
ASUS Xbox Ally X
Handheldowa propozycja ASUS-a, przynajmniej w teorii, miała być Świętym Graalem przenośnego gamingu. W teorii i z pominięciem ekranu, rzecz jasna, bo ekran od debiutu pierwszego ROG Ally nie zmienił się ani trochę. I niby nie jest zły, ale w porównaniu z konkurencją wypada dosyć nijako. Za to reszta podzespołów to już zupełnie inna historia (mówimy o wariancie „X”, pamiętajcie!). Sercem dzielnego ASUS-a jest najmocniejszy obecnie na rynku procesor AMD Ryzen AI Z2 Extreme sparowany aż z 24 GB szybkiego RAM-u. Do tego dochodzą pokaźna bateria i terabajtowa pamięć wewnętrzna. Tyle najważniejszych statystyk.
Z rzeczy pozytywnych w pamięci najbardziej zapadła mi ergonomia. Uwierzcie lub nie – może ten sprzęt i wygląda koślawo, ale w życiu nie trzymałem w rękach wygodniejszego handhelda (a łapy mam spore). W kwestii ergonomii konkurować może z ASUS-em chyba jedynie PlayStation Portal, który również jest, co tu dużo mówić, gamingowym padem z ekranem pośrodku. ASUS jest cięższy od propozycji SONY, ale dzięki ergonomicznym gripom waga rozkłada się bardzo równomiernie i grając długo, nie poczujecie zmęczenia.
Na aplauz zasługują również głośniki handhelda, które idą ręka w rękę z nienaganną kulturą pracy. Sprzęt z logiem Xboxa jest cichy, nawet w bardziej wymagających grach, a dźwięki płynące z głośników są czyste i niepozbawione głębi. ASUS zawiesił tu poprzeczkę bardzo wysoko, ale mam nadzieję, że konkurencja nie wywiesi białej flagi i spróbuje pokazać, że można jeszcze lepiej.
Z minusów, poza wspomnianym wyżej ekranem (ok, nie jest minusem, ale jest zdecydowanie najsłabszą pozycją na tle konkurencji), wymienić należy system operacyjny i cenę. Nie wierzcie w bajki o konsolowym doświadczeniu, bo póki co jest to tylko slogan i warstwa pudru na najzwyczajniejszym w świecie Windowsie 11. I jeśli śledzicie rynek handheldów, to wiecie, z czym wiąże się obecność Windowsa… System operacyjny jest niesamowicie wszechstronny i pozwoli Wam odpalić niemal wszystko, co tylko sobie wyśnicie. Tyle tylko, że jak coś jest do wszystkiego, to… wymaga konfiguracji i częstych aktualizacji. I tu niestety nakładka od Xboxa przestaje się sprawdzać, bo zwykłym Windowsem dostajemy po oczach zdecydowanie za często, czy to przez błędy, czy przez potrzebę aktualizacji w kilku różnych aplikacjach. Obsługa softu na małym ekranie bez myszki i klawiatury nie jest czymś, co chcę robić po całym dniu pracy. Fakt, że ekran jest dotykowy również niewiele zmienia, bo jest za mały i nie sprawia, że nawigowanie po okienkach jest wygodne. A też nie po to kupuję handhelda, żeby podpinać do niego myszkę i klawiaturę… Producent mógł się pokusić chociaż o dodanie jakiegoś touchpada… albo o automatyczne dostosowywanie sterowania w zależności od sytuacji. Bo to nie jest tak, że jak wywali Was do pulpitu, to możecie sobie operować prawą gałką jak myszką. Możecie, ale dopiero jak ręcznie (!) przełączycie odpowiednie ustawienie w nakładce ASUS-a. Bo wspominałem, że nakładka od Xboxa nie jest jedyną, prawda? Tak, tak – na standardowym Windowsie mieszkają sobie nakładka ASUS-a i nakładka Xboxa. Obie pozwalają grzebać w ustawieniach handhelda i wybierać aplikacje, ale problem w tym, że inżynierowie obu nakładek chyba ze sobą za bardzo nie rozmawiali, bo i nakładki średnio się komunikują… To, że przestawicie coś w jednej, nie oznacza, że wyświetli się w drugiej… I takich mniejszych i większych bugów jest tu na pęczki, niestety.
