Kronika Geeka

Pluribus (S01)

Czy najsmutniejsza osoba na Ziemi ma szansę uratować ludzkość? Czy Vince Gilligan może zrobić słaby serial? Czy Rhea Seehorn sprawdzi się w swojej kolejnej, dużej roli? Takie pytania stawia przed nami Pluribus. Spróbujmy odpowiedzieć na choć parę z nich.

 

Dla niewtajemniczonych

Pluribus (po polsku Jedyna) to amerykański serial autorstwa Vince’a Gilligana — scenarzysty, reżysera i producenta znanego z takich tytułów jak The X-Files, a ostatnio przede wszystkim z Breaking Bad oraz Better Call Saul. W główną rolę wciela się Rhea Seehorn, dotąd kojarzona niemal wyłącznie z tej ostatniej produkcji.

O Pluribus trudno powiedzieć znacznie więcej bez wchodzenia w fabularne szczegóły. Jeśli jednak należałoby go jakoś zaklasyfikować, byłoby to bez wątpienia sci-fi z pogranicza alien invasion i postapo, czerpiące garściami z klasyki wczesnej telewizji, przede wszystkim z The Twilight Zone. Podobnie jak w innych (zwłaszcza nowszych) projektach Gilligana, serial operuje długimi ujęciami, skupia się na bohaterach i ich emocjach, a przy tym dotyka uniwersalnych prawd oraz wartości, po to by je tu i ówdzie podważyć.

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Z czym to się je?

Zacznijmy od podstaw. W skrócie: na Ziemię dociera sygnał z Keplera-22b, który po analizie okazuje się zakodowaną sekwencją RNA. Jak to zwykle bywa, ludzkość nie potrafi oprzeć się pokusie rozwiązania kosmicznej zagadki — po kilku miesiącach tajemniczy „komunikat” testowany jest już na zwierzętach. Sprawy szybko wymykają się spod kontroli. W krótkim czasie niemal cała ludzkość zostaje zarażona i asymilowana do jednego, zbiorowego umysłu.

Niemal — bo istnieje grupa kilkunastu osób, które z niewiadomych przyczyn nie uległy przemianie i nie dołączyły do swoistego „gigamózgu”, kontrolującego teraz populację homo sapiens.

Jedną z tych osób jest główna bohaterka, Carol Sturka (grana wspaniale przez Rheę Seehorn, która tworzy niesamowitą postać). Na co dzień autorka popularnych romansów fantasy, prywatnie zaś osoba niespełniona, zgorzkniała i głęboko nieszczęśliwa. Towarzyszymy jej w pierwszych chwilach po tzw. „zespoleniu”, gdy traci partnerkę, a następnie śledzimy jej losy w kolejnych godzinach, dniach i tygodniach po apokalipsie. Obserwujemy, jak próbuje radzić sobie z żałobą, a jednocześnie walczyć z najeźdźcą, jak poznaje obcych, aż wreszcie — jak się poddaje i częściowo przechodzi na stronę „wroga”.

Garść wrażeń

Postawię sprawę jasno: jestem fanem twórczości Gilligana. W erze masowej produkcji seriali streamingowych niewiele jest tytułów opartych na prawdziwym slow burnie — takim, za którym faktycznie coś stoi. Sceny z Better Call Saul, ale też z Pluribus, można analizować niemal bez końca: każdy kadr, kolor, rekwizyt czy sposób prowadzenia kamery niesie ze sobą znaczenie i pogłębia historię, moment lub postać. Skutkiem ubocznym takiego podejścia bywa jednak (mylne, dodajmy) wrażenie, że „fabularnie nic się nie dzieje”.

Pluribus nie jest typowym serialem sci-fi, nawet w duchu ambitnych, ale bardziej przygodowych produkcji pokroju The Expanse czy Foundation. W centrum pierwszego sezonu stoją przede wszystkim pytania o tożsamość, odrębność, nietykalność, zgodę, a nawet o miłość. Serial znacznie sprawniej porusza się też po grząskim gruncie narracji typu mystery box — gdzie królem niespełnionych obietnic pozostaje wciąż Lost. Tajemnica oczywiście istnieje, ale nigdy nie staje się sercem opowieści.

