
Dla niewtajemniczonych
Krakoa miała być utopią i spełnieniem marzeń mutantów. Niestety ideał sięgnął bruku i w obliczu powszechnej wrogości i nieufności mutanci znów muszą szukać swojego miejsca w opanowanym przez ludzi świecie.
From the Ashes to nowy początek dla uniwersum i próba pokazania rzeczywistości po upadku Krakoi.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Astonishing X-Men Infinity Comic #17-19
Finisz tragicznej historii zmutowanego niby-Hulka, gościnny występ pewnej telepatki, a także Banshee na dobre odpalający śledztwo w sprawie Flatscannersów.
Nic wybijającego się ponad przeciętność – zwłaszcza fabularnie, gdyż po zmianie rysownika w numerze 19 wizualnie już COŚ ciekawego zaczyna się dziać. Chciałbym, żeby ten mobilkowy komiks ponownie stał się czymś więcej niż zapychaczem, o którym w sumie szybko nie będę pamiętać. Trochę już straciłem na to nadzieję, ale ostatni z kwietniowych numerów DELIKATNIE mi ją przywrócił.
X-Men (Volume 7) #14-15
X-Manhunt zakończone, wracamy do normalności… tyle że wcale nie. W dwóch kwietniowych numerach najpierw śledzimy poszukiwania Piper (czyli tej dziewczynki, u której już wcześniej Beast nie stwierdził żadnych mutanckich genów – czyżby błędnie?), a następnie obserwujemy stawianie czoła gigantycznej bestii i knowania powracającej organizacji 3K pod przewodnictwem złowieszczej Cassandry N.
Ryan rysuje, więc wizualnej biedy nie stwierdzono. Fabularnie zaś mamy tutaj to, do czego przyzwyczaiła nas większość numerów siódmej serii przygód X-Men, czyli dzieje się dużo i na dużą skalę, ale bardzo ładnie udaje się pogodzić ekscytację wywoływaną efekciarską akcją z autentycznym przejmowaniem się losami postaci. I to wszystkich postaci, bo każdy tutaj odgrywa rolę. Czasem mniej, czasem bardziej znaczącą, ale jednak znaczącą.
No i w nawet niewkurzający sposób wprowadzają dwie całkiem nowe postaci – może będzie z tej mąki chleb. Przekonamy się.
Phoenix #10
Czas na finałowe starcie z Mrocznymi Bogami i ostateczne wyjaśnienie kwestii Adani!

Noooo… I znowu to jakieś takie nijakie. Mimo że mamy tu starcie na skalę wręcz kosmiczną i sporo efektownych rysunków, jakoś nie jestem w stanie wykrzesać z siebie większej dozy entuzjazmu – a to raczej nie problem ze mną, tylko po prostu dość mało porywająca i mało przekonująca opowieść. Szkoda, mogło być o wiele lepiej.
NYX (Volume 2) #10
Zdradziecko i bez krztyny litości Mojo stara się opanować miasto – czas, by wszyscy nasi milusińscy stanęli ramię w ramię. Trzeba ocalić kilka istnień.

Mocarne starcie na – jak się okazuje – koniec tej serii. Oczywiście miałem rację i po mrokach z poprzedniego numeru już nie ma śladu, a górę biorą natchnione mądrości motywacyjne dla nastolatków. Nic strasznego, to w końcu nie Exceptional X-Men, ale całość mogłaby zdecydowanie kopać mocniej, gdyby na większość stron nie była wylewana zawartość wiadra z etykietą TEEN PROBLEMS 101.
Czyli finisz z lekkim niedosytem, ale ogólnie seria przyjemna i cieszę się, że mogłem ją przeczytać.
X-Force (Volume 7) #10
Kwiecień miesiącem zamykania serii! Czas na ostateczne starcie z La Diablą… i rozwikłanie zagadki kataklizmów, które towarzyszą naszej dzielnej ekipie od początku tomu siódmego!

