Kronika Geeka
Okładka do recemzji filmu Alien: Romulus z ociekającą śluzem paszczą ksenomorfa zbliżającą się do twarzy człowieka

Alien: Romulus

Materiał genetyczny ósmego pasażera Nostromo stał się cennym łupem dla Weyland-Yutani. Eksperymenty korporacji wkrótce odmienią losy piątki młodocianych niewolników kontraktowych i ich androida. Ale ten film to przede wszystkim klimat. I choć historia jest świetna, jest też drugorzędna.

Rycząca wśród dymu paszcza ksenomorfa ukazująca drugorzędną szczękę

 

Dla niewtajemniczonych

Alien: Romulus to amerykański horror science fiction z 2024 roku, wyreżyserowany i współtworzony przez Fede Álvareza. Jest siódmą odsłoną serii Alien i służy jako samodzielny interquel rozgrywający się między wydarzeniami z Alien (1979) i Aliens (1986).

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń

Andy: “Get away from her… you bitch.”

Wrzawa zapełniającej się sali kinowej w tych ostatnich sekundach tuż przed rozpoczęciem się seansu to bardzo charakterystyczna kakofonia dźwięków. Te chwile zaraz po ryku reklam i zwiastunów, kiedy ludzie nie do końca jeszcze wiedzą, czy pojawiające się animacje logotypów producentów to już film, czy wciąż zapowiedzi. To jedno z moich ulubionych teł dźwiękowych – ten moment „o, już, w końcu się zaczyna” tuż przed oddaniem się nowej historii i staniem się na moment częścią innej rzeczywistości.

Twarz zszokowanej kobiety zalana potem w półmroku

Alien: Romulus wydłużył te chwile do maksimum, kiedy zaraz po producentach wrzucono nas w otchłań kosmosu z absolutną ciszą przestrzeni kosmicznej. Cisza była tak przejmująca, że dało się nawet słyszeć soki trawienne widowni, w które uderzyły pierwsze garści popcornu.

Taki klimat rozpoczął ten seans i to klimat tej produkcji zostawił na mnie największe wrażenie. Retro science fiction to podgatunek, który jak żaden kojarzy nam się ze starymi dobrymi czasami oryginalnego kina fantastyczno-naukowego. Pierwsze Gwiezdne Wojny, Blade Runner, Obcy czy nawet Odyseja kosmiczna przepełnione są plastikową szarością, brudem i trzeszczącymi dźwiękami taśmowych komputerów. Malutkie ekrany, wielkie panele kontrolne z ogromnymi przyciskami fizycznymi świecącymi we wszystkich kolorach tęczy i ciasne korytarze to klimat, jaki epoka green screena zamieniła na sterylne i postmodernistyczne przestrzenie. Film Álvareza wybrał jednak klasykę.

Kobieta idzie w kierunku światła na końcu mrocznego i ciasnego korytarza sprawiającego że widzimy wyłącznie jej zarys

Po krótkim powiązaniu wydarzeń Romulusa z pierwszym filmem serii poznajemy nowych bohaterów i bohaterki. Jest to grupa młodych ludzi, w ogromnej większości osieroconych przez wyzysk Weyland-Yutani wobec podlegającym im koloniom. Ich planeta wydaje się być w obrocie synchronicznym ze swoją gwiazdą, co sprawia, że część naszych bohaterów nie zna widoku słońca. Rain, głównej bohaterce, często śnią się wschody na najbliższej im kolonii, która – tak się składa – jest niezależna od wpływów megakorporacji. Jedyne, o czym marzy po śmierci rodziców, to polecieć na Yvagę – krainę z jej snów.

Korporacja nie pozwala jej zrealizować tych marzeń, ale grupka jej przyjaciół przechwyciła sygnał zaawansowanej technologii, która mogłaby im pomóc zbiec z planety, na której praca kończy się często śmiercią, a wieczna ciemność i deszcze odbierają resztki nadziei. Tutaj film zaczyna wymagać od nas zawieszenia logicznego myślenia. Dlaczego tylko grupa nastolatków przechwyciła tak cenny sygnał? Dlaczego potężne siły Weyland-Yutani, które kontrolują kilkutysięczną populację kolonii górniczej z ogromnej brutalistycznej twierdzy, nie wysyłają tam swoich statków? Jakim cudem super-nowoczesna i sekretna stacja naukowa dryfuje przez miesiące bez akcji ratunkowych czy poinformowania systemów na jej drodze o absolutnym niezbliżaniu się pod groźbą śmierci?

Zbliżenie na otwartą paszczę ksenomorfa wśród dymu z której wyłania się drugorzędna szczęka

 

Film prosi o przymrużenie oczu w wielu takich logicznych nadwyrężeniach. Tylko czy to przeszkadza w jego odbiorze? Czy jest to film przesuwający granice tego, w co fantastyka naukowa chce, byśmy uwierzyli, że kiedyś będzie możliwe? Nie. To film, który chce wzbudzić w nas emocje niepokoju, klaustrofobii i mierzenia się z niemożliwym w ociekającym klimatem środowisku. Zadawanie pytań nie ma sensu, kiedy podczas oglądania nie ma na to czasu, bo topimy się wręcz w tym właśnie klimacie.

Grupa niedoszłych uciekinierów potrzebuje pomocy Rain i Andy’ego, który to jest przeprogramowanym i szwankującym androidem Weyland-Yutani. Ekipa wierzy, że z jego pomocą wejście na tajną stację badawczą Romulus, która przytułała się na orbitę ich kolonii, pójdzie jak po maśle. Ale to nie zapach masełka i ciepłych bułeczek zastali na pokładzie, a swąd kwasu, śluzu i płynów hydraulicznych zautomatyzowanej załogi stacji.

