Dla niewtajemniczonych
Cinema Escape mieści się w budynku starego kina Wenus w Pszczynie. Pokój prowadzony jest przez dwoje pasjonatów, którzy co pewien czas zmieniają historię, zagadki i wystrój. Jak nam powiedziano w sierpniu, Seria niefortunnych zagadek będzie działać jeszcze co najmniej przez kilka-kilkanaście miesięcy, więc możecie samodzielnie osądzić, czy warto planować wyprawę do Pszczyny.

Na pierwszy rzut oka
Escape roomy na Śląsku działają prężnie, a Seria niefortunnych zagadek plasuje się wysoko w rankingach, a zatem i nasze oczekiwania nie były niskie. Pokój reklamowany jest jako rozrywka dla graczy średniozaawansowanych i nie stawia ograniczeń wiekowych, warto natomiast przygotować się na wąskie przejścia i założyć wygodne ubrania. Nie dajcie się zwieść stylowemu neonowi: wejście jest od strony ulicy Warownej (nie jest to spoiler). Polecaną liczbą graczy jest czworo i ma to swoje uzasadnienie.
Zgodnie z założeniami tej serii recenzji również w dalszej części nie będzie spoilerów ani zdjęć z opisywanego pokoju zagadek.

Garść wrażeń
Co mi się podobało?
- Miejscówka jest faktycznie unikatowa i wykorzystana z rozmysłem. Obejmuje to naprawdę ciekawe mechanizmy, korzystające z zachowanego, historycznego wystroju starego kina.
- Nie trzeba znać Serii niefortunnych zdarzeń, żeby wziąć udział w zabawie – ani jedna zagadka nie wymagała znajomości treści książek ani ekranizacji.
- Historia, w której uczestniczyliśmy, zgrabnie uzasadniała taki, a nie inny setting.
- Pozytywnie zajawiony Mistrz Gry, z którym można porozmawiać o pokoju i który podał wystarczająco dużo (i mało) wskazówek.
- Jest to kolejny pokój nastawiony raczej na przejście całej historii niż na trzaskanie zagadki logicznej za zagadką logiczną w szalonym tempie i ja szanuję takie podejście, chociaż ta część mnie, która lubi rywalizować, może wolałaby wiedzieć, że wyszłaby i bez podpowiedzi.
Czyżby tak wyglądały escape roomy tworzone przez zetki dla zetek? - Różnorodność zagadek – mechaniczne, elektroniczne, logiczne. Niektóre naprawdę satysfakcjonujące w interakcji. Widać, że autorzy pokoju mają niezły dryg do majsterkowania.
- Nietuzinkowy „rozruch” stawiający na interakcje w grupie.
- Obecny w ekipie pszczynianin miał +10 do do jakości doświadczenia, zwiedzając zakamarki miejsca, w którym przeżył młodzieńcze uniesienia kinomana. Aż było miło popatrzeć 🙂.
Co budziło wątpliwości?
- To w zasadzie nie jest uwaga do twórców pokoju, ale ostatecznie tematyka nie była do końca w moim klimacie. Bawiłam się dobrze, ale sama historia była taka dość grzeczna i ogólna. Za to na pewno nadaje się dla młodszych graczy albo osób z często występującymi triggerami.
- Po interakcji z niektórymi elementami wystroju miałam wrażenie, że jestem przybrudzona. Nie wszystko da się co tydzień wypucować ścierą, obiekt nie jest mały, ale gdyby dało się to poprawić, to jedynie na plus.
- Początek rozgrywki jest dość wyraźnie zaplanowany na czworo graczy. Z jednej strony był naprawdę satysfakcjonujący, z drugiej – w grupach o innej liczebności mogłoby to wypaść gorzej.
Jak to w escape roomie, znalezioną świeczkę warto potem wszędzie nosić ze sobą, a w tym przypadku gra była zdecydowanie tej świeczki warta. Będziemy mieć na oku kolejne realizacje Cinema Escape i polecamy tę rozrywkę osobom szukającym w Pszczynie czegoś innego niż nieśmiertelnie piękny park, pałac i stare miasto.
Zdjęcia: moje archiwum, Alex Avalos i Diane Picchiottino na Unsplash.com