Jakoś całkiem umknęło mi info, że to już koniec! Smuteczek, będzie mi brakowało tej krejzolskiej dawki adrenaliny, ale muszę przyznać, że finał ogarnęli z właściwą pompą i należycie spektakularną epickością. Trzy spore zaskoczki i satysfakcjonujące domknięcie wątków.
Skoro więc kończymy tę przygodę, poszalejmy z hojną notą.
Uncanny X-Men (Volume 6) #12-13
Zaginiony marcowy numer (gdyż okazało się, że jednak zeszły miesiąc nie został w całości zaabsorbowany przez X-Manhunt) to Gambit rozliczający się z przeszłością.
Numer kwietniowy zaś otwiera czteroczęściową opowieść z naszymi młodziutkimi Outliersami w roli głównej – jakie sekrety skrywa ich luizjańska miejscówka?
Historia oparta na jednym z moich ukochanych X-Menów zwyczajnie nie może mi się nie podobać (a przynajmniej ma na to znikome szanse), więc rozgrywka między naczelnym Cajunem Marvela, a debiutującym złolem, który jeszcze nawet nie doczekał się stronki na Marvel Database to bardzo przyjemne czytanko.
A powrót duetu Simone/Marquez to najlepsze, co Uncanny X-Men mają do zaoferowania, więc lektura pierwszej części Dark Artery dostarczyła mi niemałej frajdy. Chyba szykuje się kolejny wciągający story arc, że się tak posłużę piękną polszczyzną.
Cieszy mnie też ewidentnie sensowny pomysł na wprowadzanie nowych smarkatych postaci – nie, Exceptional X-Men, wcale nie patrzę w Twoją stronę, absolutnie, gdzie tam.
Z wyraźnym mentalnym plusem:
X-Factor (Volume 5) #9
Havok i Frenzy niby wyautowani, ale jednak nie – pani generał przybywa incognito, żeby wysłać ich na misję, która ma pozostać tajemnicą, podczas gdy nominalny team udaje się na inną misję i w ten sposób odwraca uwagę. Sęk w tym, że coś tu śmierdzi…

Rysunki znośne, raczej taki x-factorowy standard z lepszymi momentami tu i ówdzie, ale za to fabularnie naprawdę kapitalnie. Ciekawie poprowadzona historia (z oczywiście obowiązkowymi śmieszkami) i naprawdę aż wyczekuję numeru dziesiątego, który to – jak się okazuje – zwieńczy piąty tom tej serii.
Avengers (Volume 9) #25
Doom przejął kontrolę nad światem na pełnej (o czym zapewne też sobie kiedyś poczytam, bo jest cała dedykowana seria One World Under Doom – ale ona nie wchodzi w skład From the Ashes, więc tutaj pomijam) i to w takich okolicznościach przyrody toczą się wydarzenia niniejszego odcinka.
A żeby było jeszcze zabawniej: reaktywują się Masters of Evil… i przypuszczają atak na samą siedzibę Avengersów.

Kompletnie nie spodziewałem się takiego obrotu spraw i może dlatego tak się wciągnąłem w wydarzenia. Niby nic jakiegoś przesadnie odkrywczego, ale jednak miło było śledzić solowe poczynania pokiereszowanego Kapitana.
No i ewidentnie mam strasznie dużo sympatii do Nieśmiertelnego Miasta 🙂
Wolverine (Volume 8) #8
To już czterysetny numer z solowymi perypetiami Rosomaka – a skoro jubileusz, to i stron więcej!
Rozwiązanie wątku Romulusa i Adamantine (chwilowe), rozwiązanie wątku Wendigo (raczej nie chwilowe), a także rozpoczęcie wątku, który ma szansę być o wiele ciekawszy od tego poprzedniego.
A w bonusie morderczy labirynt, a także japońskie wizjonerstwo.

Jako fanboy nie zamierzam narzekać, nawet jeśli historia sama w sobie miejscami jest po prostu koszmarnie naciągana. Ale dużo efektownego i krwawego machania pazurami na prawo i lewo w pełni mi to wynagradza.
Czyli komiks jako taki przyzwoity, ale z sentymentu winduję notę, bo kto mi zabroni! No a poza tym działo się tu tak dużo (przypominam: więcej stron!), że czysto po ludzku chcę te wysiłki docenić 🙂
Storm (Volume 5) #7
Ekscytujące wydarzenia w brazylijskiej dżungli i cała plejada nieprzyjaźnie nastawionych istot boskich!

Niezmiennie śliczne rysunki, ale po tylu numerach chyba zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Fabularnie zaś nudy nie stwierdzono, bo ciężko się nudzić, gdy zgraja bogów próbuje dojechać Storm, demonstrując swoją moc władania piorunami.
Wracają też znajome ryje i szykuje się niezła rozpierducha w numerze kolejnym – a numer bieżący dostarczył tradycyjnie świetnej rozrywki. Storm nie zawodzi.
Psylocke (Volume 2) #6
Taxonomist zafundował naszej bohaterce pobyt mimo woli i przy tej okazji zafundował jej też jakieś halucynogenne substancje… I teraz Psylocke zaczyna widzieć duchy.
Duchy, które chyba nie mają pokojowych zamiarów

