Dla niewtajemniczonych
Constellation (Nowa konstelacja) to serial telewizyjny od Apple’a będący thrillerem psychologicznym z elementami science-fiction, stworzonym przez Petera Harnessa na podstawie koncepcji Seana Jabłońskiego. Astronautka Johanna „Jo” Ericsson (w tej roli Noomi Rapace) powraca na Ziemię po wypadku na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (MSK). Po powrocie stwierdza, że elementy jej życia różnią się od tego, co pamięta. Zaczyna prowadzić własne śledztwo, by wyjaśnić powód zmian i powiązanie swojej „choroby” z katastrofą podczas ostatniej misji.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Krótka piłka
Chyba już zorientowaliście się, że lubię science-fiction. Na tyle, że najczęściej daję szansę każdemu nowemu tytułowi. Szczególnie, jeśli stoi za nim Apple TV+, który ostatnio, przynajmniej u mnie, awansował na czołową pozycję wśród platform streamingowych, pod względem jakości produkowanych treści. Dodatkowo Constellation jest wybitnie skandynawskie, co tylko zaostrzyło mój apetyt, bo jednak zdecydowanie mało jest produkcji sci-fi o rodowodzie innym niż amerykański.
Tym, niestety, większe było moje rozczarowanie. Serial, jak już pisałem w sekcji dla niewtajemniczonych, łączy w sobie komponenty thrillera, opowieści spiskowej i wreszcie sci-fi, ale niestety ten ostatni element jest tutaj chyba najsłabszy. Mamy do czynienia z historią opartą na teorii superpozycji dwu stanów, czyli po prostu alternatywne rzeczywistości. I tak to z grubsza wygląda, nasza główna bohaterka ginie w jednej wersji, w drugiej przeżywa — problem polega na tym, że podczas wypadku zostaje „zesłana” do drugiej rzeczywistości, gdzie pewne, drobne na pozór, rzeczy różnią się od tego, co Jo zostawiła w swoim świecie. W toku serialu okazuje się, że podobne zamiany miejsc przytrafiły się już innym kosmonautom. I nie trzeba pewnie dodawać, że stanowią one źródło problemów natury psychologicznej, społecznej czy emocjonalnej dla ludzi, którzy zostali dotknięci tą „przypadłością”.

Niestety na próżno czekamy przez cały sezon na wyjaśnienie zagadki, czemu tak się stało. Pierwszy sezon skupia się mocno na budowie postaci i przede wszystkim relacji Jo z jej córką i mężem, która to relacja zostaje mocno nadszarpnięta przez różne czynniki, w tym nieumiejętność odnalezienia się kosmonautki w odmiennej rzeczywistości. Niestety to, co początkowo może ciekawić, po paru odcinkach zaczęło mnie męczyć. Serial stawia na wiele powtórzeń i wałkowanie tych samych scen, najczęściej przez pokazanie ich fragmentu, a następnie rozbudowanie w kolejnym odcinku o kolejne momenty. Widzimy, więc wielokrotnie, aż do znużenia, co stało się na MSK. Podobnie ma się sprawa z akcją w domku nad jeziorem, gdzie Johanna widzi obie wersje swojej córki. Sceny może budują napięcie, ale nie popychają fabuły do przodu. Miałem często odczucie, jakby twórcy na siłę chcieli zapchać czymś te osiem odcinków, zamiast skrócić historię do pięciu (co wyszłoby temu sezonowi moim zdaniem na dobre). Te i inne sceny mnożą pytania, ale niestety moim zdaniem widzowie nie otrzymują tu żadnych, choćby fabularnie ciekawych odpowiedzi, o czym mówię szerzej poniżej. Historii o alternatywnych wersjach postaci było w telewizji już sporo (wspomnę choćby bardzo udaną, a mało znaną produkcję sprzed paru lat pt. Counterpart z J.K. Simmonsem, którą szczerze polecam), więc Constellation nie wnosi tu wiele nowego.
Na pewno na uwagę zasługują efekty wizualne (bardzo podobał mi się koncept porozumiewania się córek Johanny) i gra aktorska (prócz Noomi Carapace, na ekranie zobaczymy także Jonathana Banksa, znanego przede wszystkim w ostatnich latach z roli Mike’a z Breaking Bad i Better Call Saul). Całkiem nieźle wmontowane są również elementy grozy, czy nawet horroru (przerażająca jest martwa wersja Walii nawiedzająca wpierw córkę Jo, a potem ją samą). To jednak dla mnie za mało, żeby przekonać mnie do powrotu na drugi sezon serialu. Na próżno szukać odpowiedzi, czemu prócz Jo zjawisko przenikania drugiej rzeczywistości dotyczy również jej córki i wreszcie jej męża. Logiczne, że Jo, czy Paul, który w drugiej rzeczywistości przeżywa zamiast kosmonautki, są w jakiś sposób powiązani, ale w jaki sposób wplątana (czy raczej splątana) jest rodzina Johanny?

Wątek Henry’ego/Buda Caldery (postaci granej przez wspomnianego Jonathana Banksa) kończy się niezrozumiałym twistem, w którym obie wersje kosmonauty-emeryta wracają do swoich światów — nie wiemy jednak, czemu tak się stało. Ogólnie ciężko doszukiwać się spójności w tym samym odcinku z pożarem domku (domków) nad jeziorem — nie wykluczam również jakichś przeskoków czasowych, ale to byłby jedyny moment, gdzie twórcy zdecydowaliby się na taki zabieg, co znów trochę łamie konwencję dwu równoległych, czasowo splecionych światów. Ci, którzy liczyli, że to CAL (urządzenie badawcze Caldery, które było na MSK w trakcie incydentu, a które Jo potem wykrada i ma przy sobie) było odpowiedzialne za wiele z widzianych przez nas zdarzeń, też raczej się zawiedli, gdy nowo przybyły do rzeczywistości Bud Caldera rozbija maszynę w drobny mak. Trudno wreszcie pojąć finał, w którym widzimy, że martwa wersja Jo nie jest do końca martwa — oczywiście wiemy, że taka sytuacja miała już raz miejsce, a Walia ma swoją martwą odpowiedniczkę, ale ciężko powiedzieć, jak te wersje są jednocześnie martwe i żywe jednocześnie. Wszystkie te twisty są jak na mój gust dość tanie i mnożą tylko kolejne pytania, na które twórcy zapewne nie mają odpowiedzi.
Końcowa ocena
Być może spodziewałem się mocniejszej podbudowy naukowej całej historii. Liczyłem na jakieś ciekawsze rozwiązania. Daję taką samą ocenę jaką dałem Silo, choć tu mam wrażenie, że jest ona trochę na wyrost. Silo przynajmniej zaciekawiło mnie na tyle, że chcę zobaczyć, co będzie dalej. Nie mogę tego powiedzieć o Constellation, które jest takim „patrzydłem”. Z braku laku można obejrzeć, ale na pewno nic się nam nie stanie, jak pominiemy tę, moim zdaniem, bardzo przeciętną produkcję.
Strefa GIF-a






