Dla niewtajemniczonych
Nova Roma to nowa gra autorstwa twórców Kingdoms and Castles, która niedawno zadebiutowała we wczesnym dostępie. Tym razem autorzy przenoszą nas w czasy późnego antyku, kiedy mała grupa obywateli ucieka z podupadającego imperium rzymskiego, aby od zera budować nową potęgę.
Twórcy zapowiedzieli dodawanie nowej zawartości, w tym kolejnych bóstw, budynków, mechanik politycznych oraz kulturowych. Pozostają też w kontakcie ze społecznością – co kilka dni wychodzą kolejne poprawki, a gracze zachęcani są do przesyłania sugestii. Gra zlokalizowana jest na 18 języków.
Na pierwszy rzut oka
Miłośniczki i miłośnicy Kingdoms and Castles szybko odnajdą się w nowym tytule Lion Shield – również tu mamy przyjemne dla oka, uproszczone bryły budynków, symulację pór roku i rytmu dobowego, a także wystarczająco przystępny interfejs, żeby od razu cieszyć się rozgrywką.
Oto najważniejsze cechy charakterystyczne gry:
- Budowanie i zarządzanie
Rozgrywkę zaczynamy od wyboru lokalizacji i założenia osady, którą będziemy rozbudowywać w tętniącą życiem metropolię. Drzewko technologii wczesnego dostępu zawiera ponad 80 budynków, które odblokujemy, spełniając oczekiwania bogów. - Bogowie i najeźdźcy
Do naszej wioski szybko wprowadza się dość żwawy i roszczeniowy panteon. Warto cały czas pamiętać o humorach boskich patronów: zaniedbywanie kultu ześle na naszą miejscowość różne plagi.
Dodatkowo powinniśmy dbać o obronność, stawiając fortyfikacje oraz budynki militarne, pozwalające m.in. na rekrutację oddziałów wojskowych. - Inżynieria i woda
Jedną z ciekawszych mechanik jest zaawansowana symulacja wody. Możemy rzeźbić w terenie, by budować akwedukty i doprowadzać wodę tam, gdzie jest niezbędna do rozwoju miasta.
Garść przemyśleń
Uczciwie uprzedzam: bardzo lubię Kingdoms and Castles, chociaż jest to gra nieduża i o trochę nierównej dynamice. Na nowy tytuł tych samych twórców czekałam z zegarkiem w ręku, żywo domagałam się wsparcia i współczucia od najbliższych po opóźnieniu daty wydania, a także pobrałam go aż godzinę po premierze, okropieństwo.
Może być zatem tak, że ta recenzja zawiera coś więcej niż zwyczajowe gołe fakty.
Strona wizualna
Nova Roma proponuje klasyczny widok z lotu ptaka. Budynki, teren, przyroda i ludziki to syntetyczne, kanciaste bryły o przyjemnie zharmonizowanych barwach. Niektóre obszary gry zawierają sympatyczne detale – np. każdy ludzik ma imię, krótką historię i informację o obecnym zajęciu. Mocne zbliżenie kamery do budynków pozwala podejrzeć, co się w nich dzieje (raczej w konwencji przedstawień kukiełkowych niż realistycznej).
Mimo braku fotorealizmu (a może właśnie dzięki niemu) gra jest bardzo ładna. Uproszczenia dobrze oddają istotę rzeczy, a światło pór dnia i roku fajnie podkreśla charakter rzeźby terenu i budynków. Szczególnie latem można naprawdę poczuć się jak gdzieś na wybrzeżu Morza Śródziemnego. OK, Anno 1800 to nie jest… ale jak studio nie ma budżetu na własne Anno 1800, obranie takiego kursu jest dobrym rozwiązaniem. Obserwacja rozrastającej się osady i otaczającej ją przyrody (choćby takie błyski światła na grzbietach ławic ryb czy chmury przemykające po niebie) jest naprawdę satysfakcjonująca.
Muzyka
Jak by to ująć… Nova Roma nie przekonała mnie do siedzenia w słuchawkach podczas gry. Muzyka niewiele tu wnosi i nie była interesująca. Nie zepsuło mi to zabawy, ale nie szykujcie się na audiofilskie doznania wyższego poziomu.
Mechaniki
Twórcy postawili w pierwszej kolejności na wykorzystanie klimatu i mechanik znanych z pierwszego tytułu – średnio skomplikowane łańcuchy produkcyjne, konieczność stałego balansowania potrzeb populacji, jej liczebności i liczby pracowników niezbędnych w gospodarce Mieszkańcy powinni być generalnie zadowoleni, do czego służą teatry, łaźnie i dobrej jakości budynki mieszkalne, a także działania konsula (prosta mechanika lekko modyfikująca niektóre parametry na określony czas). Jeśli przesadzimy z igrzyskami, możemy mieć nadwyżkę zadowolonych bezrobotnych, których zazwyczaj można szybko zagospodarować. Gorsza jest susza, powódź bądź błędy w zarządzaniu unieszczęśliwiające naszą populację, kiedy to nie ma dość ludzi, żeby obsługiwać podstawowe łańcuchy produkcyjne i wytwarzać przychód.
