Kronika Geeka
Ghost of Yotei Okładka artykułu

Ghost of Yōtei

Najlepszy Assassin’s Creed w Japonii 🥷🇯🇵 spod dłuta Sucker Punch w końcu doczekał się kontynuacji. Ghost of Yōtei prowadzi nas szlakiem zemsty przez równiny Ezo, hołdując japońskiej kulturze 🗾, westernowej konwencji 🤠, a także najlepszym obrazom autorstwa Akiry Kurosawy 🎥. Nie o takiej kontynuacji marzyli fani, ale czy tego ducha należy się bać ❓👺

Animacja zamaskowanej  bohaterki przekreślającej kanji krwią z miecza

 

Dla niewtajemniczonych

Cień wielkiej góry
Noc, złote liście płoną
Duch – pragnienie krwi

Pierwowzór Ghost of Yōtei wziął świat gamingu niemałym szturmem, bardzo szybko zyskując przydomek najlepszego Assassin’s Creed w Japonii. To jednak jest mocne niedopowiedzenie, bo w odróżnieniu od serii Ubi gra Sucker Punch na pierwszym miejscu stawia historię i postać głównego bohatera. Jin Sakai, protagonista Ghost of Tsushima, był samurajem, który stając w szranki z niehonorowym wrogiem, zdecydował się porzucić kodeks kasty wojowników i stać się tytułowym Duchem, by siać strach wśród mongolskich najeźdźców. Duchowi Cuszimy przyszło zapłacić wysoką cenę, bowiem jego niekonwencjonalne praktyki nie były na rękę uratowanym samurajom. I tak Jin stał się wyrzutkiem i… słuch po nim zaginął.

Po takim zakończeniu pierwszej części społeczność graczy spodziewała się raczej bezpośredniej kontynuacji, a tymczasem twórcy z Sucker Punch nie tylko zmienili czas i miejsce akcji, ale i postać samego Ducha. Autorzy zabierają nas do Ezo (obecne Hokkaido) ponad 300 lat po wydarzeniach z części pierwszej. Tu poznajemy Atsu, główną bohaterkę nękaną przez koszmary dzieciństwa, która stawia pierwsze kroki na drodze zemsty. I nie będzie przesadą, jeśli powiem, że dziewczyna ma mocne wejście.

Wielu graczy obawiało się tak daleko idących zmian, a i wybór aktorki odgrywającej Atsu nie był pozbawiony kontrowersji, głównie przez jej działalność aktywistyczną. Tradycyjnie musiały się pojawić odniesienia do woke, złośliwi nazywali nawet najnowsze dzieło Sucker Punch Ghost of Wokei. I co wyszło z tego bojkotu i rozdzierania szat? Ano nic! Przygody Atsu są świetne i z całą pewnością nie zrywają z unikalnym DNA poprzednika. A po szczegóły zapraszam do dalszej części tekstu.

Ghost of Yōtei
Klęcząca bohaterka gra na shamisenie.

 

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń

Należałem do osób, które zaraz po ogłoszeniu nowego Ducha kręciły trochę nosem, bo przecież jak można było tak po prostu pogrzebać postać Jina? Pierwszego shinobi, tego który był motorem napędowym nowej serii Sony? Na szczęście Sucker Punch miało u mnie kredyt zaufania… na szczęście dla mnie, bo przygody Atsu to kawał dobrej produkcji!

Jeśli się nad tym chwilę zastanowić, to zmiana postaci była jak najbardziej zasadna, gdyż największej transformacji Jina doświadczyliśmy w pierwszej części i raczej niczym spektakularnym by już nas nie zaskoczył. Wybór Atsu pozwala nam z kolei doświadczyć innej sfery ludzkiej natury. Samotna, zahartowana w boju dziewczyna, święcie przekonana, że cała jej rodzina nie żyje, wyrusza w rodzinne strony, by pomścić bliskich i zmierzyć się z demonami z dziecięcych wspomnień – grupą nazywaną Szóstką z Yōtei. Gdy pada pierwszy jej członek, ludzie szepczą, że Atsu nie jest kobietą, a mściwym duchem onryō, którego jedynym celem jest zadawać cierpienie i śmierć. W jakimś stopniu Atsu dopuszcza do siebie te szepty, choć widać, że nie ignoruje istnienia innej drogi. Doświadczamy jej wewnętrznej walki z pragnieniem zemsty i nieraz jesteśmy świadkami, jak tę walkę przegrywa, stając się  onryō. Ech, na bardzo duże uznanie zasługuje to, jak Erika Ishii zagrała Atsu i jak twórcy pokazali te wszystkie emocje. To jest autentyczne, przekonujące i miejscami wręcz bolesne. Brawo! Chciałoby się więcej!

Po pierwszych ogłoszeniach martwiłem się też, czy aby gra nie będzie odmienna od pierwowzoru, ale na szczęście tak nie jest. Kwintesencja rozgrywki pozostała niezmieniona. A zatem wciąż mamy do czynienia ze świetnie uchwyconym duchem (hehe) Japonii, wymieszanym z konwencją westernu i czerpiącym garściami z najlepszych produkcji Kurosawy (powrót zaliczył też Kurosawa Mode!). Mamy świetny japoński voice acting, mamy obcowanie z naturą, mamy zabawę przejaskrawionymi kolorami, mamy fajnie wpisujące się w przyjętą konwencję znajdźki, mamy całkiem wymagający system walki z okazjonalnymi pojedynkami. Ba, mamy nawet nawiązania do legendy o pierwszym shinobi.

