Kronika Geeka
The Last of Us Part I okładka artykułu

The Last of Us Part I

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. No chyba, że mówimy o epickiej podróży przez postapokaliptyczne Stany 🍄🧟‍♀️🗽 w towarzystwie Joela i Ellie 🧔🏻‍♂️👧🏻. Pozwoliłem sobie już po raz trzeci zanurzyć się w ponadczasowej opowieści drogi, jaką zaserwowało nam Naughty Dog 🐾. I po raz trzeci nie był to czas zmarnowany❗️

The Last of Us Part 1, Joel jedzie samochodem i się cieszy

 

Dla niewtajemniczonych

Chyba każdy słyszał o The Last of Us. Jak nie o produkcji studia Naughty Dog, to chociaż o serialu nakręconym przez HBO, który zresztą recenzowaliśmy na łamach Kroniki. Gra, na której bazował serial, zadebiutowała w czerwcu 2013 roku, wyciskając ostatnie soki z panoszącej się wówczas na rynku PlayStation 3. Rok później wydano na PlayStation 4 wersję Remastered, a w roku 2022, już na PlayStation 5, wyszła edycja The Last of Us Part I, która garściami czerpała z rozwiązań znanych z The Last of Us Part II i uwspółcześniała warstwę wizualną. Po drodze był jeszcze port na PC. Wydawałoby się, że ten wielokrotnie odgrzewany kotlet nie ma już racji bytu, ale mówiąc szczerze, lifting technologiczny to jedyna rzecz, której ta produkcja potrzebowała. Historia broni się sama i jest absolutnie ponadczasowa! A właściwie możemy mówić o dwóch historiach, bo w skład najnowszej edycji wchodzi jeszcze dodatek Left Behind, będący prequelem do zasadniczych przygód!

The Last of Us Part I to trzecioosobowa gra akcji z elementami survival horroru, chociaż pokusiłbym się o napisanie, że gra jest też mocno skradankowa – co tu dużo mówić, bycie Rambo w tych postapokaliptycznych realiach to średni pomysł. W grze zbieramy zasoby, konstruujemy przydatne gadżety, eksplorujemy, przedzieramy się przez pomieszczenia pełne przeciwników i śledzimy fabułę, poznając nie tylko główne i poboczne postaci, ale też rozbitą cywilizację, która walczy o przetrwanie w nieprzyjaznym świecie.

No właśnie – świat. Ten przedstawiony w grze, mówiąc delikatnie, stanął na głowie, a ludzkość jest w odwrocie, pokazując się z tej niekoniecznie najlepszej strony. W roku 2013 w zapomnienie poszła większość zdobyczy technologicznych. Nie ma globalnej łączności, nie ma przemysłu, nie ma internetu, a Naughty Dog nigdy nie wydało Uncharted 4. Nie pomógł nawet Elon… Za sprawą infekcji spowodowanej przez pewien gatunek grzyba, ludzie masowo przemieniali się w krwiożercze zombie, by następnie wyewoluować w jeszcze gorsze maszkarony. Kilkadziesiąt lat po wybuchu epidemii szczepionka wciąż nie istnieje, a ludzkość dostosowała się tak, jak potrafiła najlepiej. I tu pojawia się iskierka nadziei, która wypycha naszych bohaterów poza mury Bostonu.

The Last of Us Part I, Joel wisi głową do dołu, świat widziany do góry nogami

 

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń

The Last of Us Part I wcielamy się w Joela – pozbawionego skrupułów przemytnika działającego w bostońskiej strefie kwarantanny. To właśnie tutaj stawiamy pierwsze kroki i dzięki naszej towarzyszce, Tess, poznajemy podstawowe mechaniki rządzące rozgrywką. Zewsząd uderza nas szara, wyprana z kolorów rzeczywistość, a atmosfera zaszczucia już od początku gry jest namacalna (nie będę nawet wspominał o prologu – ten pozostaje jednym z lepszych ever). Po kilku pierwszych potyczkach i wprowadzeniach do gromadzenia zasobów, tworzenia przedmiotów, wymiany ognia i skradania się nasze ścieżki krzyżują się z Marlene – charyzmatyczną przywódczynią ruchu oporu znanego jako Świetliki. Marlene ma dla nas zadanie, a w jego centrum stoi Ellie – młoda i charakterna dziewczyna o skrajnie niewyparzonym języku, którą mamy przemycić poza mury Bostonu.

Niby zwykła robota, tylko towar bardziej żywy niż zwykle i znacznie bardziej cenny, niż nam się z początku może wydawać. Dość powiedzieć, że Joel, wiedząc już, kim jest Ellie, decyduje się pomóc jej dotrzeć znacznie dalej niż „poza mury Bostonu”. Ich relacja, z początku chłodna i może nawet nieco wroga, przeradza się w więź podobną do takiej, jaka mogłaby istnieć między ojcem a córką (co dla Joela nie jest wcale rzeczą łatwą…). Właśnie to budowanie więzi jest jednym z głównych motorów napędowych historii. Mamy tu koktajl przeróżnych i autentycznych emocji dwójki wykolejeńców – wrogość, obojętność, sympatię, troskę, aż wreszcie skłonność do największego poświęcenia. Wszystkie te emocje zostały znakomicie zagrane przez Troya Bakera i Ashley Johnson (którzy wystąpili też w serialu), a poprawiona warstwa wizualna Part I dołożyła swoją cegiełkę, tworząc spójne i kompletne widowisko. I żeby nie było – dalej nie potrafię jednoznacznie ocenić niektórych działań podjętych przez protagonistów. W tym świecie nic nie jest czarne i białe, wszystkie decyzje są trudne i niosą za sobą rozmaite konsekwencje (na szczęście podejmowanie decyzji nie należy tutaj do nas). W pewnym sensie ludzkości i człowieczeństwu została wystawiona świetna, choć całkiem dosadna laurka.