Ot przykład – próba odpalenia pierwszej gry. Licząc na pierwsze dobre wrażenie, wybrałem Gears of War Reloaded, które miało być flagowym tytułem skrojonym pod ASUS-a. I niestety znowu kubeł zimnej wody i doświadczenie, którego nie spodziewałem się po sprzęcie premium i to już na etapie pobierania. W moim przypadku wystąpił „nieoczekiwany błąd” i sugestia, żebym „spróbował później”. Serio, mam teraz wolne 30 minut i chcę zainstalować grę i zagrać teraz, a nie później… Gdy w końcu gra się zainstalowała i ponoć odpaliła, to niestety UI mnie do niej nie przeniósł i musiałem kminić, jak zrobić to manualnie. Gra działała w tle, słyszałem muzykę z menu, natomiast na ekranie wciąż miałem menu apki Xbox informujące mnie, że grę URUCHOMIONO… Dzięki! Tej wiedzy potrzebowałem…
Rozumiem, że software pewnie z czasem będzie działał lepiej, ale nie zmienia to faktu, że z niesmakiem myślę o wydaniu około 4 tysięcy nadwiślańskich złotych na półprodukt czy wersję beta, czegoś, co powinno po prostu działać. W moim odczuciu te wszystkie bolączki oprogramowania, ta ciągła konfiguracja, szukanie rozwiązań i aktualizowanie wszystkiego w pierdyliardzie miejsc dyskwalifikują sprzęt jako handheld czy konsolę, bo użytkownicy tychże w ogóle nie powinni się przejmować takimi mankamentami, ba, myślę, że świadomie nie chcą! Powinni dostać dopracowany produkt out-of-the-box, który po prostu działa. I może wówczas cena byłaby usprawiedliwiona. Na ten moment nie jest.Podsumowując produkt ASUS-a:
Co mi się podobało 👍:
- Specyfikacja na tę chwilę jest najmocniejsza na rynku. Ten sam procesor jest też wprawdzie w Legion Go 2 i MSI Claw, ale wariant w Ally X jako jedyny ma implementację uczenia maszynowego. Czas pokaże, jak wpłynie to na gry.
- Potężna bateria, szczególnie w zestawieniu z zastosowanym w konsoli ekranem. Granko na baterii jest tu długie!
- Świetna ergonomia. Mimo sporej wagi ręce się nie męczą. Wszystkie przyciski są dokładnie tam, gdzie być powinny
- Nakładka Armoury Crate od ASUS-a. Szybkie ustawienia pod stosownym przyciskiem. Działa lepiej niż nakładka Xboxa 😉
- Łatwe mapowanie przycisków, na przykład, żeby szybko zrobić screena.
- Bardzo dobra kultura pracy.
- Świetne głośniki. Na rynku handheldów obecnie nie ma lepszej propozycji!
Co mi się nie podobało 👎:
- Nakładka Xboxa. To tylko warstwa pudru na standardowym Windowsie. Póki działa, działa OK i jest wygodna w użytkowaniu, o ile nie wpadniecie na pomysł opuszczenia ekosystemu XBoxa. Odpalenie Steama i innych sklepów wiąże się z przełączeniem na zwykłego Windowsa, gdzie zewsząd atakować będą wyskakujące okienka, a sterowanie woła o pomstę do nieba. Nakładka również nie sprawdza się wcale w przypadku błędów Windowsa lub aktualizacji. Najlepszym rozwiązaniem jest podpięcie myszki, ale czy po to kupuje się handhelda?
- Zawartość opakowania. Mamy tu sprzęt za prawie cztery koła i w zestawie znajdziemy ładowarkę i jakąś śmieszną podstawkę z papieru. Sprzęt za taką kasę aż się prosi o stosowny hardcase. Valve zrobiło to lepiej.
- Ekran. Sprzęt pozwala grać w masę świetnych gier w wysokiej jakości, ale ekran kompletnie tego nie oddaje, bo jest mały i wyprany z kolorów. Nie jest też OLED-em, ale powiedzmy, że na nieskończony kontrast można przymknąć oko… OLED znacząco zwiększyłby też koszt urządzenia (jak w Lenovo Legion Go 2). Matryca jest błyszcząca, ale można temu zaradzić stosownym szkiełkiem.
- Inne oblicze standardowego Windowsa: konsole mają zupełnie inne UI, dedykowane sprzętowi o zamkniętej architekturze. Dają wrażenie odcięcia, pozwalają obcować z czymś innym niż to, co widzimy na co dzień (na przykład w pracy). Tutaj niestety te wszystkie wyskakujące pop-upy, dźwięki powiadomień tak bardzo przypominały mi pracę, że o pełnej imersji nie było mowy. Dość powiedzieć, że raz spróbowałem zalogować się do konsolki PIN-em do mojego pracowego lapka xD Jeśli chcesz odpocząć po ośmiu godzinach pracy przy kompie, to lepiej rozważ inny zakup lub zainstaluj na XBoksie Bazzite’a.
