
Dla niewtajemniczonych
Pierwsza część przygód Człowieka-Pająka popełniona przez utalentowaną ekipę Insomniac Games wzięła mnie szturmem. Jasne, nie miałem wielkich oczekiwań – spodziewałem się dobrej gry, ale, jak zwykle, raczej ostrożnie podchodziłem do produkcji na licencji znanej marki. Tymczasem dostałem wypełnioną akcją, całkiem szybką, ale i przystępną grę action adventure z systemem walki zbliżonym do serii Arkham, fajnymi umiejkami, świetnie napisanymi postaciami, niebrzydką szatą audiowizualną… Było więcej niż dobrze, choć oczywiście nie idealnie.
Kilka lat później pojawił się spin-off w postaci przygód Milesa Moralesa, którego recenzję możecie przeczytać tutaj. Autorzy dostarczyli nam bardziej skondensowaną przygodę, która nie zwalniała ani na moment, a nowy bohater i jego całkiem odmienne supermoce gwarantowały inną i zupełnie świeżą rozgrywkę. Siadło znakomicie!
Miles z pewnością zasłużył na miano Spider-Mana, w związku z czym w pełnoprawnej kontynuacji oznaczonej numerem 2 możemy śledzić historię z perspektywy pajęczych oczu dwóch bohaterów. Do tego większa różnorodność umiejętności, większa mapa, więcej ikonicznych postaci, więcej misji pobocznych, więcej znajdziek… No ale czy „więcej” znaczy w tym wypadku „lepiej”? Przekonajmy się!

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń

Pierwsza część przygód Petera Parkera, jak już wspomniałem wyżej, bardzo mnie do siebie przekonała. Świetne uniwersum ze stajni Marvela, zrealizowane w należytej jakości i z poszanowaniem materiału źródłowego. Dla mnie był to wystarczająco sycący koktajl, choć oczywiście psioczyłem na nieobecnych Avengersów czy dosyć znaczące spowolnienie tempa akcji w środkowych etapach gry.
Marvel’s Spider-Man 2 w dużym stopniu naprawia bolączki pierwowzoru, jednocześnie doskonaląc pozostałe aspekty gry. Ponownie wskakujemy w pajęczy kostium, tym razem jednak mając możliwość wybrania jednego z dwóch bohaterów – Petera lub Milesa. To głównie z ich perspektywy (chociaż nie tylko, ale o tym cicho!) śledzimy historię, która bardzo umiejętnie godzi i przeplata wątki bohaterskich pajęczaków i ich alter ego pozbawionych masek. A skoro już jesteśmy przy historii – to prawdziwy majstersztyk i absolutne podium gejmingowego scenopisarstwa. Fabuła trzyma za paszczę w zasadzie od samego początku, umiejętnie budując napięcie, serwując nam wysokich lotów plot twisty i rozwijając jednocześnie kilka główniejszych wątków z udziałem postaci znanych z pajęczego uniwersum. Tym razem nie możemy jednak mówić o lekkiej historii przepełnionej humorem (choć on też jest obecny, prawda panie J.J. Jameson?), a o bardzo dojrzałej, a nawet miejscami mrocznej opowieści, gdzie doświadczamy zarówno upadku, poświęcenia, walki z własnymi ograniczeniami, jak i też bezwarunkowego bohaterstwa… ech, można dla tej historii stracić głowę! 😉 A za najlepszy dowód niech posłuży fakt, że ja, pies na sandboksy, w zasadzie olałem poszukiwanie znajdziek, chcąc najpierw dowiedzieć się, jak potoczą się losy naszych bohaterów. I dowiedziałem się, zbierając szczękę z podłogi! A potem były cieszące oko napisy końcówe, które można oglądać dla samych wizualiów, ale warto oglądać również z innego powodu!

Wspomniałem, że gra jest sandboksem i również na tym polu jest zaskakująco dobrze. Mamy do dyspozycji dwa razy większą mapę, ale dzięki szybkiej podróży pokonywanie odległości jest dziecinnie proste (a można też skorzystać z siecioskrzydeł i szybować pośród drapaczy chmur). Wśród zadań pobocznych znajdziemy kilka pomniejszych historii, na które składa się szereg misji. A to trzeba rozwalić kult czcicieli ognia, a to wspomóc lokalną uczelnię, do której uczęszcza Miles. Oczywiście to nie są jedyne czasoumilacze – ponownie możemy trzaskać zdjęcia do gazety, możemy uganiać się za kryształami, które pozwolą pozbierać do kupy rozbitą psychikę niejakiego Sandmana, możemy eksplorować kryjówki Prowlera, czy brać udział w szaleńczych pościgach za dronami lub w wyzwaniach związanych z walką. Nie ma nudy, ale też, na całe szczęście, nie ma tych dodatkowych rzeczy za dużo. Oczywiście za wszelkie postępy otrzymujemy dostęp do nowych kostiumów i rozwijamy naszych bohaterów, mogąc inwestować punkty w kilka różnych drzewek umiejętności czy doskonaląc pajęcze gadżety. Jest motywacja, są nagrody, jest dobrze 🙂
Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał, ale dosłownie w dwóch zdaniach, o trybie fotograficznym. Ponownie bawiłem się przednio, układając sobie różnorodne komiksowe scenki! Tryb jest doskonały i sam zachęca do eksperymentowania!

