Kronika Geeka

Sic Mundus – Stary sklep z zabawkami

Powrót na krakowską scenę escape roomów po paru latach przerwy? Obstawiliśmy rankingowego pewniaka. Czy stary sklep z zagad… zabawkami spełnił wygórowane oczekiwania i jak sprawdza się rozgrywka z aktorem?

Dla niewtajemniczonych

Stary sklep z zabawkami to escape room krakowskiej firmy Sic Mundus, szczycący się pierwszym miejscem w lokalnym rankingu. Pokój i historia owiane są klimatem grozy – gracze mają za zadanie rozwikłać zagadkę opuszczonego sklepu, nawiedzanego przez ducha córeczki tragicznie zmarłego właściciela.

Zabawkowe pluszaki za szklaną witryną, patrzące w dal

 

Na pierwszy rzut oka

Pokój ten wyróżnia się oryginalnym rozwiązaniem – w rozgrywce bierze udział aktor. Warto też dokładnie zapoznać się z informacjami na stronie firmy – do pokoju nie można wejść z telefonem komórkowym ani smartwatchem, a nie należy w przypadku klaustrofobii.

Proces rezerwacji przebiegł gładko, a na miejscu sympatyczna pani z obsługi wprowadziła nas w zasady. Następnie podążyliśmy do zamkniętego na głucho, opuszczonego sklepu z zabawkami…

Dalsza część recenzji nie zawiera spoilerów, a zdjęcia nie przedstawiają opisywanego escape roomu – jeśli rozważasz wizytę w tym tajemniczym miejscu, czytaj śmiało 🙂

Lalki i stare zabawki na półkach w słabo oświetlonym pomieszczeniu

Garść wrażeń

Co mi się podobało?

  • Pokój jest duży, ma kilka pomieszczeń, które są starannie przygotowane i mają ciekawy wystrój.
  • Charakter zagadek – w wielu escape roomach skupiamy się na zbieraniu bądź odgadywaniu kolejnych kodów do kłódek. Tutaj było sporo ciekawych mechanizmów, a zagadki odsłaniały się przed nami stopniowo, tworząc prawdziwą fabułę.
  • Zazwyczaj było dość zadań dla naszej czwórki, a wyzwania miały zróżnicowany charakter, więc każde z nas mogło zająć się czymś zgodnym ze swoimi umiejętnościami.
  • Pani z obsługi od razu zapowiedziała, że firma ma strategię podawania graczom drobnych podpowiedzi tak, żeby nie ugrzęźli i poznali całą historię. Mogliśmy odmówić, ale zdecydowaliśmy się na sposób gry zgodny z rekomendacją twórców pokoju. I wyszło to generalnie dobrze 🙂
  • Podpowiedzi są fabularne, nie podają rozwiązań na tacy.
  • Typ horroru – zgodny z klimatem wprowadzającej opowieści. Lubię historie z dreszczykiem, ale nie jump scare’y i zabawa była w moim guście.
  • Funkcja aktora – kluczowa dla całej przygody. Miałam nadzieję, że rolą aktora nie będzie wyskoczenie na mnie z wrzaskiem z pudełka (patrz powyżej) i na szczęście osoba uczestnicząca w naszej rozgrywce nie zrobiła nic takiego.
  • …Zignorowałam ostrzeżenie o klaustrofobii (przecież każdy escape room polega na tym, że się jest zamkniętym, no nie?) i trochę mnie zaskoczyło jej pojawienie się, ale paradoksalnie bardzo podobała mi się aranżacja przestrzeni, która mi to odpaliła.
    Całościowy poziom adrenaliny był do zniesienia i bardzo zmotywował do myślenia, ale też nie powiedziałabym, że na co dzień w ogóle klaustrofobię u siebie zauważam. Osoby z zauważalnym problemem z ciasnymi, zamkniętymi przestrzeniami, serio –  zastanówcie się poważnie albo spasujcie.
    (Oczywiście są też przyciski paniki, w razie zaskoczenia własną reakcją nikt nie zostawi was samym sobie).
  • Komfort termiczny – w lipcowej kanikule chłodziła nas klima i nie rozpraszaliśmy się przegrzaniem.

Co budziło wątpliwości?

  • Pierwsza zagadka – dla mnie raczej niezgrabna i w klimacie zabaw typu nocowanie w szkole. Nie zrażajcie się jak coś 🙂
  • Początkowe podpowiedzi – szczególnie jedna z nich była jak dla mnie w typie „zostaw to, gapo, widzę że nie ogarniesz” w momencie, kiedy jedno z nas miało już wszystkie części zagadki w garści i było maksymalnie minutę albo dwie od uruchomienia właściwego mechanizmu.
    Składam ten nietakt na karb faktu, że na wejściu określiliśmy się jako gracze średniozaawansowani – pewnie trzeba było wziąć poprawkę na ogólną zajebistość i zignorować brak świeżej praktyki 😀
  • Pokój jest dla dwóch do pięciu osób, ale już przy czwórce graczy czasami były delikatne przestoje typu snujesz się i patrzysz innym na ręce, jak rozwiązują zagadki. Moim zdaniem optimum w przypadku doświadczonych uczestników to trzy osoby.

Podsumowując, bawiliśmy się bardzo dobrze – i jako grupa… cóż, ogólnie zajebista wyszliśmy zauważalnie przed czasem. Rozwiązanie z aktorem oceniam wysoko, chociaż oczywiście podnosi ono cenę całej zabawy. Pokój potrafił zaskoczyć osoby, które już trochę escape roomów widziały, a nowicjuszkę skłonił do poszukania podobnych miejsc w okolicy, co samo w sobie jest rekomendacją.

ocena BDB

 

 

 


Zdjęcia: Annari Duplessis, Suzy Hazelwood i Lokman Sevim, portal pexels.com

+1
1
+1
1
+1
1
+1
0
+1
3
+1
0
+1
0