Lenovo Legion Go S SteamOS
Miałem już za sobą przygodę z ASUS-em Xbox ROG Ally X i nie znalazłem tego, czego szukałem. Na kolejny miesiąc wypożyczyłem zatem Lenovo Legion Go S Steam OS (co oni mają z tymi długimi i pokrętnymi nazwami?).
Pierwsze przemyślenia stricte sprzętowe? Jeny, jaka cegła… To cholerstwo jest ciężkie (740 g vs 715 g ASUS-a i 640 g Steam Decka) i choć ergonomia jest w moim odczuciu lepsza niż w Steam Decku, to o wygodzie Xbox ROG-a można tylko pomarzyć. Natomiast mimo sporej wagi jesteśmy wciąż w stanie w miarę komfortowo grać przez dłuższą chwilę (u mnie godzinna sesja nie spotkała się z jakimiś protestami organizmu). Przyciski rozlokowane są bardzo poprawnie i wszystko jest pod ręką, tworzywa są dobrej jakości i bardzo dobrze spasowane (ten fioletowy plastik może się podobać!), analogi działają bajecznie, no i ten ekran… Ośmiocalowy bydlak, który sugeruje, że gałki oczne będą się mniej pocić. Podobnie jak w przypadku ASUS-a nie jest to ekran OLED, ale ta jedna, powiedzmy, wada nie kładzie się cieniem na pozostałych zaletach. Ekran oddaje kolory rewelacyjnie – jest żywo, ale bez przejaskrawień, które możecie kojarzyć z telewizorów Samsunga. Rozdzielczość maksymalna to 1920 x 1200, co przy tak małym panelu jest wartością więcej niż wystarczającą. Do tego VRR, odświeżanie 120 Hz i obsługa dotyku. Na ten moment ekran z Lenovo oferuje zdecydowanie najlepszy stosunek jakości do ceny na rynku.
A dźwięk? Jest donośny, bo taki być musi, ale startu do propozycji ASUS-a nie ma. Jeśli macie dobrej jakości słuchawki, to pewnie będzie to dla Was lepsze rozwiązanie niż poleganie na głośnikach wbudowanych w korpus konsoli. I tu możemy przejść do jednej z głównych bolączek Lenovo, czyli do pracy systemu chłodzenia. System spełnia swoje zadanie, to na pewno, ale w trybach Performance i Custom robi to tak potwornie głośno, że albo sięgniecie po wspomniane już słuchawki, albo będziecie musieli rozkręcić głośniki do maksimum. I to jest rzecz, która trochę nie mieści mi się w głowie. W aplikacji Lenovo pod Windowsa jesteśmy w stanie dopasować pracę wiatraków tak, żeby nie były przesadnie głośne, a wciąż wykonywały swoje zadanie. Testerzy wykazali, że w tych samych grach pod tym samym obciążeniem wyniki mogą być porównywalne przy dużo niższych decybelach. Wciąż czekam, aż pojawi się działający plugin pod SteamOS, który pozwoli okiełznać zapędy systemu chłodzenia, ale jak dotąd takowego nie znalazłem. Szkoda, bo żeby skorzystać w pełni z dobrodziejstw procesora i zagrać w bardziej wymagające gry AAA, tryby Performance i Custom są wręcz imperatywne. Na ten moment rozwiązaniem najbardziej komfortowym jest próba dopasowania gry pod tryb Balanced…
Nie sposób też nie wspomnieć o baterii. To pięta achillesowa większości przenośnych PC i nie inaczej jest w przypadku Lenovo, niestety. Oczywiście granie w mało wymagające gry pokroju Stardew Valley spokojnie pozwala na bardzo długie sesje rzędu 5 czy nawet 6 godzin w trybie Low-Power. Tryb Balanced pozwala osiągnąć wyniki zbliżone do Steam Decka, czyli jakieś 2–2,5 h. Za to tryby Performance i Custom potrafią wyzerować baterię w przeciągu godziny. Oczywiście w domowych warunkach granie w wyższych trybach nie jest problemem, o ile domownikom nie przeszkadza hałas, bo w razie potrzeby można dokończyć grę na kablu, ale już w podróży bateria wyczerpująca się po godzinie jest problemem, nawet przy relatywnie szybkim ładowaniu. Dlatego staram się trzymać na dysku przynajmniej 2-3 przyjemne gry, które nie obciążają sprzętu i pozwalają wydłużyć czas zabawy.
Tyle aspektów typowo sprzętowych, a jak jest z oprogramowaniem handhelda? Testowałem wariant SteamOS i, podobnie jak w przypadku Steam Decka, jestem zachwycony. To zdecydowanie rozwiązanie najbliższe konsolom i dające odpocząć od Windowsa, choć też niepozbawione kilku wad.