Czarnoskóry mężczyzna stojący przed śluzą stacji kosmicznej w ciasnym korytarzu

Kolejne fazy ewolucji istoty idealnej jeden po drugim dziesiątkują grupkę kolonialnych marzycieli i wkrótce pozostaje tylko Rain, i jej ciężarna przyjaciółka. Rain już dawno zapomniała o swoim marzeniu. Życie udowodniło jej, że świat może być jeszcze gorszy niż wieczna ciemność, deszcz i praca bez końca w śmiertelnie zagrażających warunkach. Andy jest nie tylko przybranym bratem, ale przede wszystkim przyjacielem Rain, którego grupa traktowała jak chodzący wytrych, dający im dostęp do systemów korporacji. I to los Andy’ego wydaje się być głównym celem ostatnich decyzji Rain w jej życiu. Napędzana nienawiścią do obcej kreatury, która odebrała życie jej przyjaciołom, rzuca się na ratunek androidowi.

Andy był pod wpływem dyrektyw Weyland-Yutani dzięki zainstalowanemu modułowi znalezionemu na stacji badawczej, ale potyczka z ksenomorfem pozostawiła go sparaliżowanym. Rain wykorzystuje tę okazję i pozbywa się złowrogiego modułu, odzyskując przyjaciela z dzieciństwa. Ostatni akt to próba ich męstwa i odbudowania straconego zaufania w pojedynku z nieustannie ewoluującym obcym. Tutaj film przeradza się z thrillera budującego napięcie i niepewność w pierwszym i drugim akcie, w rollercoaster akcji, gimnastyki w nieważkości, strzelanek i rozbryzgu kwasu, który płynie w żyłach ksenomorfów. Nie bez docenienia pozostaje fakt, że cała ta rzeź… „winiątek” to nie tylko akt przetrwania protagonistki, ale efekt troski o sztuczną formę inteligencji.

Zbliżenie od przodu na otwartą pierwszorzędną szczękę ksenomorfa z czyhającą wewnątrz szczęką drugorzędną.

Notabene stacja badawcza Weyland-Yutani składa się z dwóch modułów – sekcji Romulus oraz Remus. W jednej ze scen widzimy tabliczkę z wilczycą karmiącą rodzeństwo legendarnych założycieli Rzymu. To jak mocna jest więź między Rain i jej przybranym bratem nawiązuje do rzymskich bliźniaków. Czy ksenomorf to wilczyca, która w groteskowo wypaczony sposób jeszcze bardziej zacieśniła relacje przybranego rodzeństwa? Symbolika jest mocnym atutem filmu, który nie sięga wyłącznie po nostalgiczne „a pamiętasz to?” i stara się wprowadzać własne, oryginalne smaczki.

Czy jest strasznie? Nie, jest klimatycznie. Czy jest to zawrotne science fiction z oszałamiającymi wizualiami? Nie, jest to kino z niezwykle gęstą atmosferą dyskomfortu, okazjonalnymi jump scare’ami i klasycznymi zbliżeniami na podwójną paszczę potwora z otchłani kosmicznej. Czy jest to film o dramatach międzyludzkich? Nie… No, trochę jest, ale ludzie to też androidy, a pokazane na początku perypetie, pragnienia i obawy dorastającego człowieka szybko bledną w starciu z ksenomorfem, choć nie pozostają zapomniane. Jest tutaj dużo Obcego i dużo fajnych, przyziemnych relacji. Jest to horror i film obyczajowy w jednym – autentycznie dobra historia coming of age w niewyobrażalnie niemożliwych okolicznościach.

Za wierność oryginałowi, za wzbudzenie odczuć i powrót do klimatu z pierwszego Obcego, i za rogal przez większą część seansu można by pomyśleć, że film warto okrzyknąć sztosowym majstersztykiem. Ale jednak efekty się czasem psują, akty i przejścia między wątkami są nierówne, a tempo akcji czasem wydłuża wprowadzenia, a później pospiesza rozwiązania, ujmując patosu kolejnym scenom śmierci załogi. Jest to film, którego absolutnie należy doświadczyć, ale nie jest to kino bez wad, więc…

Ocena git

 

A gdybyście potrzebowali dodatkowej zachęty i przedsmaku wyjątkowego klimatu osaczenia serii Alien w charakterystycznej dla niej retrofuturystycznej otoczce, koniecznie obczajcie ten niezależny projekt animowany.


Strefa GIF-a

Statek kosmiczny na orbicie planety smaganej burzami i otoczonej pierścieniem

 

Rozglądająca się kobieta i mężczyzna idą naprzód w częściowo tylko oświetlonym korytarzu stacji kosmicznej

 

Mężczyzna w zalanym wodą i oświetlonym czerwoną barwą sygnałów alarmowych magazynie zaatakowany znienacka przez facehuggera

 

Facehugger wskakuje na twarz obracającej się w jego kierunku kulejącej kobiety

 

Wyłaniająca się z pozycji embrionalnej charakterystynie wydłużona głowa ksenomorfa

 

Do osaczonej kobiety odchylającej głowę w desperacji zbliża się wysuwająca się drugorzędna szczęka ksenomorfa

 

Zdjęcia pochodzą z IMDb, GIF-y zaś ze skarbnicy Tenor i tumblra.

+1
1
+1
1
+1
1
+1
3
+1
4
+1
1
+1
0