Kronika Geeka
Ahsoka; miniaturka

Star Wars: Ahsoka (S01)

4 października premierę miał finałowy odcinek tej najnowszej produkcji Gwiezdnych Wojen. Uff, ale mi nagromadziła przemyśleń!

Ahsoka Tano stawia czoła Baylanowi i oboje włączają swoje miecze świetlne

 

Dla niewtajemniczonych

Star Wars: Ahsoka to najnowsza produkcja Disney w świecie odległej galaktyki. Czy z unikatowym producentem i zarazem twórcą ma szansę stać się nową nadzieją Gwiezdnych Wojen?

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń

Ahsoka: “On second thought, tell me one of those stories. Your choice.”

Huyang: “Very well. A long time ago, in a galaxy far, far away…”

2023 zdaje się być rokiem, który przełamuje toksyczność pewnych grup fandomu spuścizny George’a Lucasa. Rok wcześniej Ahmed Best stał się gwiazdą serialu Obi-Wan Kenobi, który to serial, pomimo ogromu wad i zasłużonej srogiej krytyki, dostarczył jedne z najpotężniejszych scen we współczesnych Gwiezdnych Wojnach, a samemu odtwórcy roli Jar Jar Binksa przywrócił szacunek wśród fanów. Niedawno Daisy Ridley wywołała burzę oklasków, kiedy wyszła na scenę londyńskiego Excel Exhibition Centre podczas ogłaszania kolejnych projektów dla srebrnego ekranu w trakcie tegorocznego Star Wars Celebration. Ale największą krzywdę naprawia odbudowany szacunek wobec Haydena Christensena powracającego wpierw w Kenobim, a teraz w Ahsoce w swoich dwóch klasycznych obliczach: kwintesencji nienawiści, występując po raz kolejny przeciwko swojemu byłemu mistrzowi jako Darth Vader, oraz – w nowej produkcji Dave’a Filoniego – sam jako mistrz, porywczy ale dobrotliwy mentor padawanki Ahsoki, dostrzegający jej odmienność i wychodzący naprzeciw trudnym czasom, w jakich dane jej było się wychowywać.

Warto zauważyć, że w swojej wyjątkowej roli Ahsoka wydaje się być jedyną (byłą) Jedi, która nie ma problemu z tytułowaniem Anakina mistrzem. I nie robi tego wyłącznie z powodów, które wykorzystuje się by wytłumaczyć licealistom dlaczego należy mianować swoich nauczycieli profesorami. To kolejny subtelny ukłon wobec jej separacji od instytucji, która nie potrafiła zrozumieć potrzeb nowego pokolenia niemożliwych czasów, reprezentowanego przez Ahsokę, jej przyjaciółkę Barriss, i samego Anakina. Pokolenia propagatorów filozofii pokoju raptownie przemianowanych na czynnych generałów galaktycznego konfliktu.

Niszczyciel gwiezdny unosi się nad nieznaną świątynią

Ahsoka oddaje Anakinowi pozycję wśród panteonu Jedi, pomimo tego, że sama opuściła Zakon jeszcze przed jego upadkiem, choć już w trakcie schyłku ery Jedi. Tak jak Luke stłumił ocean nienawiści Vadera i mógł dzięki temu spojrzeć w oczy umierającemu, ale odkupionemu ojcu, tak Ahsoka pozwala Anakinowi wypełnić bardziej mistyczną rolę. Ahsoka poprzez Moc szuka w swoim mistrzu równowagi dla siebie. Równowagi której potrzebuje aby zmierzyć się z wyzwaniami rzucanymi jej przez los: powrotem wielkiego wroga Nowej Republiki oraz, co gorsza, opieką nad niesforną padawanką Mandalorian, którą raz już opuściła. Poprzez Ahsokę, Anakin spełnia swoją rolę wybrańca Jedi – tego, który miał tę równowagę przywrócić. Spełnienie Anakina to również powrót w łaski fanów Haydena Christensena, którego Dave Filoni (producent serialu) wykorzystuje w interesujący sposób. Anakin jest pomostem pomiędzy tym, co czyni Jedi szlachetnymi i co odległa galaktyka straciła po ich upadku a nowymi wartościami, reprezentowanymi przez odrzucającą klasyczne credo Zakonu Ahsoką. Te nowe wartości, unikane przez Jedi, przyczyniły się do ich porażki. Prawdziwe nowe pokolenie Jedi zwiastuje zaś ich nową erę. Anakin rozumie Ahsokę i wie jakie są jej potrzeby, bo jest świadomy pustki, jaką spowodowało w niej odejście z Zakonu Jedi przed ukończeniem treningu. Jednocześnie rozumie dlaczego to zrobiła i uznaje jej powody. Bo Zakon nie mógł rozumieć padawanki-wojowniczki: Jedi, która znała tylko wojnę, a nie pokój, podczas którego wartości Jedi pozwalają im prosperować. Tylko Anakin, rycerz wychowany w czasie pokoju, ale dorastający podczas wojny był w tej unikatowej pozycji. Dave sięga po Haydena w rzadkich, lecz kluczowych momentach wątpliwości, beznadziei czy rozpaczy i czyni go swoistym światłem w tunelu dla błądzących postaci. Hayden, Daisy, i wcześniej Ahmed w końcu doczekali się tej jasnej strony jednego z największych i najstarszych na świecie fandomów. Gwiezdne Wojny najnowszej fazy to Gwiezdne Wojny nowych pomysłów, które nie boją się czerpać ze starych źródeł bez ich kopiowania.

