Kronika Geeka
Okładka recenzji Spider-Man: Miles Morales

Spider-Man: Miles Morales

Peter Parker i jego pajęcze alter ego potrzebują kilku tygodni urlopu 🧳. Akurat wtedy w mieście, które nigdy nie śpi, robi się naprawdę gorąco… 💥 Nie martw się, Pioter! Przecież masz stażystę! Ogarnie 👌!

Spider-Man stoi na dachu budynku, Miles Morales opuszcza się na sieci, trzymając kubek kawy.

 

Dla niewtajemniczonych

Insomniac Games to studio, którego nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać (i było tak jeszcze zanim w grudniu 2023 firma padła ofiarą dużego ataku hakerskiego, który głośnym echem odbił się w całym gejmingowym światku…). Utalentowani deweloperzy z Kalifornii to twórcy między innymi takich serii, jak Spyro 🐲, Ratchet and Clank 🤖 i Resistance 👽. Wśród tytułów wydanych w ostatnich latach pojawiła się też bardzo udana adaptacja przygód Spider-Mana (wraz z serią fabularnych DLC), której minikontynuacją jest właśnie Spider-Man: Miles Morales.

Pierwsza część przygód Petera Parkera miała swoje mankamenty – dla mnie przede wszystkim było to nierówne tempo fabuły, która na szczęście kończyła się z przytupem. Ale to właśnie za sprawą tytułu z 2018 roku poznajemy Milesa – głównego bohatera recenzowanej gry – i jesteśmy świadkami kilku wydarzeń, które kształtują jego superbohaterską postawę. Dodam, że autorzy zaimplementowali skrót dotychczasowych wydarzeń, więc nie trzeba ogrywać jedynki (tym niemniej warto to zrobić!).

Spider-Man: Miles Morales dane jest nam więc śledzić przygody tego drugiego Człowieka-Pająka 🕷. Młodzika, który przez brak doświadczenia na dzień dobry uruchamia niezłą lawinę pełną wybuchów i ogólnej rozpierduchy. W obliczu mocno nadszarpniętej pewności siebie i braku wiary we własne możliwości Miles musi stawić czoła jeszcze większemu wyzwaniu – byciu jedynym Spider-Manem Nowego Jorku 🗽. Łatwo nie będzie, to na pewno. Ale też Miles nigdy nie miał łatwo. Od swojego debiutu w Ultimate Fallout #4 w sierpniu 2011 wciąż musiał udowadniać, że zasługuje na pajęczy kostium zarówno w świecie Marvela, jak i wśród społeczności fanów, której trudno było zaakceptować, że na następcę Petera Parkera wybrano potomka Afroamerykanina i Latynoski. Z pomocą Milesowi przyszły fantastyczne animacje skupione wokół Spider-Verse’u, w których jest on głównym bohaterem. Również dzięki grom Insomniac Miles mógł w końcu rozwinąć skrzydła i pokazać, na co go stać (w chwili pisania tej recenzji na rynku rozpycha się już Spider-Man 2). Nie wątpię, że wypłynięcie do mainstreamu pomogło ugruntować pozycję czarno-czerwonego Spideya i sprawić, że stał się bliższy widowni.

With great power there must also come great responsibility. Czy Miles znajdzie w sobie siłę i determinację? Czy udźwignie pokładane w nim nadzieje? Czy wyrobi sobie reputację, czy też zawsze będzie tylko tym drugim Spider-Manem, pozostającym w cieniu czerwono-niebieskiego trykociarza? I co o tym wszystkim napiszą w Daily Bugle 📰? Przekonajmy się!

Miles Morales, w zniszczonym kostiumie mówi "Tylko nie nawalić."

 

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Na pierwszy rzut oka

Spider-Man: Miles Morales to pierwsza gra spod pajęczego szyldu wydana na PS5. Przy okazji premiery deweloperzy z Insomniac Games przygotowali też remaster wydanych w 2018 przygód Petera Parkera, który został dodany do edycji Ultimate recenzowanej gry. I tu pojawił się zgrzyt, bo wśród rozlicznych zmian i usprawnień graficznych Insomniac  zmieniło aktora grającego Petera, skutkiem czego Parker wygląda zupełnie inaczej. Fanbase oczywiście od razu grzecznie podzielił się na dwa obozy (jedni chcieli powrotu Johna Bubniaka, inni wspierali angaż Yuriego Lowenthala, którego twarz ponoć bardziej pasowała do zamaskowanego wizerunku bohatera). Ale czy ktokolwiek pomyślał o tym, jak musiała się czuć MJ 👩🏻‍🦰? Mam nadzieję, że tak!

