Dla niewtajemniczonych
Firma Hachette postanowiła wypuścić DC: Bohaterowie i złoczyńcy, kolekcję poświęconą ważnym postaciom i wydarzeniom z Uniwersum DC, a każdy tom to starannie wyselekcjonowane opowieści. Twarda oprawa, wysoka jakość, tematyczne felietony z rysem historycznym. Planowo sto numerów i wspaniała nagrzbietowa panorama.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
Aż trudno uwierzyć, że od premiery Batman: The Animated Series (bo, rzecz jasna, o tym serialu mowa) w tym roku mija dokładnie trzydzieści lat 🤯 Jeśli nie znacie, warto nadrobić, bo to moim zdaniem jedna z najbardziej klimatycznych animacji komiksowych. A na liście zalet oczywiście musi pojawić się fakt, że to właśnie tam świat po raz pierwszy ujrzał postać Harley Quinn…

Harley okazała się strzałem w dziesiątkę, od fandomu dostała okejkę, więc w końcu musiał przyjść czas na wciągnięcie jej do kanonu – czyli na komiksowy debiut. Był to rok 1999 i jednostrzałowiec zatytułowany po prostu Batman: Harley Quinn – i to właśnie od tego numeru zaczyna się drugi tom antologii Hachette.

Niech Was tylko okładka nie zmyli, bo faktyczne ilustracje prezentują ździebko inny styl 😈

Nie będę ściemniał, że to opowieść jakoś wybitnie głęboka czy poruszająca. No nie, ale też chyba nikt tego nie oczekiwał. Postać Harley miała nieść ze sobą rozrywkę – czasem infantylną, czasem schizową i niepokojącą, ale rozrywkę. I tak właśnie się dzieje. A w tle obserwujemy kwintesencję toksycznej relacji z Jokerem. Po prostu przyjemne i efektownie kreskówkowo narysowane origin story.
O wiele ciekawsza dla mnie jest druga z opowieści, czyli urzekające Picky Sicky (u nas jako Chore wybory) z wydanego w 2014 Harley Quinn #0. Co w tej opowieści takiego ciekawego? Sama koncepcja. Uważajcie: Harley zastanawia się, jak by to było, gdyby była postacią z komiksu i kto by ten komiks tworzył, a następnie wizualizuje sobie swoje perypetie w oczach całej plejady twórców.
Na przykład Sam Kieth rzuciłby Harley na jakieś mokradła, gdzie zmutowany Joker pragnie ją pożreć. Co oczywiście kończy się krwawą miazgą wielkim młotem, a następnie prowadzi do zmiany rysownika na Darwyna Cooke’a.

Tak, wiem, jak to brzmi. Dla mnie bdb.
Again, czysty fun.
A po numerze zerowym dostajemy od Hachette naturalną kontynuację w postaci numerów od pierwszego do siódmego, nadal pisanych w całości przez żelazny duet Amanda Conner & Jimmy Palmiotti.
No to tak:
- Absurdalna fabuła ✔️
- Zero powagi ✔️
- Pinupowo-erotyzująca estetyka niejako wpisana w kreację tej postaci ✔️
Do przeżycia? Jeśli tak, to czeka Was czysta rozrywka, którą to przy okazji niniejszego tomu mogę odmieniać przez wszystkie przypadki (zważywszy na to, że mamy ich raptem siedem, nie jest to oczywiście jakiś wielki wyczyn, ale no).
Czy jest to lektura głupiutka? Pewnie tak.
Czy uczyni z Was lepszych ludzi i rozwinie duchowo? Pewnie nie.
Ale co z tego, skoro buzia uśmiechnięta 😈
Podsumowując krótko: dużo niezobowiązującego, acz uroczego wariactwa.
Rysunki pochodzą z następujących komiksów: Batman: Harley Quinn | Harley Quinn (Volume 2) #0, #1, #4







