
Dla niewtajemniczonych
Krakoa miała być utopią i spełnieniem marzeń mutantów. Niestety ideał sięgnął bruku i w obliczu powszechnej wrogości i nieufności mutanci znów muszą szukać swojego miejsca w opanowanym przez ludzi świecie.
From the Ashes to nowy początek dla uniwersum i próba pokazania rzeczywistości po upadku Krakoi.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Astonishing X-Men Infinity Comic #31
Symbiont, banda fanatyków, ucieczka z wyspy. Czas na rozstrzygnięcie!

Z racji tego, że From the Ashes finiszuje i tak czy siak czeka mnie czytelniczy remanent, uznałem, że po prostu dokończę Kukułczą pieśń i odstawię tę serię. No i muszę przyznać, że koniec bardzo satysfakcjonujący, bo nie dość, że oglądamy pseudo-Venoma w pełnej krasie, to jeszcze udało się zachować niezły poziom fabuły.
Czy będę w przyszłości wracał do komiksów typu Infinity? Nie wiem, póki co nie ma takich planów, ale nie wykluczam. Dostałem zbyt wiele przykładów na to, że to potrafi być całkiem niezgorsza lektura uzupełniająca 🙂
I tak na do widzenia:
X-Men (Volume 7) #20-21
Tym razem podwójne uderzenie (i to dość dosłownie) ze strony naszych „głównych” X-Menów! W numerze dwudziestym Cyclops ma, delikatnie rzecz ujmując, scysję ze znanym nam już agentem Lundqvistem. Wychodzi na to, że chyba nie każdy agent jest przeszczęśliwy, gdy zataja się przed nim istotne informacje.
A skoro Cyclops chwilowo niedysponowany i nieosiągalny… w numerze dwudziestym pierwszym Magik zabiera ekipę, żeby odpłaciła Upstartom pięknym za nadobne. Szykuje się ciężki łomot… tylko dla kogo?
Nie sądziłem, że doczekam komiksu, w którym Cyclops ląduje w areszcie za bójkę w barze, ale doczekałem. No i w sumie dość ciekawie wyszła ta, ekhm, intensywna wymiana poglądów – zarówno treściowo, jak i rysunkowo. Doceniam też nutkę suspensu na sam koniec.
Starcie z Upstartami zaś nie dość, że bardzo sprawnie poprowadzone i umiejętnie trzymające w napięciu… to jeszcze niespodziewanie brutalne. Czyli nie mogę nie przyklasnąć, choć nie wiem, czy to wystawia mi najlepsze świadectwo.
A, no i bonusowy plusik za emocjonalne rozterki Beasta. Ciekawe, czym ten wątek zaowocuje – boję się, że czymś grubym.
Całościowo:
Phoenix #14
Sara Grey poznaje prawdę o swoim pochodzeniu, a Jean – która już tę prawdę zna i rozumie jej konsekwencje – nie godzi się na jedyne słuszne rozwiązanie… i postanawia rzucić wyzwanie siłom, które sterują losami wszechświata!

Nie no, naprawdę nie mam siły i bardzo się cieszę, że nadchodzi koniec tej serii… Już serio wolę to słabe Exceptional X-Men, które przynajmniej jest spójnie biedackie i nie mami czytelnika sporadycznie niezłymi numerami, obiecując coś, co nigdy nie nastąpi.
To jest po prostu tragicznie głupi komiks i jedna wielka marnacja czasu.
Uncanny X-Men (Volume 6) #19
Gdy Deadpool i Outlaw składają wizytę, wiedz, że coś się dzieje!

Bawi mnie wątek grup docelowych dla naszych mutantów, tym bardziej, że w momencie, gdy piszę te słowa, odświeżam sobie pierwszą serię Gen V 🙂 Ale generalnie wolałbym, żeby tego typu zabiegi pojawiały się możliwie jak najrzadziej, bo tutaj ma być względnie poważnie.
Niespodziewana wizyta Deadpoola to zawsze wspaniała wieść dla czytelnika, wiadomo, ALE mimo wszystko bardziej doceniam pięć minut, które otrzymała Jubilee. Miły ukłon w stronę jednej z bardziej chyba lubianych bohaterek, które nigdy poza drugi (czy nawet trzeci) plan nie wyszły.
Ciekawa też koncepcja ukazania nieco bardziej ludzkiej facjaty pani Coriny Ellis… choć akurat ja niespecjalnie pragnę, żeby ktoś tłumił moją szczerą do niej nienawiść czytelniczą 🙂
A, no i, rzecz jasna, rysunki TOP.
Avengers (Volume 9) #29
Odcinek mistyczno-zagadkowy, gdyż po dwóch latach Avengersi w końcu rozwikłali zagadkę Brakującego Momentu, o którym wspominał Kang! Uniwersum grozi zagłada, a współwinnym jest… Reed Richards?