A czy jest coś, co nie zagrało? Ja w zasadzie mam jeden zarzut. Tak jak w poprzednich grach, Nowy Jork przeżywa poważny kryzys… i przypominam, że jest to Nowy Jork, gdzie swoją siedzibę mają Avengersi i Fantastyczna Czwórka (w grze można natknąć się na wieżowiec z ich logo wymalowanym na dachu). Jedna z misji zabiera nas też do Sanctum Sanctorum, gdzie jesteśmy świadkami kradzieży mistycznego artefaktu. I ponownie nie ma żadnej, ale to dosłownie żadnej wzmianki o innych bohaterach. Rozumiem, że jest to sprawa licencji, serio to rozumiem. Ale naprawdę nie można było załatwić tego chociażby dialogiem między Peterem a MJ? Nie wiem, coś w stylu Avengersi rozwiązują wojnę domową w Wakandzie, albo Fantastyczna Czwórka leczy rany po ostatniej akcji. Jeny no, tu naprawdę cokolwiek by zagrało. Po prostu nie kupuję tego, że w obliczu zagłady Nowego Jorku i jego mieszkańców żaden inny z licznych bohaterów Marvela nawet nie zechciał kiwnąć palcem lub chociażby wysłać pocztówki z wakacji. Jaki jest sens zaznaczania obecności Avengersów czy F4, jeśli te ugrupowania są totalnie nieme?!

Uff, no dobra. Podsumujmy zatem w punktach.
Co nie do końca zagrało 👎:
- W Nowym Jorku można natknąć się na wieżę Avengersów i siedzibę Fantastycznej Czwórki. Jest też Sanctum Sanctorum, gdzie docieramy podczas jednej z misji. Mimo całej tej rozpierduchy i Nowego Jorku na skraju ruiny, nie ma żadnej nawet wzmianki o innych bohaterach znanych z Marvela. Nikt oprócz Spider-Manów nie reaguje na kryzys, a przydałoby się chociaż jakieś cameo, tłumaczące dlaczego nasi bohaterowie muszą radzić sobie sami. Jak dla mnie zmarnowany potencjał.
- Przez niesławny atak hakerski na Insomniac Games plan rozwoju gry znacząco się zmienił, w efekcie czego nie dostaliśmy fabularnych DLC. Na szczęście ostatnio ożyły plotki o możliwym spin-offie podobnym do Miles’a Moralesa. Trzeba czekać.
Co mi się podobało 👍:
- Fabuła – to zdecydowanie najmocniejszy punkt drugiej przygody Pająków. Jest mroczna i trzyma w napięciu od początku do końca. Dość powiedzieć, że to jeden z niewielu sandboksów, gdzie misje poboczne nie odciągnęły mnie od wątku głównego!
- Otwarte zakończenie hintujące kolejną grywalną postać w części trzeciej, a także potencjalnych łobuzów, którym trzeba będzie sprzedać gonga.
- W zasadzie kilka głównych, wzajemnie przeplatających się wątków, które nieraz zaskakują i powodują opad szczeny.
- Cała plejada bohaterów i złoczyńców znanych ze Spiderverse’u.
- Chwila oddechu w misjach nietrykociarskich (np. na Coney Island). To gra nie tylko o superbohaterach, ale też o Peterze, MJ, Harrym, Milesie, no i o głuchoniemej Hailey. Mamy tu emocje, problemy codzienności, trudność w godzeniu zwykłego życia z działalnością superbohaterską. Dużo w tym autentyczności!
- Misje poboczne nieco bardziej różnorodne od pierwowzoru. Na część wątków pobocznych składa się kilka misji. A misja, gdzie gramy Hailey to jest zupełne przesztosiwo, szczególnie na dobrych słuchawkach.
- Pięknie zrealizowany Nowy Jork w wydaniu Marvelowskim. W porównaniu do części pierwszej mapa jest niemal dwukrotnie większa, a samo Big Apple znacznie żywsze.
- Świetna gra świateł (jak na tak wielki i otwarty świat). Zachody i wschody słońca zapadają w pamięć.
- Masa kostiumów do odblokowania.
- Tryb foto ponownie dowozi i jest jednym z lepszych, z jakimi przyszło mi się bawić.
- Sympatyczny system walki znany z pierwowzoru, acz należycie rozwinięty.

