Kronika Geeka
Art Society - okładka wpisu z wkomponowaną twarzą autorki

Art Society

Zabłyśnij przed innymi graczami doskonałym gustem i nosem do interesów!

Dla niewtajemniczonych

Art Society to rywalizacyjna gra planszowa, w której wcielimy się w kolekcjonerów sztuki. Jak na koneserów przystało, przyjdzie nam się zajmować licytacjami, trudnymi wyborami, a także wysmakowaną aranżacją zakupionych obrazów w dostojnym wnętrzu staroświeckiego salonu.

Gra została jak dotąd wydana w angielskiej wersji językowej, ale do samej rozgrywki znajomość języka nie jest specjalnie potrzebna. Ze względu na brak elementów fabularnych i kampanijnych recenzja ta jest strefą wolną od spoilerów.

Metki i etykietki
Wydawca: Mighty Boards (w Polsce: Lucky Duck Games, planowana premiera w 2024)

Projektanci: Mitch Wallace

Czas rozgrywki: 30-60 minut

Próg wejścia: niski

Kategorie: 2-4 graczy, ładna, casualowa, artystyczna, tematyka kolekcjonerska, rywalizacja, licytacja

Przebieg rozgrywki

Celem graczy jest dokonywanie przemyślanych zakupów tak, by jak najlepiej zaaranżować dostępną przestrzeń. Każda z osób ma do dyspozycji ścianę w eleganckim salonie oraz lokaja-pomocnika, który może tymczasowo potrzymać obraz, którego nie mamy gdzie zawiesić. Aranżację kolekcji zaczynamy od wskazanego na planszy miejsca, a kolejne nabywane dzieła muszą stykać się z poprzednimi. Jeżeli dobrze dobierzemy styl ram (takie same ramy powinny przylegać do siebie) oraz tematykę obrazów (zawieszenie dwóch obrazów o tej samej tematyce w bezpośrednim sąsiedztwie to faux pas, którego należy za wszelką cenę uniknąć!), otrzymamy bonusy w postaci niewielkich bibelotów, które świetnie wypełnią luki w naszej galerii.

Dzieła sztuki nabywamy podczas aukcji. Każdy gracz w swojej rundzie wybiera obrazy do licytacji, nie widząc ich ram ani samych malunków, jedynie rozmiary. Wszyscy mamy do dyspozycji po 20 kart licytacji, każda z unikatową wartością od 1 do 20. W umówionym momencie wybieramy jedną z tych kart i kładziemy ją zakrytą na stole. Osoba, która wyłożyła kartę o najwyższej wartości, wybiera dzieło do swojej kolekcji jako pierwsza, a po niej mogą dobrać obrazy kolejni gracze. Każda karta licytacji może być użyta tylko raz, trzeba zatem na bieżąco szacować, jak bardzo zależy nam na dziełach dostępnych do zakupu w danej turze.

Obrazy, które nie przypadły nikomu do gustu, trafiają do muzeum. Jest to ciekawa mechanika – obrazy z kategorii, której w muzeum jest najwięcej, mogą dodatkowo punktować na koniec gry. Czyli jeśli wszyscy odkładamy do muzeum pejzaże, to one będą najrzadsze w naszych kolekcjach i przez to potencjalnie najcenniejsze (dokładny bonus zależy jeszcze od pozycji obrazu na ścianie).

Rozgrywka kończy się mniej więcej wtedy, kiedy gracze nie mogą już zmieścić nic nowego w swoich galeriach.

Losowość:

Na wiele rzeczy w grze nie mamy wpływu, co wydatnie zwiększa losowość. Rozmiary obrazów wybieramy jedynie w swojej turze, a typ ram jest zawsze przypadkowy. Siłą kart na ręce możemy też zarządzać jedynie do pewnego stopnia, oceniając, jak bardzo w skali całej rozgrywki zależy nam na danym dziele. W praktyce główkowanie, jak zostać najsprytniejszym graczem na nie całkiem przewidywalnym rynku, to zajęcie całkiem przyjemne. O ile oczywiście ktoś jest w stanie pogodzić się z faktem, że nie zaplanuje sobie pięciu ruchów do przodu.

Rywalizacja:

Art Society nie umożliwia współpracy ani nawet tymczasowych sojuszy. Najlepiej dbać wyłącznie o własne interesy, a w razie możliwości – wrednie zwinąć współgraczom sprzed nosa dobre dodatki do ich kolekcji. Nie ma tu jednak opcji zniszczenia osiągnięć konkurencji, więc gracze umiarkowanie odporni na rywalizację powinni bawić się dobrze.

Klimat:

Konwencja jest oczywiście umowna – jedna ściana do zagospodarowania i dwadzieścia różnych wartości kart licytacji to nie są ograniczenia, z którymi mierzą się prawdziwi kolekcjonerzy sztuki. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że to kolekcjonerski klimat jest bardzo mocną stroną tej gry. Pomysłowe, dopieszczone obrazy i starannie dobrana szata graficzna pozwalają nam wczuć się w rolę obrotnych, ale niepozbawionych gustu bogaczy. Moment oczekiwania na odkrycie kart licytacji pozwala zakosztować choć trochę emocji, które niosą ze sobą aukcje dzieł sztuki.

Garść wrażeń

Art Society, jak widać, z pewnością nie jest dla graczy szukających porywającej fabuły, kooperacji, a także ciężkich, mózgożernych tytułów na wiele godzin. Jest za to tą grą, którą możecie spróbować skusić rodzinę na święta albo tych znajomych, którzy kiedyś kochali planszówki, a teraz zasypiają po półtorej godziny. Topowe, pomysłowe i eleganckie wykonanie mieszczące się w kompaktowym pudle bez bezsensownych zapychaczy, bardzo przystępna mechanika, licytacyjne emocje z elementem push your luck i ogarnialny czas rozgrywki powodują, że jest to jeden z tych tytułów, po których nieuchronnie pada pytanie „To co, gramy jeszcze raz?”. Dodatkowy kudos dla ekipy grafików za kreatywne przearanżowanie znanych motywów (Hokusai!) i dodanie odjechanych smaczków od siebie. Drobna uwaga: chociaż kafelki obrazów są co do jednego przeurocze, to celowo nie obfociłam wszystkich, żeby zostawić przyszłym nabywcom przyjemność samodzielnego odkrywania tego, co naszykowali dla nas Potężni Planszownicy.

Pierwszy nakład gry już zdążył się wyczerpać, co wskazuje na bardzo dobry odbiór Art Society. Sądzę, że warto się zaczaić na polskie wydanie, zwłaszcza jeśli szukacie pozycji, która przypasuje graczom wagi lekkiej i średniej, osobom nielubiącym wczytywać się w tekst na kartach bądź stroniącym od klimatów militarnych i fantasy.

ocena GIT

 

Zdjęcia mojego autorstwa oraz ze strony wydawcy.

+1
6
+1
3
+1
1
+1
1
+1
1
+1
0
+1
0