
Dla niewtajemniczonych
F1 lub F1 the Movie to amerykański dramat sportowy z 2025 roku wyreżyserowany przez Kosinskiego ze scenariuszem napisanym przez Ehrena Krugera na podstawie historii, którą wspólnie opracowali. Film jest oparty na Mistrzostwach Świata Formuły 1, stworzonych we współpracy z FIA (Międzynarodową Federacją Samochodową), jej organem zarządzającym. W filmie główną rolę gra Brad Pitt, a towarzyszą mu Damson Idris, Kerry Condon, Tobias Menzies i Javier Bardem.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
Sonny: “Drive faster.”
Dramat sportowy to wyjątkowy podgatunek wśród filmów. Wydaje się nieco oksymoronem – nie dlatego, że w sporcie nie ma dramatów, ale dlatego, że kibica do sportu przyciąga głównie jego nieprzewidywalność. Filmy budowane są według utartych archetypów. Owszem, nie znamy faktów z historii, którą oglądamy, ale wiemy, kiedy spowolni, kiedy przyspieszy, kiedy się zawiąże, a kiedy rozwiąże – czujemy intuicyjnie przejścia filmu z aktu do aktu. W sporcie mecz potrafi rozegrać się i zakończyć w pierwszych minutach. Tak samo przez 90% czasu może nie być żadnej akcji tylko po to, by ostatnie chwile zawróciły w głowie kompletnym zwrotem wydarzeń i wznieciły ciepło bycia zalanym ekscytacją i stresem jednocześnie, kiedy zawodnicy zdobywają na zmianę punkty w ostatniej chwili.
Oglądając F1, zdałem sobie sprawę z dwu faktów. Jeden prozaiczny, a drugi mnie zaskoczył. Dobry film jest bardziej jak nieprzewidywalny pojedynek sportowy niż jak przeciętny film. Dobry film potrafi nas zaskoczyć równie mocno co rozstrzygający gol. Dobry film akcji jest jak mecz, w którym bramki padają jedna za drugą, a szala zwycięstwa przechyla się z kwadransa na kwadrans, z minuty na minutę. F1 przypominał mi mecz z mojej młodości. Rok jest 2005 i rozgrywa się finał Ligi Mistrzów – AC Milan walczy z Liverpoolem. Nazwany później Cudem w Stambule mecz był rollercoasterem strat i przewag, gdzie Milan zmiażdżył przeciwników 3:0 w pierwszej połowie. W kolejnej Liverpool się odbił i doprowadził do remisu. Po doliczonym czasie bez rozstrzygnięcia finał europejskiego super turnieju przypieczętował Jerzy Dudek, broniąc karnego strzelonego przez Andrija Szewczenkę. Nigdy nie byłem wielkim fanem futbolu, ale tego meczu nie zapomnę. Podobnie jest z F1.

Bardziej zaskakującym faktem dla mnie jest natomiast to, jak bardzo dramat sportowy świetnie nadaje się do uchwycenia takich najbardziej ekscytujących chwil. Dobry reprezentant tego gatunku jest jak legendarne starcie sportowe. I choć scenariusz oznacza, że wynik historii toczącej się w filmie jest przesądzony, a w prawdziwym sporcie wynik nigdy nie jest przesądzony, jak więc jest to możliwe? Przemyślany scenariusz i kreatywna reżyseria porywają widza do innego świata. Przenoszą widzów w samo serce fikcyjnej historii i włączają ich w tę historię. Widzowie przestają być tylko biernymi odbiorcami, a stają się jej częścią. Udany scenariusz i mistrzowsko wyreżyserowany film rozbudzają cały wachlarz emocji, a to pozwala wyłączyć analityczne myślenie. Dobry film porywa nas ze sobą, a nie każe się „oglądać”.
F1 porwał mnie od pierwszych swoich scen. Sonny, nasz główny bohater, nigdy nic nie osiągnął. Wypadek odebrał mu status wschodzącej gwiazdy zaraz na starcie jego kariery. Później dowiadujemy się, jak bardzo pogrążyło to bohatera i jak zrujnowało to jego prywatne życie. Ale pomimo chronicznych kontuzji, roztrwonionej fortuny czy utraconych relacji Sonny wciąż się ściga – wszędzie, gdzie tylko go przyjmą. Nikt nie wie dlaczego, w tym widz, a nawet sam Sonny. Kiedy pojawia się jego kolega z drużyny z czasu wypadku, a obecnie dyrektor nowej drużyny Formuły 1, Sonny ma szansę wrócić za stery bolidu. Ale lukratywna oferta nie jest w stanie przekonać Sonny’ego. Co go motywuje? Dlaczego się więc ściga?

