Dla niewtajemniczonych
Serial The X-Files (znany polskim widzom również jako Z archiwum X) to produkcja amerykańska, która w połowie lat 90. przyciągała cotygodniowo przed telewizory miliony widzów. Głównymi bohaterami produkcji jest para nietuzinkowych agentów FBI: Dana Scully (w tej roli Gillian Anderson), sceptyczka z wykształceniem medycznym i Fox Mulder, który głęboko wierzy w istnienie istot pozaziemskich i innych niewytłumaczalnych zjawisk. Razem prowadzą tytułowe archiwum X, komórkę Federalnego Biura Śledczego, do której trafiają wszystkie sprawy nie dające się wyjaśnić na drodze konwencjonalnego rozumowania. Ich przygody były z pogranicza wielu gatunków: sensacji, thrillera, horroru czy sci-fi. Pomysłodawcą, producentem oraz reżyserem i autorem scenariuszy do wielu odcinków był Chris Carter. Prócz dziewięciu sezonów wyświetlanych w latach 1993–2002 tytuł doczekał się paru filmów, gier, spin-offu, crossovera i wreszcie powrócił w latach 2016–18 z dwoma nowymi sezonami.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Retrospektywa, fenomen i dziedzictwo
Fenomen serialu The X-Files jest bezdyskusyjny i raczej nie trzeba go przedstawiać. Nie wiem, czy jestem w stanie napisać coś odkrywczego o tytule, który przez lata rozłożono na czynniki pierwsze. Z archiwum X było w tym 1996 r., kiedy je widziałem po raz pierwszy razem z polską premierą (grubo ponad dwa lata po faktycznej premierze na Fox), czymś nowym i świeżym. Prócz może Twin Peaks Lyncha w tym okresie seriale telewizyjne nadal były w większości taśmowcami pokroju różnych oper mydlanych, czy sitcomów, a nowością na rynku były workplace dramas, które traktowały albo o policjantach (Law & Order), albo lekarzach (ER). I choć bez dwu zdań przygody Muldera i Scully utorowały drogę początkom jakościowej telewizji spod znaku HBO (i nie tylko) pierwszej dekady nowego wieku, to nawet na te produkcje o policjantach i lekarzach serial Cartera miał wpływ. Z czasem to również The X-Files jako pierwsze zaczęło bawić się konwencją, najpierw żonglując gatunkami historii, mieszając je ze sobą, a później często parodiując inne gatunki, czy nawet same założenia serialu. I było we wszystkich tych formach nowatorskie.

Nie da się ukryć również, że Lynchowi i Carterowi zawdzięczamy wiele procedurali, seriali detektywistycznych i supernatural XXI w. Prócz tego The X-Files nie stroniło od komentarza kulturowego, czy politycznego — coś, co do tej pory w telewizji było raczej rzadkie. Postaci serialu na przestrzeni lat ulegały przemianom charakterologicznym, co również stanowiło nowum. Serial znalazł bardziej wymagających widzów, którzy chcieli oglądać coś więcej niż tylko sztampowe, płaskie postacie i nudne, zamknięte, powtarzające się historie. Na uwagę zwraca sama para agentów — ciekawe odwrócenie ról, w których to Scully jawi się nam jako ta bardziej wiarygodna, stąpająca twardo po ziemi, a Mulder jako ten bujający w obłokach. Podobnie nowatorska dla telewizji lat 90. była ich relacja — oczywiście miała ona zalążek romansu, ale nie to leżało w jej centrum. Mulder i Scully byli dla siebie prawdziwymi partnerami, a uczuciem, które ich połączyło był szacunek dla siebie i swojej pracy, nie przeszkadzało im to jednak rzadko się ze sobą zgadzać, nawet w kwestiach fundamentalnych.
Warto również wspomnieć, że postać Scully, grana brawurowo przez Anderson, różniła się diametralnie od przeciętnych, telewizyjnych ról kobiecych tego okresu, a sama stacja Fox wielokrotnie naciskała Cartera, żeby zmienił aktorkę (nawet już w trakcie trwania pierwszego i drugiego sezonu), na kogoś bliższego stereotypowi (jedną z propozycji było obsadzenie Pameli Anderson). Po latach okazało się, że postać agentki wpłynęła na całe rzesze widzek serialu, które stwierdziły, że Scully była dla nich wzorem, dzięki któremu zdecydowały się na studia i karierę w mało kobiecych dziedzinach, takich jak technologia, inżynieria czy matematyka.