Gra oferuje trzy tryby graficzne, co powoli staje się standardem na konsolach. Insomniac Games zoptymalizowało grę pod kątem następujących ustawień:

  • Jakość obrazu – mamy tu więcej przechodniów na ulicy i ogólnie żywsze miasto, a także całkiem ładnie prezentujący się ray tracing. Całość śmiga w 30 FPS-ach. 
  • Wydajność – gra trzyma stałe 60 FPS-ów, ale nie jest nam dane doświadczać graficznych wodotrysków. 
  • Wydajność z ray tracingiem – tu deweloperzy dynamicznie zmieniają rozdzielczość części scen. Mniej jest też przechodniów na ulicy, ale za to gra działa w płynnych 60 FPS-ach i ma zaimplementowany podstawowy ray tracing. Ot, próba znalezienia złotego środka. 

Moim zdaniem zdecydowanie warto iść w dodatkowe klatki animacji, bo w tej grze szybkość i timing są kluczowe.

Naszą piaskownicą jest odrobinę alternatywna wersja Manhattanu. Alternatywna, bo nie będzie nam dane wspiąć się na Chrysler Building, ale za to mamy tu chociażby Avengers Tower czy siedzibę Oscorp. Gra w głównej mierze skupia się na bujaniu po miejskiej dżungli pośród szklanych drapaczy chmur. Wspominam o nich nie bez powodu, bowiem zachody słońca odbijające się od szklanych ścian wieżowców (przy włączonym ray tracingu) robią mega wrażenie 🌇! W ogóle gra świateł to pierwsza liga i bardzo przyjemnie jest patrzeć na sekwencje nocne i niektóre z mocy naszego pajęczaka. Jeśli już mówimy o tym, jak wygląda miasto, to należy wspomnieć, że akcja gry toczy się na przestrzeni zaledwie kilkunastu dni, więc nie ma co liczyć na zróżnicowany krajobraz (możliwe, że wzorem Eskimosów zaczniecie rozróżniać rozmaite typy śniegu i zrezygnujecie z prostego podziału na śnieg biały i żółty… kto wie… ❄️).

Spider-Man ogląda zachód słońca ze szczytu wieżowca.

 

Z kronikarskiego obowiązku dodam, że grałem w trybie wydajność + ray tracing (okazjonalnie przełączając się na tryb faworyzujący jakość obrazu) i wszystko działało zgodnie z założeniami przedstawionymi przez autorów. Nie spotkałem się z żadnymi spadkami animacji, wszystko śmigało poprawnie.

Ścieżka dźwiękowa jest w moim odczuciu mocno średnia 🎭. Oprócz głównego motywu i kilku piosenek Jadena i Lecrae bardzo niewiele melodii zapada w pamięci, a szkoda! Na mój gust zabrakło nieco więcej „czarnej” muzyki i wyeksponowania jak ważnym elementem kulturowym jest ona dla społeczności Harlemu. Sam Miles również zajmuje się tworzeniem muzyki (czy raczej planuje do tego wrócić, ale przez pajęcze obowiązki trudno mu znaleźć czas) 🎼. Dowiadujemy się nawet, że jego ojciec i wuj swego czasu samplowali, próbując uchwycić tonacje miasta. Autorzy zdają się mówić nam, że muzyka jest wszędzie dookoła głównego bohatera, tyle że to są puste słowa. Gdyby za tymi deklaracjami stał solidny soundtrack, chcący grać pierwsze skrzypce, a nie stanowić jedynie uzupełnienie rozgrywki, byłoby sztosowo. Ale jedna minigierka, trochę NPC-ów tańczących na dachach, i możliwość wyboru winyla do kolacji wigilijnej to niestety za mało, żeby udowodnić, że muzyka jest ważna.

Poniżej zebrałem kilka perełek, które warto odsłuchać:

Ograłem grę zarówno w języku angielskim 🇺🇸, jak i polskim 🇵🇱 i muszę przyznać, że polska lokalizacja ponownie stoi na wysokim poziomie (podobnie jak w pierwszym Pająku, którego wciąż uważam za jeden z lepszych przykładów gry, która nie musi się wstydzić polskiej wersji). Głosy są należycie dobrane do postaci i może zaledwie sporadycznie miałem wrażenie, że w danej scenie coś nie zagrało. Pamiętajmy jednak, że społeczna tkanka Nowego Jorku to multikulturalny tygiel pełen różnych języków i akcentów, czego polska lokalizacja nie ma szans oddać. Polski Harlem to nie Harlem. Miłym usprawnieniem w stosunku do części pierwszej jest możliwość wyboru języka dialogów (w grze z 2018 wersja językowa była na sztywno połączona z językiem systemowym konsoli).

