Kronika Geeka
Okładka wpisu ze zdjęciem świątyni w lesie

Wyprawa do El Dorado (2023)

Ogrywam starą grę z normickiego wydawnictwa.

Dla niewtajemniczonych

Wyprawa do El Dorado to nowe wydanie jednej z popularniejszych gier Reinera Knizi, którego większości graczy przedstawiać nie trzeba. Polski wydawca, Nasza Księgarnia, obiecuje wielkie emocje: w niecałą godzinę macie zorganizować i doprowadzić do celu ekspedycję do legendarnego miasta ukrytego w dżungli, a wszystko to w napiętej atmosferze wyścigu. Czy jednak taka odświeżona propozycja od weterana projektowania gier planszowych potrafi zaciekawić starych wyjadaczy?

W przypadku El Dorado mamy do dyspozycji podstawową grę, serię mniejszych dodatków, a także samodzielny dodatek, Złote świątynie, który można dowolnie zestawiać z innymi częściami z serii. Ta recenzja powstała po solidnym ograniu podstawki i zapoznaniu się z dodatkami i Złotymi świątyniami (ale sytuacja przedstawia się trochę podobnie jak z klasykami typu Carcassonne – nie trzeba doktoryzować się z każdego dodatku, żeby mieć ogląd całości).

Metki i etykietki
Wydawca: Ravensburger, Nasza Księgarnia

Projektanci: Reiner Knizia

Czas rozgrywki: 45-60 minut

Próg wejścia: niski

Kategorie: deck building, draft, rodzinna, wyścig, 2-4 graczy

Przebieg rozgrywki

Wyprawa do El Dorado jest grą dla od dwóch do czterech osób – w przypadku rozgrywki dwuosobowej każde z was będzie chodzić po planszy dwoma pionkami. Zarówno w Wyprawie, jak i w Złotych świątyniach na początku należy ułożyć sobie planszę z kilku modułów wybranych z większej puli (co gwarantuje sporą regrywalność). Każdy gracz rozpoczyna z tymi samymi kartami na ręce (kilka akcji ruchów do przodu, kilka kart skarbu) i ma za zadanie zbalansować rozbudowę swojej talii i żwawy marsz do przodu przez dżunglę.

Deckbuilding w El Dorado odbywa się według klasycznych zasad – za karty skarbu można kupować karty dostępne obecnie na rynku. Gracz, który wyczerpie jeden ze stosów decyduje o tym, jaki kolejny stos z zapasów wyląduje na stole. Jeśli chodzi o zarządzanie ręką, niewykorzystane w danej turze karty można albo odłożyć, albo zostawić sobie na następny ruch. Dodatki wnoszą trochę dodatkowych kart i mechanik, ale najczęściej są to akcje dość przewidywalne: przemieszczanie się po konkretnych typach pól, dobieranie bądź odkładanie kart, pozyskiwanie ich za darmo z rynku, czyszczenie ręki itd.

Nawiasem mówiąc, twórcom gry udało się zaprojektować karcianych uczestników ekspedycji w sposób dość zgrabnie omijający stereotypy (karty przedstawiają zarówno mężczyzn jak i kobiety, przyjezdnych i lokalnych mieszkańców dżungli).

Po kilku rozgrywkach zazwyczaj opanowuje się dobre proporcje rozbudowy skarbu, zarządzania ręką i przemieszczania się i wtedy zaczyna się pora na dodatki. Wśród dodatków znajdziecie między innymi potężniejsze, unikatowe karty, żetony wydarzeń, złośliwe demony i smoki. Modyfikują one rozgrywkę bez przewracania konceptu do góry nogami i zazwyczaj dają się wytłumaczyć w kilku zdaniach.

