
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

W oddali słychać już ryk silników Forza Horizon 6, więc zabawa z częścią piątą musiała przyspieszyć, a i kilka dodatkowych osiągnięć warto było dorzucić. W marcu, przy okazji serii Japan Automotive, postanowiłem wreszcie machnąć osiągnięcie Min Meet Max przyznawane za sprostanie wszystkim wyzwaniom w serii. W przerwie od wspomnianych wyzwań kończyłem kolejne misje „fabularne”, przybliżające nieco festiwal Horizon, konkretne bryki czy też typy zawodów. Doszło też do wyjścia ze strefy komfortu, bo przecież część misji w serii musiała być online’owa… No, ale z głowy. Do premiery odsłony japońskiej zostały niecałe dwa miesiące. Ciśniemy dalej!

Endgame w pełni, a w jego centrum build skoncentrowany na Maelle, Lune i Verso. Starcie z Simonem to była krótka piłka, niestety nie na moją korzyść, bo chłopak oszukuje i zmienia zasady gry aż miło… Aktualnie szperam po necie i własnych synapsach w poszukiwaniu kontroszustw, które mógłbym draniowi zaserwować, w międzyczasie zaliczając pozostałe lokacje (w tym Bezkresną Wieżę) i mozolnie wspinając się ku poziomowi 99. Mam nadzieję, że w kolejnym miesiącu Simon będzie już słodko spał!

W zeszłym roku nie udało mi się sprostać wyzwaniu od współredaktora Łukasza. Miałem zagrać w jakąś starszą grę z czasów mojej młodości, a wrażenia opisać na Kronice. W tym roku już na pewno się uda, a na tapecie odświeżone przygody Jade, czyli Beyond Good & Evil: 20th Anniversary Edition. Tak! Nie grałem w oryginał, czego żałuję szczerze!
Póki co sam początek rozgrywki, kilka pierwszych starć, oswajanie się z mechaniką i przeglądanie materiałów dodatkowych dodanych do jubileuszowej wersji 🙂 Jestem zaintrygowany! A, no i całość ogrywam na Lenovo Legion Go S, o którym pisałem nie tak dawno temu! W trybie balanced działa jak złoto 🙂

W minionym miesiącu postanowiłem w końcu wziąć na tapet ostatnie z brakujących trofeów w Dispatch, tym samym odhaczając 1/5 czelendżyka na rok 2026. Do niedawna wielkim nieobecnym na liście trofeów z gry było H4ck3d by R0b3rt, które wymagało zaliczenia wszystkich hakerskich minigierek. Musiałem oczywiście raz jeszcze rozegrać całą historię, ale po dłuższej przerwie było to bardzo przyjemne doświadczenie. No i w końcu zebrałem się na odwagę, by sprawdzić to „złe” zakończenie i… nie taki diabeł straszny! Dispatch niezmiennie polecam, a niezdecydowanych zapraszam do recenzji o tu.
Screeny własnego autorstwa, GIF zaś pochodzi ze skarbnicy Tumblra.














