Kronika Geeka

LEGO Star Wars: The Skywalker Saga

LEGO Star Wars, Star Wars LEGO, Wars LEGO Star, Star LEGO Wars… Jakkolwiek by tych słów nie sparować, brzmi jak szczere złoto. Jednak czy aby na pewno?

 

Dla niewtajemniczonych

You can’t stop change any more than you can stop the suns from setting.

Seria Lego Star Wars to napakowane absurdalnym humorem adaptacje gwiezdnej sagi stworzonej przez George’a Lucasa i kontynuowanej przez Disney, ubrane w równie absurdalne szaty – świat przedstawiony w grze jest bowiem w większości zbudowany z budzących pozytywne skojarzenia klocków LEGO (chyba że Twoja stopa z niejednym klockiem miała styczność – wówczas ☹️☹️☹️).

The Skywalker Saga to produkcja studia TT Games, które na grach z serii LEGO zjadło chyba wszystkie zęby! Omawiany tytuł to dzieło znacznie odświeżone i uwspółcześnione względem poprzednich odsłon. W ujęciu portfolio gier z LEGO w tytule, The Skywalker Saga może uchodzić za opus magnum brytyjskiego studia. Czy jest to jednak tytuł godny bezwarunkowego polecenia? A co najważniejsze, czy Moc jest w nim silna?

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Na pierwszy rzut oka

I’ve got a really good feeling about this!

LEGO Star Wars: The Skywalker Saga to dla gier z serii LEGO całkiem solidne odświeżenie, szczególnie w sferze wizualnej. Autorzy zdecydowali się bowiem na zupełnie inne umiejscowienie kamery. Teraz jest ona zawieszona nad ramieniem naszego klockowego protagonisty (i nie pytajcie mnie, gdzie BB-8 ma ramię). Zasadniczym plusem tego rozwiązania jest to, że jesteśmy bliżej akcji, a i twórcom łatwiej zwrócić naszą uwagę na konkretne elementy czy wydarzenia. To „przybliżenie” pozwala też dostrzec dbałość autorów o graficzne detale. Człowiek niby nie spodziewa się wiele od gry, w której pierwsze skrzypce grają potwornie kolorowe, plastikowe i kanciaste klocki, ale cieszą oko takie rzeczy jak piasek na spodzie stóp, kółek, łapek, nóżek i innych takich, czy też widoczne na śniegu klockowe odciski stóp postaci, którą właśnie gramy.

Ładnie wygląda również gra świateł. Wszelkie promienie, lasery z blasterów, poświata bijąca od mieczy świetlnych wyglądają bardzo w porządku i świetnie odbijają się od plastikowych buziek naszych bohaterów! A skoro jesteśmy przy buźkach – mimika twarzy odzwierciedla tę znaną z faktycznych główek LEGO. Nice!

I have a very bad feeling about this!

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić w kwestii wizualiów, to do optymalizacji. Na PS5 gra potrafi solidnie chrupnąć, co jednak nie powinno mieć miejsca (umówmy się, to nie jest level grafiki pokroju Horizona, Halo, czy innego Wiedźmina). Spowolnienia są bardzo zauważalne. Zdarzyło mi się również, że postaci gubiły się podczas misji fabularnej i biegały w kółko, uniemożliwiając dokończenie misji. Nie pomogły miecze świetlne, pew pew pew, ryki Wookiech, granaty ani piasek… 

Listen to the Force.

Ścieżka audio specjalnie Was nie zaskoczy, ale i nie musi. Jest dobrze! 

Z głośników płynie masa motywów znanych z wszystkich dziewięciu części gwiezdnej sagi. Znalazło się więc miejsce zarówno dla Duel of the Fates jak i dla klimatycznej nuty z wyspy Ahch-To, gdzie Rey odnajduje wiadomo kogo. 

