Kronika Geeka

Thorgal #1–3

Przyjrzyjmy się trzem pierwszym tomom „Thorgala” w nowym wydaniu od Hachette. Zapraszam!

Dla niewtajemniczonych

Thorgal to w świecie komiksu (szczególnie polskiego) pozycja, sądzę, kultowa. Postać, a co za tym idzie cała seria została stworzona przez belgijskiego scenarzystę Jeana Van Hamme’a i polskiego rysownika Grzegorza Rosińskiego. Komiksy opowiadają o przygodach (czy raczej nieprzygodach) wikinga Thorgala Aegirssona, a fabuła toczy się we wczesnym średniowieczu i rozpoczyna w Skandynawii, by potem przenieść czytelnika w rozmaite krainy, te rzeczywiste, jak i te zupełnie fantastyczne. Całość serii utrzymana jest w konwencjach fantasy, science fiction, a czasem także dramatu historycznego i mitologii nordyckiej. Thorgal ukazał się po raz pierwszy w 1977 roku, a trzy lata później zaczął być publikowany w osobnych tomach. Oryginalna seria wciąż trwa i przekroczyła 40 tomów. Mimo że oryginalni twórcy odeszli już od projektu, to świat przez nich stworzony doczekuje się wciąż nowych komiksów, również w różnorakich spin-offach.

Do Polski Thorgal dotarł już w 1978 r., ale w tomach zaczął się ukazywać dopiero 10 lat później, wydawany przez Krajową Agencję Wydawniczą (KAW) i w przeciągu tych przeszło trzech dekad miał paru wydawców. Na początku 2024 r. firma Hachette postanowiła wypuścić 40 tomów przygód naszego ulubionego quasi-wikinga w odświeżonej formie. To nowe wydanie jest w nieco większym formacie niż poprzednie wersje, w twardej oprawie i oczywiście wydrukowane w wysokiej jakości z całościową panoramą na grzbiecie. Każdy tom zawiera osiem dodatkowych stron z ciekawostkami na temat samego komiksu, biogramami postaci, tłem historycznym, jak również komentarzem odautorskim. Prócz tego do każdego odcinka dostajemy grafiki w formacie A4, które możemy sobie zbierać do teczki (dołączonej do 3. tomu), a na czytelników czeka więcej upominków (m.in. notes, plakat, a w przyszłości figurka Thorgala).

Thorgal dla mnie to moje, już świadome dzieciństwo, gdyż gdzieś koło 1989 r. rodzice zaczęli mi kupować tomy (niestety w tych latach nie udało mi się dostać wszystkich), stąd bez dwu zdań, poza serialem Robin of Sherwood i grą planszową Bogowie Wikingów, komiks ten był moim wczesnym geekowym przebudzeniem. No i czytałem Thorgala (i przy okazji Funky Kovala) wcześniej, niż wydawane dopiero od 1990 r. polskie wersje komiksów Marvela (wtedy pod szyldem TM-Semic). Przez lata zebrałem paręnaście tych początkowych tomów w różnych wydaniach, ale stwierdziłem że Thorgal jako kamień milowy mojego geeczego rozwoju, zasługuje na porządną kolekcję. Dodatkowo nie miałem styczności z wieloma z tych ostatnich (kilkunastu) tomów, tak że zbieranie tego nowego wydania od Hachette traktuję częściowo jako podróż w nostalgię, a częściowo nową przygodę.

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Tom #1: Zdradzona czarodziejka

Pierwszy tom to nie tylko opowiadanie Zdradzona czarodziejka, ale również druga, krótsza, zaledwie 16-planszowa historia pt. Prawie Raj…. W tomie poznajemy postać Thorgala, jak również jego ukochaną Aaricię i jej ojca, Gandalfa Szalonego, ale również tajemniczą, tytułową czarodziejkę. Od razu widzimy, że Thorgal różni się od innych wikingów, nie tylko wyglądem, ale również zachowaniem i wartościami.

Historia Zdradzonej czarodziejki jest idealnym wprowadzeniem do sagi. Zawiera elementy z historii wikińskiej i mitów nordyckich. Ma znamiona piękna, niesie w sobie tajemnicę, ale świat przedstawiony w niej pełen jest bezwzględności i kłamstwa. Dobrze to widać również w Prawie Raju…, który opiera się na iluzji i szokuje czytelnika dość makabrycznym i gorzkim zakończeniem. 

