
Dla niewtajemniczonych
Krakoa miała być utopią i spełnieniem marzeń mutantów. Niestety ideał sięgnął bruku i w obliczu powszechnej wrogości i nieufności mutanci znów muszą szukać swojego miejsca w opanowanym przez ludzi świecie.
From the Ashes to nowy początek dla uniwersum i próba pokazania rzeczywistości po upadku Krakoi.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Astonishing X-Men Infinity Comic #1-5
Jeden Infinity Comic skończony, ale okazało się, że na jego miejsce szybko wjeżdża kolejny! Tym razem przyjdzie nam śledzić pokrakoańskie losy pana Banshee, który rozpoczyna pełnoprawne śledztwo w sprawie mordowanych mutantów.
Niezmiennie podoba mi się formuła tych komiksów na mobilki, więc tu plusik. Historia również całkiem dowozi, przyjemny detektywistyczny vibe, kolejny plusik. Za rysunki też bym chciał dać, ale nie mogę, bo z ich jakością jest, powiedzmy, RÓŻNIE. Tak czy siak w styczniu finał opowieści Back to Roots i mam nadzieję, że nie zawiedzie moich oczekiwań.
X-Men (Volume 7) #8-9
Niniejszym odpalamy pierwszy cross-over w ramach From the Ashes. Oto pierwsza i trzecia część Wjazdu do Graymalkin!
W numerze ósmym dowiadujemy się co nieco o losach pojmanych Beasta, Jubilee i Calico, a wkurzony Cyclops zbiera ekipę i X-Meni wbijają do bazy wroga na pełnej.
Dochodzi też w końcu do kluczowego spotkania 🙂
W numerze dziewiątym zaś chyba powoli do nas dociera, kogo takiego skrywa Więzienie Graymalkin…
Nie no, nie ma tu nawet nad czym dywagować. I nieważne, czy to dzięki wsparciu wspaniałej ekipy, która jest „uncanny”, czy po prostu tak miało być – superbohaterskiej rozrywki na takim poziomie życzyłbym sobie jak najczęściej.
Phoenix #6
Adani bije się z myślami (nawet dość dosłownie), a Thanos wprowadza w życie swój bardzo nieszablonowy plan przejęcia kontroli nad galaktyką. Phoenix zaś stawia czoła całej armadzie, lecz nie sama…

Najwyraźniej twórcy tego komiksu bardzo biorą sobie do serca moje utyskiwania i postanowili uciec spod topora. Bo tak, ten numer już nawet dało się czytać. Jasne, dalej to taka „trója”, no ale przynajmniej ma ręce i nogi – nawet jeśli są one w gipsie.
Sama ostatnia strona jest więcej warta niż wszystkie dotychczasowe numery razem wzięte.
Ale żeby była jasność: więcej szans Phoenix ode mnie nie dostanie. Kolejny numer z notą MEH i moja przygoda z tą serią dobiega końca.
NYX (Volume 2) #6
Pora nieco wyczilować i dzieciaki wybierają najgorszy najlepszy możliwy sposób, czyli koncert Dazzler. Ten numer to czas powrotów, gdyż nie dość, że w pełnej okazałości pojawia się złol, którego już mieliśmy okazję zobaczyć w jednym z wcześniejszych numerów, to jeszcze z zaświatów wraca pewna dawna znajoma Laury.

Nazwijmy to klątwą Dazzler (no bo czyją?!), ale ten numer wywołał we mnie wyjątkowo mieszane uczucia i bardzo ciekawe partie wymieszał z biedacko infantylnymi. A na domiar złego mamy tu chyba największa rysunkową dwubiegunowość, jakiej dane mi było doświadczyć w obrębie serii wydawniczej From the Ashes: bardzo stylowe i klimaciarskie kadry ramię w ramię z festiwalem ultraszpetoty. Nie pojmuję.
Na pewno klątwa Dazzler.
Obniżam notę na otrzeźwienie. Kubeł zimnej wody or sth.
X-Force (Volume 7) #5
Forge mocno przeżywa wydarzenia z ostatniego numeru. Sage nadal jest na niego wkurzona… ale daje znak życia, bo wygląda na to, że pojawił się trop w sprawie tych wszystkich anomalii, z którymi się zmagają od numeru pierwszego.
I chyba szykują się ciężkie czasy.

Wracamy na właściwe tory, czyli porywająca akcja, lekkie zaskoczki i efektowne rysunki. No i pojawia się nowy złoczyńca, który ma szansę poważnie namieszać.
W kategorii „czysta i nieżenująca rozrywka” naprawdę tyle wystarczy, żeby otrzymać moją wyraźną aprobatę.
Uncanny X-Men (Volume 6) #7
Wjazd do Graymalkin, część druga, czyli napakowany emocjami cross-over z bazową serią X-Men! Tym razem śledzimy wydarzenia z perspektywy Rogue i jej ekipy, Calico robi wejście smoka.
A, no i dochodzi do spotkania naszych dwóch drużyn. Powiedzmy, że stanowczo nie idzie tak, jak byśmy sobie tego życzyli.

