
Dla niewtajemniczonych
Pierwszy sezon The Terror został oparty o książkę Dana Simmonsa pod tym samym tytułem i opowiada o ostatniej morskiej wyprawie kapitana Królewskiej Marynarki Wojennej, sira Johna Franklina. Celem tej niebezpiecznej ekspedycji, która w 1845 r. wyruszyła z Londynu, było znalezienie Przejścia Północno-Zachodniego, czyli drogi morskiej łączącej Ocean Atlantycki z Oceanem Spokojnym, prowadzącej trasami wewnątrz Archipelagu Arktycznego na północ od kontynentalnej Ameryki Północnej.
Choć sama wyprawa i postaci są oparte na faktach, to produkcja jest fabularną adaptacją tych wydarzeń i można zaliczyć ją do gatunków takich jak supernatural, dread, czy survival horror. Serial ma formę antologii, gdzie każdy kolejny sezon opowiada zupełnie osobne i niezwiązane ze sobą historie. W momencie, w którym piszę te słowa pierwszy sezon The Terror dostępny jest na terenie Polski w serwisie Amazon Prime.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń
Te parę lat temu, kiedy premierę miał The Terror, pamiętam, jaki zachwycony byłem niemal każdym aspektem serialu. Zacznijmy od obsady: w głównych rolach — kapitanów dwu statków — obsadzono tu Jareda Harrisa (ostatnio występującego w omawianym przeze mnie Foundation) i Ciarána Hindsa (znanego z takich seriali jak Rome czy Game of Thrones, a także finałowej części cyklu o Harrym Potterze). Ich gra sprawia, że prócz niesamowitej opowieści, dostajemy również dogłębny rys charakterologiczny zgoła odmiennych ludzi, którzy na taką wyprawę się decydują i którzy takiej ekspedycji przewodniczą. Prócz nich mamy plejadę drugoplanowych postaci, z których każda ma jakiś sekret lub szczegół wart uwagi. To właśnie portrety załogi, ich zachowanie, motywacje, wycieńczenie, beznadzieja, strach i wreszcie szaleństwo sprawiają, że serial ogląda się z zapartym tchem. Ciekawym kontrastem dla tych postaci są Inuici, których Brytyjczycy spotykają podczas rejsu — przeciwieństwo cywilizacji europejskiej, która dla nich niesie wywrócenie naturalnego porządku.

Następna rzecz, którą warto docenić to realia historyczne. Podczas seansu naprawdę czułem się, jakbym oglądał wyprawę morską pod koło podbiegunowe z połowy XIX w. Jest mnóstwo scen, które mrożą krew w żyłach (hehe), jak i powodują nieprzyjemny ucisk w żołądku. Jak choćby moment, w którym członek załogi musi zejść pod wodę w nowostce technologicznej, a mianowicie w jednym z pierwszych prawdziwych skafandrów do nurkowania, w celu naprawy kolejnej technologicznej nowinki, jaką była śruba okrętowa napędzana silnikiem parowym. Jest sporo wątków, które realistycznie pokazują nam problemy tak niesamowicie trudnej ekspedycji, jak choćby kwestie i problemy żywieniowe marynarzy. Na uwagę na pewno zasługują także same statki i ich wnętrza, które były efektem mrówczej pracy stolarzy i cieślów. Niesamowite wrażenie robią również widoki, które były wspomagane oczywiście efektami specjalnymi, co jednak nie umniejsza ich spektakularności i klimatu. Są sceny wyglądające bardzo realistycznie i naturalnie pięknie, ale często serial przez kombinację światła i scenerii ma aurę tajemniczości i złowróżbności.

Wreszcie zgrabnie został pokazany sam aspekt nadprzyrodzony skumulowany w finale pod postacią Tuunbaqa — pół demona pół niedźwiedzia polarnego, który poluje na marynarzy i stanowi swoistą karę za zakłócenie pokoju i ładu północy. Oczywiście zanim dotrzemy do krwawego finału, towarzyszy nam uczucie grozy i powolnego, nieuchronnego końca. Od pierwszych sekund serialu widz wie, że członkowie wyprawy nie wracają, co tylko potęguje zarówno naszą ciekawość, jak i niepokój.

Nie mogę się wreszcie przyczepić do samej formy serialu. Opowieść stanowi całość i zamyka się w dziesięciu odcinkach, które doskonale budują klimat i się nie dłużą. Widzowie dostają odpowiedzi na część nurtujących ich pytań, jednakże autorzy serialu pozostawiają kilka kwestii otwartych. Prócz udanej rozrywki The Terror stanowi również filozoficzny i moralny traktat o człowieczeństwie i jego granicach.

Końcowa ocena
Krótko i bez owijania w bawełnę — jeśli jesteście fanami dobrej historii z dreszczykiem, klimatu wziętego żywcem z prozy Lovecrafta i ogólnie horroru niekoniecznie spod znaku jump scare’ów, to pierwszy sezon The Terror jest pozycją obowiązkową. Uważam, że mimo iż od premiery minęło już parę lat, to po dziś dzień żadna inna produkcja telewizyjna nie oddaje tak dobrze beznadziei, lęku i małości człowieka w starciu z żywiołami, jak i bytami spoza ludzkiego pojęcia. Moim zdaniem jest to absolutna perełka, którą łatwo było przegapić w natłoku znakomitej telewizji poprzedniej dekady. Jeśli zatem tak się stało, koniecznie nadrabiajcie. Ode mnie najwyższa nota.
Strefa GIF-a







Zdjęcia pochodzą z IMDb i reddita, GIF-y zaś ze skarbnicy Tumblra.