Niemałym zaskoczeniem był dla mnie angielski voice acting. Sporą część głosów dobrano perfekcyjnie i człowiek może mieć wrażenie, że głos należy do aktorki bądź aktora, którzy odgrywali właściwą rolę w filmowej sadze. Po części jest to zasługa tego, że twórcy zatrudnili aktorów głosowych, którzy występowali już w seriach animowanych. Jest też pewien ukłon w stronę wiernych fanów, bowiem głosu C-3PO udzielił sam Anthony Daniels. Czapki z głów!

Garść wrażeń

A thousand generations live in you now. But this is your fight.

Mam wrażenie, że w LEGO Star Wars: The Skywalker Saga gra jest tylko tłem i wymówką autorów do przedstawienia swojej alternatywnej, nieprzyzwoicie napakowanej humorem wizji. 

Już pierwsze chwile spędzone z grą pokazują nam, z czym będziemy mieć do czynienia – mam na myśli ekran wyboru historii, gdzie każda część sagi reprezentowana jest przez krótką, zapętloną scenę z danego filmu (jednak nie taką jaką zapamiętaliście). Części mamy dziewięć, a na każdą składa się pięć misji fabularnych plus trochę free roamu. Starczy tego na jakieś 30+ godzin dobrej zabawy z pokracznymi ludzikami. Na początek mamy dostęp do pierwszej części każdej z trylogii.

Sama gra nie jest specjalnie odkrywcza, ale uwierzcie mi – będziecie grać choćby wyłącznie po to, żeby dotrzeć do kolejnego przerywnika filmowego. Autorzy, gdzie tylko mogą, puszczają oko do fanów gwiezdnej sagi, jednocześnie sprowadzając do parteru co bardziej podniosłe czy niepozbawione zadęcia wydarzenia. Wplatane z wielką finezją gagi, heheszki i podśmiechiwanka naprawdę powodują banana na twarzy i sprawiają, że historię śledzi się z kosmiczną lekkością. Co ważne, humor zaproponowany przez TT Games nie jest nachalny. Czy na dłuższą metę robi się to męczące? Zdaje mi się, że nie. Jasne, czasami ma się wrażenie, że już się daną scenę widziało i onegdaj była śmieszniejsza, ale ja bawiłem się tak samo dobrze, śledząc fabułę wszystkich dziewięciu części.

W miarę odkrywania historii zyskujemy dostęp do nowych planet w galaktyce. Na każdej planecie czeka na nas masa znajdziek i misji dodatkowych, statków kosmicznych, bohaterek i bohaterów do odblokowania (o których istnieniu część z Was na pewno nie miała nawet pojęcia!). Cieszy też smaczek w postaci indywidualnych animacji postaci, które aktywują się przy dłuższej bezczynności – takiemu Anakinowi z Ataku klonów miecz świeci się na czerwono i dopiero potrząśnięcie nim i stuknięcie kilka razy zmienia kolor na niebieski. Oczko do fanów, c’nie?

Ta gra to nie tylko wspaniałe i przepastne kompendium wiedzy o Star Wars (do każdego statku kosmicznego i bohatera dostajemy krótką notkę encyklopedyczną), ale również nie mniejsza skarbnica wiedzy dla fanów sympatycznych klocków (mamy do wyboru chociażby różnorodne kostiumy dla bohaterów, które na przestrzeni lat pojawiały się w zestawach LEGO). Ale…

Patience you must have my young Padawan.

…Przez to, że dostajemy kompendium traktujące o całej sadze Skywalkerów, gra jest zwyczajnie P R Z E P A S T N A. I to jest chyba mój główny zarzut do tej produkcji. Jestem przekonany, że The Skywalker Saga zmęczy wielu completionistów, którzy będą chcieli zdobyć wszystkie pucharki (sam zaliczam się do tego grona… jeszcze walczę… litości!). I nie zrozumcie mnie źle – jest nawet różnorodnie i gra proponuje wiele różnych atrakcji, ale skala contentu jest zwyczajnie za duża i po czasie wszystkie aktywności zaczyną nurzyć.

