Kronika Geeka
Okładka wpisu - kadr z gry przedstawiający wyścig w workach w ładny dzień, na 1 planie twarz recenzentki

Coral Island i przyjaciele

Wypływam z Coral Island w rejs po archipelagu cosy games.

Animacja - widok na podwodną ozdobną muszlę, w której siedzi syren, a dookoła pływają żółwie i ryby

 

 

Dla niewtajemniczonych

Coral Island to wydany w 2023 symulator rzucenia wszystkiego i przejęcia farmy w urokliwym tropikalnym miasteczku. Stairway Games zaczęli od Kickstartera, a następnie opublikowali grę dla wszystkich w trybie wczesnego dostępu. W obecnej formie treści wystarcza na solidne kilkadziesiąt godzin rozgrywki, ja spauzowałam po około trzydziestu i zamierzam Wam tu przedstawić pierwsze oraz drugie wrażenia, a do tego parę przemyśleń o szerszej naturze cosy games.

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Na pierwszy rzut oka

Coral Island wcielisz się w osobę, która uciekła z wielkiego miasta, żeby zająć się uprawą odziedziczonego spłachetka ziemi. Zaczniesz skromnie, lecz dzięki rozsądnemu planowaniu zasobów i ciężkiej pracy na farmie powoli pomnożysz posiadane środki i będziesz w stanie zdecydować się na dalsze inwestycje. Nie grozi ci jednak rolnicza rutyna – w pobliżu farmy znajduje się urocze, choć podupadłe miasteczko, zamieszkałe przez grono ujmująco urodziwych NPC-ów, gromadkę sympatycznych czworonogów i jedną boginię (na peryferiach).

Gdy będziesz mieć dość życia towarzyskiego i spokojnych zadań typu „wyhoduj mi papaję”, możesz zawsze zrobić sobie przerwę na wędkarstwo albo górnictwo. Ciekawym biomem jest niezwykle malowniczy ocean, którego dno, jak to typowy rolnik, będziesz oczyszczać w wolnych chwilach.

W tle twojej przygody będą szumieć palmy i kwitnąć hibiskusy, a macierzysta miejscowość będzie się powoli podnosić z zapomnienia dzięki rozlicznym artefaktom, które dostarczysz do muzeum. Czarne macki zanieczyszczeń (a może przemysłu naftowego) wycofają się z kolejnych rewirów oceanu. Słowem: pełen relaks. Pełen zabiegany po kokardy i wymaksowany co do kwadransa relaks sympatycznego popychadła z typowej przytulnej gierki.

Garść wrażeń

Nie jestem w stanie uczciwie ocenić Coral Island, bo po pół godzinie gry sobie tę grę naprawiłam (albo zepsułam) garścią modów, których swobodne zastosowanie dało mi doświadczenie bardziej zbliżone do gimnazjalnych Simsów na kodach 🙂

Zmodowana na nieskończoną konewkę, elastyczną dobę, szybsze truchtanie, a także na nieskończony hajs (NIENAWIDZĘ LEVELOWAĆ PLECAKA – a że przypadkiem wyszło mi tego hajsu więcej niż na największy dostępny plecak, no cóż, kto by rozpaczał?), Coral Island stała się doświadczeniem ekstremalnie relaksującym, ale po niedługim czasie jednak dość nudnym. Umeblowałam sobie hacjendę pod palmami, nastawiałam hamaków, a w moim ogrodzie migotały latarenki – polecam to doświadczenie. Ostatecznie jednak czar palm, gromadki lokalnych singli i singielek, niezrywającej się żyłki wędkarskiej oraz ogólnej narracji nie przeważył.

No dobra, Agata, ale dlaczego to sobie zrobiłaś, dlaczego dobrowolnie zrezygnowałaś z levelowania plecaka i dygania ze skończoną konewką po wodę co kilka kratek wirtualnych upraw? Przecież mogło być tak pięknie.

Ano mogło. Wiadomo przecież, że kluczem do sukcesu cosy game jest reimplementacja mechanik ze Stardew Valley jeden do jednego. Jeszcze bardziej urokliwa okolica, jeszcze atrakcyjniejsi kandydaci na partnerów? Murowany sukces, setki najwyższych not na serwisach z grami, sława i bogactwo. A tak naprawdę to Coral Island cieszy się popularnością wśród grupy docelowej, ale nadmierne podobieństwo do słynnego poprzednika niekoniecznie jest wymieniane wśród atutów. Gdybym mogła pogadać z developerami o tym, czego cosy game potrzebuje, żeby dla mnie być truly cosy, a nie così così (wł. „taka se”), to przepis na sukces szedłby mniej więcej tak

