
Dla niewtajemniczonych
Astro’s Playroom to darmowa produkcja fabrycznie zainstalowana na PlayStation 5. Darmowa, a więc na pewno krótka? Tak! Darmowa, a więc pewnie stanowi tubę marketingową Sony? Owszem! Darmowa, a więc na pewno nie jest to Triple-A z wielkim budżetem? Bez wątpienia! Darmowa, a więc pewnie popierdółka, na którą nie warto marnować czasu? BŁĄD!
Gierka od zespołu deweloperskiego Team Asobi, tak jak już wspomniałem, jest tytułem na raptem kilka godzin. To produkcja specyficzna, bo pozbawiona chociażby fabuły czy jakiejkolwiek szeroko rozumianej głębi. Zamiast tego stawia na czystą rozgrywkę, której głównym celem jest poznanie historii marki PlayStation, zebranie znajdziek i wypromowanie ficzerów najnowszej generacji konsol Sony.
Astro’s Playroom to gra wymykająca się pewnym schematom, a także kawał kodu, co do którego bardzo ciężko jest mi być w pełni obiektywnym. Pozwólcie zatem, że tym razem nie dostarczę Wam pełnoprawnej recenzji, a zamiast tego napiszę pokrótce, co mi się podobało, a co nie.

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
Przez długi czas Astro’s Playroom czekało na swoją kolej, walcząc o uwagę z innymi tytułami mojej nieubłaganie rosnącej kupki wstydu. W końcu jednak nastał ten dzień, kiedy chciałem spróbować czegoś lekkiego, uśmiechnąć się raz czy dwa, oddać się niezobowiązującej zabawie, a po chwili przejść do kolejnej gry dla dojrzałego odbiorcy i zapomnieć o przygodach sympatycznego robocika.
Astro’s Playroom to kolorowa platformówka, której targetem wydają się być najmłodsi odbiorcy. Ot, gracz biega sobie małym blaszakiem po kolorowym świecie tranzystorów, czasem coś zepsuje, czasem kogoś trzepnie, czasem weźmie udział w wyścigu. Taki Mario, tylko bez Mario. Jakież wielkie było moje zdziwienie, gdy zrozumiałem, że targetem tej gry jestem ja!

A oto co mi się podobało:
- Kilka godzin czystej zabawy niezmąconej fabułą, przesłaniem, czy skomplikowaną mechaniką. Fun na pełnej! 🪅
- Hurraoptymistyczne robociki i atmosfera wszechobecnego wariactwa. Ktoś tu mocno przedawkował kawę ☕️ i tym razem nie byłem to ja!
- Świetne wyzwania platformowe, które czasami potrafią zaleźć za skórę (ale rzadko, poziom trudności jest niewygórowany ⬇️).
- Implementacja rozlicznych funkcji kontrolera DualSense 🎮, a przy tym zarąbiste demo funkcji (które niestety nie są implementowane tak ochoczo przez innych deweloperów).
- Pomysł na świat gry – podróżujemy po wnętrzu PlayStation 5 i odwiedzamy cztery jej sektory (np. Autostrada SSD, Łąka pamięci). Każdy sektor to znajdźki dotyczące jednej z poprzednich generacji sprzętów PlayStation i inne wyzwania zręcznościowe.
- Finalne lokacje każdego z czterech sektorów mają vibe z menu głównego jednej z czterech konsol poprzedniej generacji. Pamiętacie trójwymiarowe sześciany z PS2? Albo dźwięk jaki witał Was przy każdym odpaleniu Szaraka?
- Fanserwis najczystszej próby! Dane jest nam odkryć bogatą historię PlayStation, a gra na każdym kroku raczy nas nawiązaniami do znanych tytułów. Co rusz spotykamy robociki 🤖🤖 odgrywające scenę z jakiejś znanej gry. Korpus Helghastów? ✅. Czaszka chimery z Resistance? ✅. Dante? ✅. Małego blaszaka można nawet znaleźć, zaglądając pod pewne pudło 🐍😉.
- Fajny pomysł na znajdźki – albo zbieramy puzzle 🧩, z których w końcu ułożymy piękny mural, albo zbieramy różnorodne gadżety i peryferia do poprzednich generacji konsol Sony. Są memorki, moduł Ethernet do PS2, gogle VR, kontroler Move, handheldy… A słyszeliście o PocketStation?
- Ukryty boss nawiązujący do roku 1944 🦖.
- Nowe wyzwania dodane do gry tuż przed premierą nowych przygód Astro.
- Za darmo to uczciwa cena 💰👌
Czego moim zdaniem zabrakło:
- Nie no, nie żartujmy, tu wszystko było przemyślane 🧠 i na miejscu 👍. Właśnie tak się buduje markę i szkoda, że jak dotąd inni producenci sprzętów tego nie podłapali.
- No dobra… chciałbym żeby gra była trochę dłuższa i miała minimalnie wyższy poziom trudności ⬆️.
- No to skoro już jesteśmy przy myśleniu życzeniowym, to przytuliłbym jeszcze leksykon (a wręcz Kronikę!) z krótką informacją o seriach gier, reprezentowanych przez napotkane robociki.
Podsumujmy więc. Już od pierwszych chwil Astro zaangażował mnie całkowicie, pokazując, co kryją zakamarki mojej konsoli i zabierając mnie w nostalgiczną podróż przez historię GrajStacji. Nie tylko pozwolił mi przypomnieć sobie, jak to było za dzieciaka, obudził go we mnie na nowo! W moim odczuciu Astro może dumnie stanąć obok Kratosa, Aloy, Ratcheta czy Nathana Drake’a i już nie mogę się doczekać, aż w moje leciwe łapki wpadnie wydana nie tak dawno temu kontynuacja pt. Astro Bot. Mały robot nie będzie tym razem musiał walczyć o uwagę 😉.
Strefa obrazka
Screeny własnego autorstwa, GIF zaś pochodzi ze skarbnicy Tumblra.