The X-Files to również platforma, dzięki której swój start w Hollywood miało wielu scenarzystów, reżyserów i aktorów. Nie szukając daleko swoje pierwsze kroki w serialu stawiał Vince Gilligan, a w jednym z odcinków, których był autorem, zagrał Brian Cranston, co dało podwaliny pod ich współpracę nad Breaking Bad. Nad Z archiwum X pracowali również John Shuban (Supernatural), Howard Gordon (Homeland), Darin Morgan (Fringe), Alex Gansa (24 Hours), Frank Spotnitz (The Man in the High Castle), Michelle MacLaren (The Walking Dead), czy Michael W. Watkins (The Blacklist). W pojedynczych, najczęściej mniejszych rólkach przez lata można było zobaczyć takie późniejsze gwiazdy, jak Jack Black, Shia LaBeouf, Lucy Liu, Jane Lynch, Aaron Paul, Ryan Reynolds, Laurie Holden czy Michael Emerson. Dodatkowo przez lata serial stworzył sporo pamiętnych postaci drugoplanowych, jak Walter Skinner, bezpośredni przełożony agentów, czy „The Lone Gunmen”, czyli trójka nerdów, z którymi od czasu do czasu współpracuje Mulder.
Ostatnia kwestia to fandom: znów rzecz rodząca się dopiero w tym czasie. Faktycznie po raz pierwszy na taką skalę serial miał fanów, którzy chcieli wiedzieć wszystko o bohaterach i ich losach, jak również o gwiazdach serialu. Serial stał się fenomenem popkulturowym i utrzymywał się na medialnym topie przez dobrych parę lat.
Moje ulubione odcinki
Chciałem ograniczyć się do dziesięciu tytułów, ale znalazło się ich znacznie, znacznie więcej. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że serial liczy sobie ponad 200 (!) odcinków i choć nie zawsze liczba szła w parze z jakością, to jest w czym wybierać. Kolejność, jak zwykle, chronologiczna — lecimy!
Honorowe wzmianki
Oto odcinki, które prawie załapały się na główną listę:
- Darkness Falls (1×20): Podobnie jak omawiany poniżej Ice z tego samego, pierwszego sezonu, prosta historia i praktycznie niewidoczny wróg w postaci śmiercionośnych owadów uwolnionych z wiekowych drzew. Klasyk.
- Tooms (1×21): Chyba najpopularniejszy potwór z pierwszej odsłony serialu powraca! Eugene Victor Tooms, czyli człowiek-hiper-guma, który może dostać się wszędzie, został powstrzymany w trzecim odcinku, ale teraz zwolniony z więzienia szykuje zemstę na naszych agentach.
- Humbug (2×20): Pierwszy z odcinków napisany przez Darina Morgana, scenarzysty, który miał talent do pisania takich humorystycznych, choć nieco gorzkich historii, balansujących na krawędzi (a czasem wręcz wyważających drzwi) ironii, nonsensu, parodii i trawestacji. Pan Morgan pojawi się jeszcze na obu listach nieraz.
- Grotesque (3×14): Po prostu lubię gargulce, co poradzę. I można zobaczyć Kurta Smitha (znanego przede wszystkim z roli Reda Formana w That 70s Show) w zupełnie innej dramatycznej roli, mentora Muldera.
- Quagmire (3×22): Kolejny klasyk, czyli potwór z bagien. Jak zwykle straszy tam, gdzie trzeba, a gdzie trzeba, bawi.
- Unusual Suspects (5×03): Na liście nie mogło zabraknąć „Samotnych Strzelców”, a ten odcinek to ich origin story, w którym poznajemy naszych bohaterów w 1989 r.
- How the Ghosts Stole Christmas (6×06): Odcinek łączy klimat nawiedzonego domu i świąt, przez co odcinek oglądało się trochę jak przygody Scooby-Doo, a trochę jak bożonarodzeniową opowieść. Kapitalne role Eda Asnera i Lily Tomlin.
- Monday (6×14): Jak w paru innych przypadkach, The X-Files bierze znany koncept (niezapomniany Groundhog Day z Billem Murrayem) i dodaje do niego swój twist.
- Arcadia (6×15): Znów prosty pomysł i udane wykonanie. Mulder i Scully udają małżeństwo w domku na przedmieściach? Ot, przepis na gwarantowaną zabawę.
- Field Trip (6×21): Nośny temat grzybów halucynogennych i konwencja snu we śnie (czy raczej koszmaru).
- Millennium (7×04): Odcinek, który ma pamiętny i na pewno długo przez niektórych wyczekiwany pocałunek naszej pary agentów, ale też przy okazji dość sprawną historię o apokaliptycznym kulcie. Mało osób pamięta, że Millenium to crossover z innym, raczej zapomnianym serialem Chrisa Cartera, o tym samym tytule.
- X-Cops (7×12): Odcinek, który ponownie bawi się konwencją i został nagrany w całości w stylu reality TV.
- Je Souhaite (7×21): Co się stanie, gdy dżinna (czyli żeński dżin) wpadnie w niepowołane ręce? I czy można faktycznie bezkarnie wypowiadać życzenia? Mulder będzie miał okazję znaleźć odpowiedzi na te pytania. Plus Scully i jej „wiekopomne odkrycie”. Ponownie spod pióra Morgana.
- Mulder and Scully Meet the Were-Monster (10×03): Kolejny odcinek wywracający wszystko do góry nogami, w którym Mulder poddaje w wątpliwość wszystkie sprawy o rzekomych potworach, aż spotyka człowiekołaka. No i kto mógłby zapomnieć scenę, w której Scully rzekomo oddaje się cielesnym rozkoszom z jaszczurem przemienionym w człowieka. I znów Morgan.
- The Lost Art of Forehead Sweat (11×04): I po raz ostatni niezawodny Morgan z kolejnym pastiszem na teorie spiskowe dotyczące kosmitów, tym razem z twistem w postaci efektu Mandeli.
A teraz właściwa lista.
Ice (1×08)