Spider-Man obserwuje murale Harlemu.

 

Garść wrażeń

Przygody Milesa zaczynają się z przytupem. Podczas wspólnej akcji niedoświadczony sieciarz chce się wykazać, uruchamiając lawinę dosyć wybuchowych w skutkach zdarzeń spowodowanych wydostaniem się na wolność Alekseia Sytsevicha (AKA Rhino 🦾). I właśnie tu zaczyna się nasz tutorial i pierwszy sprawdzian umiejętności młodego adepta sztuk pajęczych. Jesteśmy świadkami szaleńczego pościgu przez miasto, bierzemy udział w rodeo w centrum handlowym, psujemy święta, komu się da i z wielką gracją crashujemy charytatywny show JJJ, życząc mu przy okazji „Wesołych Świąt” 🎄. Tu daje o sobie znać świetny humor i lekkość snutej opowieści 🙃. Zwieńczeniem gonitwy jest utrata przytomności przez doświadczonego bohatera, skutkiem czego Miles musi sam stawić czoła temperamentnemu Nosorożcowi 🦏. Podczas starcia objawia się nowa moc Milesa znana z komiksów – bioelektryczność ⚡️. To jeden z kilku nowych ficzerków, jakimi raczą nas autorzy gry. Na tym etapie pojawia się jeszcze jedno nawiązanie do komiksowej postaci. Po starciu z Rhino media zdołały uchwycić rozdarcie w masce Milesa, ukazujące kolor jego skóry, przez co tożsamość nowego bohatera była na ustach wszystkich, a spekulacjom nie było końca. Przypomnę, że Miles Morales znany z komiksów panicznie bał się, że jego tożsamość wyjdzie na jaw.

Złoczyńca Rhino w płomieniach ognia.

 

Fabuła Spider-Man: Miles Morales, po części z uwagi na znacznie mniejszą skalę projektu, trzyma równy poziom i przykuwa do ekranu skuteczniej od pierwowzoru (który zaczynał się mocnym akcentem i tak samo się kończył, ale w środku opowieści łapał zadyszkę). Gra ma kilka naprawdę dobrych plot twistów, które świetnie budują nasze postaci, tłumacząc ich emocje i usprawiedliwiając rozterki. Jednocześnie nie ma się wrażenia, że fabuła gna jak szalona, zaskakując widza coraz to nowymi zwrotami akcji. Jest spójnie, jest w tempie, jest dobrze 👍!

Szczególną robotę robią skryptowane misje główne – choćby misja ratunkowa na moście Braithwaite, walka finałowa w Roxxon Plaza, infiltracja  Fisk Tower, czy wspomniana już walka z tratującym dziecięce marzenia Rhino. Misje główne to również okazja do odwiedzenia wnętrz niektórych budynków i odpoczęcia od pełnej drapaczy chmur miejskiej dżungli. Spidey sprawdza między innymi opuszczony teatr z walącą się scenografią oraz zamknięty budynek Oscorp, gdzie kiedyś miała miejsce wystawa o przyszłości technologii (duży plus dla autorów za wplecenie świetnej retrospekcji ze znajomymi twarzami!). I tylko szkoda, że poza misjami głównymi nie możemy wrócić do tych pieczołowicie przygotowanych lokacji.

Ostatnia misja to już w ogóle szereg bardzo zacnych zdarzeń niosących spory ładunek symboliki i emocji. Tutaj nie chcę niczego zdradzać, ale wiedzcie, że gdyby gdzieś obok Milesa leżał upuszczony przez Thora Mjolnir 🔨, to nasz pajęczy bohater bez problemu by go podniósł. Przy okazji warto po zakończeniu głównego wątku zmierzyć się z epilogiem. To prawdziwy wyciskacz łez i bardzo sugestywnie puszczane oczko do fanów pierwszej części.