Apex to drużyna przyjaciela Sonny’ego z przeszłości i jest obecnie w trudnej sytuacji. Ekipa nie ma doświadczenia, a zarząd oczekuje wyników. Bez wyjścia z ostatniego miejsca Ruben, przyjaciel Sonny’ego, straci swój klub oraz zainwestowaną fortunę. Kolejni kierowcy rezygnują z oferty, ale w chwili desperacji na asfalcie toru treningowego Apex pojawia się niesforny Sonny.
Tutaj film wpada w kilka archetypów, zarówno typowych dla filmów sportowych, jak również dla przeciętniaków, niestety. Jest więc nierówny w tym, jak bardzo porywa, a jak bardzo wybija z przygody i wrzucenia widza w kokpit kierowcy Formuły 1. Sonny musi okiełznać obecnego i napalonego na zwycięstwo i sławę kierowcę Apex, Joshuę. Ale jego działania mają szersze spektrum. Doświadczenie Sonny’ego pomaga dyrektor technicznej w podniesieniu konkurencyjności bolidów ekipy Rubena, a jego przyziemność i równościowe traktowanie innych pomaga zbratać się z technikami i wypracować w nich ducha solidarności, poprawiając czas w pit stopie. I chociaż stereotypowe, wszystkie te wątki są zrobione ze smakiem i potrafią dostarczyć ciepełka. Pamiętacie montaż treningowy Rocky’ego z kulminacją na schodach muzeum? F1 ma swoje odpowiedniki tych chwil we wszystkich swoich stałych elementach gry. Może i pastisz, ale podnosi na duchu, a wrażliwszym i łezka się w oku zakręci.

Na każde staranie Sonny’ego los jednak serwuje żółte i czerwone kartki. Sam los gra tu również drugie skrzypce, a bardziej tak naprawdę to jak film nieustannie podaje w wątpliwość, czy działania bohatera to przejaw geniuszu, czy zwykły przypadek. Podkreśla to fakt, jak bardzo przesądny jest nasz bohater… ale czy faktycznie tak jest? Jego talia kart, niepasujące skarpety, kąpiele w lodowatej wodzie, własny kask. Cała seria dziwnych nawyków, które na początku sugerują właśnie naiwność wiary w zbieżności losu.
Po wstępnych sukcesach drużyny Apex zarząd klubu opracowuje plan wrogiego przejęcia talentu ekipy i pozbycia się Rubena, widząc potencjał na przyszłość. Joshua wciąż oporny jest na rady Sonny’ego. Widzi w nim zagrożenie dla swojej pozycji lidera. W kluczowym momencie odrzuca jego radę i wypada z mistrzostw na kilka tygodni. Do tej pory Joshua i Sonny byli jak ogień i woda. Sonny budował krzepę, biegając po torach wyścigowych i ich okolicach. Joshua, podpięty do rozlicznej aparatury, razem ze swoim kuzynem i menadżerem stosowali bardziej nowoczesne metody kontroli kondycji. Joshua chce zwyciężać i być w świetle reflektorów. Sonny chce się po prostu ścigać.. a przy okazji może pomóc starym i nowym przyjaciołom.