Mulder i Scully prowadzą śledztwo na oddalonej od cywilizacji stacji badawczej na Alasce, gdzie doszło do szeregu samobójstw. Okazuje się, że naukowcy pod pokrywą lodu znaleźli coś więcej, niż tylko próbki geologiczne. Oczywiście wprawni entuzjaści kina bez problemu szybko zorientują się, że jest to hołd (eufemistycznie rzecz ujmując) The Thing Carpentera. Niemniej jednak, podobnie jak w pierwowzorze, wszystko tu działa: klaustrofobiczny klimat, paranoja, napięcie, a zamiast stwora z kosmosu mamy zabójczy pasożyt, który przejmuje kontrolę nad ludźmi. Kiedy piszę te słowa na HBO właśnie leci 4. sezon True Detective, którego oś fabularna bardzo mi przypomina właśnie ten odcinek.
Pierwszy sezon The X-Files znam prawie na pamięć, zapewne głównie dlatego, że najwięcej razy go widziałem i zrobił na mnie największe wrażenie. Z perspektywy czasu trzeba przyznać, że jest sporo słabszych odcinków, ale jest parę naprawdę dobrych. Nie wiem, czy Ice jest najlepszy, ale sądzę, że dobrze oddaje ducha tych pierwszy kroków, które stawiają zarówno Mulder i Scully, jak również wcielający się w nich aktorzy. Dostajemy zatem parę naprawdę porywających, zgrabnie napisanych historii, wrzucających naszych bohaterów na głęboką wodę i stanowiących przedsmak coraz lepszych scenariuszy w kolejnych sezonach.
One Breath (2×08)

