Kronika Geeka

Silo (S01)

Dobrych seriali sci-fi jest wciąż w serwisach streamingowych jak na lekarstwo, bo jednak jeden świetny „The Expanse” wiosny nie czyni. Zobaczmy zatem, jak prezentuje się nowość od Apple TV+ na podstawie dość dobrze przyjętej, choć nie bardzo znanej, trylogii autorstwa Hugha Howeya.

 

Dla niewtajemniczonych

Fabuła Silo ma miejsce w postapokaliptycznym świecie, gdzie garstka pozostałej przy życiu ludzkości została zamknięta w tytułowym silosie — podziemnym mieście, o którego pochodzeniu, twórcach, jak i powodach owego zamknięcia wiadomo zastanawiająco niewiele, podobnie jak o świecie nadziemnym. Od pierwszych odcinków widz może przekonać się, że serial zawiera wiele elementów dystopijnych, a sam silos rządzony jest w sposób totalitarny.

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń

Otwarcie sezonu naprawdę mi siadło. Nie czytałem pierwowzoru, ale lubię klaustrofobiczne, duszne klimaty postapo, jestem fanem twardego sci-fi, więc silosowe wprowadzenie naprawdę mi się podobało. Świat, choć oczywiście mocno zamknięty, ma ślady zużycia, które na myśl przywodzą takie tytuły jak Snowpiercer (mam tu na myśli pierwowzór komiksowy i film Bonga Joon-ho bardziej niż popłuczynowy serial pod tym samym tytułem), serię gier Fallout, nową czy starą odsłonę Mad Maxa, czy nieodżałowany przeze mnie, skasowany serial SyFy pt. Ascension. Wobec czego Silo nie pokazało nic nowego, ale chwyciło mnie za moje czarne jak smar do turbin serduszko.

 

Niestety dalej było gorzej. W kolejnych odcinkach pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to miejscami fatalnie zagrane sceny — czasem na usta cisnęły się pytania w stylu „Serio, to był najlepszy dubel?”, albo „Czy ktoś tu w ogóle pamięta jak się gra przed kamerą?”. Nie była to wina nawet scenariusza czy samych dialogów — ot, chyba braki czasowe i warsztatowe. Niemniej bardzo odrywało mnie to od oglądania, wybijało ze świata przedstawionego, czyli mamy klops numer jeden. Kolejny problem to dłużyzny — niestety, ale często miałem odczucie, że sezon wiele by zyskał, gdyby zamknąć go tak w 5–6 odcinkach, zamiast na siłę rozciągać do dziesięciu. Cierpi na tym tempo, cierpi na tym intryga. Ziewałem w paru miejscach, pragnąc, żeby fabuła doszła już do kolejnego twistu. Nie da się ukryć, że Silo tak działa — każdy odcinek pcha nas w stronę rozwiązania kolejnej tajemnicy, stale zadając kolejne pytania. Niestety często w ślimaczym tempie. Słabe są moim zdaniem przede wszystkim relacje postaci, szczególnie te o podłożu romantycznym — znów być może to wina aktorów, a może po prostu budowania tych związków na siłę, ale po prostu niewiele one dla mnie w ostatecznym rozrachunku wnosiły do tego, po co zasiadłem przed ekran, a w dodatku miały w moim osobistym mniemaniu słabą chemię.

 

Nie obyło się też bez bzdurek scenariuszowych. Być może po The Expanse, które odrobiło lekcje z matematyki, fizyki, chemii i innych nauk, mam wyczulony zmysł na takie drobiazgi, ale ciężko mi było przejść nad niektórymi rzeczami do porządku dziennego. Przykładowo w scenie naprawiania turbiny mogłem przełknąć, że metal, który pracował (i w dodatku się ocierał), momentalnie się schłodził na tyle, że można go dotknąć gołą ręką. Niech będzie, że to jakaś magiczna mieszanka stopów. Ale jak polewa się coś gorącego wodą i w tej wodzie się stoi (a potem wręcz tonie), a ten gorąc ma taką temperaturę, że rozgrzewa metal, no to zanim się nasza główna bohaterka by utopiła, to ta woda by ją po prostu ugotowała. Inny przykład: nie podobała mi się również ceremonia zasypywania zmarłych jabłkami — rozumiem, że miało to mieć wymiar symboliczny, ale w postapo bunkrze, gdzie jedzenie jest prawie racjonowane, takie marnotrawstwo owoców wydaje się co najmniej dziwne. Wiem, jest to klasyczny nit-picking, ale dla mnie takie rzeczy są ważne w kontekście tego, czy mogę uwierzyć w pokazywany na ekranie świat.

 

Porozmawiajmy na koniec o finałowym twiście. Tu akurat zastrzeżeń nie mam: parę rzeczy wyjaśniono, sporo zostało do odkrycia, dobrze wszystko zagrało i mogło zaskoczyć tych, którzy przewidywali zakończenie rodem z naszej rodzimej Seksmisji. Widz może się zastanawiać, czy istnieje jakaś polityka „międzysilosowa”. Może tylko niektóre silosy są połączone, a akurat ten „nasz” nie miał kontaktów z innymi? Pozostaje też kwestia, czy wszędzie władza tak działa jak w „osiemnastce”, czy może gdzieś ludzi nie okłamują i faktycznie wszystkim wiedzie się lepiej? Zakładam też, że niektóre silosy (a z grubsza widać było w ostatniej scenie, że ich jest kilkadziesiąt) są martwe — zapewne przeszły jakieś bunty albo pokonały je choroby? Jak widać pytania się mnożą — oby showrunnerzy mieli dla nas satysfakcjonujące odpowiedzi.

 

Końcowa ocena

Macie czasem tak, że chcecie, żeby tytuł bardzo Wam się podobał, ale za każdym razem odbijacie się od niego i czujecie mały zawód, bo jednak rzeczywistość nie do końca pokrywa się z oczekiwaniami? Ja tak miałem z pierwszym sezonem Silo. Serial ma klimat, który wylewa się z ekranu, ma ciekawą bohaterkę (i parę pobocznych postaci też by można określić tym epitetem), mnóstwo tajemnic i zagadek, potencjał na przyszłość, ale na chwilę obecną trochę będę musiał się zmusić, żeby zasiąść do drugiego sezonu. I to tylko dlatego, że finał dowiózł — inaczej pewnie bym do niego nie wracał. Dobra wiadomość jest taka, że ten sezon dobrze się sprzedał, Apple TV+ zamówiło kontynuację, więc przynajmniej będzie szansa zobaczyć, co z tego wyrośnie. Trzeba pamiętać również, że dla wielu stacji pierwsze sezony to droga przez mękę — pod względem produkcyjnym, ale nie tylko. Daję wobec czego Silo kredyt zaufania. Oby twórcy w kolejnym sezonie naprawili mankamenty, a będziemy wtedy z czystym sumieniem mogli mówić o prawdziwym hicie.

 

Strefa GIF-a

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia pochodzą z IMDb i reddita, GIF-y zaś ze skarbnicy Tumblra.

+1
0
+1
0
+1
2
+1
4
+1
8
+1
0
+1
0