Dużym plusem okazał się dla mnie również tygodniowy model emisji. Dawał on przestrzeń na teorie, dyskusje i własne interpretacje pomiędzy kolejnymi odcinkami. Nie jestem przeciwnikiem binge’owania, ale w tym przypadku rytmiczne dawkowanie treści zdecydowanie sprzyjało refleksji.

Gilligan po raz kolejny unika oczywistych rozwiązań. Mamy więc inwazję obcych, którzy nie chcą nikogo wymordować (choć miliony giną po drodze), lecz — przynajmniej pozornie — wprowadzają na Ziemi spokój i szczęście. Mamy protagonistkę-antybohaterkę: pogrążoną w żałobie, opryskliwą, niestabilną emocjonalnie i daleką od schematu genialnej naukowczyni. Mamy też innych „odpornych”: wypartą Laxmi, cynicznie adaptującego się (czy nawet oportunistycznego) Diabaté, czy Kusimayu, która wręcz pragnie zespolenia ze zbiorowym umysłem. Nikt z nich nie wygląda na materiał na zbawcę ludzkości. Co więcej, najbardziej radykalny przeciwnik wirusa — Manousos Oviedo — jawi się raczej jako fundamentalista, gotów poświęcić wszystko w imię przywrócenia na świecie „normalności”.

Nawiązań jest tu mnóstwo: od bezpośrednich odniesień do klasycznych odcinków The Twilight Zone (jak To Serve Man czy Third from the Sun), przez konsekwentną symbolikę kolorów (żółty jako zagrożenie, niebieski jako podporządkowanie), aż po literaturę — chociażby The Left Hand of Darkness Ursuli K. Le Guin, czytaną przez Carol w finale sezonu.

Pluribus jest też wielowarstwowym dylematem moralnym. Czy zarażeni, stanowiący teraz jedność, wciąż są ludźmi? Czy mają wolną wolę? Czy należy ich ratować — i za jaką cenę? Zwłaszcza gdy obcy jawią się jako skrajni pacyfiści, nie krzywdzą innych i nie ingerują w środowisko… a jednocześnie dopuszczają się kanibalizmu i w dłuższej perspektywie skazują ludzkość na zagładę. Czy można na nich eksperymentować? Czy wolno korzystać z ich deklarowanego pragnienia uszczęśliwiania pozostałych? Gilligan zasypuje widza pytaniami, na które nie ma prostych odpowiedzi — i zmusza do wielokrotnej rewizji własnych poglądów.

Podsumowanie

Polecam Pluribus wszystkim, którym nie przeszkadza — a najlepiej odpowiada — wolne tempo i silny nacisk na rozwój postaci. A te są tu naprawdę niebanalne. Serial najlepiej oglądać w rytmie zaproponowanym przez Apple: odcinek po odcinku, z czasem na przemyślenia. Kilka solidnych twistów, spora dawka filozofii i intelektualnych prowokacji, a wszystko podane w atrakcyjnej wizualnie formie i z subtelną dawką humoru.

Jedynym realnym minusem pozostaje długi czas oczekiwania na kolejny sezon — który na pewno nie pojawi się w 2026 roku. a możliwe, że będzie miał premierę dopiero w 2028 roku. To jednak bolączka większości współczesnych produkcji streamingowych. Apple TV+ coraz wyraźniej wyrasta na lidera ambitnego sci-fi i po takich tytułach jak Severance, Foundation, For All Mankind czy Silo dorzuca do portfolio kolejny potencjalny hit. Trzymam kciuki za sezon drugi — mam wrażenie, że Pluribus ma wszelkie zadatki, by wznieść się na poziom serialu kultowego.

ocena BDB

 

Strefa GIF-a

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia pochodzą z IMDb i reddita, GIF-y zaś ze skarbnicy Tumblra.

+1
3
+1
0
+1
0
+1
0
+1
3
+1
0
+1
0