Wygrywa ta osoba, która pierwsza dotrze do El Dorado albo do złotych świątyń. Przy podobnym poziomie graczy rozgrywka zazwyczaj jest dość napięta, a zwyciężczyni wyłania się dopiero na ostatniej prostej 🙂

Losowość:

Gra zapewnia typową losowość deck builderów – kontrolujesz to, co masz w talii, ale już mniej to, co przychodzi na rękę. Dodatkowo gracze mogą wzajemnie krzyżować sobie szyki, wykupując najciekawsze karty z rynku albo zajmując najwygodniejsze przejścia. Dla mnie element zaskoczenia zawsze na plus, ale dla osób lubiących bardzo dokładne planowanie Wyprawa do El Dorado może być zbyt losowa.

Rywalizacja:

This is SpartaEl Dorado! Nie ma opcji współpracy ani ignorowania innych graczy, trzeba grać na własną korzyść, szukać możliwości przyblokowania pionków przeciwnika, starać się wykupić jak najlepsze karty i koniec. Pewną ulgą dla zawodników rywalizacyjnie wrażliwych może być to, że Wyprawa do El Dorado nie przewiduje otwartej agresji w stylu niszczenia cudzych jednostek. Ale jeśli ktoś w waszej ekipie foszy nad planszą, to hm, może w tym przypadku foszyć nad planszą.

Klimat:

Lekko naciągane 4 jak na planszówki dostępne w 2025, ale w momencie debiutu byłaby to ocena co najmniej uczciwa. Ja naprawdę czuję ten wyścig po skarby i oddech rywali na plecach. Karty i pola na planszy są też ponazywane zgodnie z przygodową konwencją. Nie znajdziecie tu natomiast tekstu wprowadzającego czy elementów fabularnych – El Dorado to taka typowa planszóweczka w klasycznym stylu, gdzie skupiamy się na mechanice i rywalizacji, a nie na wyważonym, nowatorskim blendzie gatunków immersyjnych i rozrywkowych. 

Garść wrażeń

Wyprawa do El Dorado i spółka wydają się sympatyczną konstelacją nieskomplikowanych gier rodzinnych, które przyzwoicie oparły się próbie czasu. Mamy tu:

  • uniwersalny theme godny Legolandu,
  • kolorowe, przyjemne (ale pozbawione nutki szaleństwa czy choćby fantazji) grafiki,
  • solidne komponenty, jakoś tam mieszczące się w pudełku,
  • przyzwoitą instrukcję i krótki czas rozstawiania gry,
  • sprawdzoną mechanikę z niewielkimi modyfikacjami – większa liczba partii ujawnia jednak stojące za nią, prawdopodobnie, długie godziny testów: prawie wszyscy czują, że byli włos od zwycięstwa i że warto byłoby zagrać jeszcze raz.

Solidny niemiecki wyrób dla mas? Z pewnością 🙂 Czy wstąpiłam w szeregi tych mas? 

No cóż… nie będę się kryć z tym, że ja tę grę uwielbiam. W związku z tym wystawiam jej notę odzwierciedlającą moje wrażenia z rozgrywek i bezwstydnie ignorującą wszystkie megaodkrywcze rzeczy, które wydarzyły się w planszosferze od czasu pierwszego wydania El Dorado. Bo rzecz sztosowa to niekoniecznie jest gra z top 5 na BoardGameGeeku, ani też najgorętsza sexy nowość z ilustracjami Bagińskiego na sterydach i piętrowymi wydrukami 3D, tylko coś emocjonującego, regrywalnego, inteligentnego i co mnie nie nuży. Rodzinne wydawnictwo, przyjemne, ale nie wybitne grafiki, oklepana tematyka? Dokładnie tak! I tak brałabym El Dorado na każde wakacje ze znajomymi, gdyby tylko dali sobie to arcydzieło wcisnąć do bagażnika. O!

ocena SZTOS

 

Zdjęcia własne oraz autorstwa Coltona Jonesa (Unsplash)

+1
1
+1
0
+1
1
+1
2
+1
2
+1
0
+1
0