Ahsoka z wyciągniętym przed sobą mieczem świetlnym używa mocy na wrogu

Ahsoka, pomimo swoich wad, wydaje się robić to, co było niemożliwe w oczach fanów jeszcze kilka dekad temu. Fakt, że jest nam dane doczekać ekranizacji sagi Thrawna był nie do pomyślenia dla kogoś u schyłku lat 90, tuż przed premierą nowej trylogii wprost od Lucasa. Tamten fan karmił się przez ponad 15 lat historiami poszerzonego uniwersum (Expanded Universe, teraz znanego jako Legends), nie wiedząc czy jeszcze zobaczy kiedyś ten ulubiony świat science-fiction, który łączy w sobie również fantasy, westerny, filmy wojenne i japońskie kino samurajskie. Zaślepiony ekscytacją nadchodzącej premiery z 1999 roku, daje się ponieść niemożliwym oczekiwaniom. Trylogia prequeli pchnęła ten świat na nowe tory, które zderzyły się z przyzwyczajeniem do znanego i kochanego. Po negatywnych reakcjach na nowe dzieła Lucasa, utrapiony fan wrócił do swoich ulubionych opowieści o perypetiach Luke’a, Hana i Lei, którzy wraz z Nową Republiką mierzą się z kolejnymi wyzwaniami w tym przyjemnie rozpoznawalnym świecie. Nie do tego, co dał George w swojej nowej wizji. Ani tym bardziej tego, co dało Disney po rozstaniu się George’a ze swoim dzieckiem. Te twory spotkały się z zasłużoną krytyką, owszem, ale niestety również z już niezasłużonym witriolem niespełnionych wymagań i oczekiwań owego fana. I wtem przychodzi Dave z Ahsoką, a przed nim Jon z Mandalorianinem.

Zbliżenie na uczennicę Baylana podczas jej potyczki z Sabine

Nie byłoby Ahsoki bez Dave’a. A nie byłoby Dave’a ani Ahsoki bez animacji Gwiezdnych Wojen, które Filoni stworzył we współpracy z samym Georgem. Animacje Star Wars podtrzymywały ducha sagi Skywalkerów, kiedy mrzonką była choćby plotka o możliwym powrocie franczyzy na ekrany – duże czy małe. Animacje Star Wars to maszyna podtrzymująca życie dla dzieła, które przerosło swojego twórcę, lecz tym samym obrosło w ogromny bagaż nadziei, oczekiwań i rozbieżnych opinii o jego przyszłości. Wspomniana toksyczność to niemal nieodzowny efekt fenomenu kulturowego, który osiągnął tak ogromną popularność, że zjada się od środka. I podobnie jak trylogia prequeli, animacje przeszły tę ścieżkę próby, mierząc się z ogromnym hejtem z początku, a z czasem przeradzając się w swoiste cult classic. George, Ahmed, Hayden i w erze Disney – Daisy, Kelly czy John Boyega – przeszli podobną ścieżkę i doświadczyli mrocznej strony fandomu, który stał się zbyt oporny na zmiany. Dave, a przed nim Jon Favreau, zdołali odczynić nieco tej toksyczności dostarczając nowej wizji Gwiezdnych Wojen, która inspiruje się klasycznymi motywami, ale opowiada nowe historie, dystansując się od tych, wokół których własną ideę na wzór fanatycznego kultu stworzyła część fandomu. Grają w trudną grę, i nie robią tego bez pomyłek, ale dają Gwiezdnym Wojnom nowego wiatru w żagle. Jeśli marka ma przetrwać, musi ewoluować. I to zaczyna się dziać. Ale nie bez potknięć.