SteamOS działa w oparciu o Linuxa, ale nie daje tego po sobie poznać na pierwszy rzut oka. Po uruchomieniu system przechodzi do trybu Big Picture, prezentując bardzo schludny i czytelny UI, w którym użytkownik odnajdzie się błyskawicznie. Na ekranie głównym wyświetlają nam się gry, które niedawno kupiliśmy lub zainstalowaliśmy, a menu daje szybki dostęp do sklepu, naszej biblioteki, ustawień czy sekcji dot. pobierania. Do tego mamy osobne menu, pozwalające w locie dopasowywać konfigurację sprzętu, wybierając tryb wydajności, jasność ekranu, głośność, urządzenia Bluetooth itd.
W momencie testowania kilka podstawowych funkcjonalności nie działało jeszcze najlepiej, ale od tego czasu Valve wprowadziło stosowne aktualizacje. W zasadzie czekam jeszcze tylko na możliwość pobierania gier przy wyłączonym ekranie i oczywiście dostosowywania systemu chłodzenia. Wszystkie pozostałe funkcje systemu operacyjnego działają tu tak samo jak w Steam Decku, a na chętnych czeka całkiem pokaźna biblioteka pluginów, które jeszcze bardziej poprawiają doświadczenia z użytkowania. SteamOS również ma tryb pulpitu, dzięki któremu wspomniane pluginy zainstalujemy. I nie będzie to przesadnie trudne, bo społeczność SteamOS od lat dzielnie wspiera platformę i dzieli się poradami i uwagami, więc jeśli napotkacie jakiś problem lub nie będziecie wiedzieli, jak coś zrobić, to na pewno znajdziecie stosowny temat w odmętach Internetu. Desktop mode w Lenovo działa w moim odczuciu o niebo lepiej niż Windows w Ally X, ale jest przy tym nieco trudniejszy w nawigowaniu niż w przypadku Steam Decka, bowiem zamiast dwóch potężnych touch padów znanych ze sprzętu Valve, Lenovo dało nam niemal mikroskopijny odpowiednik. Wciąż jednak można korzystać z analogów, więc biedy nie ma.
Czy w SteamOS czegoś mi brakuje? Wielkim nieobecnym jest na pewno Game Pass, choć w teorii można odpalić gry z GP za pośrednictwem GeForce Now – jeśli chcecie się babrać w dodatkowy abonament i nie przeszkadza Wam, że gry są jedynie streamowane, rzecz jasna. Na szczęście biblioteki pozostałych dużych graczy pokroju Epica czy GOG-a da się skutecznie podpiąć pod SteamOS, korzystając z takich wtyczek jak chociażby Unifydeck. Działa to bardzo sprawnie!Podsumujmy propozycję od Lenovo:
Co mi się podobało 👍:
- Bajeczny ekran. Odświeżanie 120 Hz, VRR, 8 cali średnicy i świetne odwzorowanie kolorów w rozdzielczości do 1920 x 1200. Nie jest to OLED, ale jego brak nie jest specjalnie odczuwalny. Podobnie jak w Ally X ekran jest błyszczący, ale da się temu zaradzić.
- Całkiem niezła ergonomia, chociaż warto rozważyć jakiś case lub dodatkowe gripy, bo plastik jest nieco śliski, co przy sporej wadze urządzenia może utrudnić jego stabilne trzymanie.
- SteamOS. Obecnie nie ma na rynku innej platformy out-of-the-box, która oferowałaby doświadczenie tak bliskie konsolom. System wspiera rozmaite wtyczki, które rozbudowują wachlarz możliwości.
- Możliwość korzystania z dobrodziejstw społeczności SteamOS. Platforma jest z nami od lat i wszystkie jej możliwe bolączki Internet przewałkował już na dziesiątą stronę. Raczej nikt nie będzie się czuł zagubiony.
- Nieutrudniony dostęp do bardzo pokaźnej biblioteki gier, którą możemy rozszerzyć o nasze kolekcje z Epica, GOG-a i paru innych.
- Analogi z efektem Halla – bardzo przyjemne w użytkowaniu.
- Dobry stosunek jakości do ceny.
Co mi się nie podobało 👎:
- Brakuje jednak tego Game Passa do pełni szczęścia.
- Bardzo głośny system chłodzenia. Konieczne jest rozwiązanie, które pozwoli okiełznać wiatraki. Skoro da się w Windowsie, to nie rozumiem, dlaczego miałoby się nie dać w SteamOS.
- Bateria bez szału. Planując podróż, warto zainstalować sobie jakieś mniej wymagające tytuły. Przy grach AAA pokroju Stellar Blade czy Hellblade 2 bateria leci w godzinę.
