
Dla niewtajemniczonych
Widow’s Bay to nowy, stworzony przez Katie Dippold serial Apple TV, którego akcja rozgrywa się na wyspie u wybrzeży Nowej Anglii. Burmistrz tytułowej, wyspowej miejscowości, Tom Loftis (Matthew Rhys), próbuje przyciągnąć turystów i uczynić z podupadającego miasteczka popularny kurort. Problem w tym, że mieszkańcy są przekonani, iż wyspa jest przeklęta, a kolejne lokalne legendy okazują się mieć zaskakująco dużo wspólnego z rzeczywistością.
Loftis, jako człowiek nowoczesny i oczywiście racjonalny, zbywa przesądy mieszkańców i konsekwentnie realizuje swój plan. Nietrudno się domyślić, że szybko zaczyna tego żałować.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Witajcie w Widow’s Bay
Ten serial był dla mnie całkowitą niespodzianką. Nie czekałem na niego, przed premierą właściwie nic o nim nie wiedziałem i włączyłem go głównie ze względu na Matthew Rhysa, który od dawna należy do moich ulubionych aktorów. I chyba nigdy nie wybaczę HBO skasowania Perry’ego Masona z nim w roli głównej. Po zakończeniu sezonu Widow’s Bay spokojnie wbiło się natomiast na szczyt listy moich ulubionych produkcji tego roku.
Jak już pisałem, ten serial to swego rodzaju połączenie Parks and Recreation z horrorem rodem z prozy Stephena Kinga. Z pierwszego mamy tu małomiasteczkowy urząd, grupę dziwacznych pracowników i lokalną społeczność, której problemy trafiają na biurko burmistrza. Kingowskie są natomiast odizolowana wyspa, osobliwi mieszkańcy i poczucie, że pod powierzchnią pozornie zwyczajnego miasteczka — tu również dosłownie — kryje się coś znacznie bardziej niepokojącego. Każdy odcinek przynosi przy tym kolejną legendę, potwora lub nawiedzone miejsce.

Serial przede wszystkim bardzo umiejętnie łączy humor, miejscami dość czarny, z elementami thrillera, grozy i pełnoprawnego horroru. I nie mam tu na myśli wyłącznie paru jumpscare’ów czy postaci przemykającej gdzieś w tle. Niektóre sceny i stworzenia spokojnie mogłyby znaleźć się w opowieści grozy rodem z Lovecrafta. Co najważniejsze: serial potrafi być naprawdę zabawny, a chwilę później autentycznie niepokojący, bez wrażenia, że oglądamy dwie różne produkcje sklejone ze sobą na siłę.
Duża w tym zasługa świetnie napisanych postaci. Oczywiście bryluje Rhys w roli Toma Loftisa, niezbyt lubianego burmistrza, który ma bardzo konkretne plany dla wyspy, choć niekoniecznie wie, co właściwie robi. Nie jest to kryształowy bohater ani szczególnie dobry polityk. Bywa arogancki, małostkowy i tchórzliwy, a przy tym długo nie chce przyjąć do wiadomości nawet najbardziej oczywistych dowodów na to, że mieszkańcy mogą mieć rację.

Matthew Rhys po raz kolejny pokazuje jednak, jak wszechstronnym jest aktorem. Po The Americans, Perrym Masonie czy nawet ostatnim, dość przeciętnym The Beast in Me od Netflixa można go kojarzyć przede wszystkim z poważnymi rolami, ale tutaj świetnie odnajduje się również w komedii. W jednej scenie Loftis potrafi być irytującym bufonem, w kolejnej kompletnie zagubionym człowiekiem, a chwilę później bohaterem, któremu autentycznie współczujemy. I nawet jeśli przez większość czasu trudno nazwać go szczególnie odważnym, to właśnie jego niedoskonałości sprawiają, że ogląda się go tak dobrze.
Świetna jest również Patricia, grana przez Kate O’Flynn. Początkowo wygląda trochę jak kolejna dziwaczna pracownica urzędu, która ma przede wszystkim dostarczać komediowych momentów, ale bardzo szybko okazuje się jedną z ciekawszych postaci serialu. Patricia jest ekscentryczna, ale jednocześnie wyjątkowo kompetentna i często jako jedyna w ratuszu wydaje się rozumieć, co właściwie się wokół niej dzieje. Odcinki z jej imprezą z piekła rodem oraz starciem z zamaskowanym psychopatą należały do najśmieszniejszych, a jednocześnie najbardziej udanych w całym sezonie.