Sabine Wren na ścigaczu podczas ucieczki ze stolicy Lothal

Serial obnaża brak doświadczenia Filoniego w reżyserowaniu i produkowaniu materiałów live-action. Ta jedna scena walki, gdzie choreografia się załamuje i przestaje być płynna. To jedno ujęcie, kiedy kamera zbyt długo pozostaje w zbliżeniu na twarz postaci, prowadząc do niezręcznej ciszy. To jedno (albo dziesięć) odniesień do animacji za dużo, kiedy widz, który ich nie zna przestaje nadążać za fabułą czy poruszonymi wątkami. Takich problemów jest mnóstwo, ale nie wygrywają w starciu z wizualiami, historią, kreowaniem klasycznych i nowych postaci, ale przede wszystkim – tworzeniem nowego mythosu odległej galaktyki. Obsada jest mocno kompetentna, a chyba największą tragedią produkcji jest utrata Raya Stevensona. Miejmy nadzieję, że w jego postać wcieli się nowy aktor i będzie kontynuował fantastyczną wizję kolejnego utrapionego Jedi, którego zawiódł Zakon. Anakin, Baylan, Ahsoka i wielu innych, których Zakon nie rozumiał – oto prawdziwe porażki Jedi. Opowiadając ich historie, Dave udowadnia, że rozumie gdzie leży serce świata w odległej galaktyce, oraz jak powinien rozwijać się jego duch.

Zliżenie na Herę Syndullę na pokdładzie statku Nowej Republiki

 

Muzyka choć wyrazista, nie pozostaje jednak w pamięci, niestety. Ale na tym polu zawodzi każda nowa produkcja, włączając nowe aranżacje Williamsa w trylogii sequeli. Tutaj potrzeba zdecydowanie wyłącznie czegoś świeżego. Osiągnął to Ludwig Göransson w tematach Mandalorianina i uważam za błąd komponowanie ścieżek do każdej produkcji przez innego twórcę. Podobnie jak John Williams spaja trylogie oryginalną i prequeli, ta nowa faza powinna mieć wspólne wątki muzyczne, bo wyjątkowa muzyka to kolejny nieodłączny aspekt Star Wars.

Zbliżenie na Sabine ze ściętymi włosami z muralem z Lothal w tle

 

Gwiezdne Wojny to historie pełne majestatycznej magii i dziarskich przygód kosmicznej opery mydlanej jednocześnie. To unikatowe połączenie dwóch najbardziej spektakularnych wizualnie gatunków – science-fiction i fantasy. Ale po 46 latach istnienia to też subkultura sama w sobie. To świat tak gęsty i głęboki jak niejedna mitologia z antycznych czasów. I żeby nie wymrzeć potrzebuje nowych tajemnic, złowrogich sił, wyzwań dla starych i nowych bohaterów. Nowych wyjątkowych światów, kultur, sag i nieznanych przygód. Ale ten 46-letni bagaż sprawia również, że trzeba te nowości widzom dawkować. Inaczej, te historie i sceny spotka to, przed czym sam George nie zdołał się obronić dostarczając odmienną wizję Star Wars w częściach 1-3. A skoro oberwało się samemu twórcy, to jak mieli sobie poradzić Abrams, Johnson, i pozostali reżyserowie Disney i Kathleen Kennedy. Jon i Dave to zrozumieli, i zarówno Mandalorianin, jak i Ahsoka, pchnęli Gwiezdne Wojny na nowe tory, robiąc to starymi lokomotywami. I widać tego potrzebuje fandom lat dwudziestych 21. wieku.

Uczennica Baylana na celowniku blastera kapitan statku Nowej Republiki

 

2023 zdaje się być rokiem, który przełamuje toksyczność pewnych grup fandomu dzięki produkcjom, które rozumieją esencję świata Skywalkerów. Z nadzieją patrzę na Gwiezdne Wojny Dave’a i Jona, i już nie mogę się doczekać wizji realizowanych w latach trzydziestych, czterdziestych i dalej. Ale chciałbym już przeskoczyć ten etap budowania mostów pomiędzy nowym i starym. Męczy mnie narzekanie na nowe. Męczy mnie odgrzewanie starych ziemniaków, bo jest to bezpieczne finansowo. Cieszę się natomiast, że te pomosty pozwalają jednak takim twórcom jak Jon czy Dave nabywać doświadczenia zarówno w tym, czym jest sedno Gwiezdnych Wojen (dla Jona oraz pozostałych nowych dla franczyzy producentów i reżyserów), jak i doświadczenia w tworzeniu dobrych produkcji telewizyjnych i kinowych (czego wciąż brakuje trochę Dave’owi, który z kolei zbudował karierę na rozumieniu tego świata). Doceniam również, że respektują obecną potrzebę balansowania znanego i nowego. Jednocześnie mogę z ulgą stwierdzić, że Ahsoka to moje Gwiezdne Wojny, choć to jeszcze nie te wymarzone, nowe Gwiezdne Wojny.

Porównując ilość treści o samej produkcji z mythosem Star Wars w tym artykule, łatwo dostrzec, że Ahsoka obudziła we mnie fana, choć nie dopieściła jako widza. Oceniając produkcję telewizyjną powiedziałbym ujdzie, ale uznając przełomowy moment dla przyszłości Gwiezdnych Wojen mówię…

Ocena git

 

Strefa GIF-a

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia pochodzą z IMDb, GIF-y zaś ze skarbnicy GIPHY.

+1
1
+1
1
+1
2
+1
2
+1
4
+1
0
+1
0