
Dla niewtajemniczonych
Krakoa miała być utopią i spełnieniem marzeń mutantów. Niestety ideał sięgnął bruku i w obliczu powszechnej wrogości i nieufności mutanci znów muszą szukać swojego miejsca w opanowanym przez ludzi świecie.
From the Ashes to nowy początek dla uniwersum i próba pokazania rzeczywistości po upadku Krakoi.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
X-Men (Volume 7) #22
Najważniejszy numer w tym ostatnim zestawieniu From the Ashes! To niniejsze wydarzenia zapoczątkują bowiem Age of Revelation…

Cóż… nie ukrywam, że po lekturze tego numeru nie mogę się już doczekać opowieści o świecie odległym o dziesięć lat. Założenia bardzo dobre i mocno niepokojące, dystopia sama w sobie też potrafi mocno zaangażować czytelnika – pozostaje mi tylko trzymać kciuki, żeby tego nie spaprali.
A póki co w pełni doceniam zgrabne domknięcie wątków bieżących i nakreślenie rozbieżnych nastrojów panujących w szeregach naszej ekipy z Alaski. Za wiele się w tym numerze nie dzieje, bo i nie może. Koniec serii to nie czas na nowości. A ostatni kadr to jedynie akceptowalny cliffhanger, który właśnie ma dać należyty przedsmak Age of Revelation.
Szkoda, że na sam koniec rysunki umiarkowane, bo dałbym wyżej…
Phoenix #15
Czy Jean poświęci odzyskaną siostrę, żeby ocalić wszechświat?

Żenujące. Nie, serio, to jest tak straszny szajs, że zwyczajnie szkoda mi tracić czasu na pisanie… ale też w sumie numer finałowy stanowi idealne podsumowanie jakości całej tej serii.
Żałuję, że to czytałem.
Uncanny X-Men (Volume 6) #20-21
W numerze dwudziestym nagłe i niepokojące sprawy rodzinne wzywają Ransoma do Buenos Aires, więc Wolverine postanawia towarzyszyć swemu młodemu podopiecznemu. Dodajmy też, że Ransom nienawidzi swojej rodziny… z wzajemnością. A o tajemniczym kulcie wspominałem?
Numer dwudziesty pierwszy zaś to Trudne sprawy i wielki finał podczas… argentyńskiego konwentu cosplayowego.
Troszkę boli mnie serce, bo to – jak zapewne pamiętacie – Uncanny X-Men to był dla mnie zawsze najjaśniejszy punkt całego cyklu From the Ashes i czysto po ludzku chciałbym tej serii na sam koniec wystawić najwyższą z not… ale nie do końca mogę. Po prostu akurat na finał zeszli nieco z ciężaru emocjonalnego czy z konkretnego ładunku mroku przeplatanego z okrucieństwem, a zamiast tego pani Simone serwuje nam więcej motywów humorystycznych i zwyczajnie sympatycznych. Nie ma w tym niczego złego, rzecz jasna, ale taki content po prostu nie może wywołać w moim sercu spustoszenia.
Szkoda zatem. Co nie zmienia faktu, że to najlepsze bieżące Marvele, jakie dane mi było czytać przez ostatnie dwa lata.
Avengers (Volume 9) #30
Wiadomo, nie można pozwolić, by plany Myrddina się ziściły… a co jeśli na drodze naszych dzielnych herosów staną marvelowskie zombiaki?!

Niezwykle przyjemny numer wypełniony niezwykle przyjemną akcją 🙂 Jak zresztą mógłbym krytykować coś, w czym pojawiają się MARVEL ZOMBIES??? A dodatkowy plusik za niezły twist fabularny na samiutki koniec.
Może i moja przygoda z From the Ashes dobiegła końca, ale sam sobie dla funu pewnie będę jeszcze śledził perypetie Avengersów w obrębie tego dziewiątego woluminu. A na odchodne w pełni zasłużone…
Wolverine (Volume 8) #13
Przysługa za przysługę. Zapomnijcie o Loganie – nadciąga Don Logan 🙂

Całkiem niezgorszy finisz serii – wprawdzie kompletnie oderwany od wszystkiego, co mogliśmy czytać wcześniej, ale nie wiem, czy należy to rozpatrywać w kategorii zarzutu. Mafijny klimat w wersji komiksowo-groteskowej i jeszcze do tego Logan w garniturze dają w efekcie przyjemne czytanko. Wprawdzie raczej takie na GIT, ale jako fanboy Wolverine’a oczywiście notę nieco zawyżę 🙂
Storm (Volume 5) #12
Jaki będzie finał Wojny Gromów? Otóż będzie galaktycznie epicki (bardzo dosłownie) i w grę zaangażowane zostaną wszystkie topowe siły marvelowskiego uniwersum.

