
Dla niewtajemniczonych
Niespełna dwa tysiące słów z oryginału Brama Stokera posłużyły za inspirację do nakręcenia filmu o rejsie Demeter. Okrętu, w którego ładowni znajduje się skrzynia z pewnym obywatelem Transylwanii, pragnącym przedostać się do Londynu.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
Zacznę od tego, co mi się nie podobało, a była to w sumie cała jedna rzecz: miejscami za ciemno. Nie wiem, może taki był zamysł artystyczny, ewentualnie sprytny myk realizatorski, żeby więcej zasugerować, a mniej pokazać, co pozwoli zredukować koszty, ale jednak powodowało to czasem lekką dozę frustracji. Na szczęście za ciemnych scen nie było jakoś przesadnie dużo, więc wybaczam.
Co budziło wątpliwości? Myślę, że ze dwa czy trzy nadmiernie heroiczne monologi można by sobie darować. Scena akcji pod samiutki koniec też była – delikatnie rzecz ujmując – naciągana i pasowała do klimatu całości niczym kwiatek do czegoś tam.
A, no i tradycyjnie ciężko mi uwierzyć w to, że pani Rumunka nie dość, że angielskim włada tak biegle, to jeszcze z tak bogatym zasobem słownictwa, ale to już raczej klasyczna przypadłość filmów dla Amerykanów 🙂

Co mi się podobało? Całkiem sporo, lecimy z listą!
- Samo założenie: to jest totalnie vibe pierwszego Obcego, tylko że statek morski zamiast kosmicznego i wampir zamiast ksenomorfa!
- Klimat zaszczucia, duszna atmosfera, ciągły niepokój.
- Brutalność niewjeżdżająca w tandetny gore.
- Praktycznie brak jump scare’ów.
- Sposób realizacji, bo naprawdę miałem wrażenie, że aktorzy są na autentycznym statku i że żaden sztorm nie jest udawany.
- Nieprzesadne epatowanie Draculą – w większości przypadków widzimy go tylko na mgnienie oka i bardzo fragmentarycznie. I dobrze, bo ja w kinie grozy nie poważam dosłowności.
- No, i na koniec: deromantyzacja wampira – zło wcielone i okrutny potwór, a nie jakiś chłodny badass.
Arcydzieło to to nie jest, ale bardzo przyzwoity horror z nietuzinkowym klimatem już jak najbardziej. Czasu nie zmarnujecie.
Strefa GIF-a






Zdjęcia pochodzą z IMDb, GIF-y zaś ze skarbnicy Tumblra.