Sama gra została wzbogacona o kilka świetnych mechanik, które chyba bardziej zachęcają do otwartego konfliktu. Pierwszą z mechanik jest strach przed onryō, który wzmacniamy właściwą zbroją i amuletami, a który potrafi przerazić nawet największych twardzieli (w Ghost of Tsushima również mogliśmy przestraszyć wroga, ale tutaj mechanika jest znacząco rozbudowana). Drugą jest wilczy towarzysz, który może wspomóc nas w walce lub prowokacji. Zbliżając się do nieświadomych przeciwników, ponownie mamy wybór, czy chcemy załatwić sprawy po cichu czy wyzwać ich na pojedynek i rozpocząć otwarty konflikt. Ja najczęściej korzystałem z tej drugiej opcji, bo walka, choć potrafi być wymagająca, jest niesamowicie satysfakcjonująca. Taniec śmierci Atsu kładzie nacisk na właściwy timing, parowanie i dobór odpowiedniego oręża względem tego, którego dobył przeciwnik. System jest prosty, ale nie brakuje mu głębi, szczególnie gdy zainwestujemy w umiejętności wzbudzania strachu u adwersarzy.

Ghost of Yōtei
Atsu i wilczyca idą w stronę kamery. Atsu gra na shamisenie.

 

Co mi się podobało 👍:

  • Emocjonalna podróż Atsu w głąb ludzkiej natury. Swoista walka między egoid, kontrolą a jej brakiem. 
  • Erika Ishii to bardzo dobry wybór.
  • Rozsądnie dawkowane retrospekcje, które budują naszą postać i tłumaczą jej motywacje.
  • Kilka dobrych plot twistów.
  • Dbałość o detale (kto otworzył mapę w deszczu, ten wie).
  • Dobra wielkość mapy: nie za duża, nie za mała. Wszystko w pełni czytelne.
  • Świetna eksploracja, wspomagana muzyką płynącą z shamisena, która mniej więcej kieruje do wymaganych lokacji.
  • Blend westernu, filmów Kurosawy i wiernie oddanej kultury Japonii.
  • Japoński voice acting i Kurosawa Mode.
  • Minigierki – cięcie bambusa, malowanie sumi-e, gra zeni-hajiki.
  • Soundtrack, gdzie japoński shamisen gra pierwsze skrzypce (co?).
  • Niesamowicie satysfakcjonująca walka, stawiająca na właściwy dobór oręża, uniki i parowanie. Trup ściele się gęsto, a animacja posoki robi robotę.
  • Zbroje na każdą okazję, które wspierają konkretne style rozgrywki. Przykładowo Szkarłatne Kimono wspiera walkę z ukrycia, umożliwiając wydłużenie serii zabójstw z trzech do pięciu, zwiększając odległość zabójstwa kusarigamą i znacząco zmniejszając ryzyko wykrycia.
  • Style walki kataną zostały zastąpione bardziej zróżnicowanym uzbrojeniem. Mamy kusarigamę, yari, odachi, dwa miecze i pojedynczy miecz. Zdecydowanie bardziej widowiskowa zabawa.
  • Mechanika strachu i wilczego towarzysza.

Co nie do końca zagrało 👎:

  • Maski i hełmy to jedynie elementy kosmetyczne. Tak samo odnajdywane miecze.
  • Nierównomierny effort potrzebny na pozbycie się poszczególnych członków Szóstki z Yōtei. Końcówka gry to praktycznie maraton.
  • Tego shamisena mogłoby być więcej. Ot, wyobraźcie sobie scenę, gdzie wróg siedzi w zamku i wie, że onryō nadchodzi. Nie ma gdzie uciec, a z gęstej mgły słyszy tylko gwałtowne szarpnięcia strun. Ciary! 
  • Za mało grozy, chciałoby się częściej widzieć Atsu pogrążoną w śmiercionośnym spektaklu i pochłoniętą przez mściwego ducha.
  • Mnóstwo talizmanów. Przydałaby się lepsza ich kategoryzacja, albo mniejsza ich liczba.
  • Tryb fotograficzny, choć bardzo poprawny, mógłby być bogatszy (przykładowo zmiana strojów lub pozy).

Brać i grać?

Ghost of Yōtei 
Atsu głaszcze wilczycę.

 

Ciepło płomieni
Waleczne serce kona
Jutro nadejdzie

Żona powiedziała mi, że dawno nie widziała, żeby jakaś gra tak bardzo mnie wciągnęła. Spędziłem z Atsu dobre 80 godzin i ani przez moment nie zaznałem nudy. Atsu jest przekonująca, a jej historia to bardzo dobry spektakl, który śledzi się z zaangażowaniem i którego chce się więcej. Może końcówka rozegrała się nieco za szybko, ale za to nie brakowało jej epickości.

Eksploracja, walka, podziwianie widoczków, okazjonalna zabawa w niewidocznego Ducha – wszystkie te elementy bardzo dobrze ze sobą współgrają i idealnie się uzupełniają, a przy tym niczego nie jest za dużo. 

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to chyba chciałbym więcej grozy. Chciałbym, żeby Atsu w pełni oddała się swojemu onryō i częściej pokazywała oblicze, którego doświadczyliśmy podczas powtórki z Nocy Płonącego Drzewa.

 

Strefa obrazka

 

Strefa muzyki

Screeny i haiku własnego autorstwa, GIF zaś pochodzi ze skarbnicy Tumblra.

+1
1
+1
0
+1
0
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0