Kronika Geeka
okładka wpisu

Wiedźmin: Stary Świat

Zapiski z wędrówek i potyczek dwojga rywalizujących adeptów szkół magii i wiedźmińskiego fachu.

Dla niewtajemniczonych

Wiedźmin: Stary Świat to nie pierwsza próba stworzenia gry planszowej osadzonej w wiedźmińskim uniwersum. Wyjadacze pamiętają jeszcze rozczarowania związane z Wiedźminem: Grą przygodową Ignacego Trzewiczka (choć dla Netflixa przebić Trzewika w liczbie zawiedzionych fanów to jak splunąć). Biorąc pod uwagę reakcje, temat aż się prosił o kolejne podejście – i ponownie zabrał się za niego rozpoznawalny, ceniony w środowisku twórca. Czy Wookie sprostał oczekiwaniom miłośników planszówek i dostarczył im rozrywkę na poziomie porównywalnym do książek i gier wideo? Albo chociaż poprawny, grywalny produkt osadzony w popularnym świecie?

Metki i etykietki

Wydawca: Rebel.pl

Projektanci: Łukasz „Wookie” Woźniak

Kategorie: 1-5 graczy, fantasy, przygodowa, figurki, adaptacja, rywalizacja, sandbox

Komponenty gry

Ogrywana przez nas wersja Wiedźmina to gra z Kickstartera z dodatkami, które pozytywnie wpłynęły na całościowe doświadczenie. Figurki potworów, dodatkowe postaci graczy, więcej kart wydarzeń czy karty potworów różnicujące walkę zadziałały na plus, ale też zmodyfikowały grę na tyle, że trudno byłoby odnieść nasze wrażenia do gołej, sklepowej podstawki.

Wiedźmin Stary Świat: widok planszy z biesem

 

Recenzowany zestaw składa się z następujących komponentów:

  • Wiedźmin: Stary Świat, wersja z figurkami
  • Wiedźmin: Stary Świat: dodatki Kickstarter
  • Wiedźmin: Stary Świat: Magowie

Przebieg rozgrywki

Akcja rozgrywki toczy się w wiedźmińskim uniwersum, na wiele lat przed wydarzeniami z sagi o Geralcie z Rivii. Wcielamy się w jednego z pięciu wiedźminów reprezentujących rywalizujące ze sobą szkoły (dodatki do gry umożliwią ponadto wybór spośród Ciri i pięciorga magów) i stajemy do wyścigu o największą liczbę trofeów. Trofea można zdobyć za pokonanie w walce potworów, innych graczy, a także za zaawansowany rozwój postaci.

Każda postać dysponuje początkową talią kart dopasowaną do typu postaci i szkoły. Mamy także podstawowe zdolności, wspólne dla wszystkich (takie jak tarcza czy alchemia) oraz jedną zdolność specjalną, którą możemy rozwijać wyłącznie w rodzinnym mieście. Ruchy wykonujemy naprzemiennie, a na akcję każdego gracza składają się następujące fazy:

  1. Przemieszczanie się po planszy, uzależnione od kart na ręce i zasobności naszej sakiewki.
  2. Akcja miejscowości, do której przybyliśmy – na przykład kościany poker albo rozwój postaci (za pieniądze).
  3. Walka – jeżeli jest z kim lub czym.
  4. Eksploracja miasta bądź pobliskich ziem, podczas której rozpatrujemy losowo wybrane wydarzenie z jednego z dwóch stosów.
    Wydarzenia nie zawsze są korzystne, ale nie ryzykujemy podczas nich zdrowiem, życiem ani tym bardziej przegraniem rozgrywki. Część wydarzeń zawiera zadania, które możemy wykonać w innym miejscu na mapie i uzyskać za to nagrodę, taką jak pieniądze albo tropy potworów.
  5. Dobranie kart do ręki i zakup nowych z puli dostępnych kart.
    Tu musimy się zastanowić, czy kupujemy kartę, bo ma świetny efekt w walce, czy też ważniejsze, by móc w pierwszej fazie przyszłej tury przemieścić się do konkretnego obszaru (kart w trakcie tury używamy do opłacenia ruchu).