Przy zarządczyni tak sprawnej jak ja zazwyczaj głównym zmartwieniem mieszkańców jest tymczasowy brak dzbanów, co w polskim kontekście bawi i uczy.
Znajdziemy tu też logistykę i wojskowość, ale w dość ograniczonej formie. Przy miejscowości o rozmiarach, na jakie pozwala wczesny dostęp, rozmieszczenie różnych typów magazynów może być dość przypadkowe, a budowa i konfiguracja wozów celem szybszego transportu towarów wydaje się wręcz opcjonalna. W ramach wojskowości możemy sobie trzasnąć mury i strażnice (niestety nie ma już exploita z Kingdoms and Castles, w którym baaaardzo wysoka strażnica mogła nam pokryć zasięgiem pół miasta), a także dość niewydarzone budynki wojskowe, z których wychodzi po jednym biednym oddziale. Rzeczone oddziały nie mają na razie żadnych opcji patrolowania terenu, automatycznej obrony przed najeźdźcami itd., ale za to bardzo chętnie zacinają się na pierwszej przeszkodzie. Z plusów – są magicznie kilkakrotnie silniejsze od barbarzyńców. Wolałabym coś bardziej realistycznego… albo nic.
Odblokowałam całe drzewko osiągnięć (kudos za barbera jako najwyższy etap rozwoju technologii!), ale nie wysłałam swoich statków na podbój dalekich lądów, więc nie wiem, czy ta mechanika późnej/końcowej rozgrywki sprawdza się jakoś fajnie.
Na koniec warto wspomnieć o wodzie i akweduktach – czyżby inspiracja Timberbornem? Jest to interesujący aspekt, który zajmuje dość dobrze zaplanowane miejsce w strukturze rozgrywki – nie da się go zbagatelizować jak militariów, ale też daje inżynierską satysfakcję na poziomie zupełnie innym niż stawianie domków. W pierwszych dniach wczesnego dostępu opanowanie budowy akweduktów i łaźni było mocno utrudnione przez błędy w grze, przejdźmy zatem do nich.
Bugi
Osobnym elementem moich rozgrywek w Novą Romę była plejada zabawnych usterek. Zabawnych, bo nie rzuciłam się na poziom hard. Różne przyjemności typu zacinające się armie, teleportujące się zwłoki czy podwójnie przyznawane punkty za osiągnięcia raczej śmieszyły, ale bugi interfejsu w budowie akweduktów i łaźni napsuły mi sporo krwi.
Nie streamuję gierek, ale żeby dać Wam przedsmak, oto kilka entuzjastycznych komentarzy, którymi w pierwszych dniach spontanicznie raczyłam męża (znany lokalny koneser city builderów):
– A wiesz, że w sobotę zrelease’owali nowego boga i mi się pętał po mieście i domagał uwagi, postawiłam mu najpierw zaawansowaną świątynię, a potem małą świątynię, to dopiero mi podziękował za pierwszą świątynię…
– O, całe miasto mam w kupie.
(Tama zbugowana: jak dokładasz nowe warstwy od góry, to przecieka w całości).
– O, inwazja, ale udało mi się kupić dwa zastępy centurionów za jeden zestaw zasobów…
– O, centurioni utknęli w lesie koło smażalni ryb i nie chcą wyjść.
– O, sześć statków zaparkowało jeden na drugim.
W końcu doczekałam się riposty:
– I oni tę grę SIEDEM LAT robili?
Brać i grać?
Ciekawa sytuacja, bo kupiłam sobie produkt ewidentnie niegotowy, w wielu miejscach nieintencjonalnie zabawny, a jednak bawiłam się rewelacyjnie. Rozbudowa miasta i pilnowanie balansu wydajności i zadowolenia mieszkańców toczyły się w dobrym rytmie, a interakcja z budynkami i mapą terenu była bardzo satysfakcjonująca. Dopiero końcówka rozgrywki (odkryte 90% drzewka technologii) dała wrażenie raczej idle game niż city buildera – puszczałam maksymalne przyspieszenie i czekałam, aż populacja uprzejmie wygeneruje zasoby na kolejne odkrycie, kalibrując jedynie liczbę domów i produkcję węgla drzewnego.
Spędziłam z Novą Romą około 20 godzin i raczej nie mam dość, ale zrobię sobie przerwę i poczekam na jakieś większe aktualizacje.
Nie jestem w swojej pozytywnej ocenie odosobniona, więc jeśli odbiłaś/eś się od słynnego, ale ciężkostrawnego Anno 1800 (Pax Romana chyba w ogóle nie ma podskoku do Novej Romy, sądząc po opiniach społeczności), to może po prostu zignoruj wielkie studia i rzuć grosza Lion Shieldowi? Kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin rozbudowy swojego prywatnego, niewielkiego imperium rzymskiego jest tego zdecydowanie warte.
Screenshoty mojego autorstwa.