  • Niski próg wejścia.
    Powiedzmy sobie szczerze, dla mnie przytulne granko to plasterek na zadrapania rzeczywistości. Nie robię tego po to, żeby stawiać sobie wyzwania albo się stresować.
    Idealny przykład: Littlewood. Uratował_ś już świat, a teraz możesz skupić się na odbudowie swojego miasteczka. Co by się nie stało, wszyscy i tak cię uwielbiają.
  • Wizualny urok.
    Niekoniecznie związany z użyciem najnowszych technologii, ale dający poczucie harmonii i satysfakcji. Może być słodko-pikselowy jak w Sun Haven, a może być ambitniejszy, jak w Spiritfarerze.
  • Dobre pisarstwo.
    Bardzo dużo ludzi coś pisze, ale mało pisze dobrze i w grach też to widać. W cosy games praktycznie nie ma portretów herosów i opisów ekstremalnych zmagań – ale stworzenie zniuansowanych bohaterów, w których losy mogę się żywo zaangażować, to nie mniejsze wyzwanie. Stardew Valley wypada w tej kategorii rewelacyjnie, co potwierdzają fora, gdzie gracze masowo emocjonują się nawiązywaniem relacji z Shane’em czy przypuszczeniami co do prawdziwego ojca Abigail. Opcje dialogowe nie są oczywiste, a zainwestowany w rozgrywkę czas przynosi kolejne ciekawe odkrycia tego typu. Ogólnie przyzwoite klony Stardew, takie jak Sun Haven albo Coral Island, w miejsce subtelności zaserwowanych nam przez ConcernedApe idą w banał i sztampę – i wielka szkoda.
    Na marginesie: ze względu na pisarstwo i scenki biesiadne moje ulubione In Stars and Time także łapie się na kudos dla gierki przytulnej 🙂  
  • Kameralność świata.
    W tym gatunku nie chodzi mi o przygody i śmiałą eksplorację. Miło jest czuć, że zna się ten urokliwy zakątek jak własną kieszeń.
    I to właściwie działa bez pudła prawie wszędzie.
  • Zauważalna ilość grindu.
    Osoba, która jak ja relaksuje się, robiąc na drutach, wypoczywa także, łowiąc wirtualne ryby pod rozgwieżdżonym wirtualnym niebem albo przemierzając dwudziesty raz tą samą trasę po rzadkie zasoby.
    Z nowszych gier fajne światło na grind rzucił Dave the Diver – głębie oceanu to zdecydowanie miejsce, do którego chce się wracać po nowe surowce.
  • Połączona satysfakcja z wizualiów, narracji, grindu i jego owoców 🙂
    Nie da się ukryć, że tu wygrywa klasyk: Stardew Valley – ale jak dla mnie tylko na jedno przejście. Spróbowałam odpalić tę grę ponownie i Groundhog Valley nie miało tego wdzięku.
  • I tu powinna być też dobra ścieżka dźwiękowa.
    A nie jest. Najwyraźniej wystarczy mi harmonijne plumkanie w tle. Ale w tej kategorii ciepło wspominam SpiritfareraDave the Diver.

Czego natomiast nie potrzebuję w kameralnym granku?

  • Reimplementacji identycznych mechanik.
    Hej ziom, ja już naprawdę raz wylevelowałam ten cholerny plecak i więcej nie muszę. Przykładowo: elastyczny czas trwania dniówki i opcja zapisu rozgrywki w dowolnym momencie w Sun Haven jest dla mnie krokiem naprzód – fajnie móc przerwać grę, kiedy nam pasuje. Coral Island  tego nie ma? Witam mody.
    Poza tym, czy aby na pewno w tym sympatycznym spokojnym ciepełku chodzi dokładnie o 20 slotów na rzepę i 4 rodzaje metalu, którymi możemy ulepszyć 7 skopiowanych z innej gry narzędzi? Przepisanie wartości liczbowych jeden do jednego w swoim żywcem zerżniętym silniczku nie jest przecież przekalkowaniem zachwytu gracza.
  • Perspektywy pierwszoosobowej.
    Chyba kompletnie rzecz gustu, ale na przykład Staxela wyrzuciłam przez okno. Lubię sobie patrzeć na grany świat z zewnątrz, jak na śnieżną kulę.
  • Konieczności zaawansowanego zmóżdżania się.
    Czaję, że osoby logistycznie sprytne mają z tego satysfakcję, ale ja się mentalną matematyką potrafię zmęczyć, a przy gierce przytulnej chcę głównie odpocząć. Idealny byłby złoty środek – dajesz radę odhaczyć główne cele nawet, jeśli się nie wczuwasz, a za ekstra wysiłki gra czasem sypnie brokatem na twoją farmę.
  • Roli osoby na posyłki lokalnej społeczności.
    Główni bohaterowie cosy games dziwnie często zdają się mieć problem ze stawianiem granic. Dostarczaj warzywa, zajmij się indywidualnymi zamówieniami, nazbieraj artefaktów do muzeum (bo bez ciebie nie ruszy), łów ryby, zbuduj sojusz z lokalną boginią, spełniając jej wyśrubowane wymagania, emabluj kwiat lokalnej społeczności i staraj się obdarowywać NPC-ów dwoma trafionymi prezentami tygodniowo… Brzmi jak pełen etat w pracy i drugi w pracy emocjonalnej, nie?
    Wybitnie niechlubnym przykładem jest Dave the Diver, który nawet nie ma opcji dialogowych, żeby się chociaż celnie odciąć możnym tego świata. Może kogoś takie oddanie kontroli relaksuje, nie osądzam, ale mnie to zahacza bardziej o kink niż o grind 😛

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy – a Was co cieszy w cosy games? Z którymi punktami na moich listach nie możecie się zgodzić? Wszystkie listy do redakcji uważnie przeczytamy, a w razie chęci publikacji damy Wam znać.

W przypadku Coral Island wstrzymuję się od oceny. Nie był to czas zmarnowany, ale nie mam na razie motywacji, żeby kontynuować rozgrywkę.


 

Screeny własnego autorstwa.

+1
3
+1
1
+1
0
+1
1
+1
2
+1
0
+1
0