
Dla niewtajemniczonych
Krakoa miała być utopią i spełnieniem marzeń mutantów. Niestety ideał sięgnął bruku i w obliczu powszechnej wrogości i nieufności mutanci znów muszą szukać swojego miejsca w opanowanym przez ludzi świecie.
From the Ashes to nowy początek dla uniwersum i próba pokazania rzeczywistości po upadku Krakoi.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Astonishing X-Men Infinity Comic #24-27
Kończymy (raczej chwilowo) wątek Frontu Wyzwolenia Mutantów i odpalamy nowy wątek z tajemniczą wyspą rzekomo chętnie witającą zmutowane jednostki na swoim terenie.
A bonusowo jeszcze odcinek wprowadzający lipcową galę Hellfire – choć tym razem to jednak bardziej nocne czuwanie niż galę, gdyż bardziej opłakujemy, niż świętujemy.
Końcówka I Have Seen Tomorrow mocarna, The Cuckoo Song też zapowiada się grubo (czy ja w tej jaskini naprawdę widziałem to, co widziałem?!), a preludium do Hellfire Vigil nieco refleksyjny i ciekawie rozbudowujący postać Banshee’ego.
Ogólnie poziom naprawdę więcej niż zadowalający i gdyby tylko rysunki mniej trąciły plastikiem, dałbym BDB.
X-Men (Volume 7) #17-18
W podwójnym czerwcowym uderzeniu doświadczymy ostatecznego rozwiązania starcia na Alasce, intruza w bazie X-Men, a także wyłożenia przez 3K kart na stół!
Trochę żałuję, że Ryanowi Stegmanowi nie dane było rysować także numeru osiemnastego, bo jednak póki co jego kreska w siódmej edycji przygód X-Men nie ma sobie równych. I rysunki innych mogą być całkiem okejka… ale jednak gorsze niż Ryana i to mi niestety wystarczy.
A sama historia fenomenalna. Powiem wręcz, że po numerze siedemnastym czułem, że nadchodzi nota SZTOS i gdyby utrzymali ten poziom emocjonalny w osiemnastym, tak właśnie by się skończyło. Ale chciałbym przy czytaniu komiksów mieć tylko takie rozterki jak to, czy będzie doskonale, czy może jedynie świetnie 🙂
X-Men trzyma wysoki poziom i bardzo dba o to, żebym gorączkował się przed premierą kolejnych numerów. Poważam to.
Phoenix #12
Czyżby był to numer, w którym poznajemy historię supermocy rzekomo nieżywej siostry Jean? Otóż tak.
Pytanie tylko, czy w tę historię możemy wierzyć.

Nadal nie wiem, co tu się odbywa i na każdy kadr patrzę podejrzliwie – a ostatnia strona sugeruje, że być może nie bez powodu. Tak czy siak dla odmiany mam w końcu jakąś tam zauważalną frajdę ze śledzenia wydarzeń w Phoenix, może kolejny numer mi tego nie zepsuje jakąś debilną decyzją fabularną.
Noty nie zmieniam, ale tym razem jest to takie optymistyczne GIT. GIT, w którym tli się wyraźna nadzieja.
Uncanny X-Men (Volume 6) #16
Czas na wielki finał wątku Arterii! Jak potoczą się pertraktacje z boginią tego królestwa martwych grzeszników?

Powtórzę, bo przecież wcale nie piszę tego przy każdej możliwej okazji: Gail Simone i David Marquez to absolutnie platynowy duet, najlepsze, co mogło spotkać Uncanny X-Men. Mroczna, porywająca historia, która FAKTYCZNIE obchodzi czytelnika, a nie stanowi tylko pretekst do skakania od kadru do kadru. Śliczne i stylowe rysunki, na które nawet nie ważyłbym się krzywo spojrzeć. No ideał po prostu.
Im częściej ten duet będzie u steru (bo niestety nie może być zawsze), tym większa szansa na takie noty jak ta poniższa 🙂
Avengers (Volume 9) #27
Jak widzieliśmy na końcu poprzedniego numeru, T’Challa wraca do ziomków po miesiącach zaprowadzania porządku wewnątrz Meridian Diadem – i nie mógł sobie wybrać lepszego momentu. Jak Kapitan i Pantera poradzą sobie z resztą Masters of Evil?

