
Dla niewtajemniczonych
Chainsaw Man – The Movie: Reze Arc, znany również jako Chainsaw Man: Reze Arc, to japoński animowany film akcji w stylu dark fantasy z 2025 roku, oparty na mandze Tatsukiego Fujimoto o tym samym tytule. Wyreżyserowany przez Tatsuyę Yoshiharę i napisany przez Hiroshiego Seko, film ten jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego sezonu anime i adaptuje wydarzenia z piątego i szóstego tomu oryginalnej mangi.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
Denji: [wyciągając stokrotkę z ust] TADAM!
Chainsaw Man – The Movie: Reze Arc – pomijając fakt, że jak boleśnie widać, kontynuuje notoryczną tradycję tragicznych tytułów – zaczyna się zaskakująco delikatnie. Początek to uroczy, niemal sielankowy slice of life z życia nastolatka-diabła, który między polowaniami na demony odkrywa uroki poważnego zauroczenia. Film subtelnie buduje napięcie, powoli odsłaniając nadludzkie zdolności bohaterów i zawiązując ich relacje.

Relacje – zwłaszcza te głównego bohatera – pełne są napięcia seksualnego, niejednoznaczności i fan service’u, który balansuje na granicy ecchi, ale nie przekracza jej w sposób wulgarny. Źródło to technicznie shōnen, ale ta adaptacja filmowa flirtuje jednak trochę z ecchi, trochę z haremówką, na szczęście nie tracąc przy tym emocjonalnej głębi. Zdecydowanie nie jest to natomiast seans dla widzów poniżej 15. roku życia.

Wizualnie to prawdziwa perełka — „ręcznie” rysowana kreska z niezwykłą dbałością o detale przenosi nas do alternatywnych lat 90. tego świata, a kadry naprawdę tchną nostalgią i autentyzmem. Świat ten przypomina mi MIB, tylko z diabłami w Tokio zamiast kosmitów w Nowym Jorku. Niestety, ten kunszt zostaje nadwyrężony przez nieudolnie wkomponowane sekwencje z wykorzystaniem silników 3D przy, o dziwo, tylko niektórych scenach z dynamicznym ruchem, takich jak ruch uliczny na przykład. Wykorzystanie scen z CGI jest tu toporne, sztuczne i kompletnie oderwane od reszty estetyki, w przeciwieństwie do niedawno opisywanego Demon Slayera, gdzie 3D CGI wzbogacało wizualia i nie odstawało tak od charakteru animacji.

Dodatkowo, jeśli macie wybór, omijajcie seanse 3D szerokim łukiem, bo tylko w statycznych scenach ze zmianą focusu między nieliczną ilością planów obraz jest zsynchronizowany. Przy scenach w szybkim ruchu albo z licznymi planami obraz się rozjeżdża. Nigdzie na moim bilecie nie było napisane, że to seans 3D, ani nie pamiętam tegoż rozróżnienia przy zakupie… online, dawno temu. Mam więc trochę wrażenie, że dałem się złapać w pułapkę. Czy kino nie zabezpieczyło innej kopii niż 3D? Jeśli tak, to straszny błąd. Jeśli to błąd dystrybutora, to ogromny, bo nie wierzę, że to studio wyłącznie taką wersję filmu udostępniło.

Drugi akt to zjazd w mroczne odmęty świata Chainsaw Mana — nieco bardziej niedopowiedzianego niż by się chciało, ale i tak znacznie lepiej zarysowanego niż w ostatnim Demon Slayerze. Film nie tłumaczy wszystkiego z szerszego świata, ale używa narracji wizualnej, by subtelnie nawiązać do wydarzeń z 12-odcinkowego anime. Tam, gdzie Demon Slayer trwał za długo, był kinowym serialem bez struktury filmu i polegał na znajomości szerszego świata, Chainsaw Man okazuje się lekcją w tworzeniu niemal idealnego filmu anime będącego adaptacją mangi. Drugi akt stopniowo przygotowuje nasze wrażliwości na to, co wydarzy się wkrótce, delikatnie oswajając z przemocą.

Ale kiedy przychodzi akt trzeci… Rozpoczyna się wtedy totalny festiwal chaosu i brutalności w rytm ciężkiego brzmienia, z diablicą Bombą w roli apokaliptycznej bogini, która w bieliźnie i fartuchu demoluje Tokio z gracją i furią. Skala widowiska mnie przerosła! Biada komukolwiek, kto stanie jej na drodze. Na tym etapie jej motywacje w ujarzmieniu tytułowego diabła Piły nie są do końca widzowi znane. Jedynie kojarząc mitologię szerszego świata, wiemy dlaczego jest on tak ważny. Momenty trzeciego aktu i sceny końcowe to jedyne zatem, kiedy wiedza o świecie Chainsaw Mana jest przydatna. Film działa więc w większości również jako odrębna historia.

Walki diabłów to choreograficzne akty kompletnej destrukcji na masową skalę. Realistyczne i ciężkie, jednocześnie z artystycznym finiszem, dokładnie oddają fizykę ciał ludzkich, jak również wszelkie konsekwencje zniszczeń na taką skalę — zniszczeń na samym mieście, jak i jego populacji.

Attack on Titan przy tym wygląda jak szkolna potyczka, a Chainsaw Man plasuje się gdzieś między brutalnością Berserka a czarnym humorem Tarantino — bez gloryfikacji przemocy, ale z pompą, która wbija w fotel. Podobnież seksapil lub insynuacja seksu — te tak, ale bez przemocy seksualnej jak właśnie w Berserkerze. Film ten w żadnym momencie nie przekracza więc granicy, która klasyfikowałaby go jako pozycja jedynie dla widzów dorosłych. Porównuję jedynie do materiałów osobiście mi znanych, oczywiście, bo wierzę, że Chainsaw Man inspiruje się mocniej innymi shōnen.
Podsumowanie
O Reze Arc można powiedzieć krótko, że to film, który zaczyna się jak letnia miłość, a kończy jak industrialny koncert na dnie piekła. Gdyby nie fatalne 3D – i mówię tu o okazjonalnym CGI w samym anime, jak i seansie w kinie – byłby bliski ideału. Oferując coś dla każdego, jest to film zarówno dla fanów mocnych wrażeń, jak i kogoś, kto dopiero eksploruje, czym anime na srebrnym ekranie może być.
Strefa GIF-a






Zdjęcia kadrów z filmu oraz fragment plakatu pochodzą z IMDb, GIF-y zaś ze skarbnicy Tenor.