Doświadczenie Sonny’ego ma też mroczniejszą stronę. Trudy życiowe sprawiły, że uodpornił się nieco na ryzyko i strach. Jego plan na wygraną to swoista walka na asfalcie – „Plan C is for combat”. Trudno to zaakceptować Joshui, ale początkowo również samej dyrektor technicznej Kate, jak i szefowi zespołu Kasparowi, który przed pojawieniem się Sonny’ego był tym najbardziej doświadczonym. Emocje jakie pojawiają się między członkami zespołu, potrafią być równie napięte co kolejne sceny z pierwszej osoby w kokpicie bolidów w trakcie wyścigów.
Sonny jest bezpośredni i bezkompromisowy, ale potrafi zaskarbić sobie przyjaźń i zaufanie pozostałych. Jest szorstki w obejściu, ale to jak traktuje wszystkich na równi, jednoczy ekipę Apex. Nieważne czy jesteś techniczką z lekkim crushem na traktującym ją jak powietrze i panoszącym się Joshui, dyrektorem ekipy, doświadczonym szefem czy członkiem zarządu. Sonny’ego nie interesują też konwenanse. Nie przeszkadzają mu kary za naginanie reguł, zarówno na torze, jak i w PR-owym tańcu z fanami i inwestorami. Sonny przecież chce się tylko ścigać. Nie potrzebuje wygrywać, po prostu chce… No ale właśnie czego tak naprawdę chce? Dlaczego Sonny chce się ścigać? A we wszystkim co robi, osiąga również drugorzędne efekty. Geniusz czy farciarz? Jakkolwiek jest faktycznie, Sonny jest szczery, chcąc pomóc swojemu przyjacielowi, a z czasem kolejnym członkom Apex w miarę jak buduje z nimi relacje. Zwłaszcza te z krnąbrną i niedawno rozwiedzioną dyrektor techniczną Kate.
Po tym jak Joshua popełnia błąd, który niemal kosztuje go jego życie i w czasie, kiedy zostaje wyłączony z mistrzostw, odtwarzając sytuację, która doprowadziła do wypadku, rozumie, że gdyby posłuchał rad Sonny’ego, nie tylko uniknąłby wypadku, ale pewnie wygrałby wyścig. Po raz pierwszy rodzi się w nim wtedy myśl, że Sonny zna się na rzeczy i może warto mu zaufać. Jednocześnie, pozostawiony w cieniu, utwierdza się w przekonaniu, że może stracić szansę na bycie wschodzącą gwiazdą po tym, jak Sonny nieustannie podnosi renomę Apex, wspinając się w rankingu sezonu.

Choć arogancka i porywcza postać Joshuy i jej motywacje są sensownie budowane i nie pozostaje on stricte nielubianą postacią. Owszem jest młodym i gniewnym, ale taka przecież natura młodzików, zwłaszcza w tak skrajnie nienaturalnej roli. Kierowcy Formuły 1 są niczym gladiatorzy, ryzykując życiem w jednym z najdroższych i najbardziej niebezpiecznych sportów świata. Każdy by się tam zatracił, a co dopiero dwudziestoparolatek. Testosteron i adrenalina mogłyby być podtytułami F1, a Joshua dostarcza 99% ich zapasu. Nieugięta natura Sonny’ego również nie pomaga w ich pierwszych starciach. Są jak dwa wilki walczące o prymat alfa. Ale nawet po kosztownej pomyłce i późniejszym powrocie do sezonu Joshua nie gra z Sonny’m i resztą teamu do wspólnej bramki. Konkuruje z nim wręcz na torze, co prowadzi do kolejnych porażek Apex.
Relacje w Apex są nieustannie napięte. Podkręconą piłkę serwuje również FIA, która po tajemniczym donosie pozbywa ekipę cennej modyfikacji technologicznej, którą Sonny wywalczył u Kate. Po tym ciosie Sonny rozpoczyna kolejny wyścig wyjątkowo poruszony. Film nigdy do końca nie ujawnia, ile w głównym bohaterze mądrości i ekspertyzy, a ile zwykłego szczęścia. Nie odkrywa swoich kart, w przenośni i dosłownie, bo w iście symbolicznym ujęciu nigdy nie widzimy, jaką kartę ze swojej szczęśliwej talii tym razem zabiera Sonny. W stresie sytuacji, która pozbawiła ich jedynej przewagi, zapomina tej karty. Okazuje się, że ta rutyna oddaje po prostu jego stan emocjonalny. Jego, wydawać by się mogło przesądne nawyki, są behawioralnie ugruntowującymi go zachowaniami. Pozwalają mu się skupić i ograniczyć jego mroczniejsze zapędy do nadmiernego ryzyka. Tym razem jednak to mroczna natura wygrywa, a Sonny ląduje w szpitalu. Wtedy Ruben dowiaduje się w jak bardzo krytycznym stanie jest jego ciało w związku z wypadkiem z młodości, co wcześniej Sonny musiał przed nim zataić. Kiedy Ruben rozwiązuje z nim kontrakt, nie chcąc być odpowiedzialnym za uśmiercenie przyjaciela, pozwala to Joshui dostrzec, jak wielki jest to cios dla ekipy Apex – i nie chodzi o utratę doświadczonego kierowcy i lidera.
Joshua rozumie, że działania Sonny’ego zawsze miały drugie dno – celowo, czy łutem szczęścia? Geniusz, czy farciarz? Wtedy, kiedy obronił młodą techniczkę, kochającą się w Joshui, dodając jej pewności siebie. Lub trenując na torze w plenerze, zabierając ze sobą pozostałych członków Apex. Albo wtedy, kiedy przekonał Kaspara i Kate do wykorzystania słabych stron bolidów Apex na ich korzyść… Wszystko to uczyniło z Apex grupę przyjaciół – zgranych i dbających o siebie nawzajem – lepiej rozumiejących swoją rolę. Sonny dbał o każdy aspekt zespołu, nie tylko o pozycję w wyścigach, bo każdy z członków załogi Apex robiący swoją robotę lepiej to kolejne pół sekundy ugrane na torze.