Nie ukrywam, że mam po latach spory problem z główną osią fabularną serialu. Przez lata wiele elementów fabuły zostało albo zapomnianych, albo celowo pominiętych (jak choćby wczesny wątek super-żołnierzy), albo wręcz na nowo napisanych. Fabuła z dziesiątej odsłony, czyli powrotu serialu po latach, zdaje się zaprzeczać twierdzeniom z poprzednich sezonów. Kosmici według najnowszych scenariuszy nie byli zaangażowani w plany inwazji. Był to od zawsze raczej spisek ludzi wykorzystujących technologię obcych w swoich planach przejęcia władzy. Jak widać, chyba wszyscy się pogubili, nawet scenarzyści.
Jednak w pierwszych paru sezonach historia była mniej zagmatwana (choć nigdy prosta) i na pewno jednym z odcinków, które stanowią kamień węgielny całej mitologii Z archiwum X jest One Breath, wieńczący parę poprzednich związanych z porwaniem, czy też uprowadzeniem Scully (chyba nigdy się nie dowiadujemy prawdy). Dana odnajduje się, ale leży w śpiączce w szpitalu, a my towarzyszymy jej w wizjach, jakie ma na granicy życia i śmierci. Mulder w tym czasie próbuje dowiedzieć się, co tak naprawdę jej się przytrafiło. Nie był to pierwszy, ani oczywiście ostatni raz, kiedy The X-Files miało wymiar duchowy, ale sądzę, że jest to jeden z tych razów, kiedy aspekt ten zadziałał i wywołał prawdziwe emocje.
Die Hand Die Verletzt (2×14)

Często ludzie zapominają, że The X-Files to nie tylko kosmici i potwory, ale również okultyzm. Drugi sezon serwuje widzom sporo takich spraw, mamy więc mniej lub bardziej udane odcinki o wampirach czy zjawach. Omawiany odcinek, prócz oczywiście opowieści o współczesnym czarownictwie, dostarcza również komentarza na temat satanistycznej histerii, która co parę dekad ogarnia USA.
Die Hand Die Verletzt to jedna z tych spraw, która zapadła mi w pamięć, choć ma elementy składowe, które widz odnajdzie w wielu odcinkach. Ot, klasyk, Mulder i Scully w małym miasteczku i w niedalekich lasach, gdzie dzieją się dziwne, nie do końca wytłumaczalne rzeczy. Polowanie na czarownice czas zacząć.
Clyde Bruckman’s Final Repose (3×04)

Trzeci sezon jest jednym z moich ulubionych. Moim zdaniem to początek najlepszego okresu serialu, gdzie naprawdę wszystko grało i rzadko zdarzały się nietrafione odcinki (a który to okres kończy się wraz z końcem szóstego sezonu). Tym razem agenci FBI podążają tropem seryjnego mordercy, który ma obsesję na punkcie jasnowidztwa. Nasza para agentów będzie miała do czynienia zarówno z szarlatanami, jak i jednym prawdziwym medium, które przepowiada Mulderowi śmierć.
Wspaniała rola nieżyjącego już Petera Boyle’a, do tego sporo czarnego humoru, no i bardzo słodko-gorzka historia o darze, który jest raczej przekleństwem i odwiecznych rozmyślaniach nad wolną wolą, przeznaczeniem i sensem życia w ogóle. Ten odcinek bardzo często ląduje na wszystkich topkach The X-Files, ale nie bez powodu.
War of the Coprophages (3×12)

