Kronika Geeka

Wybierz sobie dyskomfort

Kup mleko. Wykończ śmiertelnie groźną księżniczkę. Dwa interaktywne horrory i dwie różne fantazje o kontroli.

W ostatnich dniach wyprawiłam się na przerażające misje – przyniesienie mleka z supermarketu oraz zamordowanie bezbronnej księżniczki spętanej kajdanami i zamkniętej w ponurym lochu.

Dla niewtajemniczonych

Pierwszą z tych przygód zawdzięczam Nikicie Kriukowowi i jego Milk inside a bag of milk inside a bag of milk, drugą – Slay the Princess stworzonemu przez Black Tabby Games. Obie pozycje cieszą się bardzo dobrym odbiorem w swojej niszy, a jednocześnie zachęcają niewielkim nakładem sił i środków koniecznym do zapoznania się z fabułą. Milk inside a bag of milk inside a bag of milk to wręcz gra mikroskopijna – kosztuje kilka złotych, trwa około dwudziestu minut, a zapowiada się na perełkę gatunku. Slay the Princess oferuje bardziej rozbudowaną fabułę, ręcznie rysowane ilustracje, profesjonalne udźwiękowienie i kilka godzin rozgrywki (do dwudziestu, jeśli chcesz przejść wszystkie warianty historii).

Może nie liczyłam na to, że obie gry zetną mi krew w żyłach i spowodują nieprzespane noce, ale szukałam dreszczyku i tego dodatkowego zaangażowania emocjonalnego związanego z dokonywaniem wyborów fabularnych. Wyszło… cóż, różnie.

W recenzji nie omawiam zakończeń ani szczegółów zwrotów akcji – jeżeli szukasz opinii przed zakupem tych gier, możesz na własną odpowiedzialność przeczytać całość i mimo to cieszyć się rozgrywką. Tym niemniej…

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń

Obydwie gry to stylizowane, interaktywne opowieści w duchu choose your own adventure, sterowane decyzjami podejmowanymi w trakcie dialogu. W obu przypadkach zadowoliłam się dotarciem do jednego z dostępnych zakończeń – nie wciągnęłam się na tyle, żeby eksplorować wszystkie warianty. 

Idę po zakupy

Milk inside a bag of milk inside a bag of milk prezentuje dość linearną wyprawę do supermarketu po mleko. Protagonista towarzyszy w niej dziewczynie, której wypowiedzi składają się w niepokojący, zapętlający się obraz rzeczywistości postrzeganej przez filtr zaburzeń psychicznych. 

Wizualia są bardzo oszczędne, celowo retro, ale raczej po prostu brzydkie niż interesująco odpychające. Jedynie portrety ludzi wywarły na mnie lekkie wrażenie.

Sama przygoda ma za cel albo przytłoczyć odbiorców zniekształconym odbiorem świata, albo sprawić, że odbiorca zaangażuje się w los bohaterki. Pojawia się mechaniczna próba przebicia czwartej ściany, ale ze względu na skalę produkcji wypada to dość skromnie.

Mój odbiór całości był o tyle ciekawy, że świadomie ani przez chwilę nie poczułam się niekomfortowo, ale bez namysłu wybierałam odpowiedzi i opcje poprawne w przypadku wspierania osoby w kryzysie psychicznym, co pozwoliło mi gładko dotrzeć do dobrego zakończenia. Czyli w kontakcie z fikcją automatycznie włączył mi się wewnętrzny poczciwy bernardyn z beczułką melisy, który ruszył na odsiecz i możliwie fachowo wsparł rozdygotaną protagonistkę.

Nie miało to chyba być doświadczenie psychoedukacyjne, tylko horror psychologiczny, więc coś poszło nie do końca zgodnie z planem 🙂. Przy tak małej i eksperymentalnej formie trudno o rozbudowaną krytykę,  ale nie odczułam fascynacji meandrami psychiki bohaterki ani dyskomfortu, nie mówiąc o większym napięciu – jedyną reakcją było automatyczne uruchomienie sekwencji poprawnych moralnie decyzji. Udziwniona warstwa estetyczna gry też niespecjalnie ze mną zarezonowała (w tej kwestii panuje pełna zgoda Agaty i wewnętrznego bernardyna).

Idę zarżnąć księżniczkę

Slay the Princess domyślnie przypisuje osobie grającej rolę antagonisty, który ma za cel zaszlachtowanie księżniczki zamkniętej w lochu i skutej kajdanami. Osób dramatu jest więcej: początkowo pojawiają się narrator, bohater i księżniczka, a w kolejnych rozgrywkach jaźń bohatera rozrasta się do grupki głosów prowadzących żywe wewnętrzne spory.

Twórcy postawili na odręcznie rysowane grafiki i aktorskie udźwiękowienie linii dialogowej. Dominująca estetyka szkicu ołówkiem dodaje grze oryginalności, ale w moim odbiorze także umowności. Trafiają się momenty onirycznie dziwne, surrealne, niepokojące, a kompozycja poszczególnych kadrów jest na wysokim poziomie. Jednocześnie nie przekonywała mnie ta szkicowa, „włochata” kreska artystki Abby Howard – preferuję większe zróżnicowanie waloru i czystsze linie.