Dość szalony ten numer, mimo że nie dzieje się w nim tak naprawdę za wiele. Ale poprzez stopniowe odkrywanie tajemnicy i prowadzoną dwutorowo narrację twórcom udaje się wywołać jakieś napięcie i poczucie zagrożenia.
Postać Myrddina i ogólny vibe arturiański na duży plus, a rozwiązanie (?) kwestii Avengersów z Temu zaskakujące i okrutne. A ładne obrazki z całą pewnością odbioru mi nie psuły 🙂
Wolverine (Volume 8) #12
Logan wraz z matką uciekają przed Sabretoothem, który znów wrócił do sił. Szkoda tylko, że wcale tak nie jest.

Świetny ten wątek z Mastermindem (swoją drogą, gnida jakich mało). Dzięki temu mamy numer, w którym kwestionujemy niemal każdy kadr – nie kwestionujemy za to jakości obrazków, bo te są bardzo udane albo wręcz wyborne.
Kolejna naprawdę dobrze napisana i mocno klimatyczna solóweczka dla mojej najukochańszej postaci w całym uniwersum.
Storm (Volume 5) #11
Zbliża się finał kosmicznej batalii! Przybywa ten pierwszy z bogów burzy, przedwieczny Hadad, wśród jego następców wybucha konflikt, a losy wszechświata spoczywają na barkach niegdysiejszej złodziejki z ulic Kairu.

Rysunki oczywiście ponownie topka. Ale i tak najlepsze chyba cameo Beta Ray Billa. Oczywiście zaraz po scenach z Galactusem, który – hehe – pożera show 🙂
Galaktyczne przepychanki między bytami definiującymi samą esencję istnienia nie stanowią mojej ukochanej lektury w ramach marvelowskiego uniwersum – tym razem również nie tańczyłem z radości, ale znowu jakoś im się udało to okiełznać i przedstawić w sposób nawet strawny. Ba, wręcz czułem lekkie napięcie!
Czy lubię czekać na walkę z końcowym bossem? Naturalnie, że tak. Sprawiliście, że czekam, więc z łaski swojej tego nie schrzańcie!
Psylocke (Volume 2) #10
Może i nowy look niekiepski, ale czy Psylocke wyrwie się spod wpływu potężnej Lady in White? Rzeź nadciąga do Tokio.

No i bardzo ładnie nam się to kończy! Tak, to już ostatni numer tej serii – zresztą za miesiąc kończy się całe From the Ashes (i przyjdzie na Kronice czas na nowe rozdanie w nowej formule, ale nie uprzedzajmy faktów 🙂). Efektowna i należycie krwawa rozpierducha w wykonaniu tak bardzo mangowo-animcowym, jak to tylko u Marvela możliwe.
Tylko następnym razem poproszę bez tego śmieszkowego dzieciaka, bo mi nieco psuje odbiór!
Laura Kinney: Wolverine #9
Jeśli tęskniliście za Gabby, siostrą Laury… nooo to nie musicie, bo Gabby powraca. I jest w poważnych tarapatach. Naprawdę poważnych.

Cóż za sinusoida! Znów odbijamy się od średniactwa i wracamy do naprawdę przyjemnego (i ładnego) akcyjniaka. Może i Laura jako taka jest wkurzająca (bo to jest ten permanentny nastoletni bunt), ale wszystko wynagradzają mi te wiedźmowato-magiczne klimaty, a także cameosy syna Draculi oraz pani Clei. A, no i o rosomaku Jonathanie nie zapominajmy!
Przed nami już tylko wielki finał, narobiliście mi smaka. Oby się opłaciło czekać!
Magik (Volume 2) #8
Nasz tercet-niezbyt-z-wyboru wyrusza na wcale nie podejrzaną misję z ramienia Stowarzyszenia Wiecznego Świtu. Bo Stowarzyszenie ma wobec nich uczciwe zamiary, prawda? I nie ma powodu im nie ufać? Prawda?