Ha, to jest właśnie rasowy komiks trykociarski – może i głębi brak, może to tylko przeskakiwanie od walki do walki, ale jednak śledzi się z wypiekami. I nie ma znaczenia, że już nie mam dziesięciu lat (w sumie może i dobrze, bo dość sporo latającej wszem i wobec juchy w tym numerze), sentyment do takiej prostej, acz ładnie opakowanej rozrywki pozostał.
Wkurza cię jawna niesprawiedliwość, chcesz, żeby ci „źli” ponieśli karę, uśmiechasz się szeroko, gdy ci „dobrzy” wychodzą cało z opresji i mogą rzucić jakimś tryumfalnym one-linerem. Tylko tyle i aż tyle. Ale zaserwowane z klasą.
Złego słowa nie powiem.
Wolverine (Volume 8) #10
Czyżbyśmy się doczekali powrotu najbardziej klasycznego z klasycznych wrogów Logana? A może to wszystko ułuda? Bo przecież jak to możliwe, że jego matka żyje…?

Najbardziej klimatyczny z dotychczasowych numerów i do tego jeszcze świetnie i niebanalnie narysowany. Jak widać, spokojnie można zrobić bardzo dobrą historię o Wolverine’ie bez uciekania się do dziesiątków kadrów ze zwierzęcym rykiem i szaleńczym atakiem pazurami.
Bardzo mrocznie i niepokojąco, lekko onirycznie – naprawdę świetna robota, oby jak najczęściej takie odskocznie!
Storm (Volume 5) #9
Maggot kontynuuje turniej (bez komentarza), Storm zmaga się z mocno nietypowym i chyba średnio legalnym przesłuchaniem, a Eternity… postanawia wkroczyć do akcji i to tak, jak chyba nikt się nie spodziewał.

Widzę, że w recenzjach numeru panuje raczej powszechny zachwyt – ale przyznam, że mi się on chyba nie udziela. Żeby była jasność: doceniam ambicję, widzę, że stawiane są podwaliny pod wydarzenia na naprawdę ogromną skalę, sceny w siedzibie FBI, a także w Limbo nadają ładnej głębi i poszerzają marvelowski, mówiąc bardzo ładnie, lore…
Tyle że chyba jest tego za dużo naraz i momentami nieco zbyt po łebkach, przez co wydarzenia nieco tracą na sile rażenia. I naprawdę można poczuć się zagubionym, gdy nieco zbyt wiele trzeba sobie dopowiadać.
I zważywszy na to, nie dam BDB, mimo że teoretycznie bym mógł.
Psylocke (Volume 2) #8
Dalszy ciąg wędrówki w przeszłość i rozliczania się z traumami i grzechami tejże. Przeszłości, nie wędrówki.
Kim lub czym jest ten ktoś, kto wygląda jak Mitsuki?

Na plus baaaardzo mocna „japońskość” wspomnień, a także ogólny brutalny i horrorowo-mroczny charakter opowieści.
Na minus zbędne śmieszki w wątku Greycrowa oraz w 80% strasznie dla mnie nieatrakcyjne rysunki – wcześniej za wizualia odpowiadał duet i potrafiły one być albo super, albo mocno średnie. No, to w tym momencie już mam pełną jasność, która część duetu ciągnęła całość w dół. Trzymam kciuki za szybką podmiankę na stanowisku.
Gdyby nie rysunki, byłoby oczko wyżej.
Laura Kinney: Wolverine #7
Cudownego życia ciąg dalszy – tym bardziej, że pojawia się ukochany Hellion!
…a tak naprawdę wszystko stanie się jasne w tym numerze. Tylko czy Laura podoła?

Wizualnie świetnie, fabuła może nie jakoś przesadnie ambitna, ale zgrabnie poprowadzona i nawet z dość ciekawym twistem. Cieszę się, że po mocarnym facepalmie, którym zakończyła się dla mnie lektura numeru otwierającego, ktoś się w końcu ogarnął i wyprowadził tę serię na prostą. Tu faktycznie da się dostrzec tendencję zwyżkową i obecnie przygody Laury są dla mnie jednym z takich pewniaczków na solidną rozrywkę.
Magik (Volume 2) #6
Aktualna władczyni Limbo potrzebuje wsparcia władczyni minionej, gdyż zawiązał się demoniczny spisek. Goblin Queen i Magik ramię w ramię!