Sekwencja ta nie ulega zbytnim modyfikacjom. Jak widać, rozgrywka jest przyjazna także graczom średniozaawansowanym, a planszówkowi wyjadacze znajdą trochę głębi w komponowaniu swojej talii kart i dobieraniu odpowiednich eliksirów (podstawka) i bomb (dodatek).

Wiedźmin walczący

 

Ciekawym i kluczowym elementem eksploracji starego świata jest walka z zamieszkującymi go potworami. Jeśli przed zaatakowaniem bestii zbierzemy tropy, uzyskamy przewagę na początku starcia. Podczas potyczki potwory posługują się prostym algorytmem wyboru akcji, wspomaganym przez któregoś z pozostałych graczy. Dodatek wzbogaca walki o specjalne zdolności i akcje potworów, które czasami mogą nas nieco przeczołgać :). 

Główny mechanizm oparty jest na talii kart gracza, wzmocnionej statystykami zdolności naszej postaci. Po przygotowaniu do walki dobieramy karty na rękę i sprawdzamy, ile z nich możemy zagrać w jednym ruchu i jaka będzie najkorzystniejsza kombinacja. Dla przybliżenia: kombinacje te są bardziej zaawansowane niż w remiku, ale mniej zaawansowane niż w Tainted Grail: the Fall of Avalon. Talia jest również pulą punktów życia naszego bohatera, co oznacza, że ciosy zadane przez potwora ograniczają nam zarazem pole manewru i witalność. Wybrane ruchy możemy wzmacniać eliksirami i bombami. Kto pierwszy wyprztyka się z kart, ponosi porażkę w walce.

Starcia między graczami przebiegają na bardzo zbliżonej zasadzie, oczywiście bez udziału „potwornej sztucznej inteligencji”.

Figurki wiedźminów w pudełku

 

Losowość:

Gra Woźniaka daje nam pozory znacznej kontroli nad akcjami bohatera, ale praktycznie każda czynność ma losowy komponent. Nie przemieszczamy się, dokąd nam pasuje, tylko dokąd pozwalają nam karty i zgromadzone złoto. Kościany poker to czyste turlanko, fakt że dwukrotne. Talię kart komponujemy samodzielnie z tego, co akurat jest dostępne w naszym ruchu (i dodatkowo tasujemy przed walką), a eliksiry oraz wydarzenia dobierane są zupełnie losowo.

Rywalizacja:

Jak widać z opisu rozgrywki, koop to to nie jest. Konfrontacyjność możemy zmodyfikować według preferencji (albo strategii zwycięstwa!) – da się zasadniczo omijać innych wiedźminów i podążać tropem własnej przygody, ale da się też uganiać za współgraczami. W naszej grupie była tendencja do samotnictwa i sporadycznych ataków na konkurencyjnych wiedźminów w momencie nabycia przekonania o własnej przewadze :).

Klimat:

Klimat zaobserwowano, zresztą to on był głównym marketingowym nośnikiem. Gra jest bardzo estetycznie wykonana (kickstarterowe figurki i malowanie  w wykonaniu naszego Gospodarza niewątpliwie przyczyniły się do tego wrażenia). Świat gry planszowej został rozwinięty spójnie z istniejącym uniwersum, a mechaniki walki wpisują się w fabułę i prawidła wiedźmińskiego fachu. Dość fajnie napisane są wydarzenia na kartach – dowcipnie, z pazurem, zgodnie z konwencją.

Garść wrażeń

Gość Kroniki Geeka

 

Kot Boardowy – to osoba, która na co dzień próbuje w zgrabny sposób połączyć miłość swojej kotki do saszetek i pudełek ze swoją miłością do niej i gier planszowych.

Cholerny mag znów się wtrącił.  Czemu zawsze na mnie pada? Czy inni wiedźmini też muszą się ciągle mierzyć z ludźmi, którzy próbują się zabić, walcząc z potworami, o których nic nie wiedzą?

