Kronika Geeka
Dispatch, obrazek tytułowy

Dispatch

Dispatch jest ostatnio na ustach wielu graczy, a już niebawem będzie się na Was patrzył z czeluści lodówki i z porannej kawy ☕️ Postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście jest świetnie 👌 Od symulatora kuriera się odbiłem 📦, ale może symulator dyspozytora antybohaterskiej grupy zrytych beretów siądzie ☎️❓

 

Dla niewtajemniczonych

Dispatch to bardzo ciekawa mikstura przygotowana przez weteranów z Telltale Games odpowiedzialnych za The Wolf Among Us, The Walking DeadTales from the Borderlands. Mamy tu całkiem superbohaterskie LA z całkowicie nową, nieznaną wcześniej paletą bohaterów i antybohaterów. 

W grze wcielamy się w członka SDN (Superhero Dispatach Network) – prywatnej organizacji (no dobra, nazwijmy rzeczy po imieniu – korpo), która zrzesza superbohaterów i świadczy superbohaterskie usługi tym, którzy wykupili stosowny abonament. Jako początkujący dyspozytor z bohaterską przeszłością dostajemy pod swoje skrzydła zespół mocarnych wykolejeńców, którymi musimy zarządzać i kierować tam, gdzie ich umiejętności są najbardziej potrzebne. I to jest, poza scenkami pełnymi mniejszych i większych wyborów, kwintesencja rozgrywki. Natomiast w żadnym razie nie ma tu miejsca na nudę, bo „zarządzanie” nie oznacza jedynie wskazania palcem, kto ma udać się gdzie. O nie, z Z-Teamersami nie ma tak łatwo. O tym jednak w dalszej części tekstu.

Gra podzielona jest na osiem odcinków i w chwili, gdy to czytacie cały pierwszy sezon jest już dostępny. Czy warto dotrwać do końca? Czy jest w Dispatch boski pierwiastek dawnego Telltale Games? I wreszcie, czy praca dyspozytora to coś dla Was?

Dispatch, główny bohater z headsetem na głowie.

 

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń

Chwile spędzone z Dispatch wspominam bardzo dobrze. Grało mi się tak przyjemnie, że po przejściu gry postanowiłem niemal natychmiast wskoczyć ponownie w buty Roberta Robertsona Trzeciego. W dużej mierze przyczyniło się do tego kombo świetnego scenariusza i dobrze napisanych postaci, których nie sposób nie polubić. Chciałbym powiedzieć, że z tą ekipą szłoby się na piwo, ale ta jedna przygoda w knajpie… Jako Robert, dyspozytor w SDN, mamy za zadanie kierować drużyną Z złożoną z byłych złoczyńców, którzy chcieli sprawdzić się w roli bohaterów. Zapomnijcie o pelerynach i majtkach zakładanych na zbyt obcisłe getry! Nasza drużyna to była zabójczyni zafascynowana sztyletami, niskopienny osiłek, demonica, hybryda nietoperza i człowieka, gwiazda muzyki pop, człowiek-pochodnia, gliniany konstrukt i dziewczyna potrafiąca znikać. Ale nie tylko moce sprawiają, że nasz zespół jest wyjątkowy. Każda z postaci to osobna historia, specyficzny charakter, emocje i motywacje. Część z nich miała nawet nieprzyjemne scysje z naszym dyspozytorem, kiedy ten był jeszcze bohaterem. I tu dochodzimy do kolejnego świetnego aspektu rozgrywki – wyborów moralnych. Część z nich jest prozaiczna i może wpływać jedynie na kolejną linię dialogową, ale są też takie, których konsekwencje możemy odczuwać przez dłuższą część rozgrywki. Przytoczony wyżej przykład bohaterów, którzy mieli styczność z heroicznym alter ego Roberta świetnie obrazuje o czym piszę, bowiem jedna ze scen daje nam wybór przyznania się przed drużyną, kim byliśmy w przeszłości lub zatajenia naszej bohaterskiej historii. Możemy być szczerzy i zaryzykować relacje z zespołem lub postawić granicę między przeszłością a teraźniejszością. A, no i są też opcje romansowe, gdzie oczywiście nasze wybory będą miały znaczenie przez całą grę.  

Warstwa wizualna Dispatch, jak pewnie już zdążyliście zobaczyć na screenach, to całkiem atrakcyjna dla oka konwencja anime co jakiś czas przerywana ograniczonymi czasowo wyborami dialogowymi. Ogląda się to dobrze nawet na małych ekranach (grałem na Steam Decku i Legionie Go S). Scenki możemy dodatkowo wzbogacić o QTE, które bardziej osadzają nas w centrum akcji, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by opcja pozostała nieaktywna, pozwalając nam po prostu śledzić wydarzenia bez konieczności wklepywania jakichkolwiek kombinacji klawiszy.