Generalnie podtrzymuję to, co napisałem w sekcji X-Men. Może dodam tylko, że bardzo ciekawie ogląda się te same sceny w ujęciu różnych artystów.
A w styczniowym numerze finał tego cross-overu, już przebieram nogami!
X-Factor (Volume 5) #5
Dowodzeni przez Darkstar terroryści z X-Term znowu wkraczają do akcji i przypuszczają zdradziecki atak. Niestety kogoś w tym numerze pożegnamy.

Elegancko, widzę, że poprzedni numer nie był przypadkiem, bo tutaj poziom utrzymany. Rywalizacja z X-Force o miano najlepszego akcyjniaka trwa w najlepsze i wielce mnie ten stan rzeczy cieszy. Trzeba też przyznać, że ten tytuł najcelniej szyderzy z współczesnego zdigitalizowanego świata i za to dodatkowe propsy.
Also, debiutuje iście absurdalny mutant 😀
Avengers (Volume 9) #21
Wielka konfrontacja między ekipą Captain Marvel i ekipą Cyclopsa… na gruncie sportowym. Tak, sportowym. A poza tym sporo gadania o przyszłości i wspólnych planach na ową.

Ot, przyjemna historia z kilkoma zabawnymi momentami, garścią niegłupich dialogów i dość niezłymi ilustracjami. Nic porywającego, po prostu taki solidniak. Aczkolwiek doceniam całkiem sprawne połączenie losów aktualnych Avengersów z losami aktualnych X-Menów (tych „głównych” 🙂).
Exceptional X-Men #4
Po co właściwie Iceman zjawił się u Kitty… i czemu zdaje się taki natarczywy? Dodatkowo jedna z naszych nowych mutantek, Bronze, bardzo się stara zapanować nad swoją mocą, gdyż od tego zależy powodzenie jej planów teatralno-uczuciowych.

Chyba nieco lepiej niż ostatnio? Tak mi się wydaje. Lektura mniej męcząca… ale nadal dość miałka. Donikąd to prowadzi póki co – być może Iceman ma/miał wprowadzić zalążek osi fabularnej, ale równie dobrze może się okazać, że to tylko pozory. Ogólnie mam wrażenie, że te numery są tworzone na bieżąco i bez jakiejkolwiek szerszej wizji.
No i irytuje mnie, że niemal kompletnie zarzucono to przebijanie czwartej ściany i nowoczesny styl narracji, który pojawił się w numerze pierwszym. To mogłoby znacząco pomóc i nieco za uszy wyciągnąć Exceptional X-Men z bagna nijakości.
Czy naprawdę cały pomysł na tę serię to gadanie o tym, jakie ktoś ma bieżące problemy i jak można by się z nimi uporać?
Ostatni raz jestem taki litościwy, bo dialogi potrafią mieć sens i nawet rysunki nie takie najgorsze jak poprzednio. Jeszcze nie obniżam noty, ale cholera wie, co będzie za miesiąc.
Wolverine (Volume 8) #4
Próby uczłowieczania Wendigo trwają w najlepsze – sukcesy umiarkowane, acz jakieś tam są. Pojawia się kolejny stary adamantiumowy znajomy Wolverine, pojawia się też Lady Deathstrike…i chyba zaczynamy nieco czaić co i jak z tą złotą substancją.

Daliby już spokój z tym niańczeniem Wendigo, ile można 😀 I proszę mi ładnie w kolejnym numerze wyjaśnić informację, którą serwują nam na ostatniej stronie.
Numer solidny, ale bez jakiegoś specjalnego WOW, więc i ocena adekwatnie solidna.
Dazzler (Volume 3) #4
Trasa niby wzięła w łeb… ale jednak nie do końca, nadal można dać fanom niezapomniany gig w Nowym Jorku – coś, co da jakiś pozytywny akcent na sam koniec tego łańcucha przypałów. To chyba idealna okazja, żeby w końcu ujawnił się nasz tajemniczy prześladowca, czyż nie?