Gra planszowa Wiedźmin: Stary Świat Łukasza Woźniaka to naprawdę dobra gra, która całkiem nieźle oddaje ducha i atmosferę Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego. Jest tu rozwój postaci, są przygody, są walki z potworami oraz innymi wiedźminami/czarodziejami (jak się ma dodatki).

Na pierwszy rzut oka wyróżnia się wygląd gry, klimatyczne grafiki na kartach, przyjemna mapa, porządne planszetki graczy, figurki z dużą liczbą detali, które naprawdę dobrze się maluje. 

Wchodząc do miasta, wiedziałem, że coś jest nie tak, jak powinno. Medalion na mojej piersi wibrował intensywnie, sugerując niebezpieczeństwo skrywające się w ciemnych alejkach. Ale to przecież mój fach, mierzyć się z potworami, zawsze to lepsze niż rozmowa z tymi tępymi politykami, którzy mnie wynajęli.       

Mechanika gry jest dość prosta, choć zawiera całkiem sporo elementów. Wiele rzeczy można więc zaplanować, ale kosztem czegoś. Elementy losowości są tu dobrze wyważone, co zapewnia odpowiednią dawkę napięcia i nieprzewidywalności, a jednocześnie nie przytłacza graczy pechowymi zdarzeniami. Ponieważ przygody zawierają konieczność dokonania wyboru o nieznanych konsekwencjach, to czytane są przez innych graczy, co powoduje zaangażowanie pomimo cudzej tury. I tu dochodzimy do najważniejszego minusa gry, czyli oczekiwania na swoją turę. Przy 4 graczach wydaje mi się, że jeśli nie uda nam się stworzyć klimatu, w którym wszyscy będą wspólnie przeżywać przygody, to część osób będzie się nudzić w oczekiwaniu na swój ruch.

Rozwój postaci jest dobrze zorganizowany, ale jest też wymogiem. Nie wygrasz z innymi wiedźminami czy potworami w walce, jeśli się do niej nie przygotujesz. Co ciekawe: nie ma tu za wiele przedmiotów (choć są przygody, dzięki którym możesz kupić lub dostać jakiś dodatkowy asortyment), ograniczają się one do eliksirów i bomb (dodatek), ale potrafią uratować życie.

Myśl i to szybko, bo za chwilę ten bies pozbawi cię głowy! Czary odpadają, ten sukinsyn jest w stanie odeprzeć każdy znak. Zostaje mi tylko zimne ostrze i moje umiejętności.      

Walki są esencją gry, ale potrafią też chwilę trwać. Angażują 2 graczy – pozostali co prawda mogą obstawiać wyniki (dotyczy walki między wiedźminami), ale to tyle. Sama mechanika walki jest przyjemna i dość prosta, w większości jasne są zasady przedłużenia kombinacji ataków (uproszczona wersja Tainted Grail), a twoja talia kart jest jednocześnie liczbą obrażeń, jakie możesz przyjąć (jak w Siege Storm). Ciekawe czy autor gry sugerował się jakoś tymi grami, czy też to raczej kwestia skojarzeń autora tekstu. Walka z potworami jest ciekawa, szczególnie jeśli skorzystamy z rozwiniętych kart bestii.

Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu – A. Sapkowski, Chrzest ognia

Podsumowując, gra Łukasza Woźniaka nie jest odbiciem w tafli jeziora, mylącym naiwnych graczy zafascynowanych prozą Sapkowskiego lub grami CD Projektu, ale jest naprawdę atrakcyjną częścią jednocześnie wiedźmińskiego świata i nieskończenie fascynującego mnie kosmosu gier planszowych. W geekowej skali dla mnie to gra na BDB, ja zawsze chętnie zagram i zaproponuję, jak będzie towarzystwo lubiące gry klimatyczne.