Marvel’s Spider-Man 2 to tytuł kompletny, zrobiony przez ludzi, którzy znają i szanują pajęcze uniwersum. To gra od fanów dla fanów, ale też gra, która chce przekonać do siebie osoby, które za dzieciaka niekoniecznie chłonęły przygody Człowieka-Pająka. To gra kompetentna, która broni się doskonałym rzemiosłem i zapadającą w pamięci historią. Spróbujcie, a nie pożałujecie! I tu stawiam kropkę przyznając jedyną słuszną ocenę, czyli…

Jako naczelny redakcyjny Marvelista i człowiek, u którego od Spideya zaczęło się tzw. WSZYSTKO też musiałem się za tę gierkę zabrać – tym bardziej, że i część pierwszą (z DLC), i przygody Milesa ograłem w pełni oraz z ogromną satysfakcją. No i – jak też zademonstrowałem na na naszym fanpejdżu – grałem w jedyny prawilny sposób!
Można się zatem domyślać, że nastawiony byłem niezwykle pozytywnie. Czy się zawiodłem? Otóż nie 🙂

Tomek już ładnie tutaj masę kwestii wypunktował i z każdym z jego stwierdzeń się zgadzam, więc dorzucę jeszcze po prostu garść swoich groszy, żeby jakoś nadmiernie się nie powtarzać.
Co mi się nie podobało?
W sumie tylko absurdalna decyzja designerska przy odblokowywaniu kostiumów dla dwóch naszych dzielnych Pajęczaków. No przecież kto przy zdrowych zmysłach mógł uznać, że świetnym pomysłem będzie automatyczne przywdziewanie nowego kostiumu, za każdym razem gdy tylko wejdziesz w jego posiadanie! Ja sobie outfity lubię wybierać dość pieczołowicie i świadomie i autentyczny szlag mnie trafiał, gdy po każdym unlocku musiałem z powrotem scrollować listę i przywracać strój wybrany wcześniej.
Oczywiście chodzi mi tylko o przypadki, w których nowy strój nie był uzasadniony fabularnie! Ale szczerze mówiąc, chciałbym mieć tylko takie zarzuty do innych gier 😀 Tu po prostu boli koszmarne moim zdaniem niedopatrzenie w tak niezwykle dopieszczonym tytule.
Co budziło wątpliwości?
Bez spoilowania, ale kilka misji, w których sterujemy kimś spoza naszego duetu. Wątpliwości w sumie szybko zniknęły i te misje również przypadły mi do gustu, ale nie powiem, że nie musiałem się z taką a nie inną wizją nieco oswoić, gdyż delikatnie kłóciła mi się ze znanym kanonem 🙂
Co mi się podobało?
- Zdecydowanie nieprzytłaczająca sandboksowość – też nie jestem wielkim fanem triggerowania OCD milionem znajdziek na mapie. Tu było naprawdę nieprzesadnie i bardzo w sam raz.
- Masa totalnie zajebistego lore, choć oczywiście pamiętamy, że to Ziemia-1048, nie ta nasza nominalna 616, więc pewne większe i mniejsze odejścia od żelaznego kanonu są nieuniknione.
- I jeszcze w związku z powyższym muszę stwierdzić, że walki z bossami pokazują dobitnie, że całość tworzą ludzie znający i kochający materiał źródłowy…
- … a ten Kraven to jest jakiś absolutny koniec!!!
- Skoro mowa o walkach to insomniacowy system uznaję za bardzo złożony i dający naprawdę ogromny wachlarz możliwości. Te wszystkie moce, kombosy i gadżety to jest czysta zajebistość dla oka, ale przy okazji też zauważalne wyzwanie dla gracza, bo chamskim mashowaniem daleko się tu nie zajedzie 🙂
- No i świetna historia, o której wspominał Tomek – naprawdę mocno mnie poruszyła, a w opowieściach trykociarskich nie jest to przecież wcale standard.
Nota nie mogła być inna.
Strefa obrazka
Strefa muzyki
Screeny własnego autorstwa, GIF zaś pochodzi ze skarbnicy Tumblra.





















