
Dla niewtajemniczonych
Wypuszczony w 2023 Godzilla Minus One to tak naprawdę Gojira Mainasu Wan, a nawet ゴジラ-1.0. Trzydziesty siódmy (!!!) film w godzillowej franczyzie, a trzydziesty trzeci pod skrzydłami legendarnego Toho.
Miejsce akcji stanowi Japonia, co pewnie nie dziwi. Dziwić natomiast może fakt, że to Japonia zaraz po II wojnie światowej i że nasz główny bohater to niedoszły samobójca kamikaze. Traumę wojenną pogłębia dość brzemienne w skutki spotkanie z ogromnym potworem, który wynurzył się spod powierzchni wody.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
Oczywiście do seansu przystępowałem z odpowiednią dozą hype’u, bo przecież nie dość, że ziomeczki gorąco polecają, recenzje strasznie pochlebne, a średnia ocen na IMDb wysoka, to jeszcze wjechał Oscar za efekty specjalne. A gdy fan filmów o starciach z gigantycznymi potworami słyszy, że efekty specjalne zasłużyły na Oscara, to cieszy się podwójnie, bo przecież wie, że w tym gatunku demolka na ogromną skalę jest nie tyle spodziewana, co wręcz wpisana w kanon.
Ale wiecie, co w tym filmie o Godzilli jest najlepsze? Że to generalnie nie jest film o Godzilli. To jest film o Japonii dotkniętej skutkami przegranej II wojny światowej. Doświadczamy tego na poziomie bardziej globalnym (choćby widząc zdewastowane Tokio), a także tym przyziemnym, śledząc losy naszego dręczonego stresem pourazowym protagonisty.
A skoro już mowa o bohaterze, muszę powiedzieć, że początkowo dość… specyficznie… oglądało się perypetie typa, który nie dość, że walczył po złej stronie, to jeszcze się zhańbił, nie mogąc wykonać powinności kamikaze.
Tak więc Godzilla Minus One to de facto powojenny dramat obyczajowy, gdzie gościnnie wbija wielki potwór i robi dymy. A co to są za dymy! Jezusmariachrystepanie. Kompletnie nie dziwi mnie ten Oscar, bo symfonia zniszczenia wygląda zwyczajnie obłędnie i przerażająco naturalnie.

Jakie w moim odczuciu są główne plusy?
- Mocno depresyjny klimat kina katastroficznego (wybaczcie aliterację) zamiast efekciarskiej nawalanki.
- Wizualia na niebywałym poziomie – Oscar w pełni zasłużony.
- Nacisk na zwykłe ludzkie dramaty rozgrywające się w czasach, o których Japończycy pewnie woleliby zapomnieć.
- Bardzo zgrabne osadzenie opowieści fantastycznej w realiach stricte historycznych, jak choćby powiązanie natury Godzilli z faktycznymi testami broni nuklearnej.
- A skoro już mowa o samej opowieści: fabuła jest bardzo racjonalna, wszystko tu ma ręce i nogi, a rozpaczliwe plany walki z Godzillą brzmią naprawdę jak coś, co mogłoby się udać.
Tak więc z mojej strony duże gratki, bo w filmach o wielkim stworze, który wyłazi skądś tam i sieje zniszczenie, strasznie łatwo o megabanał i robienie z widzów debili. - Nie wiem, czy większa zasługa niepapierowych postaci, czy też może sprawnie i wiarygodnie poprowadzonej fabuły, ale Godzilla Minus One trzyma w napięciu do samego końca. A w tym gatunku również nie tak łatwo rzeczony efekt osiągnąć.
Seans wart każdej poświęconej mu minuty. Gorąco polecam, nawet jeśli nie jesteście zatwardziałymi orędownikami tego typu kinematografii. Tym zatwardziałym już na pewno nie muszę polecać.
Strefa GIF-a



Zdjęcia pochodzą z IMDb, GIF-y zaś ze skarbnicy Tumblra.





