Kronika Geeka
Okładka wpisu o Oath

Oath: kroniki władzy i banicji. Pierwsze wrażenia

Ekipa planszówkowych wyjadaczy forsuje próg wejścia „Oath: Kronik władzy i banicji”.

Metki i etykietki
Wydawca: Portal Games

Projektanci: Cole Wehrle, Kyle Ferrin

Kategorie: storytelling, asymetryczna, fantasy, legacy, 1-6 graczy

Nie uważam, że im więcej gier do ogrania, tym lepiej. Nie decyduję się wspierać kolejnych Kickstarterów w ciemno, bo ślicznie wyglądają. Nie rwę się po kolejne euro w stylu „odpal swojego wewnętrznego Excela i przez dwie godziny z hakiem przeliczaj i planuj na dwie planszetki” – bo to już mam na półce.

Dlatego właśnie po obejrzeniu recenzji SUSD dziko zapragnęłam Oatha. Nic to, że trudne początki. Nic to, że w covidowych czasach trudno o grupę, która regularnie spotyka się na ten sam tytuł i nie wypadnie z klimatu. Nic to, że gra wydaje się niepodobna do niczego – ba, tym lepiej! Biorę w ciemno, choć Root nie sprawił, bym zakochała się w planszowej asymetrii.

Pod koniec 2022 polski Oath po wielu przygodach wjechał pod choinki zamawiających i udało się zebrać ekipę. Rozpakowaliśmy pudło, obejrzeliśmy wszelkie podręczniki, glosariusze, tutoriale i spis „Osobliwości Oath”. Będzie grubo. Jedziemy.

Oath - pudełko i instrukcje

Nauka gry

Oath jest grą skomplikowaną: wskaźnik trudności wynosi ponad 4/5 na BoardGameGeeku. My co prawda często oscylujemy wokół trójeczek, ale też gramy dużo, regularnie i dość często zmieniamy tytuły. Nie może pójść źle, prawda?

Prawda?

Twórcy gry wyraźnie zdawali sobie sprawę, że ich dzieło przekracza standardowe ramy gatunku i przygotowali specjalny podręcznik pierwszej rozgrywki, obejmujący sugerowane rozłożenie kart, uprzednio przygotowane talie, a nawet rozpiskę pierwszej tury dla każdego gracza. Początkowy brak swobody wzbudził wśród nas kontrowersje (jeśli jeden gracz zagra swobodnie, inni mogą przez jego decyzje nie móc zagrać zgodnie z tutorialem), ale potem powoli nabraliśmy rozpędu.

Realnie patrząc, cała pierwsza partia była jednym długim tutorialem, podczas którego, wbrew zaleceniom, co chwilę zaglądaliśmy do instrukcji i rozstrzygaliśmy wątpliwości różnej wagi.

Przebieg rozgrywki

Oath jest grą asymetryczną, w której jedna osoba piastuje zaszczytne stanowisko kanclerza i stara się utrzymać władzę, pozostałe zaś starają się tę władzę przejąć (w sposób otwarcie wrogi lub pod płaszczykiem współpracy). Rozpoczynając rozgrywkę, graczki i gracze niesprzymierzeni z kanclerzem są banitami mogącymi otrzymać od kanclerza obywatelstwo.

Cel i droga do zwycięstwa różnią się w każdym przypadku. Kanclerz składa przysięgę – na przykład: „utrzymam kontrolę nad większością terytoriów” – i dąży jej dotrzymania. Banici muszą spełnić warunki tajemniczych wizji (nadmieńmy, że jedna z wizji jest fałszywa i jeszcze nie wiem, co to dokładnie oznacza). Obywatele natomiast współpracują z kanclerzem militarnie, a na własny użytek gromadzą sztandary i relikty.

Banita po spełnieniu wizji musi ogłosić sukces, a następnie obronić nowe status quo przez jedną pełną rundę, by zwyciężyć i zakończyć rozgrywkę. Obywatelom i kanclerzowi zależy raczej na przetrwaniu do naturalnego końca gry.

Już to widzicie, prawda? Konkretny labirynt opcji.

Aby osiągnąć to, co zamierzamy, musimy w rozsądny sposób gospodarować zasobami, poparciem, chorągwiami (czyli wojskiem) oraz kartami doradców. Mamy do dyspozycji wachlarz akcji, z których większość obraca się wokół podróżowania po rozległych krainach, korzystania z mocy obecnie dostępnych kart oraz konfliktów zbrojnych. Świat Oath jest światem płynnym, ewoluującym. Krainy powoli zmieniają swój charakter przez zmiany dostępnych kart; podobnie zmieniają się sojusze i status gotowych do walki wojsk.

W ostatnich turach gra może ulec nagłemu zakończeniu (o wcześniejszym końcu rozstrzyga rzut kością o stopniowo rosnącym prawdopodobieństwie), co mocno wpływa na planowanie.

Zwycięzca zostaje przyszłym kanclerzem, a stan gry zapisujemy w pudełku. Do następnej rozgrywki przetrwają krainy podległe staremu kanclerzowi, lecz na przebieg tej rozgrywki wpłynie inna, nowa przysięga.