Jak dobrze, że to już koniec. Przynajmniej na razie, bo coś widzę jakieś straszne wieści o powrocie od kwietnia 😱 Nie wiem, być może gdybym był dwunastolatkiem, uznałbym, że to bardzo przyjemna rozrywka, wcale nie infantylna i że piosenki w wydaniu obrazkowym też są super. No ale nie mam i nie uznaję.
Jeśli chodzi o najnowsze Marvele, było to jak dotąd największe poświęcenie z mojej strony. No ale skoro postanowiłem zdawać raport ze wszystkiego, to muszę się i z takim obrotem spraw liczyć. Oby jak najmniej takich Dazzlerów na mojej dalszej drodze.
Storm (Volume 5) #3
Czy wizyta u Doctora Voodoo okazała się owocna? I tak, i nie, gdyż całkowita utrata mocy na tydzień nie brzmi idealnie. Ale dzięki temu jest okazja spotkać się z naszą ekipą Uncanny i, ekhm, odświeżyć stare znajomości.
A, no i szykuje się spotkanie na szczycie. Jeśli to to, co myślę, to może być grubo 🙂

Fabularnie naprawdę nieźle i rysunkowo znów bardzo ładnie, a dodatkowe propsy za wplecenie mojej ulubionej załogi pod wodzą Rogue. Wątek Logana także intrygujący 😉
No i mocarna końcówka, która sprawia, że już mocno czekam na kolejny tom, bo widzę nadciągający cross-over. Na razie solowa Storm nie zawodzi.
Sentinels #3
Nasi mocno odczłowieczeni Sentinelowie coraz bardziej zmagają się z problemami – można by wręcz rzec, że życie się o nich upomina.
A dodatkowo na kolejnej misji szyki krzyżuje im… Magneto? Ale jak to? Przecież on utracił moce…

Zdecydowanie lepiej niż ostatnio, już się chyba oswoiłem z tą zgrają – w samą porę, bo przecież zostały jeszcze tylko dwa numery, jako że to seria limitowana. Rysunkowo nieźle, scenariuszowo bardzo nieźle… ale największą zaskoczkę miałem dopiero przed sobą. Jaką? Zaraz się przekonacie 🙂
Mystique (Volume 2) #3
S.H.I.E.L.D. jest już coraz bliżej schwytania Mystique w swoje sidła. A przynajmniej tak im się wydaje. Tymczasem Raven w trakcie misji doświadcza raczej niecodziennej przemiany, która ją samą wprawia w osłupienie.

Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że ta opowieść to historia równoległa do wydarzeń przedstawionych w trzecim numerze Sentinels! Bardzo ciekawy zabieg – stanowczo odradzam czytanie tego numeru Mystique najpierw, jeśli planujecie przeczytać obydwa 🙂
Niestety rysunki jeszcze brzydsze niż wcześniej, szkaradne wręcz, i momentami aż się odechciewa patrzeć, mimo że historia sama w sobie jest całkiem przyzwoita. Więc niestety nota o oczko w dół.
Psylocke (Volume 2) #2
Kwannon może nie nadaje się na niańkę, ale zrobi wszystko, żeby położyć kres przerażającemu wyzyskowi mutanckich dzieciaków. Nawet wejdzie w komitywę z Shinobim Shawem.

Nieprzesadny i trzymany w ryzach humor, sporo brutalności, miejscami dość efektowne rysunki i bezczelna wręcz wiara we własne umiejętności w wydaniu naszej bohaterki owocują bardzo solidnym czytadłem. Choć właściwie to czytadło-oglądadłem. Tak to właśnie traktuję i tak to właśnie oceniam.
Laura Kinney: Wolverine #1
Bujanie się z Kamalą i Sophie to jedno, ale Laura musi czasem wziąć sprawy w swoje ręce szpony. I, na przykład, polecieć do Dubaju.

Przepraszam najmocniej, ale tak naiwnej i naciąganej opowieści dawno nie widziałem 😀 No, głupie to potwornie. I nawet ta brutalność (trochę plastikowa i trochę chyba wrzucona na pokaz) średnio tę dziecinadę ratuje.
Bardzo lubię X-23, ale z historiami na takim poziomie raczej się nie polubimy i liczę na wyraźną poprawę. Jak najszybciej.
Timeslide
W grudniu mieliśmy też do czynienia z jednostrzałowcem. Cable i Bishop muszą stanąć ramię w ramię i nieco poskakać w czasie, aby udaremnić plan, który wcieliły w życie Dzieci ze Schronu…

Rysunki przynajmniej niezłe, miejscami świetne, a historia pełna fanserwisu (co dla mnie zawsze na plus) i nawet wplatająca wątek zapoczątkowany w tej świeżej serii Exceptional X-Men (która niestety jest dla mnie dość biedacka, no ale to inna kwestia), ale przede wszystkim zgrabnie poprowadzona i posiadająca kończyny górne oraz dolne. Zakładam, że startująca w styczniu miniseria z Cable’em w roli głównej może być jakoś powiązana z przedstawionymi tu wydarzeniami – całkiem niebawem się przekonam 🙂
Przyjemna odskocznia, złego słowa nie powiem, nota wcale nienaciągana.
Cmentarzysko
Te serie dobiegły końca:

Rysunki pochodzą z wszystkich wymienionych powyżej komiksów.
















