
Dla niewtajemniczonych
Wydany w 2024 Wanderstop to narracyjna, przytulna gra autorstwa zespołu odpowiedzialnego m.in. za Stanley Parable i Beginner’s Guide. Twórcy reklamują ten tytuł jako grę o zmianach i herbacie.
Rolą graczy jest wcielenie się w upadłą wojowniczkę Altę, która podejmuje pracę w herbaciarni w magicznym lesie i obsługuje ekscentrycznych gości, którzy tu zaglądają. Ale Alta nie chce tam być… i jeśli los jej sprzyja, to herbaciarnia pozostanie jedynie krótkim, bolesnym wspomnieniem.
Ciepło przyjęty i ujmująco pstrokaty Wanderstop zwrócił moją uwagę. Pozwólcie mi wtajemniczyć Was w to, dlaczego…
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
…otóż mocno potrzebowałam w tamtym okresie podładować baterie i szukałam wciągającego, spokojnego i miłego dla oka relaksu. Mając w pamięci niesamowicie poruszające doświadczenie rozgrywki w In Stars and Time, przejrzałam parę recenzji i zauważyłam, że Wanderstop w podobny sposób trąca osobistą strunę. Kultowy status Stanley Parable dodatkowo podbił oczekiwania. No to jedziemy (stopujemy?) z tym Wanderstopem.
Na pierwszy rzut oka
Od pierwszych chwil uwagę przykuwa estetyka gry. Trochę kreskówkowa, trochę oniryczna, trochę psychodeliczna. Animowane intro wprowadza nas w historię bohaterki – Alta to wybitna wojowniczka, która niespodziewanie zaczęła przegrywać walki. Dziewczyna decyduje się poszukać wsparcia mistrzyni i wyrusza w podróż przez las, w trakcie której pada z wyczerpania. Znajduje ją Boro – potężny, spokojny bohater, właściciel magicznej herbaciarni w sercu lasu. Boro zupełnie bezinteresownie oferuje Alcie wypoczynek i możliwość pomocy w prowadzeniu herbaciarni: niewielkiej, ale pieczołowicie zaprojektowanej lokacji – nastrojowej, piętrowej willi z rozległym, baśniowym ogrodem.
Jeśli przyjmiemy propozycję Bora, nasza wojowniczka, aczkolwiek początkowo wbrew sobie, wkrótce będzie podejmować się prostych, powtarzalnych zadań, które można wykonywać we własnym tempie: parzenie herbat w olbrzymim parowym kotle, zamiatanie liści, odbieranie poczty, mycie kubków, głaskanie zwierzaków… Po wdrożeniu Alta zaczyna podawać herbaty klientom i prowadzić z nimi rozmowy o życiu. Spełnienie zachcianek kilku gości odblokowuje kolejny akt. (I co, przepraszam? Walka do utraty sił jest taka niezalecana i wypalająca, ale people pleasing to już szczytny cel?).
Udało mi się skutecznie wstrzelić w gusta dwóch klientów herbaciarni i zakończyłam pierwszy akt z pięciu, więc moje wrażenia pochodzą z początkowej części rozgrywki.
Garść wrażeń
Wizualnie gra jest… kochani, no, rzecz gustu. Absolutnie doceniam włożoną w ten tytuł pracę, jego unikatowy sznyt i dbałość o wizualną harmonię. Ale od patrzenia na te różowe drzewa i turkusową trawę nieuchronnie robiło mi się jakoś niespecjalnie. Było to wszystko zbyt uładzone jak na niepokojący oniryzm, zbyt przytulaśne na dylematy i tajemnice, zbyt cukierkowe na początkowy stan ducha bohaterki.