Udało się autorom nie przesadzić, a o przesadę przy takiej skali wydarzeń było naprawdę strasznie łatwo i cały czas odczuwałem to balansowanie na cienkiej granicy między bombastycznością a obciachem. Na całe szczęście zostaliśmy po stronie bombastyczności, w czym stanowczo przeszkody nie stanowiły ponownie rewelacyjne rysunki (chociaż akurat te absurdalne onomatopeje naprawdę mogliby sobie darować).
Storm przyparta do muru i popchnięta w objęcia szaleństwa? Czy to nas właśnie czeka w nadciągającej wizji przyszłości? Niebawem się przekonamy!
A póki co:
Laura Kinney: Wolverine #10
Pora wydostać Gabby ze szponów Stregi. Paryskie katakumby wzywają!

I kończymy dość sympatyczną nutą – oczywiście wolałbym coś nieco poważniejszego, ale też przyzwyczaiłem się, że w tej serii się poważnie nie da, a na pewno nie na dłuższą metę. Ale rysunki w większości dość efektowne i dynamiczne, sceny akcji przyzwoite, nastoletnio-magiczny klimat utrzymany (a ja wrogiem czegoś takiego nie jestem)… mogło być lepiej, mogło być gorzej. Nie narzekam.
Ocena adekwatna.
Magik (Volume 2) #9-10
Pora na starcie ze Stowarzyszeniem Wiecznego Świtu, a także na ostateczne (?) rozwiązanie kwestii Liminala.
No cóż, generalnie dzieje się bardzo dużo, a wszystko wygląda ładnie i naprawdę efektownie… ale jednak nie mogę po prostu nie dostrzegać dość prozaicznego faktu: to jest straszna dziecinada 😀 I nie wiem, czy akurat kierowanie takiej historii i takiej estetyki do odbiorcy wczesnonastoletniego to na pewno najlepszy z pomysłów.
Nie mówię, że ma być kolejny Hellverine (chociaż… 🙂), ale serio wolałbym jednak ten okultyzm i demony w wydaniu choćby odrobinę mroczniejszym i poważniejszym. Żeby nie było: i tak jest spoko, co zresztą odzwierciedla finalna nota. Po prostu w tej historii krył się potencjał na o wiele więcej… tyle że pewnie rzeczone „coś więcej” nigdy nie było w planach.
Hellverine (Volume 2) #10
Hellverine i Mephisto kontra Severith i Hell Hulk! Lecimy tu!

Ładne zwieńczenie. I naprawdę dość klimatyczne.
Może zabrakło mi takiego ultrawalnięcia, ale cieszę się, że niczego mi nie popsuli na sam koniec. I nawet jeśli ten numer to bardziej BDB, to w uznaniu zasług i za całokształt na sam koniec leci jedyny słuszny…
Deadpool/Wolverine (Volume 2) #9-10
Nie ma zgody na szczucie naszych bohaterów nasterydowanym Wolverine’em! Czas przechylić szalę zwycięstwa na jedyną słuszną stronę!
Świetny finisz tej jakże udanej serii – od nieustannie debilnych i niezmiennie zabawnych tekstów Deadpoola, przez epickie grupowe starcie z Hulkopodobnym Loganem i wjazd pani dyrektor na pierwszą linię frontu, aż po finalne dojechanie Apocalypse’a, które oczywiście finalnym dojechaniem na pewno nie jest.
Nieustanna zabawa i ani chwili nudy. I już nawet nie kręcę nosem na rysunki, które są po prostu bardzo udane, ale nie przezajebiste. Taka seria zasługuje na należyte docenienie.
Cmentarzysko
Te pozycje dobiegły końca:
Te pozycje odpuściłem, gdyż po sześciu numerach zasługiwały w najlepszym razie na notę MEH:
Rysunki pochodzą z wszystkich wymienionych powyżej komiksów.


