Postacie są napisane świetnie i choć powielają pewne klisze, to nie jest to w żadnym razie męczące. Szkoda, że główni aktorzy nie dostali więcej czasu antenowego, bo jestem przekonany, że takiego Simona Kriegera dałoby się znielubić jeszcze bardziej i nie wyczerpał on swoich zapasów podłości. Również Phin, tak bardzo skomplikowana, tak bardzo emocjonalna, a jednocześnie tak bardzo rozdarta i pogubiona zasługiwała na więcej. A Miles? Na naszych oczach kilkukrotnie upada pod ciężarem wielkiej odpowiedzialności, musi udowadniać swoją wartość, musi znaleźć w sobie siłę do tego, by bronić swojej dzielnicy i mieszkańców Harlemu (a przypominam, że nie ma wsparcia Petera i startuje z pozycji „tego drugiego” Spider-Mana). Mało tego, musi stawić czoła swojemu lękowi przed zdemaskowaniem (i pamiętajcie o tym lęku, gdy będziecie ogrywać ostatnią misję, bo dzięki temu zdarzenia, które będziecie widzieć na ekranie zyskają dodatkowej głębi!). Spider-Man: Miles Morales to nie tylko górnolotna historia pełna wyższych wartości i kręcąca się wokół elity ludzkości. To również problemy lokalnych sklepikarzy, którzy sami nie są w stanie stawić czoła przeciwnościom losu. To właśnie ci malutcy dają Milesowi siłę, by stać się tym wielkim. By nie być już tylko tym drugim Spider-Manem.

Pojmany Spider-Man staje twarzą w twarz z Simonem Kriegerem

 

Jak już wspomniałem wyżej, miejscem akcji jest, podobnie jak w pierwszej części, lekko zmodyfikowana wersja Manhattanu. W tym aspekcie autorzy nie pokusili się o ewolucję.  Tak jak w pierwszych przygodach Parkera nad miastem dalej góruje Avengers Tower, do którego nie da się wejść. Co więcej, wciąż nie ma żadnej interakcji z Avengersami. Nie reagują na wybuchy, nie reagują na przestępczość, nie reagują na, bądź co bądź, regularną wojnę toczącą się w Harlemie. W grze nie ma żadnego wytłumaczenia tej bierności. Wiadomo, to pewnie kwestia licencji, ale jakimś cudem autorzy dali radę umieścić Avengers Tower na mapie Nowego Jorku… Może wystarczyłaby wzmianka, że Mściciele są bardziej potrzebni gdzie indziej? Trochę szkoda.

Co siedzi pod maską 😉?

Spider-Man: Miles Morales to trzecioosobowy sandbox nastawiony na szybkie przemieszczanie się po miejskiej dżungli. Chociaż Spidey może „zejść do parteru” i przemierzać chodniki i ulice Wielkiego Jabłka (czasami przybijając piątkę lub robiąc sobie selfika z przechodniami) to zdecydowanie skuteczniej i szybciej jest przemieszczać się w tradycyjny dla Pająka sposób. W odróżnieniu od Parkera, Miles lubi sobie poszpanować i robić triki w powietrzu, co daje minimalny zastrzyk dodatkowych punktów doświadczenia. W aspekcie przemieszczania się jest jedna niespójność. W ruchach Milesa widać trochę niepewności (nerwowego machania rękami itd.) i nie do końca rozumiem jak to się ma do tych trików, bo chyba trzeba mieć całkiem sporo pewności siebie, żeby tak się wydurniać na wysokości 40. piętra.  

Szybkie są również starcia z oprychami. Walka kładzie spory nacisk na mobilność, szybkość, umiejętność unikania ataków i wyprowadzania kontr, w czym pomaga „pajęczy zmysł”, dając nam krótką chwilę na reakcję. Spidey nie jest jakoś bardzo wytrzymały i nie przyjmie na klatę zbyt wielu ataków, więc trzeba uważać, żeby nie dać się przytłoczyć. Tu na szczęście z pomocą przychodzi kolejna nowa umiejętność Milesa – kamuflaż. Miles jest w stanie na kilka sekund zniknąć przeciwnikom z oczu, co pozwala oddalić się na bezpieczną odległość i, przykładowo, podejść do starcia po „ninjasowemu”. Przeciwników można bowiem rozpracowywać po cichu, pętając ich w pajęcze sieci 🕸 lub wykorzystując kilka przemiłych gadżetów, jak chociażby zdalne miny. Możliwości jest sporo 🙂.

Spider-Man atakuje z zaskoczenia służby Roxxon. Komiksowe dodatki.

