
Dla niewtajemniczonych
Sześcioodcinkowy miniserial w estetyce westernu, skupiony wokół wydarzeń, które doprowadziły do wybuchu wojny w Utah w 1857.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
Nieco szokujący jest dla mnie fakt, że American Primeval to taka produkcja znikąd – żadnej kampanii promocyjnej, po prostu sobie wjechał do biblioteki N+. A jeszcze bardziej szokuje mnie fakt, że to nie HBO, bo totalnie każdy element tego serialu wręcz krzyczy „topowe HBO”.
I niech nikogo nie myli kategoria „western”, bo nie mamy tu do czynienia z jakimkolwiek oldschoolowym pif-paf bez kropli krwi, pijakami wypadającymi przez drzwi saloonu, kowbojami na białych rumakach i toczącymi się krzakami. Tu jest prawdziwy Dziki Zachód, z naciskiem na „dziki”. Mam tu momentami wręcz vibe Wikingów – takie właśnie kino, które chce być bardzo true.
Brud, ciężar, opowieść zdecydowanie nie dla dzieci, wszystko bardzo na serio i bez śmieszków na rozluźnienie atmosfery. Brutalny świat, w którym każdy chce przetrwać i w tym celu nie cofnie się przed niczym.
Jestem tym miniserialem absolutnie zauroczony.

Jakie w moim odczuciu są główne plusy?
- Wszystko, co kryje się w pojęciu „produkcja”, czyli chociażby przepiękne ujęcia oraz dynamiczne sceny akcji niczym wyjęte z czołowych blockbusterów…
- …ale te sceny akcji pozbawiono taniego efekciarstwa i wymyślnej choreografii – tutaj się walczy na śmierć i życie, a nie wykonuje jakieś bzdurne piruety i salta, które mają pięknie wyglądać na ekranie.
- Totalna niejednoznaczność postaci, tutaj nikt nie jest ani papierowy, ani czarno-biały.
- A w powyższym wybitnie pomaga brak choćby jednej słabej roli. W obsadzie nie uświadczymy żadnych megagwiazd (bardziej znany jedynie Taylor Kitsch), a aktorstwo najwyższej próby.
- Mocne osadzenie historyczne – w fabułę wplecione są faktyczne wydarzenia i postaci z tamtych czasów… choć nieznajomość tychże nie stanowi żadnej przeszkody. Ba, nie znając faktów historycznych, będziecie mieć przynajmniej kilka niespodzianek 🙂
- Bardzo dobitnie pokazane ówczesne realia z uwypukleniem bezczelnej oraz bezlitosnej ekspansji białego człowieka. Zero, nomen omen, wybielania.
- No i wreszcie czysto lingwistycznie: Indianie (w przeciwieństwie do serialowych wikingów 🙂) nie mówią po angielsku – zawsze niezmiernie mnie cieszy taka dbałość o detale i niefolgowanie tej części publiki, która jest wielce obrażona, gdy musi coś przeczytać.
Jeśli planujecie niebawem zrezygnować z Netfliksa i na odchodne macie ochotę jeszcze sieknąć wartościowy seans, który nie będzie wiązał się z ogromnym nakładem czasowym, niech to będzie właśnie American Primeval.
Strefa GIF-a






Zdjęcia pochodzą z IMDb, GIF-y zaś ze skarbnicy Tumblra.