Fabuła Slay the Princess oparta jest na mechanice pętli czasu – jeśli zdecydujesz się dotrzeć do pierwszego zakończenia, to nieuchronnie czeka cię wiele prób zarżnięcia tytułowej księżniczki (i okiełznania narratora oraz rozrastającej się polifonii w twojej głowie). Nagrodą za wytrwałość może być ocalenie świata albo doświadczenie przebłysków intrygującej grozy.

Opcje dialogowe są zazwyczaj rozbudowane, a z rzadka bywają nawet przytłaczające. Przypuszczam, że dla osób chcących przejść grę w całości oznacza to konieczność żmudnego śledzenia kolejnych wyborów, ale przy pierwszej rozgrywce daje przyjemne wrażenie wpływu na rozwój akcji. Sama rozmowa ma w większości charakter raczej negocjacyjny niż przerażający, z przechyłami w stronę nowoczesnej ironii, ale też całkiem poważnego kosmicznego horroru. Tu muszę przyznać się do lekkiego speedrunningu: od pierwszych kadrów wybrałam grę bez dubbingu na korzyść szybkiego czytania kolejnych scen. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że gra bywa przegadana

Problem jest podobny jak w Disco Elysium: bohaterowie i narrator raz za razem czują potrzebę popisać się rozbudowaną, błyskotliwą wypowiedzią. Musiało się to świetnie pisać, ale nie zawsze się równie fantastycznie czyta – siada dynamika. Odbiorcy zaznajomieni z twórczością Lovecrafta, kombinatorycznymi eksperymentami w powieści dwudziestowiecznej, powieścią psychologiczną czy nawet książeczkami choose your own adventure niekoniecznie kupią wszystkie te filozoficzno-egzystencjalne dywagacje z bezkrytycznym zachwytem.

Mimo tych zastrzeżeń wciągnęłam się wystarczająco, żeby spędzić około dwóch godzin w towarzystwie księżniczki. Więcej nie planuję, ale kolejny thriller od tego wydawcy? Czemu nie…

Kobiety a duch inności

Problematyczne w obu grach jest dla mnie to, że od horrorów i thrillerów oczekuję jednak jakiegoś napięcia emocjonalnego, a w obu przypadkach było tego jak na lekarstwo. Milk… prawie wcale nie zaangażowało mnie w fabułę. Princess w tym aspekcie dała radę, ale gdyby rozgrywka była wyraźnie dłuższa, odpadłabym. Groza w wydaniu kosmicznym i psychologicznym potrafi mnie ruszyć czy przynajmniej porządnie przykuć uwagę – wybrałam oba tytuły nie bez przyczyny – a tutaj nie ruszyła.

Dlaczego? Otóż w obu historiach tym obcym, innym, irracjonalnym oraz potencjalnie przerażającym jest kobieta. Wcielanie się w role postaci, które muszą tę obcość okiełznać, wesprzeć, zgnoić bądź wielbić jest tak wyświechtane, że dla mnie nieatrakcyjne.

Nawet kiedy narracja Slay the Princess otwiera się w stronę kosmicznych interakcji między bytami i siłami wpływającymi na losy świata, dalej mamy tu zwarcie męskiej energii (co prawda w trakcie dekonstrukcji i rozwoju) z destrukcyjno-twórczą, nielogiczną i pociągającą energią żeńską. Całe napięcie fabularne (a przynajmniej jego wymiar głębszy niż werbalne potyczki z narratorem) rozgrywa się wokół tej dychotomii. Z kolei w relacji z koleżanką od mleka możemy przyjąć rolę pomocnika albo prześladowcy – osoby w przeciwieństwie do niej racjonalnej i kontrolującej swoje wybory. 

Jako miłośniczka popkultury, która latami cierpiała na niedostatek pełnowymiarowych protagonistek, jestem głęboko znużona portretowaniem kobiet jako obiektów, luster, celów, źródeł mistycznej energii oraz dopełnień. Jest to główna przyczyna, dla której przeszłam przez obie przygody z chłodną głową i fachowym dystansem, a nie z zaangażowaniem i emocjami.

Brać i grać?

Milk inside a bag of milk inside a bag of milk jest grą tak niezobowiązującą rozmiarowo, że wyrobienie sobie własnej opinii zajmie niewiele więcej czasu niż przeczytanie tego tekstu. Odpowiedź jest więc prosta – jeśli intryguje, brać. Ja oceniam swoje doświadczenie jako

ocena UJDZIE

 

Slay the Princess sprawdziła się jako rozrywka na dwa wieczory, ale nie czuję potrzeby eksploracji wszystkich wariantów fabuły. Solidny produkt, przygotowany z sercem i pomysłem, w porywach budzący zaciekawienie i lekkie napięcie. W swojej klasie jak dla mnie

ocena GIT

 

Screenshoty pochodzą z materiałów wydawców na Steamie.

+1
0
+1
0
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0
+1
0