A każde pół sekundy spędzone na torze Wy odczujecie jak wieczność jako widzowie tego spektaklu, w najlepszym tego wyrażenia znaczeniu. Kosinski osiągnął ogromny sukces w Top Gun: Maverick, rewolucjonizując to, czym może być film akcji. I można by pomyśleć, że trudno mu będzie pobić kokpit myśliwca. Cóż, kokpit bolidu Formuły 1 pompuje krew równie intensywnie, co ciasne manewry naddźwiękowymi maszynami bojowymi. Ujęcia z pierwszej osoby oraz typowe dla gier wyścigowych kamery ze zderzaka, ujęcia znad kokpitu oraz z perspektywy innych kierowców – wszystkie te sceny, razem z klasycznymi ujęciami niczym z relacji sportowej prawdziwego wyścigu – tworzą wyjątkowe widowisko. Emocji dodają również komentatorzy, którzy w typowym dla siebie dramatycznym stylu narracji podnoszą ciśnienie jeszcze bardziej. Przeplatają się z nimi również one-linery kierowców oraz ich przekomarzanie się między sobą, a także napięcie między ciągle zmieniającymi się warunkami, a co za tym idzie taktycznymi wskazówkami od szefa zespołu i nadzoru technicznego. Film podnosi w fotelu niejednokrotnie, zakręt po zakręcie przy prędkościach do 340 km/h. A prędkość tę czujemy dobitnie. Kosiński absolutnie powtarza tutaj sukces z Mavericka.
Sceny wyścigów to kolejny raz rewolucja w skutecznym posadzeniu widza w jednej z najpotężniejszych i najdroższych maszyn stworzonych ręką ludzką. Kosinski utwierdza swoją pozycję w nowej niszy, zupełnie jak Nolan czy Villeneuve wcześniej. Staje się reżyserem, po którego śmiało można sięgnąć, chcąc doświadczyć niepowtarzalnych i konkretnych wrażeń. Nolan dostarcza epopeje science-fiction, Villeneuve to styl i górnolotna kinematografia. Kosinski to natomiast człowiek od filmu akcji, który symuluje dla widza doświadczenie bycia za sterami maszyn ze szczytu drabiny technologicznej ludzkości – w Top Gun czułeś się jak pilot myśliwca, teraz poczujesz, jak to jest być Robertem Kubicą. U mnie zaskarbił sobie już ten status i z wypiekami wyczekiwał będę jego kolejnych projektów jako sprawdzonego pedigree. Ale jego starsze filmy, choć z mieszanymi ocenami widzów, dla mnie zawsze miały wyjątkowy charakter i kunszt wizualny. Oblivion do tej pory broni się oryginalnym stylem dla hard sci-fi. Ale widać Kosinski potrzebował własnej specjalizacji. I tę sobie wypracował w Top Gun: Maverick, a filmem F1 zwyczajnie to utwierdził.
Czy Joshua przejmie rolę Sonny’ego i poprowadzi Apex do zwycięstwa? Czy Sonny znajdzie jeszcze sposób na pomoc Rubenowi, Kate i reszcie nowych przyjaciół? Jak jeszcze zarząd albo los pokrzyżują plany Apex? Dlaczego ten Sonny się ściga i czy to farciarz, czy geniusz, do diaska?! Ale nawet jeśli nie przekonuje Was historia, dajcie się porwać zawrotnej prędkości Formuły 1 w sposób, w jaki jeszcze jej nie doświadczyliście. Śmiało, do kin! Oscara może nie będzie, ale dla mnie F1 to istne…
Strefa GIF-a






Zdjęcia pochodzą z IMDb, GIF-y zaś ze skarbnicy GIPHY.