Cóż to za debiut rysowniczy! Zajebisty, nieco malarski wręcz styl, bardzo artystyczny. A kadry z wizerunkiem Darkchylde to czyste arcydzieło. Poproszę tego więcej 🙂
A opowieść równocześnie lekka i młodzieżowo mroczna, czyli wiadomo, że taki fan YA jak ja musi przyklasnąć. Wydaje mi się, że solowa seria panny Rasputin po lekkich meandrach również wyszła na elegancką prostą autostradę świeżo po remoncie.
Z tymi rysunkami zwyczajnie nie mogę dać niżej. Może za miesiąc będę mógł, ale na razie nie.
Weapon X-Men (Volume 2) #5
Żegnamy tę jakże sympatyczną i zjawiskowo obsadzoną miniserię numerem, w którym dowiemy się, jakie od początku zamiary miał Thunderbird – i dlaczego trzeba mu w nich przeszkodzić!

Ależ spoko koncepcja, której – rzecz jasna – nie planuję tu spoilować. Powiem tylko, że to bardzo wdzięczny fan-serwisowy ukłon w stronę wieeeeeloletnich fanów i już się zamykam 🙂
Anyway, miło było, przez tych pięć numerów bawiłem się przednio i liczę na to, że już niebawem nasza dzielna ekipa powróci, żeby znów siać spustoszenie… czego CHYBA możemy się spodziewać, wnosząc po finałowych stronach. Ale kiedy i w jakim wydaniu? Na te pytania odpowiedzi nie znamy.
I tak na odchodnem:
Hellverine (Volume 2) #7
Prawda o Hell Hulku coraz bliżej światła dziennego… ale tego rozwiązania pewnie mało kto się spodziewał 🙂

Tym razem okultystyczny horror ustąpił miejsca demonologicznemu thrillerowi akcji – i nadal poziom jest pięknie trzymany. Obawiałem się jakichś strasznych banałów w związku z zapowiedzią Piekielnego Hulka, a całkiem niepotrzebnie.
No i sama końcówka dość szeroko otworzyła mi oczy, gdyż akurat takiego twistu nie przewidywałem.
Nie mogę się doczekać, aż w końcu prawilnie ogarnę resztę tytułów i będę mógł się zabrać za numer ósmy!!!
Deadpool/Wolverine (Volume 2) #6
W niniejszym numerze dowiemy się:
- co łączy Stryfe’a z Apocalypse’em
- i czemu na okładce jest martwy Nick Fury.

Tym razem może opowieść nie była takim ciosem jak poprzednio, ale nie oczekujmy cudów. I tak jest bardzo intrygująco, lore ciekawie rozbudowany, a napięcie w obliczu nieuchronnie zbliżającego się kataklizmu podtrzymane.
I nikt nie powie, że ten komiks jedzie tylko na Deadpoolu, bo prawie go tu nie zaznaliśmy, a i tak czytało mi się wybornie.
Giant-Size Dark Phoenix Saga
Giant-Size Age of Apocalypse
Kolejne dwa numery (czyli w sumie już trzy) w tej pięcioczęściowej opowieści stworzonej specjalnie z okazji 50-lecia Giant-Size X-Men. Tym razem Kamala i Legion najpierw wbijają w sam środek starcia z Dark Phoenix, a następnie przenoszą się do czasu Apocalypse’a niemalże w przeddzień zagłady.
Muszę powiedzieć, że te numery zrobiły na mnie o wiele lepsze wrażenie niż zeszłomiesięczny. Przede wszystkim wizualnie jest naprawdę ciekawie – zwłaszcza Dark Phoenix Saga serwuje sztosowe obrazki niemalże co stronę. Ale i sama fabuła zrobiła się autentycznie wciągająca, bardzo umiejętnie bazując na znanych już przecież wydarzeniach.
No i teraz mocno intryguje mnie w tej całej opowieści rola Ms. Marvel i jej nowych mocy, bo widzę, że tutaj kryją się jakieś spektakularne kwestie 🙂
A, nie sposób też nie wspomnieć o kończących oba numery minihistoriach z cyklu Revelations – podobnie jak w przypadku tej wieńczącej Giant-Size X-Men mamy tu skomasowany ładunek zajebistości, która pięknie zapowiada dalsze kierunki fabularne w naszym kochanym uniwersum komiksowym! Strasznie mi się podobają takie rozwiązania 🙂
Cmentarzysko
Te pozycje dobiegły końca:
Te pozycje odpuściłem, gdyż po sześciu numerach zasługiwały w najlepszym razie na notę MEH:
Rysunki pochodzą z wszystkich wymienionych powyżej komiksów.




