Masową histerię w małym miasteczku rozpętują karaluchy, które mają rzekomo powodować śmierć. Absurdu całej sytuacji dodaje fakt, że mogą one być morderczymi mini-robotami. Ten odcinek zawsze mi się podobał ze względu na anegdotyczne już różnice pomiędzy Mulderem a Scully — ten pierwszy łyka wszystko jak pelikan, ta druga nie przyjmuje nigdy niczego na wiarę. Wszystko ponownie spod pióra Darina Morgana.
Całość rozpoczyna się indywidualnym śledztwem Muldera, który raz po raz rozmawia ze Scully telefonicznie, tylko po to, żeby zapewnić ją, że jednak chyba nie potrzebuje jej pomocy, czy irytująco kończąc nagle połączenie. Odcinek obfituje w różne docinki między agentami, sporo humoru spod znaku „kto się czubi, ten się lubi”, jak również jest koszmarem dla wszystkich entomofobów (razem z gagiem łamiącym czwartą ścianę, w której w pewnym momencie po ekranie widzów przebiega karaluch). No, i kto mógłby zapomnieć piękną panią entomolog, dr „Ma na imię Bambi?” Berenbaum. Ta scena zawsze wywołuje u mnie uśmiech.
Pusher (3×17)

Jak wspomniałem, trzeci sezon obfitował według mnie w wiele dobrych odcinków. Kolejnym z nich była historia mordercy, który potrafił kontrolować ludzi za pomocą rozmowy. Proste założenie, ale bardzo dobre wykonanie. Sądzę, że na przestrzeni lat Z archiwum X dało życie wielu potworom w ludzkiej skórze (takim jak wspomniany już Tooms), ale po latach to chyba właśnie Robert Patrick Modell balansuje na krawędzi zawieszenia niewiary i dla fanów neurolingwistycznego programowania jawi się jako ktoś, kto mógłby faktycznie istnieć. Odcinek napisany przez wspomnianego już Vincenta Gillighana, z brawurowym finałem, w którym Mulder gra z Modellem w rosyjską ruletkę.
Jose Chung’s From Outer Space (3×20)

Na ostatni odcinek z trzeciego sezonu, który zasłużył moim zdaniem na miejsce na tej liście, wybrałem pierwszy odcinek autoparodiujący. Sprawa o porwaniu przez kosmitów, którą zajmowali się Mulder i Scully, stanowi punkt wyjścia do książki o uprowadzeniach. „Dzieło” w wielu miejscach przekłamuje i wypacza fakty i relacje świadków. Mamy więc teatr absurdu, historię napakowaną sztampowymi „zielonymi” ludzikami, mężczyznami w czerni, teoriami spiskowymi oraz narratora-autora, który chce stworzyć (swoimi słowy) nowy gatunek literacki non-fiction science-fiction. Znów Darin Morgan, proszę państwa, jakżeby inaczej.
Home (4×02)

Chyba jeden z najgłośniejszych, najbardziej przerażających i kontrowersyjnych odcinków w historii całego serialu, więc nie mogłoby go tu zabraknąć. Mulder i Scully udają się do małego, spokojnego miasteczka (a jakże), gdzie odnaleziono zwłoki niemowlęcia z niepokojącymi wadami genetycznymi. Sprawa doprowadza ich do rodziny, która od pokoleń żyje w kazirodztwie.
Jak już wspomniałem, odcinek nawet po latach dotyka bardzo niepokojących tematów, związanych z genetyką, jak i społeczeństwem. Home był wielokrotnie cenzurowany, czy wręcz pomijany przy retransmisjach. To Z archiwum X w swojej najbardziej poważnej i mrocznej formie.
Bad Blood (5×12)

