Kronika Geeka
Beyond Humanity: Colonies - okładka wpisu

Beyond Humanity: Colonies

Pociągnęłam solidny łyk z bardzo wyczekiwanego planszowo-elektronicznego rogu obfitości. Przekonajmy się, czy ten róg czerpie z oceanu.

Metki i etykietki
Wydawca: Three-Headed Monster

Projektanci: Max Salamonowicz, Pawel ‘Bloski’ Suski

Kategorie: Kickstarter, z apką, semi-coop, kooperacyjna, rywalizacyjna, scenariusze, worker placement, negocjacje, 1-5 graczy

Mamy taki rytuał z kolegą kot_boardowy, że co jakiś czas dociera w jego ręce jakiś planszowy Kickstarter (przy obecnych problemach z logistyką jest to zupełna loteria) i wtedy dokonujemy radosnego wypatroszenia i ogrania nowego nabytku. Tym razem z kickstarterowego jajka-niespodzianki wyskoczyło Beyond Humanity: Colonies.

Na pierwszy rzut oka nie wiesz, czy to planszówka, czy zabawka. Gra ma cały zestaw elektronicznych podświetlanych modułów do rozbudowy bazy, karty z chipami, czytnik tych kart i jeszcze do tego apkę. Spory zestaw, który budzi zaciekawienie, a tematycznie myśli biegną w stronę… Terraformacji Marsa. Przynajmniej moje.

Beyond Humanity: budynki bazy

 

Podczas pierwszej rozgrywki ogarnialiśmy zasady w locie, więc nie będę tu ferować wyroków na temat mechanik 🙂

Przebieg rozgrywki

W Beyond Humanity wcielamy się w jednego z managerów sterujących rozbudową bazy kosmicznej. Planeta (i trudność rozgrywki) jest nam przydzielana przez scenariusz.

Każdy z managerów ma jasno określoną tożsamość, mocne strony i prywatne cele do spełnienia, a ponadto dobiera kilka celów ze wspólnej puli. Przez większość partii będziemy współpracować, rozbudowując bazę dla rosnącej populacji kolonii, a na koniec wyłonimy lidera kolonizacji i zwycięzcę rozgrywki.

Duża część akcji toczących się na stole to deklaracje rozbudowy kolejnych budynków i umiarkowanie wymagający worker placement. Nad stołem z kolei rozgrywają się negocjacje – wszyscy chcą zostać zapamiętani jako inicjatorzy najkorzystniejszych przedsięwzięć, ale zasobów mamy tylko tyle, że wymusza to współpracę.

Beyond humanity: karty postaci i znaczniki

 

Aplikacja dodaje do tego scenariusz – przelicza wpływy naszych decyzji na rozwój kolonii, prezentuje aktualne dane i wstawki fabularne, zazwyczaj ściśle związane z potrzebami mieszkańców.

Gra zajęła nam zauważalnie dłużej niż przewidywane przez producenta ~120 minut i mieliśmy zgodne wrażenie, że być może następnym razem skróci się czas rozstrzygania wątpliwości z instrukcją w dłoni, ale za to rozrośnie się faza negocjacji.

Garść wrażeń

Co mi się podoba?

  • Beyond Humanity potrafi zaciekawić. Zdecydowanie to jedna z tych gier, którą po pierwszym podejściu chciałoby się ograć porządniej.
  • Gra srodze dała nam w du… kość. I DOBRZE. Postawione przed nami wyzwanie to główny powód, dla którego chciałabym do niej wrócić.
  • Jeśli chodzi o mechaniki: zazębienie indywidualnych celów graczy, zróżnicowanych planet do skolonizowania, worker placementu, politykowania i negocjacji zagrało całkiem dobrze.
  • Klimat był odczuwalny – mimo zastosowania paru mechanizmów wziętych prosto z najtwardszych eurosucharów 🙂

Co budzi wątpliwości?

  • Rozbudowa fizycznej, świecącej, kosmicznej bazy, która komunikuje się z apką i wyświetla statusy za pomocą kodów kolorystycznych… jest ciekawa i satysfakcjonująca i zarazem zdaje się sztuką dla sztuki.
  • Baza się niestety nie ładuje z gniazdka – a dla mnie zasilanie bateriami to już przeżytek.
  • Rozgrywka wymaga sprawnego działania bardzo wielu elementów. Apka musi hulać, czytnik kart musi ładnie sczytywać karty managerów (mieliśmy z tym pewne problemy), budynki bazy muszą być zasilane.
    Nie jestem planszową purystką, ale niezależność od technologii i mała podatność na awarie jest dla mnie atutem gier z drewna, plastiku i kartonu.

Moje pierwsze wrażenia są takie, że mamy do czynienia raczej z przyzwoitą grą umajoną masą fajerwerków i wodotrysków niż z kandydatem do osobistej listy planszowych przebojów.

Beyond Humanity: Colonies potwierdza moją ogólną opinię, że Kickstartery vs klasyczne wydawnictwa są jak w świecie książkowym self-publishing vs… klasyczne wydawnictwa. Przysłużyłby się tu surowy recenzent, który kazałby przyciąć trochę frędzli i odchudzić mechaniki. Nie ma w tym rogu obfitości aż tyle głębi, żeby uzasadnić obecny festiwal komponentów.


Grę nabył i kazał ograć kot_boardowy, zdjęcia pochodzą ze strony wydawcy.

+1
1
+1
1
+1
0
+1
0
+1
2
+1
0
+1
0