Musicie wiedzieć, że TYCH CHOLERNYCH KLOCKÓW KYBER JEST 1200!!! (a ja hejtowałem pierwszego asasyna za 100+ flag…).

Co siedzi pod maską?

An elegant weapon, for a more… civilized age.

W grze mamy kilka klas postaci, które różnią się specjalnymi umiejętnościami – mind trick u użytkowników Mocy, granaty u szturmowców, otwieranie drzwi i hakowanie działek u droidów itd. Każda klasa ma po cztery umiejętności, które ulepszamy do trzech razy, płacąc klockami kyber. Grając misję czy eksplorując dany obszar, możemy się więc spodziewać nieco różnych doświadczeń w zależności od tego kim akurat gramy. W trybie free roam możemy miksować postacie do woli – Vader i Yoda w jednym teamie? Proszę bardzo! 

Walka jest prosta, ale cieszy oko, że Jedi i Sith mają kilka stylów walki, które odzwierciedlają ruchy bohaterów z filmów. Młody Obi-Wan macha mieczem jak wiedźmin po zbyt wielu eliksirach, ale już starszy pan Ben walczy spokojnie, statecznie, jak przystało na wyrafinowanego szermierza z czasów, kiedy filmy nie miały budżetu na przegiętą choreografię wspomaganą efektami specjalnymi. To oczywiście tylko wizualia, bo sama walka to zwyczajny atak, blok, rzut mieczem i podskok – głębi tu nie uświadczymy.

You’re all clear, kid. Now blow this thing and go home!

Autorzy próbują, jak mogą, zwalczyć monotonię, oferując nam kilka różnorodnych odskoczni. 

  • Mamy latanie stateczkiem (i ponad 100 stateczków do wyboru, bo niby dlaczego nie). Zasiadając w kokpicie jednej z klockowych maszyn, możemy brać udział w potyczkach między Imperium a Rebelią, brać udział w wyścigach, przemycać towary, czy próbować zdominować tzw. Capital Ships (Home One, Gwiazda Śmierci itd.).
  • Mamy proste elementy platformowe wymagające chwili zastanowienia, zręczności i dobrania odpowiedniego ludka do zadania.
  • Mamy przystępne zagadki logiczne, które wymagają chociażby przejęcia kontroli nad inną postacią czy droidem za zamkniętymi drzwiami, połączenia kilku rozsianych klocków w obrazek itd.

Mamy wreszcie okazję na trochę pew, pew, pew! Jak w przypadku wszystkich pozostałych mechanik, również i tutaj jest prosto. Mamy system osłon, mamy możliwość ładowania headshotów, mamy kilka umiejętności specjalnych i tyle. Naszą celność możemy również sprawdzić na strzelnicach lub w konkretnych wyzwaniach środowiskowych.

Always two there are…

O trybie multiplayer nie mogę się wypowiedzieć, bo nie grałem. Wiem, że jest, wiem że Internety sobie chwalą i wiem, że można zasiąść przed jednym ekranem i grać na split screenie.

Brać i grać?

Your focus determines your reality.

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Szczerze polecam przejście fabuły i niewymuszoną eksplorację poszczególnych planet, bo to kwintesencja funu w bardzo atrakcyjnym i bogatym uniwersum. Warto też pozwolić sobie na skok w bok i sprawdzić różnorodne aktywności, które zostały przygotowane przez autorów. Ale jeśli myślicie o wycalakowaniu lub platynce, to uwierzcie mi, że przed Wami dziesiątki godzin żmudnej i monotonnej gry.

Przyznana ocena jest dla tych z Was, którzy chcą grę poznać i dobrze się przy niej bawić. Osoby, które chcą tytuł wymaksować, niechaj odejmą oczko od oceny i przyjmą do wiadomości, iż UJDZIE.

ocena GIT

 

Strefa obrazka

Screeny własnego autorstwa, GIF-y zaś pochodzą ze skarbnicy Tumblra.

+1
3
+1
1
+1
1
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0