The X-Files parokrotnie podchodziło do tematu wampirów, ale bez dwu zdań to najlepszy odcinek w tej tematyce (jak również jeden z najlepszych w historii serialu w ogóle). Historia, zaczynająca się cold openingiem, w której Mulder zabija (ale czy na pewno?) nastolatka, myśląc że ten jest wampirem, by odkryć pośmiertnie, że ten nosił sztuczne, plastikowe kły. Czy można sobie wyobrazić lepsze intro?
Odcinek opowiadany jest z dwu perspektyw: Muldera i Scully, którzy zdając raport Skinnerowi, nie zgadzają się co do tego, co zaszło i przedstawiają swoje, sprzeczne oczywiście, wersje wydarzeń. Pełno okołowampirycznych gagów i innych śmiesznych momentów. Co ciekawe za scenariusz odpowiada Vince Gillighan, a nie, jakby można było się spodziewać, Darin Morgan.
Drive (6×02)

Odcinek już wspominany ze względu na tandem Gillighan-Cranston, ale nie tylko za sprawą tej dwójki ląduje na mojej liście. To po prostu pełna napięcia sprawa, w której Mulder wiezie postać Cranstona przez Stany na zachodnie wybrzeże. Ten drugi cierpi na dziwną przypadłość, przez którą Mulder nie może zatrzymywać auta, ani właściwie zwalniać w trasie. Jeden z tych prostych pomysłów z niesamowitym zakończeniem, które na długo zostają w pamięci. No i sam Cranston też nie do zapomnienia.
I want to believe
Jesienią 2023 r. The X-Files obchodziło swoje 30. urodziny. Nie upłynęło od tego momentu do napisania tych słów dużo wody, więc były już jubileusz uważam za dobry moment, żeby odpowiedzieć sobie na parę pytań. Po pierwsze, jak zwykle przy innych retrotytułach, na pewno wiele osób będzie chciało wiedzieć, czy serial się nie zestarzał. Odpowiedź nie jest jednoznaczna — na pewno te odcinki, które dotyczą głównej linii fabularnej (czyli kosmitów i spisku rządowego wokół nich) wypadają po latach najbladziej. Jako całość serial również nie stanowi udanej całości — szczególnie te późniejsze sezony, bez Duchovny’ego, raczej są do zapomnienia, a uważni widzowie zapewne wyłowią sporo dziur fabularnych i nieudolnych prób ich zasypywania w najnowszych, dwu (jak na razie) sezonach. Również ten powrót agentów w drugiej dekadzie XXI w. mógł w wielu miejscach rozczarować. Ciężko powiedzieć też, jak odnieść do samego tematu teorii spiskowych, które przez ostatnich parę dekad rozpleniły się w realnym świecie, stając się utrapieniem i raczej powodem do przewracania oczyma — osobiście staram się podchodzić do serialu jako fikcji i nie mieszać jej do rzeczywistości, ale oczywiście oskarżenia pod adresem Z archiwum X jako źródła promowania, czy wręcz propagowania myślenia paranoiczno-spiskowego nie są zupełnie nieuzasadnione.

Za to wciąż, mimo upływu czasu, błyszczą pojedyncze historie, tzw. monster of the week. Je można właściwie oglądać poza kolejnością i niezależnie od całości — praktycznie cała moja lista powyżej składa się właśnie z takich tytułów. Nie wiem natomiast, czy chciałbym więcej nowych odcinków — formuła serialu chyba trochę się wyczerpała, a te najnowsze próby wskrzeszania przygód Muldera i Scully pokazują, że Z archiwum X sprawdza się chyba jedynie już w formie autoparodii. Zmieniła się też telewizja, która praktycznie odeszła od produkcji 20-odcinkowych sezonów na rzecz treści skrojonych bardziej pod platformy streamingowe. Zmienili się również widzowie, którzy obecnie mają do wyboru multum tytułów z różnych gatunków, w tym takich, które wyrosły na żyznej glebie, jaką było The X-Files. Niemniej jednak warto pamiętać, że był taki czas, kiedy Mulder i Scully trzęśli małym ekranem i choć z nostalgią patrzę na ten okres, nie pragnę specjalnie jego powrotu. Jednakże bardzo miło od czasu do czasu do niego wrócić i powspominać.
Strefa GIF-a















Zdjęcia pochodzą z IMDb i reddita, GIF-y zaś ze skarbnicy Tumblra.