 

Wspominałem już o punktach doświadczenia, a skoro są punkty, to muszą być i drzewka umiejętności. Rozwijamy Milesa w zakresie umiejętności bojowych, bioelektrycznych i kamuflażu, a dodatkowo możemy odblokować specjalne umiejki poprzez zaliczanie wyzwań zostawionych przez Petera (po trzy dla walki, przemieszczania i skradania). To jednak nie koniec, bo dodatkowe perki i umilacze zabawy odblokowujemy, wykupując modyfikacje kostiumu i wizjera (choć nie wpływał on na umiejętności bojowe, to moim ulubionym modem był Vibe the Verse, szczególnie w połączeniu z kostiumem z pewnej pajęczej animacji – gra zyskiwała dzięki temu… cóż… zupełnie inny vibe 😉). A, no i właśnie – są jeszcze kostiumy, chociaż to już czysta kosmetyka. Dodam jedynie, że część modów odblokować możemy właśnie przez zdobycie nowego kostiumu.

Poza realizowaniem misji fabularnych autorzy proponują nam szereg dodatkowych aktywności:

  • Miles ma do dyspozycji stworzoną przez Genke’ego aplikację Friendly Neighbourhood Spider-Man. Z jej poziomu aktywujemy rozmaite misje poboczne, a także dowiadujemy się o przestępstwach w okolicy i związanych z nimi wyzwaniach. Apka ma też swoistego walla, gdzie można poczytać komentarze mieszkańców miasta (oczywiście pojawiające się komentarze są z góry ustawione). Ot, XXI wiek 📱.
  • Znajdźki, na szczęście nie za dużo. Odblokowujemy je w miarę postępów w fabule, a jednym z ciekawszych są te zostawione przez wujka Aarona. Wspominałem już o specjalnej misji z epilogu. Również ona polega na znajdywaniu rzeczy, ale w z góry ustalonej sekwencji 🔍.
  • Holowyzwania pozostawione przez Parkera (opatrzone przezabawnym komentarzem!). Trzy medale do zdobycia w każdym wyzwaniu + nowa umiejka. Umiejek jest dziewięć, a wyzwań o jedno więcej 🥇🥈🥉.  
  • Bazy Undergroundu i laboratoria Roxxon. Specjalne lokacje po brzegi wypełnione przeciwnikami. Każda lokacja ma zestaw własnych wyzwań, które zmuszają do kombinowania i gwarantują trochę dodatkowych zasobów 💰.

Czy powinienem wspomnieć o czymś jeszcze? Oczywiście w Spider-Man: Miles Morales mamy tryb Nowa Gra +, w którym można odblokować dodatkowy kostium, po jednej mocnej umiejętności z każdego z drzewek rozwoju i dokończyć pracę nad gadżetami. To rzecz jasna wiąże się z dodatkowymi trofeami, jeśli akurat celujecie w zdobycie platynki. Ja przy okazji ogrywania Nowej Gry + sprawdziłem polską lokalizację, o czym pisałem już wyżej.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której należy wspomnieć – Tryb Foto 📸. Przyznam, że to jeden z lepszych, z jakimi dane mi było obcować. Chyba nie przestrzelę, jeśli powiem, że przynajmniej 30% czasu gry spędziłem, cykając foteczki. Możliwości są przeogromne. Masa filtrów, masa dodatkowych layerów, masa stricte komiksowych elementów. Są nawet puste dymki, które można następnie samemu wypełnić tekstem (już w jakimś podstawowym edytorze grafiki, typu Paint 😉). Muszę tu wspomnieć, że owocem świetnej zabawy w trybie foto jest galeria na naszym kronikarskim Facebooku, którą popełniliśmy razem z redaktorem Michałem. Zachęcam do rzutu okiem TUTAJ.

Brać i grać?

Łykajcie jak pająk 🕷 muchę 🪰! Spider-Man: Miles Morales nie jest grą długą, fabuła skutecznie trzyma w swoich pajęczych sidłach i nawet sandboxowe elementy nie są w stanie na dłużej odciągnąć od rozgrywki. To bardzo przyjemne widowisko niepozbawione głębi, skomplikowanych rysów psychologicznych i efekciarskich zagrywek Pająka i spółki. Nie będziecie się nudzić.

Jednakże pod żadnym pozorem nie włączajcie trybu foto ❌. No chyba, że chcecie stworzyć własny komiks, bo przecież nie jest to niemożliwe 😀 Ja lojalnie ostrzegam przed świetną zabawą w tymże trybie!

Spider-Man przegląda się w lustrze. Graficzne elementy komiksowe.

 

Przy okazji zapraszam do sprawdzenia redakcyjnych wrażeń z seansu Spider-Man: Across the Spider-Verse:

Okładka recenzji Spider-Man: Across the Spider-Verse.

 

 

Strefa obrazka

 

Screeny własnego autorstwa, GIF zaś pochodzi ze skarbnicy Tumblra.

+1
1
+1
2
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0
+1
0