Jedna z najważniejszych zmian w Part I dokonała się na polu technologicznym. Szata graficzna tytułu została całkowicie przebudowana i dostosowana do mocy obliczeniowych współczesnych sprzętów (pamiętajmy, że oryginał wyszedł jeszcze na PS3). Modele postaci przeszły gruntowny lifting i mają mnóstwo nowych szczegółów (popatrzcie na Tess na screenie poniżej). Gra świateł stoi obecnie na poziomie wyższym niż ten znany z Part II (sekcje przy zachodzącym słońcu to uczta dla oczu), a do tego mamy implementację ray tracingu, choć mam wrażenie, że jest ona trochę niespójna i czasami wygląda sztosowo, a czasami po prostu OK. Autorzy dodali też nowe animacje znane z Part II (choćby ulepszanie broni w warsztatach). W skrócie – dużo tu dobrego i jest na czym oko zawiesić.

The Last of Us Part I, Tess

 

Fajnym bajerem, który generalnie widziałbym w większej liczbie gier, jest odblokowywanie trójwymiarowych modeli postaci w stosownej galerii. Odblokowany model nie jest wprawdzie animowany, ale możemy oglądać go z każdej strony, a funkcja przybliżania pozwala nam zobaczyć, jak wiele uwagi poświęcono rozmaitym detalom. Nigdy nie zdarzyło mi się tak dokładnie oglądać grzybów!

Skazy? Ano, The Last of Us Part I zostało wykastrowane z trybu multiplayer, więc jest to tytuł adresowany wyłącznie dla miłośników grania solo (na pocieszenie gra zyskała osobny zestaw trofeów, gdzie uzyskanie 100% jest o niebo łatwiejsze). Ja zwolennikiem trybów multi nie jestem, ale wiem, że ten z TLoU miał swoich zwolenników. Poza tym ficzer, który dalej działa tak sobie to tryb fotograficzny. Obiektyw może krążyć wyłącznie wokół sterowanej przez nas postaci i nie możemy go zbytnio oddalić, przez co czasami zrobienie fajnego ujęcia jest utrudnione. Zakładam, że to ograniczenie ma uniemożliwić graczom sprawdzanie, co też czai się za winklem; ja jestem raczej zwolennikiem większej swobody, więc minusik ode mnie.

A oto, co mi się podobało 👍:

  • Niejednoznaczna opowieść o człowieczeństwie pełna goryczy, trudnych wyborów i wątpliwych działań. Upadek cywilizacji na pełnej!
  • Wspaniała opowieść drogi – kolejny raz można doświadczyć zmieniającej się i ewoluującej relacji Joela i Ellie.
  • Dodatek Left Behind – wcześniej w to nie grałem. Fajna opowieść, stanowiąca prequel do głównej przygody, który jednak autorzy zalecają ograć po przejściu głównej gry.
  • Znacząco podrasowana grafika. Implementacja ray tracingu, gruntownie przemodelowane postaci.
  • Szybsze bicie serca w lokacjach, gdzie człowiek pamięta, że zaraz ma się coś wydarzyć.
  • Wciąż bardzo taktyczna skradanka, gdzie granie na tzw. pałę nie jest nagradzane.
  • Elementy dodatkowe – można odblokować sporo artworków, cyfrowe modele postaci, skórki.
  • Mnóstwo usprawnień przeniesionych z Part II. Niby reuse, ale doceniam.
  • Wsparcie dla zacnych funkcjonalności kontrolera DualSense.
  • Brak multi, subiektywnie, ale…

A oto, co mi się nie podobało 👎:

  • …brak multi, obiektywnie.
  • Mam nadzieję, że zamiast Part I Remastered Ultra Director’s Cut Combo zobaczymy jednak Part III.
  • Tryb fotograficzny przyklejony do postaci, który potrafi irytować.

Brać i grać?

Myślę, że warto zagłębić się ponownie w historię The Last of Us Part I, choćby jako przypomnienie wydarzeń przed kontynuacją serialu od HBO. Historia Joela i Ellie jest ponadczasowa i wciąż autentyczna. Technologicznie gra nie odstaje od tytułów wydanych w ostatnich latach i potrafi cieszyć oko.

Jeśli jakimś cudem nie graliście jeszcze w The Last of Us, to:

  1. Nie przyznawajcie się.
  2. Koniecznie sięgnijcie po The Last of Us Part I.

 

Strefa obrazka

 

Strefa muzyki

Screeny własnego autorstwa, GIF zaś pochodzi ze skarbnicy Tumblra.

+1
3
+1
0
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0
+1
0