś.

ocena GIT

 

Grafika na podstawie okładki powieści.

+1
3
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0