Decyzja
Po testach obu handheldów trzeba było podjąć jakąś decyzję. Czy pozostać ze starym, ale wciąż jarym Steam Deckiem? A może jedynie pozostać w tym samym ekosystemie, tylko z nieco mocniejszym sprzętem? Albo totalnie zmienić zasady gry i przerzucić się na Windowsa? Wreszcie, może popatrzeć w stronę Lenovo Legion Go 2 za horrendalne złocisze?
W moim przypadku wygrało testowane Lenovo, tym bardziej, że dorwałem idealny egzemplarz w outlecie jednego z elektromarketów. Za bardzo sensowne pieniądze w moje łapy wpadł sprzęt, który posłuży mi przez rok czy dwa, a potem zostanie wymieniony na coś mocniejszego (w kuluarach dosyć dużo plotkuje się o nowym handheldzie SONY, a także o Steam Decku 2, więc kto wie, kto wie). Jednocześnie moje oczy nie będą się męczyć przez zbyt mały ekran, a samo doświadczenie grania jest już stosownie zoptymalizowane po latach obecności SteamOS na rynku.
U mnie ASUS przegrał głównie tym, że kampanie reklamowe wciskały nam kity pokroju This is an XBox, a dano nam przypudrowanego Windowsa, w dodatku działającego jak wersja beta. I to wszystko w cenie sugerującej sprzęt premium. Sorry, ale nie tędy droga. Nie będę płacił gromady pieniędzy za bycie beta-testerem. Nie będę też uczył się rumuńskiego, żeby sprawdzić, o co chodzi Windowsowi w kolejnym komunikacie błędu (i dlaczego po rumuńsku, kurde?!)… Natomiast uczciwie muszę powiedzieć, że ASUS to inżynieryjny majstersztyk i jeśli jesteście skłonni do zmiany softu np. na Bazzite’a, albo możecie poczekać, aż software zostanie stosownie naprawiony (co cały czas ma miejsce), a przy tym nie przeszkadza Wam wysoka cena, to śmiało.
A Lenovo Legion Go 2? Sprzęt ma potencjał – odpinane kontrolery zdają się być receptą na bolączki Windowsa, bo jeden z nich robi za mysz, ekran jest obecnie najlepszym tego typu produktem na rynku, a już za kilka miesięcy ma wjechać wersja ze SteamOS. Tutaj jedyną słabą stroną jest cena. Cena, która w tak dynamicznie zmieniającym się rynku jest, przynajmniej dla mnie, blokerem, bo wydawanie niemal 5 tysi za sprzęt, który za rok może zostać zdetronizowany, nie wydaje mi się logicznym posunięciem.
Zakupiłem Lenovo Legion Go S i to w outlecie, co pozwoliło zaoszczędzić kilka stówek. To oczywiście otworzyło nową szufladkę z napisem „bajery”. Wiedziałem, że koniecznie muszę wyposażyć się w szkło matujące na ekran, ażeby zwalczyć refleksy światła. I na szczęście produkt dla mnie, podobnie jak w przypadku Steam Decka, miało Jsaux. Efekty są świetne!
Natomiast prawdziwy Mercedes dojechał nieco później z Kanady. Zaszalałem i zakupiłem etui Killswitch od DBrand, a dodatkowo dostałem nakładki na analogi i naklejki na front konsoli. Efekty możecie zobaczyć na zdjęciach.
Killswitch to w zasadzie plecki z tworzywa sztucznego, nieco chropowate, co znacząco poprawia wygodę. Do tego możecie dokupić Killswitch Travel Cover, czyli osłonę z twardego tworzywa zakładaną bezpośrednio na front konsoli. W efekcie dostajecie wytrzymałe rozwiązanie podróżne, które jednak nie jest wiele większe od gabarytów samej konsoli, a sprawdza się wprost wyśmienicie. Wszystko jest spasowane idealnie i mam przeczucie, że posłuży mi znacznie dłużej niż randomowe plecki kupione na AliExpress. Naklejki na front konsoli są wycięte w taki sposób, by współgrać z Killswitchem – zakrywają powierzchnię konsoli dokładnie tam, gdzie Killswitch się kończy.
Specjalna nagroda dla DBrand za marketing. Dawno mi się morda tak nie cieszyła 😊 Stosowny link do ich strony zamieściłem, bo napisali mi, że wiedzą, gdzie mieszkam. Nie ma żartów!
Zdjęcia własnego autorstwa, GIF zaś pochodzi ze skarbnicy Tumblra.



















