
Dla niewtajemniczonych
The Cosmic Wheel Sisterhood to skupiona na narracji gra studia Deconstructeam wydana przez Devolver Digital i dostępna na Steamie oraz Nintendo Switch. Zilustrowana w oszczędnej pikselowej konwencji, opowiada historię czarownicy Fortuny, skazanej na tysiącletnią banicję przez głowę sabatu. Fabuła dzieli się na siedem rozdziałów, których przejście zajmuje około siedmiu godzin.
Ze względu na to, że to wybory fabularne stanowią sedno i prawie całą treść tej gry, oszczędzę wam spoilerów, skupiając się na odpowiedzi na pytanie „czy warto?”
Na pierwszy rzut oka
Jesteś bardzo, bardzo sfrustrowaną i osamotnioną wiedźmą, dryfującą na maleńkiej asteroidzie gdzieś w kosmosie. Masz do dyspozycji chatkę, bibliotekę i niewiele poza tym. Minęło (zaledwie? aż?) dwieście lat wygnania i masz cholernie dość tej sytuacji, więc postanawiasz zawrzeć pakt z kimś bardzo potężnym, żeby się z niej wywikłać. Tą istotą okazuje się behemot Ábramar, a cena paktu jest wysoka. Jednak wreszcie możesz zacząć tworzyć zupełnie nową talię wróżbiarskich kart, która ma zastąpić odebrany ci tarot, a po niedługim czasie na asteroidzie zaczynają odwiedzać cię inne czarownice…

Niczym w klasycznych paragrafówkach od twoich wyborów dokonanych podczas interakcji z gościniami będzie zależeć dalszy rozwój historii, jej przebieg i zakończenie. Dodatkową mechaniką jest tworzenie i rozwój własnej talii kart przy użyciu dostępnych punktów żywiołów. Masz też możliwość wyborów estetycznych – karty komponuje się z puli motywów, od których zależy znaczenie i moc karty. Fanów karcianek i planszówek ostrzegam: nie nastawiajcie się na zbyt dużo, nie wkładajcie wiele energii w kalkulacje mocy kart czy całej talii. Można za to spokojnie pozwolić sobie na wybór symboliki czy estetyki, która najbardziej do was przemawia. Wróżenie osobom odwiedzającym Fortunę jest bowiem kolejną mechaniką dokonywania wyborów fabularnych, nie zaś formą przygotowań do epickiej bitki z końcowym bossem.
Wizualnie gra jest oszczędna i stonowana (oprócz elementów służących do kompozycji kart), a elektroniczna muzyka towarzysząca przygodom Fortuny tworzy nastrojowo-melancholijny klimat. Do tego drobna rzecz, która cieszy – twórcy gry uprzedzają o trudnych tematach poruszanych w fabule. Jak się okazuje, nieśmiertelne, magiczne istoty z różnych planet nader często zmagają się z poważnymi trudnościami, z którymi i gracze mogą się utożsamiać.

Garść wrażeń
Oprawa wizualna The Cosmic Wheel Sisterhood dobrze komponowała się z tematyką. Oszczędna gama kolorów, minimalistyczna, spokojna linia melodyczna – jakich fajerwerków można się spodziewać na maleńkiej, osamotnionej asteroidzie? Większość portretów postaci prezentowała się dobrze albo intrygująco. Jedynym rozczarowaniem były dla mnie same karty – przeładowane motywami (bez możliwości rezygnacji z niektórych ozdobników), niekoniecznie spójne kolorystycznie, czasem ocierające się o uduchowiony kicz. Talia była największym skarbem bohaterki – chciałabym ją cenić, cyzelować, cieszyć nią oczy. To się nie wydarzyło.

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, bardzo doceniłam nowe dynamiki pojawiające się bliżej końca: w pewnym momencie strumień odwiedzających, pogaduszek, wyborów i tworzenia nowych kart zaczął trącić rutyną. Na szczęście pisarze pokazali, co potrafią i dostarczyli kilku emocjonujących zwrotów akcji wpływających też na mechanikę gameplayu.
Trudno powiedzieć więcej o fabule bez uchylania rąbka tajemnicy, ale mogę spokojnie zdradzić, że ta niby kosmiczna, a jednak bardzo kameralna historia potrafi złapać za serce. Postaci są ciekawie zarysowane, zróżnicowane, ich motywy bywają bardzo skomplikowane, a osobiste historie – poruszające. Nieprzesłodzona siła sióstr połączona z bardzo życiowymi problemami (jak ja świetnie rozumiem głębokie cierpienie w wymuszonej izolacji…) dała bardzo dobry efekt bez popadania w kicz, którego można by się tu obawiać. Bardzo na plus także brak możliwości cofnięcia się do poprzedniego zapisu – nie jest to ten typ gry, któremu przystoi minmaksowanie. W relacjach nie da się cofnąć ostatniego ruchu i tak to powinno wyglądać także w grze, której największą siłą są właśnie relacje.

Z minusów, oprócz nieciekawych mechanik okołokarcianych (gry bez prądu zawsze wyjdą z człowieka!), doceniłabym trochę większy wpływ graczy na wybory i los Fortuny. Czasami żywo brakowało mi możliwości podjęcia decyzji w tej czy innej sprawie.
Bardzo pozytywnie oceniana przez populację graczy Steama i Metacritic, choć z pewnością nie dla wszystkich, The Cosmic Wheel Sisterhood pozytywnie zapadła mi w pamięć. Jeśli ciągnie cię do takich klimatów i lubisz interaktywne opowieści, warto rozważyć ten tytuł.
Strefa GIF-a



Screeny z materiałów wydawcy, GIFy zaś pochodzą z Tumblra.