Mamy też Stephena Roota w roli Wycka, czyli jednego z tych aktorów drugiego planu, których twarz wszyscy znają, nawet jeśli niekoniecznie od razu pamiętają nazwisko. Root przez lata pojawiał się na małym ekranie, użyczając głosu w produkcjach animowanych, takich jak kultowy King of the Hill czy ostatnio Masters of the Universe, ale też grając ważne role w serialach pokroju Barry’ego od HBO. Na dużym ekranie można go było zobaczyć między innymi w Office Space czy No Country for Old Men. Tutaj gra miejscowego eksperta od klątw, potworów i historii wyspy, którego Loftis traktuje jak (nie)szkodliwego wariata. Oczywiście szybko okazuje się, że Wyck jest jedną z niewielu osób naprawdę przygotowanych na to, co nadchodzi.
Na szczęście serial nie opiera się wyłącznie na dziwactwach bohaterów. Pod warstwą komedii i kolejnych nadprzyrodzonych zagrożeń kryją się całkiem poważne historie o żałobie, samotności, odpowiedzialności i próbach poradzenia sobie z przeszłością. Dotyczy to przede wszystkim Loftisa i jego syna Evana, którzy po śmierci żony i matki nie do końca potrafią się ze sobą porozumieć. Co ważne, te bardziej dramatyczne elementy nie wyglądają jak obowiązkowa porcja „głębi”, którą ktoś postanowił dokleić w połowie sezonu.

Widow’s Bay jest przykładem tego, że można opowiedzieć w miarę oryginalną historyjkę, napisać dobre dialogi podlane czarnym humorem, a jednocześnie stworzyć trójwymiarowe postacie. Bohaterowie mają własne cele, słabości i relacje, a nie służą wyłącznie do przesuwania fabuły od jednego potwora do kolejnego.
Sam sezon ma też bardzo dobre tempo. Każdy odcinek przynosi nowe zagrożenie i częściowo zamkniętą historię, ale jednocześnie rozwija większą tajemnicę wyspy. Dzięki temu serial nie stoi w miejscu, jak wiele współczesnych produkcji, które przez osiem godzin zapowiadają wydarzenia mające nastąpić dopiero w finale. Tutaj właściwie cały czas coś się dzieje, a kolejne odpowiedzi prowadzą do następnych pytań.
Finałowy twist może nie należy do najbardziej zaskakujących, bo dało się go przewidzieć, szczególnie jeśli zwracało się uwagę na niektóre dialogi i relacje między postaciami. Nadal działa jednak całkiem nieźle i sensownie wynika z tego, co pokazano wcześniej. Nie jest to zatem zwrot akcji wyciągnięty w ostatniej chwili z kapelusza wyłącznie po to, żeby widz powiedział „wow”.

Końcowa ocena
Widow’s Bay to dla mnie spokojnie serial roku. Jest zabawny, miejscami naprawdę straszny, świetnie zagrany i, co ostatnio wcale nie jest takie oczywiste, ma pomysł zarówno na swoją historię, jak i bohaterów.
Apple TV po raz kolejny pokazuje, że robi obecnie chyba najciekawsze produkcje spośród wszystkich platform streamingowych. Jedyna obawa jest taka, żeby nie zarżnięto tego pomysłu zbyt wieloma sezonami. Drugi został już zapowiedziany, ale mam nadzieję, że twórcy wiedzą, dokąd zmierzają i nie będą próbowali wyciskać Widow’s Bay przez następne dziesięć lat.
Tak trzy sezony spokojnie wystarczą, sądzę. A za ten pierwszy daję:

Strefa GIF-a













Zdjęcia pochodzą z IMDb i reddita, GIF-y zaś ze skarbnicy Tumblra.