Oprócz dziedziczenia granic i stanu świata znanego z poprzedniej rozgrywki, a także wyznaczania następcy kanclerza, Oath nie ulega trwałym zmianom. Nie niszczymy komponentów, nie przeżywamy zwrotów akcji – gra ewoluuje, ale nie jest klasyczną legacy.

Dwie garści wrażeń

Dla pełnej perspektywy poprosiłam o wypowiedź reprezentantów poszczególnych frakcji.

Oczami Kanclerza Sucharomira I z Dowcipowic

Oath - ilustracja z kanclerzem

To niełatwe być władcą, to niełatwe być kanclerzem. Chociaż jest to przywilej, berło władzy potrafi być ciężkie i niewygodne. Określiłbym siebie jako kogoś, kto jest więcej niż amatorem planszówek, ale nie jest ich weteranem. Oto moje spostrzeżenia na temat pierwszej rozgrywki i bycia kanclerzem.

Przede wszystkim liczcie się z niemałą ilością negatywnej interakcji – taka jest trochę mechanika tego tytułu. Poza przyswojeniem zasad z instrukcji warto również poświęcić uwagę przykładowej pierwszej rundzie. Dla jednych będzie to wygodne ułatwienie, ponieważ oferuje sugestie możliwych ruchów (nie tylko dla kanclerza), ale też i dodatkowo wyjaśnia pewne mechaniki. Jako gracz postanowiłem ten krok pominąć. Miałem dość subiektywne zastrzeżenia co do jasności instrukcji, a także wolę uczyć się przez eksplorację oraz metodą prób i błędów. Jestem kanclerzem-eksperymentatorem! Tym niemniej dużo frajdy sprawiła mi eksploracja oraz negocjacje z innymi graczami oraz graczkami. Ciekawym dla mnie był status „Obywatela”, który pozwala wygrać innemu graczowi razem z kanclerzem. Jako kanclerz trzeba zaoferować odpowiednią marchewkę, chociaż grożenie kijem było też dość wesołe.

Nie mogę powiedzieć, że jestem fanem tego tytułu, ale też nie przekreślałbym go jeszcze! Może druga rozgrywka jako Banita to bardziej życie dla mnie?

Okiem Banitki

Oath - ilustracja z banitą

Grałam niebieskimi, a twórcy gry wyznaczyli mi rolę poszukiwaczki reliktów i sztandarów. Chociaż miałam potraktować pierwszą rozgrywkę lekko, brak możliwości przedyskutowania kryteriów spełnienia mojej wizji utrudnił mi działania i sfrustrował.

Mimo początkowych zmagań z materią gry polityczne plany powoli zaczęły działać poprawnie i pod koniec gry miałam realną, choć nie największą, szansę na zwycięstwo. Oczywiście konsekwentnie odmawiałam przyjęcia obywatelstwa i współpracy z Sucharomirem!

Układanie się z kolegą-banitą i turlanie kością, żeby sprawdzić, czy będzie jeszcze możliwość zrealizować nasze plany, było dość emocjonujące. 

W przyszłym pokoleniu krainami rządzić będzie eksobywatelka i nowa kanclerka – a ja będę mogła bardziej świadomie skupić się na knuciu przeciwko niej…


Co mi się podoba?

  • Gra jest piękna, kolorowa i jedyna w swoim rodzaju.
  • Bardzo lubię tytuły z interakcją między graczami.
  • Zarysował się potencjał do naturalnego storytellingu. Liczę na rozwój, kiedy grupa poczuje się swobodniej.
  • Oath nie jest lekko zmienionym wariantem ani dziesiątą wodą po kisielu przełomowego pomysłu sprzed lat. To rzecz innowacyjna, złożona i nietuzinkowa. Nie mam wątpliwości, że właśnie ograliśmy przyszły klasyk 🙂
  • Powtórzę, bo to ważne: innowacyjna gra bez apki.
    Da się! Jak widać, sedno dobrej gry nadal tkwi w przemyślanym pomyśle, a nie w nowoczesnych komponentach.

Co budzi wątpliwości?

  • Portal Games nie zaszalał z jakością polskiego wydania. Brak nadruku Oath na neoprenowej macie to z mojej perspektywy drobiazg, ale fakt, że o zmieniających mechanikę błędach w druku dowiedziałam się z innej recenzji, to już słabizna.
  • Poziom wejścia do niskich nie należy.
  • Jeśli u współgraczy przeważy frustracja, nie będzie łatwo zebrać grupy na dość ciężki tytuł, a…
  • …gra we dwoje z automatonem (tryb Mechanicznego Księcia) zapowiada się co najwyżej na protezę rozgrywki wieloosobowej.

Kronikarki, kronikarze, spodziewajcie się pełnej recenzji w nadchodzących miesiącach. Ja, jednooka Banitka, przysięgam zgłębić niuanse Oath i sięgnąć po kanclerskie berło!


Zdjęcia: ja.

+1
3
+1
2
+1
2
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0