Pytania zadane powyżej pozostawię bez odpowiedzi, gdyż wydaje mi się ona zbyteczna i dość przejrzysta 🙂 Tym razem wątek Cala NARESZCIE przestał być wkurzający, Liminal ma całkiem sporo sensu, no i fabularnie jest to nawet dość wciągające.
Ale oczywiście najwięcej frajdy mamy tu nie z jakiejś wybitnie pogmatwanej fabuły, a z efektownych (i efekciarskich) starć naszpikowanych magią i wszelką inną nadnaturalnością. No i tu zdecydowanie przoduje sekwencja z psychodelicznymi stworami – wizualnie sztos totalny.
We wrześniu finiszujemy z aż dwoma numerami, przekonajmy się, czy będę kręcił nosem, czy też może jednak z uśmiechem przyznam okejkę. A póki co:
Hellverine (Volume 2) #9
Hell Hulk z impetem otworzył piekielne bramy. Jak można się domyślać, sytuacja jest daleka od optymalnej.

I znowu piękna i krwawa symfonia demonizmu, zwieńczona finałem, który zapowiada chyba jeden z bardziej niespodziewanych duetów na numer ostatni 🙂 Cała masa świetnych kadrów (choćby pułapka zastawiona w monitorze – tak, w monitorze), bardzo klimatyczne pogłębienie postaci Akihiro, no i – rzecz jasna – posępna atmosfera potęgująca napięcie na myśl o zbliżającym się starciu z finałowym bossem, niemalże wprost z podręcznika do tworzenia bdb kina batalistycznego.
Już przebieram odnóżami na myśl o ostatnim numerze!
Deadpool/Wolverine (Volume 2) #8
Wirus Legacy… a może nowy mutant Legacy…? Czy okaże się nieoczekiwaną pomocą?
I czy w ogóle jest jeszcze jakaś nadzieja?

Pan Benjamin Percy bardzo sprawnie manipuluje moimi czytelniczymi emocjami, bo raz za razem wydaje mi się, że nasi bohaterowie już zaraz odzyskają kontrolę, już prawie, już za momencik… a tu lipa i znowu wiatr w oczy. Manewr już doskonale znany? Owszem. Ale skoro działa, to złego słowa nie powiem.
Zmagania Deadpoola, Wolverine’a (i w sumie też Mavericka) z Apocalypsostryfe’em z jednej strony i organizacją O*N*E* z drugiej naprawdę wciągają i pasjonują, więc się nie wygłupiam z oceną.
Giant-Size X-Men (Volume 3) #2
Legion kontra reszta mutantów pod wymuszonym przewodnictwem Ms. Marvel. Czyje będzie na wierzchu i jaki los czeka naszą rzeczywistość?

Muszę przyznać, że udało się ten rocznicowy ukłon w stronę serii Giant-Size sfinalizować nie dość, że z klasą, to jeszcze nawet z sensem. Kluczowe dramatis personae zaznaczają swą obecność, wątek Legiona domknięty (póki co?), wątek Ms. Marvel mocno uwypuklony (zapewne z myślą o przyszłości), a jeszcze na dokładkę mamy dość klimatyczne powiązanie z nadchodzącym Age of Revelation.
Bawiłem się naprawdę bardzo dobrze. Więc i ocena taka, a nie inna.
X-Men: Age of Revelation #0
W sumie to wleciało w lipcu z zaskoczki, ale zorientowałem się dopiero w sierpniu, więc dorzucam do niniejszego podsumowania 🙂 Czysto zadaniowy one-shot, który ma bardzo konkretne zadanie: zapowiedzieć nowy potężny event, który w październiku przejmie pałeczkę po From the Ashes. Nadciąga Age of Revelation!

Póki co mogę stwierdzić tyle, że zaciekawili mnie tą dystopijną wizją przyszłości i chętnie się zmierzę z nową serią wydawniczą. Poprzeczka zawieszona całkiem wysoko, ale oczywiście mają mój kredyt zaufania i przyjmijmy, że patrzę w (nomen omen) przyszłość z ostrożnym optymizmem. Tło wydarzeń nakreślone, czas przejść do konkretów. Ale to od października – póki co mam jeszcze jeden miesiąc do zrelacjonowania!
Nie oceniam, bo tutaj to się trochę mija z celem 🙂
Cmentarzysko
Te pozycje dobiegły końca:
Te pozycje odpuściłem, gdyż po sześciu numerach zasługiwały w najlepszym razie na notę MEH:
Rysunki pochodzą z wszystkich wymienionych powyżej komiksów.



