Zdradzona czarodziejka to tom, którego za dzieciaka niestety nie miałem i kupiłem go dopiero w wersji KAW na studiach w jednym z krakowskich antykwariatów. Graficznie na uwagę zwraca na pewno okładka, z rudą, jednooką Slivią, jak również plansza, na której Thorgal ramię w ramię z Gandalfem odpierają atak Baaldów. Widać, że kreska różni się nieco od późniejszych dzieł Rosińskiego, ale to naturalne, biorąc pod uwagę, ile czasu minęło od premiery komiksu.

ocena BDB

 

Tom #2: Wyspa Lodowych Mórz

Wyspa Lodowych Mórz to bezpośrednia kontynuacja Zdradzonej czarodziejki, w której Thorgal będzie jeszcze raz musiał zmierzyć się z Slivią i innymi przeciwnościami losu, by odbić swoją wybrankę, Aaricię z tytułowej wyspy. To pierwsze, pełnowymiarowe opowiadanie, rozpisane na 46 planszy. Sama historia jak zwykle ma sporo nieoczekiwanych zwrotów i choć kończy się pozornym happy-endem, to w wymowie jest złowieszcza. Upewnia również czytelnika w tym, że życie Thorgala i Aaricii nigdy nie będzie usłane różami, a ich wybory, nawet te często z pozoru słuszne, będą niosły poważne konsekwencje.

To pierwszy tom, który dostałem od rodziców końcówką lat 80. i do dziś pamiętam, jakie wrażenie na mnie zrobił. Przede wszystkim pierwszym szokiem była tożsamość Władcy Trzech Orłów (jak i ich los). Natomiast mój 8-letni mózg eksplodował przy końcówce, gdzie wchodzą elementy sci-fi i dostajemy przesłanki dotyczące faktycznego pochodzenia Thorgala.

Graficznie jest tu sporo smaczków. Podobnie jak poprzednio w pamięć zapada okładka z olbrzymim profilem hełmu Władcy. Do tego przerażająca wizja zamarzającego Thorgala, samo ujęcie wprowadzające Władcę, moment kiedy Bjorn wypuszcza strzałę, ostatnie chwile umierającej, czy wreszcie wnętrze siedziby Slivii, z nią siedzącą w mroku na tronie — wszystkie te obrazy wydaje się, że mam wypalone w mózgu. Wiem, że to nostalgia i na pewno można znaleźć lepsze opowiadania, ale Wyspa Lodowych Mórz to dla mnie kwintesencja Thorgala.

ocena SZTOS

 

Tom #3: Trzej starcy z kraju Aran

Trzecim tomem z serii jest opowiadanie Trzej starcy z kraju Aran (choć dla mnie chyba na zawsze jednak Trzech starców z krainy Aran, ale tom w Polsce również wydawany był pt. Nad jeziorem bez dna). Thorgal i Aaricia po swoich zaślubinach wybierają się w podróż w nieznane. Niestety nie ujadą za daleko i szybko wpakują się w nowe tarapaty.

Kolejny tom, którego długo brakowało mi w kolekcji i który przeczytałem dopiero pierwszy raz z 20 lat temu. Może to i dobrze, bo zapewne Jadawin odwiedzałby mnie w dziecięcych koszmarach sennych. Graficznie na pewno w pamięć zapada sześcio-okienkowy panel skoku Thorgala z wieży do jeziora, no i sama postać karła, jak również zagłodzone i zdziczałe sylwetki poddanych oraz zagłada ich Dobroczyńców. Mam wrażenie, że komiks sporo pożycza z Prawie Raju…, szczególnie w aspekcie zabawy czasem, stąd trochę niższa ocena. Niemniej jednak, to nadal klasyk i jest tu sporo elementów, które na pewno mogą się podobać — jak choćby sam zamek na jeziorze, czy podróż do drugiego świata i spotkanie Strażniczki Kluczy.

ocena GIT

 

Rysunki zawierają materiały promocyjne Hachette i zdjęcia własne autora.

+1
3
+1
1
+1
2
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0