Kronika Geeka

DC: Bohaterowie i złoczyńcy #12-14

Błyskawiczny rzut oka na kolejne trzy tomy kolekcji Hachette.

Olbrzymie ptaki atakują ludzi, w tle pożar

 

Dla niewtajemniczonych

Firma Hachette postanowiła wypuścić DC: Bohaterowie i złoczyńcy, kolekcję poświęconą ważnym postaciom i wydarzeniom z Uniwersum DC, a każdy tom to starannie wyselekcjonowane opowieści. Twarda oprawa, wysoka jakość, tematyczne felietony z rysem historycznym. Planowo sto numerów i wspaniała nagrzbietowa panorama.

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Tom 12

Z Shazamem jest wiecznie ten sam problem co z Frankensteinem, czyli że tak naprawdę chodzi o kogoś innego, niż się ludziom wydaje. Bo przecież tak naprawdę Shazam to czarodziej, dzięki któremu Billy Batson wszedł w posiadanie wielkiej mocy, a postać, w którą przemienia się Billy to Captain Marvel. No ale tak, zdaję sobie sprawę, że figurowanie jako Captain Marvel może być z przynajmniej dwóch względów dość problematyczne 😀 Być może dlatego w najnowszej serii wydawniczej Dawn of DC figuruje już jako The Captain.

(I tak, zdaję sobie sprawę z faktu, że w serii The New 52 Billy korzystał z miana Shazam, co nie zmienia faktu, że Shazam to nie on i już).

Kwestia nomenklatury za nami. Co zatem nas czeka w 12 tomie antologii Hachette? Najprawdziwsze origin story Kapitana Nieshazama: odwiedzimy tajemniczy egipski grobowiec, poznamy tragiczną historię rodziców Billy’ego, a także jego niewesołe obecne losy, dowiemy się, jak chłopak wszedł w posiadanie wielkiej mocy, a także kim jest Black Adam. To w części pierwszej. W drugiej zaś już klasyczne godzenie obowiązków szkolnych w ciele dzieciaka z obowiązkami superbohatera w ciele dorosłego – ot, dzień jak co dzień.

Komiksy w tym tomie

The Power of Shazam!

The Power of Shazam! (Volume 1) #1-4

Shazam zatrzymuje auto własnym ciałem

 

Troszkę mnie retrowość oryginalnego The Power of Shazam! przygniotła. Zwyczajnie było to dla mnie ździebko zbyt infantylne i mogłem całość odbierać jedynie w kategorii „Heh, ale się kiedyś tworzyło komiksy”, a nie normalnie chłonąć opowieść.

Ten dystans udało się nieco zmniejszyć, gdy z powieści graficznej przeszliśmy do komiksu cyklicznego, bo tam już zacząłem nawet mieć pewną radochę ze śledzenia zwariowanych perypetii Billy’ego. Bo te perypetie nie mogą nie być zwariowane, gdy mówimy o wielkim, napakowanym chłopie, który myśli i zachowuje się jak buńczuczny nastolatek, gdyż po prostu tym buńczucznym nastolatkiem jest. Myśli innymi kategoriami, jest naiwny, lubi się popisywać. I w tym kontraście tkwi swoisty urok, nie przeczę

Sympatyczne, humorystyczne czytanko.

Zdecydowanie polecam.

ocena GIT

 

Tom 13

Ekipa archeologów odkrywa w Himalajach tajemnicze wrota z thanagarskimi inskrypcjami. Wezwani na pomoc Hawkman i Hawkgirl odczytują z wrót legendę niejakiego Thasaro, który stanowił potworne zagrożenie dla Thanagara, ich rodzimej planety, więc bogowie uwięzili go w magicznej urnie i skazali na wieczne wygnanie…
Po otwarciu wrót oczom wszystkich ukazuje się… wielka urna. Nikt nie wierzy w jakieś bajeczki, więc chyba można ją otworzyć, prawda? Prawda?!

Komiksy w tym tomie

Legend of the Hawkman #1-3

Ranny Hawkman na tle płonących aut

 

Bardzo ładne, nieco hellboyowe rysunki to jedno, ale najbardziej w tym tomie kupiły mnie hektolitry klimatu klasycznego sci-fi rodem z lat 80 i ten taki delikatny vibe Indiany Jonesa. Igranie z pradawnymi siłami, patos, quasi-egipskie bóstwa, wizja zagłady na kosmiczną skalę… Ktoś powie, że sztampowe, ja powiem, że hołdujące klasyce.

I bardzo przyjemnie spędziłem czas.

ocena BDB

 

Tom 14

W 1986 kultowy duet John Byrne i Dick Giordano dostarczył nam sześciotomowe origin story z najwyższej półki. Rasowy reset ikony uniwersum DC: od zagłady Kryptona, przez lata młodzieńcze, ważną rozmowę z przybranymi rodzicami, wyprawę do Metropolis, zdobycie posady w Daily Planet, nawiązanie relacji z Lois, nawiązanie relacji z Lexem, aż po odkrycie prawdy o swoim pochodzeniu. Czyli wszystko to, co sprawiło, że „Człowiek ze Stali” stał się tym, kim stać się miał.

Komiksy w tym tomie

The Man of Steel #1-6

Clark Kent z przybranym ojcem

 

Nie ukrywam, że ten numer antologii Hachette ma dla mnie przeogromny wymiar symboliczno-sentymentalny, bo to dokładnie od tej historii zaczęła się moja przygoda z komiksowym Supermanem. Wczesne lata dziewięćdziesiąte, wydawnictwo TM-Semic, ktoś kojarzy? 🙂 Zapewne tak. Superman w Polsce zaczął się od The Man of Steel i uważam, że nie mogło być lepszego początku.

Może i nie przeczytałem niczego nowego, ale ten powrót na stare śmieci zdecydowanie sprawił mi ogrom frajdy. Dla mnie to jest po prostu PRAWDZIWY Superman. Tak wyglądający i tak się zachowujący. Nic a nic się ta historia nie zestarzała.

A tom z gościnnym udziałem Batmana to czyste złoto. Jak nie platyna wręcz.

ocena SZTOS

 

Rysunki pochodzą z następujących komiksów: The Power of Shazam! (Volume 1) #4, Legend of the Hawkman #3, The Man of Steel #1

+1
1
+1
2
+1
0
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0