Kronika Geeka

Talk to Me

Czy ten australijski horror to coś, na co warto poświęcić półtorej godziny swego cennego czasu? Oj, tak. Zapraszam na garść wrażeń.

Bohaterka patrzy w stronę ekranu i mówi "Talk to me"

 

Dla niewtajemniczonych

Banda dzieciaków znalazła sobie nową zabawkę – tajemniczy artefakt w kształcie dłoni, którą ponoć wystarczy uścisnąć i wypowiedzieć słowa „Talk to me”, żeby porozumieć się ze światem duchów. Z pewnymi siłami igrać jednak nie należy.

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń

Zwykle tę sekcję staram się zacząć od tego, co mnie mierziło i do czego mam stosunek ambiwalentny. I tu pojawia się problem, bo zastrzeżenia mam jedynie do poziomu kultury osobistej ludzi, z którymi przyszło mi rzeczony film oglądać na sali kinowej.

A przecież nie mogło być dobrze. No bo jak często trafia się dobry film o perypetiach nastolatków i studenciaków?

grupa nastolatków na imprezie w domu

 

Tak, to jest naprawdę kawał świeżego i bardzo dobrze zrealizowanego horroru. Coś, co nie przyprawia o ciarki krindżu i nie sprawia, że raz po raz musicie podtrzymywać opadające czoło. Coś, na co naprawdę długo czekałem.

Skoro narzekać nie zamierzam, przejdźmy do aspektów, które mnie tak w Talk to Me urzekły:

  • Ciekawie pomyślana i sprawnie poprowadzona fabuła.
  • Masa świetnego i bardzo przekonującego aktorstwa – po Mirandzie Otto nie spodziewałbym się niczego innego, ale jednak reszta obsady to nie nazwiska z pierwszych stron portali dla kinomaniaków, więc tym bardziej propsy.
  • A skoro już pani Otto została wywołana do tablicy, to muszę przystać, że wykreowała jedną z najlepszych i najbardziej autentycznych postaci matek, jakie widziałem w kinematografii.
  • Mamy tu bdb dialogi, które faktycznie brzmią jak rozmowy prawdziwych ludzi, a nie lista bon motów do odhaczenia.
  • Chyba totalny brak jump scare’ów (a przynajmniej żadnego sobie nie przypominam), co w kinie grozy jest dla mnie ogromną wartością samo w sobie.
    Jump scare to moim zdaniem najbardziej tandetna forma straszenia, bo de facto nie wywołuje strachu, tylko odruch zaskoczenia – ja najbardziej lubię filmy, w których teoretycznie nie dzieje się nic, a z przerażenia aż ciężko wysiedzieć.
  • Wyrazista brutalność która jednak nie ucieka w kabaretowy gore.
  • Bardzo eleganckie efekty, złego słowa nie powiem.
  • Wracając do fabuły: mocno doceniam też to, że film nas non stop zwodzi i miesza w głowie…
  • …oraz to, że jest bardzo niejednoznaczny, nie wykłada kawy na ławę (może dlatego, że australijski, nie amerykański 😀) i nie boi się niedopowiedzeń.

dłoń bohaterki chwyta za artefakt w kształcie dłoni

 

Nie daję tradycyjnej porcji GIF-ów, bo raz, że ciężko znaleźć niespoilerowe, a dwa, że im mniej będziecie o tym filmie wiedzieć przed seansem, tym lepiej dla Was. Gorąco polecam.

Aha, jakby co: jeśli zdobędziecie taką rękę, nie zapraszajcie mnie na imprezę, pliska.

ocena BDB

 

Zdjęcia pochodzą z IMDb, GIF-y zaś ze skarbnicy Giphy.

+1
0
+1
0
+1
0
+1
1
+1
2
+1
0
+1
0