Zastanawiam się, czy wiedźmini przechodzą na emeryturę, czy też jedyny los, jaki gotuje nam świat, to śmierć w jakimś rowie. Nie, chcę myśleć, że mogę wpłynąć na swój własny los. Może zbuduję jakiś domek gdzieś na skraju lasu albo całe miasto, takie Moje miasto, odgrodzone wielkim murem, może mogłoby przypominać Rzym lub San Francisco (ciekawe, jakie recenzje czekają).  

 

Agata from Kronika Geeka

 

Do Wiedźmina: Starego Świata podeszłam bez szczególnych oczekiwań. Lubię wiedźmińskie klimaty, ale kiedy mówię „wiedźmin”, mam na myśli „serię książek czytanych za nastolatki” i to tyle, a gry Łukasza Woźniaka zazwyczaj kwitowałam uprzejmym wzruszeniem ramion. Zapewne wyjaśnia to, dlaczego to nie ja byłam gospodynią spotkania wyposażoną w kickstarterowy komplet ;).

Przy pierwszej rozgrywce zdecydowanie się odbiłam od systemu poruszania się po planszy… a kiedy okazało się, że nadmiernie go sobie z początku utrudniliśmy, wciąż nie stał się moim faworytem. Możliwość rozwinięcia – lub nie – jakiejś cechy naszego bohatera jest czasem absolutną podstawą strategii, a pechowo dobrane karty przez kilka rund mogą nam uniemożliwić wejście na wybrany obszar umożliwiający taki rozwój.

Kolejnym turbolosowym obszarem jest kościany poker – e no, bądźcie wierni uniwersum i dajcie mi Gwinta, nie poker! Możliwość poturlania kośćmi po dwakroć może i napełni nam sakiewkę (z moim szczęściem: otóż nie), ale zupełnie nie dostarczała mi gratyfikacji.

Sprawia mi natomiast przyjemność charakter rozgrywki, który czerpie trochę z Talismana, trochę z Tainted Graila, trochę ze starych papierowych erpegów, jest niby sandboxowy, ale jednak trzeba pamiętać o gromadzeniu trofeów. Karty wydarzeń są fajne (i angażują pozostałych graczy w rolach lektorskich), choć skłaniałabym się ku ocenie, że w podstawowej grze powinno być ich tyle, ile jest łącznie w podstawce i wszystkich dodatkach skompletowanych przez naszego Gospodarza.

Podobna opinia na temat figurek: są bardzo ładne i zdecydowanie dodają uroku grze… tak dużo uroku, że moja wizja gry bez tych trójwymiarowych potworów jest śreeeednia ;).

Walkę doceniam – mechanika kombinacji kolejnych kart jest dobrze pomyślana i zaserwowana w wariancie mniej wymagającym niż ten zaproponowany przez Awakenów w Tainted Grailu. Jeśli jesteśmy stroną tej walki, potrafi być naprawdę emocjonująco (nie ma co czekać, aż wylevelujemy i potwory staną się w oczywisty sposób łatwe do zwyciężenia, bo wtedy na pewno ktoś nas uprzedzi i pierwszy ubije gadzinę).

Gorzej jest niestety, kiedy walka toczy się bez naszego udziału. Potyczki są dość długie, a niebiorący w nich udziału gracze nie mają opcji znaleźć sobie żadnego tymczasowego zajęcia. Obstawianie zwycięskiego wiedźmina co prawda zachęca do śledzenia starcia między graczami, ale nie rozwiązuje problemu – gra potrafi się trochę dłużyć, a w porywach wlecze się dość nieznośnie. Dlatego chociaż doceniam design, uniwersum i wysiłek włożony w stworzenie planszowego produktu „dla każdego, kto lubi Wiedźmina”, nie zaliczę się w poczet wiernych fanek tej pozycji. Ani też nie będę jej odradzać osobom, które po lekturze naszej recenzji nadal są zainteresowane :).

 


Zdjęcia: Kot Boardowy, ja.

+1
4
+1
0
+1
0
+1
3
+1
5
+1
0
+1
0