Dla niewtajemniczonych
Firma Hachette postanowiła wypuścić DC: Bohaterowie i złoczyńcy, kolekcję poświęconą ważnym postaciom i wydarzeniom z Uniwersum DC, a każdy tom to starannie wyselekcjonowane opowieści. Twarda oprawa, wysoka jakość, tematyczne felietony z rysem historycznym. Planowo sto numerów i wspaniała nagrzbietowa panorama.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
O ile poprzednie dwa tomy antologii nie były jakieś przesadnie oldskulowe, tutaj już mamy pełnoprawny sus wstecz, gdyż trzy z czterech historii pochodzą z lat 80. I to widać, co można poczytać zarówno za wadę, jak i za zaletę.
Dla kogoś przyzwyczajonego do nowoczesnych, efekciarskich ilustracji kreska może być przestarzała i nieatrakcyjna, a ktoś inny stwierdzi, że łezka się w oku kręci i że to dzieło sztuki, bo nikt już przecież tak nie rysuje. Ktoś powie, że ciężko brać te fabuły na poważnie, bo z perspektywy roku 2022 wydają się strasznie naiwne, a ktoś inny się ucieszy z sentymentalnej podróży do scenariuszy i dialogów sprzed blisko czterdziestu lat.
U mnie łezka w oku i radość z sentymentalnej podróży 😈
A radość tym większa, że jakoś kompletnie mi umknęło, że Alan Moore (AKA jeden z moich ulubionych pisarzy) w początkach swojej kariery robił dla DC historie o Supermanie 🤯 Teraz już wiem.

I z trzech zaprezentowanych moore’owskich opowieści to właśnie pierwsza, czyli For the Man Who Has Everything… (Dla człowieka, który ma wszystko…), chyba najbardziej przypadła mi do gustu. Z całą pewnością swoje dołożyły ilustracje Dave Gibbonsa, z którym to pan Alan współpracował przy rewelacyjnych i jakże przeze mnie poważanych Watchmen.
Jest kosmiczny rozmach, jest intrygujący pomysł, z mojej strony leci okejka.
Na drugim miejscu – i z bardzo nieznaczną stratą – bym umieścił Whatever Happened to the Man of Tomorrow? (Co się stało z Człowiekiem Jutra?), bo to właśnie idealne zobrazowanie uroku komiksu superbohaterskiego lat osiemdziesiątych…

…a na trzecim miejscu ląduje dość artystyczna opowieść The Jungle Line (Kraniec dżungli), w której to Superman, no cóż, czuje, że śmierć jest bliska i ma ku temu powody. Gościnnie pan Swamp Thing.

A wiecie, co jest lepsze od trzech supermańskich historii Alana Moore’a?
Trzy supermańskie historie Alana Moore’a i jedna supermańska historia Neila Gaimana 🖤🖤🖤
I niech Was nie zmyli ten rok publikacji, bo może i Legend of the Green Flame zostało wydane w 2000, ale scenariusz perypetii Supermana i Green Lanterna przeleżał w szufladzie całe dwanaście lat.
Totalne krejzolstwo, można by rzec, że czysty Neil. Stawiam na równi z For the Man…, choć oczywiście z całkiem innych względów.

Patrząc na całość, stwierdzam, że ważne są takie tomy, bo to odpowiedź dla wszystkich, którzy uważają, że Superman to tylko debilne latanie, podnoszenie budynków i strzelanie laserkami z oczu.
Rysunki pochodzą z następujących komiksów: Superman Annual #11 | DC Comics Presents #85 | Superman #423 | Green Lantern/Superman: Legend of the Green Flame