Strasznie fajny klimat udało się w tym numerze ogarnąć! Ja ogólnie lubię te wszystkie historie z nawiedzeniami i opętaniami, więc wiadomo, że na wejściu jestem nastawiony bardziej przychylnie – ale tutaj naprawdę jest to obiektywnie bardzo ładnie poprowadzone i nieźle narysowane.
Plusik za Magik, ale jeszcze większy za Deathdreama, bo to dla mnie chyba najciekawszy z tych nowych dzieciaków z Uncanny X-Men.
Laura Kinney: Wolverine #5
Laura i Bucky kontynuują swą misję, lecz czy uda im się dopaść sadystycznego naukowca? Najpierw muszą uporać się z wysyłanymi przez niego robotami i serią morderczych pułapek!

No i tym razem nota w pełni zasłużona – ba, przez moment nawet się zastanawiałem, czy BDB nie rozważyć! Dużo niezłej akcji, fajne rysunki, interakcja z Buckym o wiele ciekawsza niż numer wstecz, posoka chlusnęła raz i drugi… krótko mówiąc: porządna rozrywka bez wydziwiania 🙂
Cable: Love and Chrome #4
Cable stara się ocalić umierającą ukochaną – i w tym celu rzuca się do walki z czasem, bardzo dosłownie. Czy nie dojdzie do paradoksu? Czy rzeczywistość nie ulegnie wypaczeniu?

Ależ tu się zajebiście fabuła potoczyła! Muszę powiedzieć, że nieźle namieszali, całkowicie mnie zaskoczyli… ale wszystko ma sens, jak najbardziej. Zdecydowanie najlepszy numer z dotychczasowych w ramach Love and Chrome.
W maju koniec miniserii, nie mogę się doczekać finału. I chrzanić już nie za piękne rysunki, za tę historię nie mogę dać mniej.
Magik (Volume 2) #4
Magik niezbyt chętnie, ale jednak przyjmuje pomocną dłoń wyciągniętą przez najstarszą z mutancich przyjaciółek, czyli Dani Moonstar. Zresztą nie tylko dłoń – także mistyczny łuk pełen mistycznych strzał, które są potężniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Gościnny występ na sporym propsie – Dani nie dość, że rzuca więcej światła na wszystko to, co obecnie dzieje się z Ilianą, to jeszcze bardzo logicznie wkomponowuje się w fabułę i znacząco zwiększa dynamikę wydarzeń.
A rozwalanie hord demonów niezmiennie cieszy.
Więcej póki co nie dam, ale nadal mentalny plusik mocny.
Weapon X-Men (Volume 2) #3
Czas sprawić ostateczny łomot panu baronowi i położyć kres jego nikczemnym hydrowym knowaniom! Tylko… czy to na pewno będzie możliwe?

Jedyne czego mi tu brakuje to rysunków bardziej trafiających w mój gust – te obecne są poprawne, ale nieporywające. A przy takiej dawce adrenaliny chciałbym dopełnić obrazu (sic!) czymś porywającym. Poza tym jest to komiks typu samograj i aż szkoda, że kończy się za dwa numery.
Hellverine (Volume 2) #5
Mephisto w końcu zdradza swój piekielny (hehe) plan i Daken raczej nie będzie zadowolony.

To jest niebywałe, jak bardzo ta seria się wyróżnia na tle reszty współczesnej Marvelozy wydawanej w ramach From the Ashes. Momentami aż przecieram oczy ze zdumienia, bo mam wrażenie, że czytam Constantine’a 😀 To naprawdę nie jest jakieś tam kolorowe PEW PEW PEW z demonami w tle, a niektóre sceny są wręcz dość hardkorowe!
Świetny komiks bez żadnego ale. Nie zdziwię się, jeśli kiedyś wjedzie najwyższa z not.
Deadpool/Wolverine (Volume 2) #4
Czas poznać zamiary Stryfe’a! Ale najpierw… zaraz, zaraz, co tam było do zrobienia…? Aaaa, no tak! Trzeba tylko odeprzeć atak hordy zombie!

Jak mawiał klasyk: fabuła się zagęszcza. I szykuje się naprawdę BARDZO ciekawa historia, a nie tylko pretekst do pokazywania następnych odjechanych i groteskowo brutalnych kadrów.
Rysunki kapitalne, chemia między bohaterami niezrównana. Zachwyt nie mija.
Cmentarzysko
Te pozycje dobiegły końca:
Te pozycje odpuściłem, gdyż po sześciu numerach zasługiwały w najlepszym razie na notę MEH:
Rysunki pochodzą z wszystkich wymienionych powyżej komiksów.






