Między poszczególnymi scenkami pchającymi fabułę i relacje do przodu musimy zająć się robotą dyspozytora. Pierwsze kilka szycht ma za zadanie zaznajomić nas z zespołem i mocnymi/słabymi punktami poszczególnych Z-Teamersów. I choć z początku sprawa wydaje się prosta, to z czasem będzie coraz trudniej. No ale na czym ta praca w ogóle polega, zapytacie. Ot, na wyświetlanej na ekranie mapie pojawiają się ograniczone czasowo zgłoszenia od mieszkańców, na które musimy odpowiedzieć, wysyłając kogoś z drużyny. Każda misja ma krótki opis sugerujący, jakie statsy są potrzebne do jej pozytywnego ukończenia oraz sloty wskazujące maksymalną liczbę wysyłanych bohaterów. Warto poeksperymentować z różnymi składami, bowiem część postaci może zwiększać swoją synergię, co przekłada się na większą szansę ukończenia misji. Okazjonalnie przyjdzie nam też wspierać zespół przez podejmowanie konkretnych decyzji lub hakowanie (minigierka). Sukcesy są oczywiście nagradzane – nasi bohaterowie levelują i można rozwijać ich umiejętności, a sam Robert pnie się po szczeblach dyspozytorskiej kariery, odblokowując przydatne zdolności. Z czasem liczba zgłoszeń zaczyna rosnąć, a skład naszej drużyny nie zawsze jest taki sam. Niejednokrotnie znajdowałem się w sytuacji, w której zwyczajnie nie miałem kogo wysłać do zgłoszenia, co sprawiło, że szybko zacząłem przypisywać bohaterów bardziej oszczędnie. Końcowe etapy rozgrywki to już zdecydowanie jazda bez trzymanki, do tego stopnia, że ciężko jest ją okiełznać na padzie, bądź z użyciem sterowania w handheldzie. Natomiast znacznie łatwiej było przechodzić tę samą sekwencję z użyciem myszki i klawiatury. 

Ach, moim zdaniem warto się zainteresować wersją deluxe gry. Oprócz kopii Dispatch dostajemy zestaw cyfrowych czasoumilaczy w postaci komiksów i artbooka, które fajnie rozbudowują lore i pozwalają poznać postaci trochę bardziej. No i zakup ma teraz o tyle większy sens, że wszystkie osiem odcinków jest już dostępnych, więc dane Wam będzie zanurzyć się w całą przygodę.

Dispatch, Robert i część Z Team przy barze.

 

Co mi się podobało 👍:

  • Z-Team to banda wykolejeńców, na którą najpierw spoglądacie z zażenowaniem, by z czasem zupełnie szczerze ich polubić! Tu nie ma słabych graczy.
  • Dialogi najwyższych lotów, pełne humoru, bystrych spostrzeżeń i kąśliwych uwag. To jest naprawdę świetnie napisane i pokazuje chemię między członkami zespołu. Ileż razy parskałem pod nosem albo otwierałem oczy ze zdumienia.
  • Dobór aktorów głosowych jest całkowicie w punkt. Nie brakuje tu znanych nazwisk o bardzo dużych umiejętnościach, że wymienię Aarona Paula, Laurę Bailey, Jeffreya Wrighta czy Erin Yvette.
  • Dobry system wyborów i długofalowych – czasami nieoczywistych – konsekwencji.
  • Zabawa w dyspozytora – fajnie rozdziela poszczególne wydarzenia i stanowi oś każdego odcinka, przed i za którą czekają na nas cutscenki. Nie ma poczucia, że jest to dodane na siłę.
  • Kwestia preferencji oczywiście, ale ujęcie wszystkiego w formie anime sprawia, że tym bardziej chce się smakować tytuł jak dobry film. Czy jest to gra skierowana dla dzieci? Bynajmniej!
  • Czas gry. Nie jest za długo, nie jest za krótko. Za to bardzo w tempie.
  • Otwarte zakończenie, które dosyć jednoznacznie hintuje kolejny sezon i dalsze następstwa naszych wyborów
  • Dwa tryby cutscenek – albo wyłącznie oglądanko, albo oglądanko z QTE.

Co nie do końca zagrało 👎:

  • Na pewno chciałbym na koniec rozgrywki zobaczyć jakiś diagram ze wszystkimi możliwymi ścieżkami, żeby wiedzieć, jakie scenariusze mogę jeszcze wyeksplorować. 
  • Zdecydowanie łatwiej ogarnąć z klawiaturą i myszką niż na padzie (szczególnie w końcowych fragmentach).

Brać i grać?

Dispatch, Mecha-Man w zniszczonym i płonącym budynku

 

Rozpoczynając przygodę z Dispatch, nie byłem do końca przygotowany na to co mnie czeka. Gra AdHoc Studio to szalenie wciągające widowisko, pełne akcji, dobrego humoru, świetnie napisanych dialogów i angażujących relacji z bohaterami. Z kolei praca dyspozytora to pożywka dla szarych komórek, która zmusza do myślenia, sprawnego zarządzania zespołem, ale i wymaga nieco refleksu. Nie mogę się doczekać wieści o drugim sezonie i myślę, że nim ten się ukaże, przejdę grę jeszcze raz czy dwa, dokonując zupełnie innych wyborów. I z tą myślą Was zostawiam. I fucking love Sour Patch Kids!

 

Strefa obrazka

 

Strefa muzyki

Screeny własnego autorstwa, GIF zaś pochodzi ze skarbnicy Tumblra.

+1
2
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0