Zmagałam się też ze sterowaniem, a konkretniej z pracą kamery, która po prawie każdym ruchu korygowała położenie w osi góra-dół. Otóż kochana kamero, mam wystarczająco sporo roboty z poruszaniem się w świecie nieizometrycznym i mapowaniem udawanego trójwymiaru na mentalne mapy w swoim mózgu, żebyś ty mi jeszcze jeździła po pleckach Alty. W ogóle, bądźmy szczere, pięć dostępnych i łagodnie rozbujanych perspektyw plecków Alty obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. Chciałabym pobiec po składniki, ewentualnie pozamiatać te liście, potem wejść na drabinę, kopnąć w zawór kotła na herbatę, spróbować czytania komuś w myślach et cetera.
Co ciekawe przegląd forów wskazał, że nie jestem odosobniona – część osób zgłaszała nawet mdłości od tego całego korygowania perspektywy. Mała rzecz, a nie cieszy.
Popatrzmy jeszcze na sedno rozgrywki, czyli zadania i narrację. Codzienne zajęcia Alty mocno przypominają te z innych cosy games – hodowla roślin, warzenie mikstur, sprzątanie, zabawa ze zwierzakami. Wanderstop demontuje jednak praktycznie całą presję. Nie ma limitu czasu, wytrzymałości postaci, nagród za wykonanie poszczególnych zleceń.
Fajnie?
Nie.
Zapewne to kwestia indywidualna, ale kiedy szukam relaksu, takiego absolutnie wypłaszczającego jakiekolwiek fale mózgowe, to nie robię tego przed ekranem żadnego urządzenia. A giereczki oparte na grindzie albo spokojnych, niewymagających specjalnej zręczności czynnościach jednak zazwyczaj dają coś w zamian. Skrystalizowane postępy albo zwroty w narracji. Tutaj klikanie miotłą, aż kupka liści się zamiecie, dawało mi co najwyżej poczucie straconego czasu.
Najmocniejszą stroną tej gry miała jednak być narracja. Powiem tak, liczyłam chociaż na Remigiusza Mroza (guilty pleasure, w jedną słynną serię się wciągnęłam!), a dostałam Paula Coelho.
Alto, tylko dla ciebie twój własny miecz jest za ciężki.
Alto, zawsze możesz zrobić jedną rzecz: oddychać.
Alto, klient przecież może odmówić herbaty.
Cały pierwszy akt prezentował się jak mieszanka korporacyjnych poradników Wypalenie 101 oraz Komunikacja 101. Boro – przesłodzenie cierpliwy mądrala, który wyciągnie cię z każdego zwątpienia, siedemnasty raz poklepie po plecach i ostatecznie przerobi na swoje podobieństwo. Klienci – dziwne, cringe’owe klisze luźno naszkicowane na podstawie motywów takich jak niezrozumienie własnego dziecka, nieumiejętność przyjmowania odmowy albo młodzieńczy zapał i pasja do niespecjalnie istotnej misji. Brzmi to jak nie najgorsze tematy z zakresu edukacji psychologicznej, ale było tak uproszczone i przerysowane, że przy prawie każdym dialogu bolały mnie zęby.
Rozgrywkę zarzuciłam po skończeniu pierwszego aktu. Nie potrafię cieszyć się narracyjną grą z nieciekawym pisarstwem. Nienastawione na wynagrodzenie gracza mechaniki też nie przynosiły satysfakcji. Być może miało to być przyczynkiem do refleksji (np. „Czy naprawdę po to gram w Coral Island, żeby znowu zasuwać i się ścigać sama z sobą?”), ale ostatecznie takie In Stars and Time dużo sprytniej dojeżdżało gracza pozornie znaną, a tak naprawdę pękniętą i spaczoną mechaniką po to, żeby podkręcić emocje wywoływane przez historię.
Bardzo doceniam serce i wysiłek włożone w wizualny styl gry, a także jej poczciwy przekaz (może w Stanach to jeszcze jest dla kogoś olśnienie?), ale ponieważ oceniamy subiektywnie, to nie mogę dać Wanderstopowi więcej niż:
Strefa GIF-a








Materiały graficzne ze strony producenta gry.








