
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

#KupkaWstydu
Zbiory Ubisoftu odhaczone i zanim rzucę się na magazyn Steama, czas ogarnąć niedobitki z zakładki GOG. Pierwszym z nich jest absolutna perełka, która – o zgrozo – przeszła bez wielkiego echa.

O The Talos Principle czytałem same świetne opinie, ale muszę przyznać, że na tak wybitny mariaż mózgożernej gry zagadkowo-logicznej z filozoficzno-religijno-etycznym sci-fi nie byłem gotowy. Gwarantuję Wam, że nie raz i nie dwa gra zczelendżuje Waszą logikę i system wartości, i poczujecie się jak student zbierający zasłużoną burę od wykładowcy 😀
A same zagadki też z górnej półki – jeśli bez absolutnie żadnej pomocy udało się Wam rozwiązać wszystkie, szczerze poważam. Ja ogarnąłem prawie wszystkie sam, ale przy kilku „czerwonych” musiałem się już posłużyć drobną ściągą. A poziom Prison Break to już największy hardkor. No, ale trzeba przyznać, że radość z w pełni samodzielnie ukończonego poziomu jest niemalże porównywalna z ubiciem bossa w Soulsach 🙂
Nie obudziła się we mnie (na szczęście!) potrzeba calakowania, więc poprzestałem na zdobyciu kilku gwiazdek, odnalezieniu jednego posłańca, a także symbolicznym odblokowaniu drugiego piętra wieży. A prawilne zakończenie zobaczyłem sobie na YT, bo ja oczywiście dostałem takie dla biedaków.

Niezwykle satysfakcjonująca gimnastyka mózgu połączona z kwestionowaniem sensu istnienia? Owszem. I jest to arcydzieło.

A tu możecie zobaczyć nieco mojego móżdżenia w Świecie B, tuż po odblokowaniu wiatraków i nagrywarek:

#KupkaWstydu
Przyszła pora na drobny spacer w chmurach, a więc czas odwiedzić zjawiskową Columbię!

Zacznę może od tego, że pierwszy BioShock to dla mnie kult absolutny, a drugi o tenże kult się całkiem mocno otarł, więc Infinite już na dzień dobry miało poprzeczkę zawieszoną niezwykle wysoko – tym bardziej, że otoczenie ze zjawiskowo podwodnego zmieniło się w podniebne. Ale widzę, że udało się legendy nie zszargać i nadal mogę cieszyć się jakże ambitnym i klimatycznym FPS-em z udawaną magią i całym wachlarzem opcji eliminacji zagrożeń. Udawana magia to, rzecz jasna, nieocenione wigory, w ktorych póki co wiodą u mnie prym Possession (bo uwielbiam przejmować kontrolę nad jednostkami wroga) oraz Murder of Crows (zwłaszcza że mam już odblokowane tworzenie pułapek z trupów przeciwników ubitych w trakcie ataku wron). A jeśli chodzi o broń palną to na razie żelaznym zestawem jest karabin maszynowy i strzelba, ale oczywiście regularnie dokonuję stosownych podmianek, żeby wszystko sobie potestować.
Jeszcze tylko nie wiem do końca co i jak z tym Songbirdem, bo w sumie „spotkanie” mieliśmy do tej pory tylko jedno i to mocno oskryptowane, ale nie wątpię, że jeszcze dostarczy mi wielu wrażeń 😀
A, no i oczywiście cały czas docieramy się z Elżbietką! I nawet już całkiem sprawnie potrafię korzystać z jej wsparcia 🙂
A jeśli chcecie zaznać nieco tej podniebnej dystopii i potowarzyszyć mi w drodze przez wnętrza muzeum propagandy celem zdobycia Shock Jockeya (czyli wigoru dającego władzę nad elektrycznością), zapraszam uprzejmie:
Na koniec maja dotarłem do centrum wdrożeniowego Finkton, czyli jestem w akcie piątym z jedenastu – w czerwcu kończymy zabawę!


Zamykamy tradycyjną u mnie sekcją karcianą! W Gwincie PRO wbite nadal wybornym Madokiem, ale najwięcej frajdy sprawiło mi toksyczne no-unitowe Skellige, w którym pierwsze skrzypce gra Sove. W Snapie zaś sezon Daredevil: Crimson Twilight, w którym praktycznie od razu zaziomeczkowałem się z nową wersją Daredevila.
Screeny własnego autorstwa, GIF ze skarbnicy Tumblra, grafika do Gwinta z The Voice of Gwent, grafika do Snapa z Marvel Snap Zone.
























